,,Jesteś mą pierwszą miłością, wiesz? Taką cholerną miłością Cię obdarzyłam, raniłam, kochałam i kocham, ty to pięknie wykorzystałeś, zraniłeś mnie najgorzej na świecie, nienawidzę Cię, ale też kocham'' - mówiła. Powiadała to codziennie na swoim blogu, do niego w esemesach, nie odpowiadał, pochylał głowę w dół, kiwał głową i mówił ,,Tępa suko, coś ty sobie myślała, że pokocham takiego paszteta, jak ty? Był zakład, że Cię przelecę i tyle". Powiedział to jej prosto w oczy, patrząc jej w niebieskie oczy, ona patrzyła na jego zielone oczy, które zawsze wydawały jej się pełne nadziei, miłości. Teraz, widziała jego twarz zamazaną, rozmytą, łzy skapywały jej na ręce jak kropelki deszczu, powoli lecz gwałtownie. Popatrzyła jeszcze raz na niego i powiedziała ,,Byłeś moją pierwszą miłością" i odeszła. Wstała z ławki, wzięła plecak, zakryła oczy rękami, trzasła drzwiami wychodząc z klasy. Wyszła na korytarz, popatrzyła na swe ręce, na swe żyły, odetchnęła głęboko. Otarła łzy, wyszła ze szkoły. Zaczęła biec najszybciej jak mogła, jej brązowe włosy były kołysane w rytm wiatru, serce w piersi dudniło nieustannie, pobiegła do domu. Otworzyła drzwi do swojego pokoju, wyciągnęła ze swojego pudełeczka, schowanego głęboko w szafie. żyletkę, w pudełeczku były listy od jej ojca, kilka róż zaschnięty od ukochanego, ale też jej była przyjaciółka, w przeszłości używała jej dość często, zostały tylko blizny. Lecz teraz nadszedł czas, by uścisnąć swą przyjaciółkę z powrotem, ucałować i powiedzieć ,,cieszę się że jesteś", też tak zrobiła. Nie zostawiła listu, żadnej wiadomości, jedni mówią ,,głupia na jednym facecie świat się nie kończy" drudzy ,,była chora psychicznie, wiedziałam że to zrobi, spójrzcie na nią jak leży w tej trumnie, głupia", ale nie rozumieją, że być może dla tej niebieskookiej dziewczyny, ten chłopak, chociaż okazał się chamem, był dla niej wszystkim, wszystkim co miała, całym światem. Dawał jej nadzieję, w deszczowe dni, dawał jej tą cholerną nadzieję, na lepszy dzień, na to że po burzy wyjdzie tęcza, a teraz? Teraz dziewczyna nie ma nic, nie ma jej, czy dobrze postąpiła? Każdy by tak postąpił na jej miejscu, każdy....
sobota, 21 września 2013
czwartek, 12 września 2013
Musze pisać, bez pisania nie ma mnie, ja wówczas nie istnieję. Taka ogromna pustka ogarnia mnie i me serce, lecz cóż zrobić. Sięgnąć po żyletkę? Zrobić nowe rany, uśmiechnąć się, gdy z rąk będzie spływać ma krew? Uratuj mnie, chcę poczuć twe silne dłonie na mych nadgarstkach. Nie chcę żyć, nie chcę istnieć. Uśmiecham się wciąż, co dnia, lecz co to daje? Ja wciąż udaję. Udaję kogoś kim nie jestem. Zakrywam swe blizny na nadgarstku bransoletkami, długimi rękawami. Lecz co dnia, wciąż od nowa, codziennie bardziej wyraźniej, widzę w swych snach swą śmierć. Swą krew, spływająca po bladej ręce, oczy zamykające się w udręce, żyletkę spadającą z mej ręki. Uciekające myśli w nieznaną przestrzeń, usta wypowiadające dwa słowa: kochaj mnie. Me włosy kręcone, rozpuszczone, krwią ubrudzone, posklejane. Oczy gdzieś w głąb twego serca patrzą, dostrzegają dwa płomienie tańczące w rytm aktu miłości, ty i ja, promienie w twoim sercu. Patrzę na ciebie, uśmiecha się mówię niemą mową "skarbie, kocham cię", zamykam swe oczy, pogrążasz się w płaczu...
czwartek, 20 czerwca 2013
Śmierć... śmierć powolna i bolesna...
Ujrzałam je... zrozumiałam, zrozumiałam jaka jestem samotna.... ta samotność zabija. Co mam zrobić,a by było tak jak dawniej? Czasu nie cofnę, chciałabym i to bardzo, przenieść się do tamtej chwili, powiedzieć Ci coś innego, spojrzeć w Twoje oczy i zniknąć, prysnąć. Zniknąć jak wróżka, która spełnia czyjeś marzenia, lecz swoich nie jest w stanie zrealizować. Samotność, smutek wszystko na raz, to wszystko się kumuluję, nie wiem co robić, pomóż mi... ja umieram, umieram od środka. Chcę żyć... chcę żyć dla Ciebie.... czemu umiem pomóc innym, lecz nie sobie? Łza... łza spływa po moim policzku, powoli, delikatnie niczym mgiełka pragnienia za Tobą... po głowie wędruje mi Twoje imię, tak piękne a zarazem znienawidzone, pełne uczyć, których tak bardzo nie chcę już do Ciebie czuć. Skulona w kącie swojego pokoju, płacząca po nocach dziewczyna... nie ma Cię, nie powrócisz, chcę iść w stronę światła. Gdzie są Twe ramiona wtulone we mnie? Gdzie Twe pocałunki, delikatne niczym płatki śniegu, które mrożą me usta, doprowadzając do dreszczyku na całej skórze... brak Ciebie jest jak brak narkotyku, ta samotność jest powolną śmiercią... śmiercią bolesną i powolną...
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Śmierć
Życie jest przemijaniem. Można więc zastanowić się, czym jest śmierć. Czy jest ona zbawieniem? Ile osób jej pragnie? Czy ona aż tak zbliża do siebie ludzi? Czym jesteśmy w obliczu umierania? Czy jesteśmy małymi zwierzątkami, kukiełkami czegoś większego, czegoś co kieruje całym naszym życiem? To tylko jedno cięcie, jedna linia, która może nas zbawić lub zamienić nasze życie w jedno wielkie piekło. Każdy zapomni, nikt nie będzie pamiętał o tym bólu, ranach, które zadajemy cały czas. Tak, to jest czas na płacz, płacz który pomoże, pomoże zapomnieć. Zobaczą me ciało, pozbawione jakichkolwiek ruchów, bezwładne ciało. Duch mój ujrzy światło dzienne i zrozumie, dlaczego, dlaczego chciałam to zrobić. Gdy zobaczy świat, na którym żyłam, co mnie spotkało, zrozumie dlaczego siebie krzywdziłam, zadawałam rany. To bolało, piekło lecz zasłużyłam na wszystko co najgorsze na tym zasranym świecie.
Krew, która daje ukojenie... żyletka, która rozumie wszystko...
niedziela, 16 czerwca 2013
Do wszystkich, którzy czytają moje opowiadania i wiersze!
Jeżeli macie ask.fm proszę was o lajki dla tego konta : http://ask.fm/De4dS0ul
tutaj nie chodzi o "lansowanie się" , chłopakowi jest potrzebna pomoc, zostało mu rok życia.Wiem, ze może nie chcecie mi uwierzyć w moje słowa, ale ja was nigdy nie okłamuję, na blogu pisze całą prawdę o sobie, to też jest prawdą. Jeżeli macie serce, pomóżcie chłopakowi. Pomóżmy Mu stanąć na nogi. Jeżeli uzyska odpowiednią ilość polubień, zainteresuje się nim fundacja TVN. Więc okażmy serce dla drugiego człowieka.
wtorek, 21 maja 2013
Miłość z przypadku.
Kolejny raz robię to samo, kolejny raz MY użalamy się nad sobą. Skończmy to. Wiem, że kochamy się nawzajem ciąć, połykać nawzajem naszą krew, całować się po świeżych ranach, spowodowanych przez ludzi, których kochamy. Wiem, że czekasz na to aby usiąść ze mną w koncie, wziąć żyletkę i się pociąć, przeciąć powierzchniową skórę, po której będą spływać powolne strużki krwi, dające ukojenie, odizolowanie się od świata. Czy dlatego jesteśmy ze sobą? Czy tylko dlatego się kochamy, ponieważ robimy to samo? Oboje zakochaliśmy się w sobie na imprezie, po tym, gdy znalazłeś mnie z saszetką tabletek nasennych. Pamiętam metaliczny posmak na ustach, pamiętam posmak krwi. Pamiętam posmak twych ust. Czy już nie mamy uczuć? Czy nie mamy już siły aby żyć? Za każdy razem, gdy do siebie przychodzimy, bierzemy tabletki, szczęśliwi w innym świecie, zapominamy o rzeczywistości. Każdy raz zbliża nas do śmierci, której tak bardzo oczekujemy. Kochanie choć do mnie, weźmiemy ostatni raz, dawkę po której już nie powrócimy. Wiem, że tego chcesz jak ja... .Śmierć jest najlepszym rozwiązaniem... .
niedziela, 19 maja 2013
Pomóżcie dziewczynie !
Cześć, chciałam dodać posta informującego was o tym, że jest pewna dziewczyna Ola, pisze bloga. Inna tematyka, może komuś się spodoba, przypadnie do gustu bardziej niż mój. Tutaj macie linka --------> http://historie-pisane-snami.blog.pl/
sobota, 18 maja 2013
Alone... .
Wstaję rano, jak zwykle to samo. Spaceruję po domu, który jest pusty. Patrzę przez okno, do kuchni wpadają ciepłe promyki słońca. Czasami myślę " to mój ostatni rok", wychodzę na dwór pospacerować. Czuję na sobie dreszczyk, gęsia skórka pojawia się na całych moich ramionach. Lekki powiew chłodnego, wiosennego wiatru otula moje ciało. Zamykam oczy, czuję się jak zwykle : samotna. Nic się nie zmienia. Wkładam ręce do kieszeni swetra, czuję miękkość materiału. Wspomnienia wracają... Zawsze wracają, gdy ich nie potrzebuję. Nie ukrywam już swych łez. Idę polną drogą, niebo jest błękitne. Po mych policzkach spływają pojedyncze łzy, pozwalam im wynurzyć się na swą powierzchnię. Dają ukojenie, dają ukojenie bólowi, który codziennie rano mnie budzi. Codziennie... . Czy to się kiedyś skończy? Ludzie cieszą się ze swojego życia, nie patrze na innych. Nie porównuję swojego życia do ich. To byłoby bez sensu. Czuję muskającą mnie trawę pod stopami. Przez moment czuję się wolna, wolna od wszystkiego lecz to znowu nadchodzi. Znów jest za moim ramieniem, czy już pora na mnie? Odwracam się powoli, czuję oddech śmierci na swojej skórze. Ona się mną bawi, jak zawsze bawi się mną. Wracam do domu, nikogo w nim nie ma. Zostawić list? Uciec od rzeczywistości? Czy zanurzyć się w codziennej rozpaczy? Ostatnia modlitwa, dziwne że ludzie zawsze ją odprawiają przed śmiercią. Nigdy nie wierzyłam w Boga ale może mi w tym pomoże. Może chociaż raz wysłucha prośby egoistycznej kobiety. Nie boję się Jej. Odliczam tabletki nasenne. Odliczam wystarczającą ilość aby zasnąć na zawsze, pozostać w żelaznym śnie. Zaczynam się śmiać, myślę " robię to samo co Weronika z książki Paulo Coelho", rozbawiło mnie to. Połykam pigułki, po kilku minutach nie ma już żadnej. Z trudnością sięgam po kartkę i długopis. Czy zrozumieją? Może odkryją sęk w tym co zrobiłam. Pozostawiam po sobie tylko ciało i kartkę z napisem : "Przepraszam was za to, że się urodziłam" .
wtorek, 14 maja 2013
Oczyszczajmy swą wyobraźnie przelewając wszystko na kartkę... nie na rękę, która i tak już ma za dużo ran... .
Dziewczyna wstaje rano, widzi dobrze znaną jej twarz w odbiciu lustra, co ma powiedzieć? Zaśmiać się? Dzień mija jak każdy, samotność dobija coraz bardziej, nie wytrzymuje tego po woli. Nic nie daje mi nadziei. To już nie ta sama dziewczyna, ona by tak nie postępowała, nie robiła by tak. Ta piękna brunetka o uroczych oczach odeszła w nieznane... . Nicość wżera się w jej duszę coraz bardziej... ma pokochać? Po co? Aby znowu kogoś zranić swym uczuciem? Ona woli pozostać w samotności do kresu swych dni, których tak nie wiele jej pozostało. Pamięta dokładnie swój pierwszy raz... pierwszy raz, gdy zraniła swe ciało, któż nie pamięta tej ulgi? Tego jak krew powoli spływała z dłoni na poduszkę, kalecząc dłonie, które ją trzymały? Czy coś da jej nadzieje? Ona już sama tego nie wie, ma same niewyraźne myśli, wszystko ją przytłacza, jej dar... . Ile razy na dzień zobaczy jeszcze wśród żywych, topielców? Ile jeszcze razy musi zobaczyć w śnie czyjąś śmierć aby zrozumieć, że czas ratować siebie i innych? Czy da radę... .
\
niedziela, 12 maja 2013
"To jest decydujący moment, chcemy przejść przez śmierć bezboleśnie i godnie"
Przychodzą takie momenty, że człowiek chce ze sobą skończyć. Ludzie mówią "masz dopiero 15 lat życie przed tobą". Tylko nie zdają sobie sprawy jak z nami jest źle. Sądzimy że to normalne, przyzwyczajamy się... ale pewnego dnia wszystkie emocje biorą górę... . Nie wiemy co z nami się dzieje, szukamy siebie sprzed kilku lat... ta sama osoba już nie powróci. Chcemy aby ktoś nas pokochał, zaopiekował się nami ale zamykamy się w sobie... . Te rany... blizny pokazują nam nasze problemy, gdy sięgamy po żyletkę sądzimy że się rozpłyną jak mgła. Jednakże one nawracają. Idziemy w końcu na most.... bierzemy tabletki lub żyletkę . Skaczemy z mostu.... łykamy tabletki.... przecinamy powoli rękę. Życie ukazuje nam się przed oczyma. Chcemy wrócić... wiemy że to się nie uda. Chcemy dalej żyć, naprawić wszystko... . Nikt nie zna naszej tajemnicy, zabraliśmy ją po sam grób... razem ze swą duszą... .
"Świat zamknięty rany otwarte, otwarty świat rany zamknięte"
Otwarte rany, które wciąż krwawią tym samym płynem... ten sam znienawidzony ból, po którym czujesz się lepiej, dzięki któremu problemy odpływają a ty czujesz pustkę. Łzy spływające po policzkach mieszające się z krwią... po co to wszystko? Czy to coś daje? Zostają blizny, przypominające nam o dawnych osobach, problemach. Ciepło spawające nas od środka, dzięki któremu czujemy się bezpiecznie lecz nie na długo... dla nikogo nic nie znaczymy, jesteśmy nikim w kogoś oczach... w oczach kogoś kto jest dla nas całym życiem. Już nie panujemy nad emocjami... pozwalamy aby łzy wypływały z naszych oczu, robimy to bo wiemy, że nie mamy innego wyjścia. Zawsze jest wyjście, tylko odszukanie go jest cholernie trudne. Często bywa, że go nie znajdujemy... przemyślany wszystko, dokańczamy różne czynności, żegnamy się ze światem. Sięgamy po ostateczną broń... jest nią śmierć. Ona kończy wszystko, jest jak dobra przyjaciółka. pozwala nam zatoczyć się w otchłani namiętności i bólu. Czy mamy napisać list? Czy mamy ich przepraszać za to czym jesteśmy? Oni nie zrozumieją.... nigdy nie zrozumieją. Więc warto sobie zadać pytanie przed wzięciem żyletki w pokaleczone dłonie i czystą duszę, zadać pytanie czy warto.... .
sobota, 27 kwietnia 2013
Żyletka i nic więcej... .
Krew... krew spływająca po moich udach.... po moich kolanach i łydkach... chciałam tego jak nigdy, wiedziałeś o tym. Chciałeś mnie uratować. Lecz ja jestem już dawno twoja, tylko ty o tym nie wiesz. Jestem do ciebie przywiązana jak pies do właściciela... najlepsi przyjaciele. Spójrz co zrobiłam, nie boisz się mnie? Wiem o tym.. ty nie boisz się krwi, jesteś do niej tak samo przyzwyczajony jak ja. Serce już nie produkuje jej tyle co potrzeba... czuję że zanikam w tym tłumie. Stoję przed tobą pół naga, w ręce trzymam żyletkę, która ocieka mą krwią, co zrobisz? Podbiegniesz? Uratujesz? Mówiłam ci tyle razy jak tego potrzebuję... jakie daje mi to ukojenie... przeszedłeś tyle co ja. Wzywam cię o pomoc, Ciebie jako najlepszego przyjaciela... najwspanialszego mężczyznę na ziemi... najlepszego kochanka, który doprowadza mnie do szaleństwa. Pomogłam Tobie, teraz czas na mnie, błagam powstrzymaj mnie przed tym... .
Upadły anioł... .
Upadły anioł... jego skrzydła są połamane, liczące na śmierć, która zbliża się tak nie ubłagalnie, proszę pomóż mi jej nadejść. Nie chcę już płakać, nie chcę ranić osób... po prostu podejdź do tej niebiańskiej istoty, która została strącona z pięknego świata do rzeczywistości... pomóż jej... daj jej ukojenie na długie lata. Tak jak ja to robię zawsze na wspomnienie o tobie... .
wtorek, 23 kwietnia 2013
Rozdział 25 To już koniec... definitywny koniec.
To miejsce, tyle tu wspomnień. Znana wszystkim narkomanom ulica... co mam zrobić? Podejść wziąć tak po prostu swoją działkę, zapłacić i iść w swoją drogę? A co jeżeli... jeżeli Grzesiek tego nie zrobił i wezmę, ponieważ mam za dużo problemów, a tak naprawdę cały czas mam ochotę na zakazany owoc? Sny... one cały czas są takie same, cały czas wracają, wraca przeszłość. Ja od tego nigdy się nie uwolnię. Od prostytucji... od narkotyków, od brania. Jak? Jak mam sama sobie powiedzieć co się ze mną dzieje. Każda cząstka mego ciała potrzebuje chociaż odrobiny trucizny, która tak uzależnia. Każda moja komórka się jej domaga. Wciąż to samo, te same myśli. Czy można przed tym uciec?
Wychodząc ze szpitala miałam pustkę w głowie, po tylu wiadomościach, po tylu kłótniach ja miałam pustkę w głowie, nie wiedziałam co robić. Nie chciałam iść, moje ciało się poruszało a dusza nie chciała, psychika wiedziała co chcę zrobić, odmawiała, ciało chciało tego, potrzebowało. Każdy krok sprawił ból od odwyku, nigdy się z tego nie wyleczę, nigdy. Moje ciało bez narkotyków jest jak człowiek nie pijący wody na pustyni, długo nie pociągnie.
Idąc przez ulicę, przypominałam, chciałam sobie przypomnieć najwspanialsze chwile w swym życiu... nic. Cały czas przed oczami miałam obraz Artura konającego w szpitalu... skąd mam pewność, że się wybudzi?
Byłam już blisko... nie wiedziałam co się ze mną dzieje, całe ręce mi się trzęsły z przerażenia. Podeszłam bliżej, niepewnym krokiem. On tam stał, jak gdyby nigdy nic sprzedawał towary nastolatkom. Naiwne mówiły mu, że to ostatni raz, z jego wyrazu twarzy widać było, iż sobie z nich kpi. Co jak co ale nie spodziewałam się, że diler będzie tak młody. Miał mniej więcej dwadzieścia lat. Był ubrany w dżinsowe spodnie i białą koszulkę, włosy schowane pod czapką z daszkiem. Nie należał do wysokich, był mojego wzrostu. Podeszłam, zauważył, że od pewnego czasu mu się przyglądam. :
- Co nigdy nie widziałaś dilera? - zapytał, jak dla mnie stłumionym głosem. Miałam mętlik w głowie, nie wiedziałam co powiedzieć. Powiedzieć tak? Wtedy pomyśli, że chcę na kredyt, powiedzieć, nie? Wtedy zrobi mi krzywdę.
- Może i widziałam, po ile towar? - w końcu zdołałam odpowiedzieć.
- Jak dla ciebie może być za darmo, widzę jak rączki ci się trzęsą moje słoneczko - czy oni wszyscy muszą być takimi chamami? Zawsze muszą dodać "słoneczko" "skarbie". Zbliżyłam się do niego, dzieliły nas tylko centymetry, przyznaję nie była to bezpieczna odległość ale musiałam zachowywać się normalnie, jak na "ćpunkę"
- Ile? - nie dosłyszał, bawił się moimi rozpuszczonymi włosami, zapytałam się więc jeszcze raz - Ile za dwie działki? - powstrzymałam na kilka sekund oddech, był zdecydowanie za blisko, dotknął mojej szyi swoimi szorstkimi palcami, gładząc po niej. Czułam się dziwnie. Musiałam poddać się jego woli, flirtowałam z nim. Dotknęłam dłonią jego policzka, on błądził rękami po mojej szyi a później po łopatkach, przeszyły mnie dreszcze. Szepnął mi do ucha sprośne słowa, po czym złapał za rękę i zaprowadził do mieszkania. Nie wiedziałam na co się godzę.
Gdy wchodziłam poczułam swąd spalenizny, jakby ludzkiego ciała zmieszanego z potem i krwią. Nie zniechęciło mnie to, musiałam dostać towar, nie miałam kasy. Jedna noc z nieznajomym nie robi mi różnicy, jestem do tego przyzwyczajona.
Ruszyliśmy do jego pokoju, był wymalowany na zielono. W mieszkaniu było tylko łóżko i szafa, i tak za dużo jak na ćpuna. Usiadłam spokojnie, nie dając po sobie poznać, że nie o to mi chodziło. Kilka minut później chłopak był już koło mnie. Wyciągnął ku mnie swoją dłoń, dotykając delikatnie policzka, zbliżył swoje usta do moich, po czym pocałował. Zdziwiło mnie to, gdyż całował nad zbyt delikatnie. Rozchyliłam wargi pod naciskiem jego ust, ręce wplątałam w jego włosy. Wtuliliśmy się w siebie. Siedziałam mu na kolanach, nie czułam aby przejmował inicjatywę, był oddany mnie, mogłam się nim bawić jak tylko chciałam. Podniósł mnie na rękach i oparł o szafę, zaczął rozbierać, w pewnym momencie przestał, dał towar i kazał wyjść. Pośpiesznie się ubrałam. Nie wiedziałam o co chodzi. Dopiero przy wyjściu zauważyłam dobrze zbudowanego drugiego chłopaka. Zrozumiałam, że byli razem.
Mając dwie działki mogłam zrobić sobie złoty strzał. Postanowiłam jednak wrócić do szpitala, do Artura. Po drodze zadzwonił mój telefon, to była Patrycja, chciała abym jak najszybciej wróciła do szpitala. Przyjechałam jak najprędzej. Patrycja z już większym brzuchem cała rozpromieniona stała na korytarzu, jednak jej wyraz twarzy był niespokojny. Podeszłam bliżej, pewnym krokiem:
- Patrycja co się stało? Coś nie tak z dzieckiem?
- Z dzieckiem wszystko w porządku - mówiła łamiącym się głosem, miała łzy w oczach - To... tu... chodzi o... o Artura - nie mogła nic powiedzieć, gestem ręki wskazałam jej aby usiadła na krześle.
- Co się stało Arturowi? Wybudził się, tak? Powiedz, że to prawda, że on żyje, że wszystko z nim w porządku. - Zaczęłam tracić wiarę, czemu ona była smutna? Dlaczego... .
- Chciałabym, naprawdę bym chciała... ale nie mogę, nie chcę cię okłamywać, Magda przykro mi... - nie musiała kończyć, wiedziałam co miała zamiar powiedzieć. Całe życie stanęło mi w oczach, wszystkie chwile spędzone z Arturem, każdy pocałunek, każdą noc. - Magda... Artur... Artur nie żyje... przykro mi - z jej oczu popłynęły łzy.
Nic nie słyszałam, czułam się jakby oderwano mi ważną dla mnie część ciała, rękę lub nogę. "To nie tak miało być, nie tak. On nadal żyje, to tylko sen, zły sen" - myślałam. Od razu udałam się do Artura, leżał w łóżku, wyglądał jakby spał, tak to był sen tylko że żelazny z którego już nigdy się nie wybudzi. Pogładziłam jego twarz, jego czarne kręcone włosy, nie czułam jak łza jedna za drugą delikatnie spływały mi z mych policzek, kapiąc na jego dłoń. Ostatni pocałunek, pomyślałam, Ostatni. Przyłożyłam swoje usta do jego, Były zimne, krew już nie przepływała. Postanowiłam, że nie mogę tego tak zostawić. Wybiegłam. Udałam się do Grześka. Idąc nic nie widziałam, ogarnęła mną nienawiść do niego, odebrał mi najważniejszą dla mnie osobę, musiał tego pożałować. Gdy weszłam do sali, Grzesiek spał. Odłączyłam od niego wszystkie maszyny, zaczął się dusić, wybiegłam. Słyszałam za sobą krzyki, wyzwiska, nie mogłam tego znieść, nie mogłam już cierpieć. Zamknęłam się w sali, gdzie leżał Artur, to miał być koniec, definitywny koniec. Wyciągnęłam strzykawkę, łyżeczkę, towar i zapalniczkę. Jeżeli miałam umrzeć, to tylko przy nim. Przed władowaniem w kanał, napisałam list :
" Nigdy.... nigdy nie próbujcie tej trucizny. To ona spowoduje, że stracicie swoich najbliższych... że zostaniecie sami jak palec na tym wielkim świecie. Ta samotność was zabije... zabije tak jak mnie... "
Ostatni raz wzięłam głębokich wdech powietrza. Władowałam raz za razem, śmiercionośną dawkę, już nic nie miało prawa mnie uratować. Resztkami sił wdrapałam się na łóżko Artura, ułożyłam się koło niego. Słyszałam szum krwi w swoich uszach, szybkie i krótkie bicie mojego serca. Męczyłam się, raz przestawało bić a raz znów zaczynało bić. Wbijam sobie paznokcie w żyły aby przyśpieszyć proces umierania. Czuje tylko ból, nic innego, miłość do Artura jest już na drugim świecie, gdzie jest lepiej. Skręciłam się z bólu, który zżerał mnie od środka, zaczerpnęłam świeżego powietrza... moje serce już nie bije. Biło dla kogoś, kogo już nie ma.... .
sobota, 13 kwietnia 2013
piątek, 12 kwietnia 2013
Gdy nie ma tej osoby, nic nie jest takie jak dawniej
Czyż warto żyć? Rozmyślać o wszystkim i o niczym, być rozerwanym między dwoma światami i musieć podjąć decyzje, w którym ma się zostać aby nie urazić bliskich. W jednym ciągle nieszczęśliwa, smutna a serce nadal chce drugiego świata zrazem ten drugi chłodny a serce już nie bije pozostaje chłodne i czarne, zalane czarną mazią, nienawiścią, która pozostanie do jedynego człowieka, który wyrządził jej największą krzywdę. Jednak zrezygnować z miłości, uśmiechu bliskich i lekkiego wiatru, który głaszcze twą twarz. Rozdarta pomiędzy dwoma światami, nie mogąca wybrać żadnego... .
czwartek, 11 kwietnia 2013
Przepraszam, że dawno nie pisałam ( problemy z internetem), postaram się dodawać regularnie rozdziały, komentujcie czy się podoba ( wiem wiem, krótki jest)
Rozdział 24 Zaufanie
Czy jest coś gorszego niż tęsknota za drugą osobą? Czy można żyć bez miłości? na pewno musi być coś więcej w tym uczuciu, chociaż miłość to nie uczucie, ponieważ uczucia są zmienne. Jednak nikt z nas nie zna regułki miłości na pamięć. Dla każdego jest ona inna. Dla jednego człowieka może to być tylko gra, którą wygra. Gra w której wykorzystuje drugą osobę aby odegrać się na niej za coś co nie zrobiła. Zaś dla drugiego człowieka miłość jest czymś wielkim i niezastąpionym, bo to dzięki niej dowiadujemy się kto nas szczerze kocha, kto nas potrzebuje, wspiera, ratuje. Zakochujemy się w tej osobie a ona to poczciwie wykorzystuje jakby nigdy nic się nie stało. Czy właśnie tak miało być z moim dawnym przyjacielem? Czy to tak miało być z Grześkiem? Miałam tylko piętnaście lat, i nie mam zamiaru się tłumaczyć na ten temat. Teraz jedyny cel w moim życiu to zerwanie wszelkich kontaktów z Grześkiem i całym tym zasranym światem, w którym się znajduję.
Wychodząc ze szpitala, chciałam tylko aby było jak dawniej, tylko czy tak już będzie? Nie chcę wracać do przeszłości, jestem w teraźniejszości. Modlę się codziennie aby Artur wyzdrowiał. Musiałam trzy miesiące szukać Grześka, bo nie miałam zielonego pojęcia gdzie się znajduje. Pozostawił po sobie tylko ból, którego ja nie chciałam jeszcze raz przechodzić.
Ten dzień miał być jednym z najgorszych a zarazem najwspanialszych w moim życiu. Zaczął się jak zawsze. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie. Wsiadłam do samochodu i wyruszyłam na poszukiwania. Tyle, że tym razem Grzesiek sam się znalazł. Właśnie miałam wyruszać, gdy jakiś mężczyzna zaczął krzyczeć. Mało co z tego zrozumiałam ale musiałam mu pomóc. Wewnętrzny głos mówił mi abym tego nie robiła, lecz ja działałam na przekór.
Pobiegłam za mężczyzną, który wyglądał na wystraszonego i niepewnego siebie. Zatrzymałam się w jakimś zaułku, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Czułam odór resztek jedzenia zmieszanymi z krwią i potem. To musiał być tył jakiejś restauracji. Koło pojemnika na śmieci leżał zakrwawiony mężczyzna w startych dżinsach i kiedyś białej koszuli. Miał ranę ciętą, była ona głęboka. Od razu podbiegłam do niego aby zatamować krwawienie. Gdy już miałam zadzwonić po pogotowie i policje, ranny człowiek poruszył się.
- Nic panu nie jest? Jak się pan nazywa? Zaraz będzie tu pogotowie i policja, wszystko będzie dobrze. - chciałam mówić opanowanym tonem, miałam nadzieję, że to mi się udało.
- Magdmmm.... Magdmmm.... - mówił mężczyzna z ochrypłym głosem.
- Niech pan już nic nie mówi, proszę odpocząć. Zaraz dzwonię po pogotowie. - mówiąc to, mężczyzna złapał mnie za rękę. Dlaczego to zrobił? Nie chciał pomocy?
- Nie... nie rób... nie rób tego, ja na to zasłużyłem.... - ciągnął dalej. Nie zważając na prośby, zadzwoniłam po pogotowie.
- Pan zasłużył aby żyć, proszę tak nie mówić, niech pan sobie odpocznie, pomoc jest już w drodze. - nie wiedziałam o co chodzi, skąd on mnie znał? Czy jest możliwe aby to był jeden z ćpunów, którego wcześniej poznałam?
Po dziesięciu minutach lekarz był na miejscu, spytali się mnie czy chcę pojechać z nimi. Miałam jeszcze pojechać na komisariat policji aby złożyć zeznania. Tylko co ja miałam im powiedzieć? Przecież nic nie widziałam. Jednak zgodziłam się pojechać z lekarzami. Chciałam się dowiedzieć, kim on jest.
Po dwóch godzinach było już po operacji, nieznajomy czuł się już lepiej i chciał się ze mną zobaczyć. Wchodząc do sali myślałam, że zemdleje. Nieznajomym mężczyznom okazał się Grzegorz. Wyglądał całkiem inaczej niż wtedy, gdy ostatnio go widziałam. Miał posiniaczoną twarz. Jego ręce całe drżały, był blady i słaby. Na jego brzuchu widniał bandaż i duża plama czerwonej cieczy. Był po operacji. Został pobity. Podeszłam do niego, delikatnie siadając na stołku obok aby się nie obudził, położyłam torebkę. Byłam wstrząśnięta. Grzesiek odwrócił do mnie swoją głowę. Nie spał. Czuł moją obecność, leżał w tym samym szpitalu co Artur. Musiałam się dowiedzieć o co mu chodziło, dlaczego nie chciał żyć. Wiedziałam, że jest słaby lecz to nie mogło poczekać.
Delikatnie położyłam dłoń na jego policzku czekając na jego ruch. Jednak on nie nastąpił. Grzesiek popatrzył się na mnie swoimi oczami, jakby przepraszały za coś co nigdy nie zrobił. Była głucha pusta cisza, którą chciałam skończyć.
- Co się stało? Dlaczego... dlaczego... - spróbowałam coś powiedzieć, jednak czułam rosnącą w gardle gulę, która z każdą chwilą się powiększała, dając coraz mniej szans aby wydobył się ze mnie jakiś dźwięk.
- Magda, ja to zrobiłem, nie powinnaś mnie ratować. Przepraszam - mówiąc to położył swoją dłoń na mojej. Nie rozumiałam o co chodzi, co to oznacza.
- Ale co zrobiłeś? Przecież nikogo nie zabiłeś. Nie strasz mnie, wiesz, że tego nie lubię.
- Właśnie to chcę ci powiedzieć. Zrobiłem coś strasznego... . - jego wyraz twarzy zmienił się, był bardziej poważniejszy. Szykowałam się na coś okropnego.
- Powiedz, nigdy nie miałeś przede mną żadnych tajemnic, teraz też nie możesz ich mieć. - odparłam
- To nie będzie takie łatwe, możesz nawet mnie za to znienawidzić. Pamiętasz jak chciałaś abym do ciebie przyszedł? Wtedy, gdy leżałaś w szpitalu.
- Tak - odpowiedziałam
- Wtedy twój chłopak... nas zobaczył jak się całowaliśmy - ciągnął dalej - zrozumiałem wówczas jak bardzo go kochasz, że on jest dla ciebie całym światem a ty dla niego. A ja to wszystko zniszczyłem. Byłem wściekły. Gdy wychodziłem ze szpitala wsiadłem w samochód i nie zauważyłem jadącego na motorze chłopaka, potrąciłem go. - powiedział. Nie mogłam uwierzyć, że jest w stanie coś takiego zrobić, jeżeli wiedział jak go kocham to dlaczego to zrobił?
- Ale dlaczego? Czemu nie patrzyłeś na drogę, czemu nie uważałeś. Jeżeli wiesz, jak go kocham to czemu mnie to zrobiłeś?! - zaczęłam krzyczeć. Wstałam z krzesła i wybiegłam.
niedziela, 17 marca 2013
Przyjaciel....
Za chwilę wybuchnę... tańczę jak szalona, śmiejesz się... pierwszy raz widzisz mnie szczęśliwą, cieszysz się ze mną ... tyle świateł dookoła... jedną jesteś ty... przyjaciel dający szczęście... włączasz się do mego tańca, chcesz czegoś więcej.... ja chcę tylko przyjaźni, choć dobrze wiesz, że nie umiem dobrze wybierać, ty liczysz na miłość, a ja na dobrą zabawę... .
Coffin
Ludzie sami sprawiają sobie ból... sami się ranią. Uwielbiam jak mówisz mi jak mnie kochasz... jak mnie pożądasz... jak chcesz abym z tobą była... chcesz mnie chronić... chcesz oddać za mnie największy skarb jakim jest twe życie... tylko po co? Potem i tak znajdziesz sobie inną, o mnie zapomnisz. Jesteś kobieciarzem, wiem to, wiem co kryje twoja psychika, skarbie. Przede mną nic nie ukryjesz. Chronić mnie... bronić mnie przed złem... kochać mnie... całować mnie.... chronić mnie przed mną samą.... jestem ciekawa czy dasz radę... jeszcze nikomu się to nie udało... twoja kolej, kochanie... .
sobota, 16 marca 2013
Czemu ta osoba ma cię zranić, przecież może cię uszczęśliwić
Ona, dziewczyna pozbawiona chęci życia, nie mająca nikogo kto mógłby ją pocieszyć, pokochać, rozbawić, wysłuchać, kto podniósłby ją na duchu. On, chłopak, któremu do tej pory wszystko jedno. Spotkali się, los tak chciał. Pokochali się, chłopak jest przy niej zawsze. Jest dla niej jak anioł stróż, gdy ona popełnia jakiś błąd. Zawsze ją ratuje... zawsze ratuje ją od popełnienia największego błędu, jakiego mogła dokonać, samobójstwa... .
- Możemy być razem, - Nie, - Dlaczego? - Ponieważ pęknie ci serce
Samobójstwo... wielka mi rzecz. Podciąć żyły czy wypić jakieś leki. To nic wielkiego, gorzej, jeżeli cię odratują i będziesz musiała spojrzeć prosto w oczy ukochanej osobie, zobaczysz w jego oczach strach... niepokój... zobaczysz w jego oczach nieobliczalny smutek. To najgorsza rzecz jaką możesz sprawić bliskiej ci osobie... . Kochasz jego nie chcesz z nim być... boisz się ... boisz się go ranić ... jego uczuć... wiesz, że jesteś maszyną do zabijania... .
Nie umieraj, wtedy nigdy nie dowiesz się komu na tobie zależy...
Bawi się nim... wyśmiewa go. Czemu? Niech cierpi, jest kobieciarzem, czego od niej chce. Ona się nim nie przejmuje, pieprzy wszystko. Ma wszystko w dupie. Jest taka, nikt jej nie zmieni, nikt nie da rady. Jednak facet się nie poddaje... brnie dalej, ona go olewa, bawi się nim, jego uczuciami. Wszystko jednak się zmienia, gdy on mówi jej, że ją kocha. Dziewczyna ma dość, dość wszystkiego... dosyć życia ... nie wytrzymuje tego. Pewnego popołudnia chce się zabić, jednak On o tym wie, ratuje ją. Pytanie - czemu? Czy na tym polega miłość? Na ratowaniu się nawzajem?
Ten rozdział dedykuję mojemu najlepszemu przyjacielowi. " Jest osoba, która wszędzie cię znajdzie" - teraz rozumiem znaczenia twych słów.
Rozdział 23 Smutek, rozpacz, rozgoryczenie... .
Tyle pytań, tyle myśli, nie mogę nad nimi zapanować, czy on żyje? Jeśli nie to co ja zrobię? Jak ja będę mogła żyć myśląc, że to przeze mnie się zabił?! Nie... on musi żyć... musi żyć dla mnie... dla naszego uczucia... dla naszej miłości.
Byłam już w szpitalu, droga dłużyła się niemiłosiernie... a co jeśli Artur nie żyje? Nie mogę dopuszczać do siebie tej najgorszej myśli.
Gdy weszłyśmy do szpitala ogarną mną strach, uczucie, którego nigdy nie lubiłam, nienawidziłam się bać, to ten lęk nie chciał na początku abym pokochała Artura... a teraz ten sam lęk nie chce abym dowiedziała się, że on być może nie żyje.
Stałam na korytarzu jak duch, każdy przechodził i mnie nie zauważał, zrozumiałam, że tylko dla dwóch osób istnieje, dla Patrycji i Artura, inni się ze mną nie liczyli. Do oczy napływało co raz więcej łez, nie walczyłam z nimi, pozwoliłam im aby swobodnie spływały po moich policzkach.
Po kilku minutach przyszedł lekarz, nie mogłam nic powiedzieć, jak zwykle Patrycja wszystko za mnie mówiła :
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytał się mężczyzna
- Chciałyśmy się dowiedzieć czy nie leży u was niejaki Artur Kowalski.
- A o co chodzi? Kim panie są?
- Ja jestem jego siostrą, właśnie dowiedziałam się o wypadku.
- Aha, dobrze zaprowadzę panie do pacjenta, ale proszę zachować spokój, pacjent jest w nie najlepszym stanie.
W nie najlepszym stanie?! Jak on się wyraża? Artur to nie przedmiot. Zachowywałam się z zewnątrz normalnie ale w środku miałam mieszaninę emocji. Nie wiedziałam co mam robić, co mam myśleć.
- Proszę to ubrać - powiedział lekarz. - pacjent leży na oiomie, przywieziono go w ciężkim stanie, aktualnie jest w śpiączce, nie wiemy czy się jeszcze wybudzi, proszę długo nie siedzieć, jemu potrzebny jest spokój. - po tych słowach lekarz wyszedł.
Z jednej strony nie chciałam wejść do sali a z drugiej chciałam go zobaczyć. Gdy weszłam do sali coś we mnie pękło, ta warstwa lodu, który zawsze miałam w sobie stopniał. Teraz wiedziałam co to znaczy stracić ukochaną osobę. Artur był przy mnie zawsze, zawsze był przy mnie, gdy miałam trudne chwile. Ratował mnie, teraz moja kolej uratować jego... .
Podeszłam do niego, koło niego było mnóstwo kabli, Artur był blady, miał zabandażowaną głowę, obdartą twarz, złamaną rękę i nogę. Podobno musiał przejść przeszczep płuca. Był w śpiączce. Podeszłam do niego bliżej. Usiadłam na krześle obok. Wzięłam jego rękę i pocałowałam, łza spłynęła z mojego policzka prosto na jego rękę, tak nie musiało być, to moja wina. Chciałam się do niego przytulić, pocałować go, chciałam poczuć jego usta, ciepło jego ciała. Jego włosy były krótsze ale nadal kręcone, oczy zamknięte, spał. Jeżeli spał to mnie musiał usłyszeć. Patrycja zauważyła, że chce zostać sama i wyszła.
- Artur...Artur, ja wiem, ze ty mnie słyszysz, pamiętasz jak mnie uratowałeś? Pamiętasz nasz pierwszy pocałunek? Musisz być silny... bądź silny dla mnie, musisz się obudzić, rozumiesz? Nie możesz odejść, my odejdziemy razem jak będziemy starzy. zestarzejemy się razem. Artur kocham cię, nigdy tak kogoś nie kochałam. Obudź się z tego snu, proszę... zostań tu ze mną.
Wiedziałam, że mnie słyszy, wiedziałam, że mnie kocha. Nie chciałam od niego odejść, chciałam z nim zostać na zawsze, jeżeli on z tego nie wyjdzie i zginie to ja również zginę. Nie mogę żyć bez niego... jest mi potrzebny jak powietrze... bez niego duszę się.
Tego dnia nie chciałam słyszeć nikogo, nie chciałam nikogo słuchać, chciałam aby było tak jak dawniej, żeby wrócił do mnie, chciałam z nim porozmawiać, wytłumaczyć mu wszystko. Teraz czekało mnie inne zadanie... musiałam jechać do Grześka, powiedzieć mu, ze jest dla mnie tylko przyjacielem i nikim innym... .
piątek, 15 marca 2013
Rozdział 22 " Życie lub śmierć"
Nie mogę się skupić, nie mogę oddychać, nie mogę żyć, ja już nic nie mogę robić bez ciebie. Spytasz się czemu, ja odpowiem, że za bardzo mi na tobie zależy abym mogła z tobą być. Czemu nie mogę racjonalnie myśleć. Normalny człowiek, gdy kogoś kocha to z nim jest, a ja? Nie mogę odpowiedzieć nawet na to proste pytanie. Za bardzo boli mnie moja dusza abym mogła znowu wstać i iść... .
Dzwoniłam, wysyłałam sms- y, nic to nie daje. Nie ma cię już od miesiąca, ja już wychodzę ze szpitala. Nie ma cię przy mnie. Co się z tobą dzieje?!
Jest słoneczny dzień, maj. Ten miesiąc ma coś takiego w sobie, że nie da się tego opisać. Zakochane pary, słońce, które nie da o sobie zapomnieć. Samotność tak strasznie dobija człowieka, najpierw wszystkich odzyskałam a teraz ich straciłam. Gdzie ja pójdę? Nawet o tym nie myślałam. Nie mam, gdzie spać. Grzesiek? Nie, nie po tym co zrobił, Artur? Też nie, on mnie za to znienawidził. Muszę iść do Patrycji, tylko ona może mi pomóc.
Przechadzałam się uliczkami mojego rodzinnego miasta w ten słoneczny dzień, gdy nagle spostrzegłam dobrze znaną mi osobę. Zamarłam, przecież On nie żyje, jak to możliwe? Patrycja mówiła, że się zabił, popełnił samobójstwo, które jemu się udało a mi niestety nie. Co teraz? Co mam zrobić, gdy mnie zobaczy? No nic, muszę iść dalej.
Miałam nadzieje, że mnie nie zobaczy, naprawdę chciałam aby mnie nie ujrzał, jednak, gdy już miałam spokojnie przejść koło niego, złapał mnie za rękę. Przestraszyłam się, nigdy nie lubiłam chodzić koło tego zaułku. Teraz zostało mi tylko jedno, krzyczeć. Jednak zobaczyłam coś w nim innego. To nie był już ten sam Robert. To nie ten sam człowiek, który był przedtem. Szczerze mówiąc był ubrany jak zawsze, jednak, gdy dobrze spojrzeć mu w oczy zauważyłoby się ślepotę. Był niewidomy. Odetchnęłam. Nie mógł mnie zobaczyć. Poprosił o parę złotych, nawet mnie nie rozpoznał, pieniądze za pewnie były mu potrzebne na kolejną działkę, lecz mnie to już nie obchodziło. Ja miałam swoje problemy, musiałam je rozwiązać.
Kilka minut później byłam, już przed blokiem w którym mieszkała Patrycja. Zadzwoniłam domofonem, odebrała. Gdy szłam na górę czułam się co najmniej dziwnie, ten blok nie pasował do Patrycji. Weszłam do środka, drzwi były otwarte. Teraz wiedziałam dlaczego moja przyjaciółka tak się zmieniła. Wystrój był co najmniej luksusowy. Wyposażenie domu jakie tylko kto chce. Weszłam do salonu, był wymalowany na beżowo a kąty na bordowo, wszystko świetnie kontrastowało się z czarnymi nowoczesnymi meblami. Usiadłyśmy na kanapie. Widać było po Patrycji, że jest w ciąży, ona wręcz promieniowała swoją urodą. Zmartwiło mnie jedno, czeka ją aborcja.
Po dłuższej chwili musiałam zacząć rozmowę :
- Jak się czujesz? - zapytałam ze zmartwionym głosem
- A jak się ma czuć kobieta w ciąży? - odpowiedziała - dobrze się czuję wręcz wspaniale, a u ciebie jak? Widzę, że jesteś czymś zaniepokojona.
- Eee.... no tak, racja, jak masz się czuć. A który to już tydzień?
-Magda nie żartuj sobie, nie unikaj tematu, co się stało?
- Mam problem, i to poważny problem ale zarówno i wiadomość. - nie chciałam odpowiadać.
- Jaką wiadomość? Jaki problem? Mów.
- Widziałam... widziałam Go.
- Kogo?! Magda nie żartuj sobie, nie mogę się denerwować. - powiedziała lekko poddenerwowana.
- Widziałam... widziałam Roberta, gdy szłam do ciebie. - chciałam mówić jak najlżejszym tonem
- Co?! Ale jakim cudem? jak to możliwe, on... on nie żyje... . - Patrycja zaczęła płakać.
- Ale nie martw się, on cię nie znajdzie, ponieważ jest niewidomy. - odparłam
- Jak to?! Co mu się stało? - pytała
- Nie wiem, złapał mnie za ręke, gdy przechodziłam koło niego, nie widział mnie, chciał tylko trochę pieniędzy, nic więcej, nie bój się. - wytłumaczyłam
- Ugh... no cóż, zasłużył sobie na to - powiedziała z innym tonem głosu.
- Chyba tak - odpowiedziałam
- Magda ale nie rozumiem co się stało, że przyszłaś. Powiedz co jest nie tak?
- Jakby to powiedzieć... nie mam gdzie się podziać.
- Ale jak to? A Artur ? Co z nim się dzieje, czemu do niego nie poszłaś, przecież jesteście razem. - powiedziała zaskoczona
- Nie... nie jesteśmy... my nie jesteśmy już razem - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Jak to?! Co się stało? Sądziłam... ja myślałam, że jesteście ze sobą... .
- To wszystko prze ze mnie- zaczęłam płakać - to moja wina, ja wszystkich ranie, wszystkich, Patrycja co ja mam zrobić?! Nie mam gdzie się podziać, mój chłopak mnie rzucił... to wszystko przeze mnie. - mówiłam.
- Magda uspokój się!!! Powiedz wszystko od początku, co się wydarzyło, że nie jesteście już razem? - uspokoiłam się trochę
- To wszystko moja wina, chciałam ci pomóc. Zadzwoniłam miesiąc temu do Grześka, aby ci pomógł. Przyszedł do mnie, to wszystko odżyło, tak nie powinno być!!! Nie teraz, gdy kocham Artura. Grzesiek mnie pocałował... a wtedy... do sali... do sali przyszedł... przyszedł Artur. On to widział, co ja mam zrobić?! Dzwoniłam do niego, pisałam, ale on nic. Zachował się jakby już go nie było... .
- Magda po pierwsze się uspokój, po drugie musisz do niego iść, ale jeszcze nie teraz, masz w sobie z dużo emocji, jak chcesz mogę z tobą pójść.
- Ja muszę iść teraz do niego, nie wytrzymam już dłużej bez niego. - odparłam
Kilka minut później byłyśmy już pod blokiem Artura. Zadzwoniłam do niego na komórkę, nie odbierał, dzwoniłam domofonem, to samo. Czekałyśmy aż jakaś starsza pani, która mieszka tutaj wejdzie a wtedy i my wejdziemy za nią. Po pół godzinie stało się tak jak chciałam. Bez problemu weszłyśmy na klatkę schodową. Gdy wychodziłam po schodach z Patrycją czułam jakiś nie pokój, on zawsze we mnie siedział ale teraz się nasilił, bałam się... bałam się, że go nie zobaczę.
Stałam z Patrycją pod drzwiami jego mieszkania. Bałam się je otworzyć... bałam się, że jego tu nie będzie, że zostanę sama. Drzwi były otwarte, wszystko leżało na swoim miejscu, jednak jego nie było. Za nami weszła sąsiadka :
- Przepraszam, co panie tu robią? - zapytałą starsza kobieta.
- My? My jesteśmy... ee... - zaczęłam się jąkać, jednak Patrycja ospowiedziała za mnie
- Ja jestem jego siostrą, a to moja przyjaciółka, przyjechałąm do swojego brata w odwiedziny, jednk jego nie ma jak widze.
- Panie szukają pana Artura, tak?
- Tak
- To nic tu po paniach, pan Artur miał wypadek, biedny człowiek, nie wiadomo czy jeszcze wróci do nas, żywych... eh ... tak to już jest z ta młodzieżą, jak sobie coś ubzdurają to nie przekonasz ich do zmiany zdania.- odpowiedziała staruszka ze smutnym głosem.
- Ale jak to? Jak to się stało? - Patrycja pytała za mnie, ja nie mogłam wymówić ani jednego słowa, chyba musiałam zrobić się blada, bo kobieta popatrzyła się na mnie i powiedziała abym usiadła.
- To było jakiś miesiąc temu, podobno jechał szybko samochodem czy motorem, ja się na tym nie znam. Nie zauważył samochodu znad przeciwka i bum, zderzył się, nie wiem czy biedaczek jeszcze żyje czy nie, podobno był lub jest w ciężkim stanie. Słyszałam od jego kumpli, że go dziewczyna zdradziła i dlatego chciał się zabić, ale czy to prawda to nie wiem. Biedaczek musiał być zrozpaczony.
- A nie wie pani w którym szpitalu leży? - zapytała się Patrycja
- Podobno na Jana Pawła, ale nie wiem czy to prawda, śpieszcie się bo może nie ma już go wśród żywych.
Po tych słowach nie mogłam dojść do siebie, to moja wina... moja wina, ze próbował się zabić, co ja teraz zrobię? W drodze do szpitala pojawiły się w mojej głowie dwie opcje : pierwsza, jeżeli żyje muszę mu to wszystko wytłumaczyć, wszystko po kolei, jak to było, muszę mu powiedzieć, że ja nie chciałam tego pocałunku, że Grzesiek to przyjaciel i nikt więcej, druga opcja: jeżeli Artur rzeczywiście nie żyje, to nie pozostaje mi nic innego jak pozbawić i siebie życia, bo poco mam żyć, jeżeli nie ma przy mnie mojej drugiej połówki?
Droga do szpitala wydawała mi się najdłuższą podróżą mego życia, gdy byłyśmy na miejscu bałam się, nie chciałam usłyszeć, że jego nie ma. To był najgorszy dzień w moim życiu... .
czwartek, 14 marca 2013
Nigdy nie przestaje kochać...
Leży w koncie, niepotrzebna nikomu, ona płacze, płacze przez osobę którą kocha... nie mówi, że przestaje jej kochać, ona kocha go ponad życie. Jej krótkie brąz włosy są pobrudzone krwią, wręcz zbryzgane, dłonie pocięte od noża, rana na ranie... twarz pokryta siniakami ... wszędzie rany, poprzecinana skóra, zaschnięta krew, która miejscami jeszcze cieknie i płynie strużkami jak woda w korycie rzeki... ona zabiła... zabiła go dla jego dobra... zabiła bo kochała... .
środa, 13 marca 2013
Rozkochałeś i porzuciłeś
Gdy widzę twe oczy, świat się zmienia , gdy patrzę na nie odkrywam w tobie coś innego... Jesteś inny dla mnie ... Nie chcesz abym odchodziła, jednak ja muszę to zrobić. Nie wytrzymam tutaj ani chwili dłużej... kochanie tak nie można ... nie można kogoś skrycie kochać... to i tak się w końcu wyda, jeszcze niepotrzebnie cię zranię, więc żegnam się z tobą tu i teraz w tej chwili...nie bój się o mnie skarbie, dam sobie radę ... tam już nie trzeba walczyć... powiem tylko dwa słowa : " kocham cię"
poniedziałek, 4 marca 2013
Moje myśli pisane na technice ;D
Za dużo wypowiedzianych słów w gniewie, za dużo strachu...wszystko mnie pokonało. Nie jest już tak jak dawniej, nie ma nas. Już nigdy razem nie będziemy. Ja ćpunka...ty czysty jak łza. Mam dość kłótni...ciągłego wracania do tego co było...biorę strzykawkę...ostatnie wdechy świeżego powietrza...strach...łzy...wiem, że chcę to zrobić, nikt ani nic mnie nie powstrzyma...wbijam się po woli w kanał, czuję jak trucizna wlewa mi się do ciała...usypiam w kącie...nie mogę oddychać...już ostatni raz widzę ciebie...umieram...zasypiam powoli jak uśpiony pies...serce już nie bije...ostatnia łza spływa po mym zimnym policzku...teraz już nic mnie nie boli, pokochałam ten stan umierania, który wpędził mnie w to bagno... .
niedziela, 3 marca 2013
Rozdział 21 " Puściły szwy przyjaźni..."
Czy moje życie jest coś warte? Lubię tak rozmyślać o swoim życiu o zmianach w nim, o co ma się w nim zmienić. Bo co mam innego do roboty pośród tych czterech białych ścianach? Dni płyną tak powoli...nic się nie zmienia no może moje samopoczucie. Czuję się coraz lepiej. Mam coraz więcej sił, dodają mi ją Artur, codziennie do mnie przychodzi, rozmawia ze mną, wiem że mnie kocha to jest mężczyzna idealny. Dla mnie taki jest. Opiekuje się mną, a przede wszystkim jest sobą, nie udaje niczego.
Po tym jak dowiedziałam się, że Patrycja została zgwałcona...nie wiedziałam co myśleć. Współczułam jej ja również wiele razy byłam gwałcona ale na swoją prośbę, przecież byłam prostytutką. Nie mogłam uwierzyć, że Robert to zrobił, przecież on już nie żyje przynajmniej tak do tej pory sądziłam... .
Zadzwoniłam do Grześka. Jest on moim starym dobrym przyjacielem, znamy się od dziecka, niestety po gimnazjum urwał mi się z nim kontakt, teraz chciałam go odnowić. Zawsze był przy mnie w trudnych dla mnie chwilach, on jedyny nie zostawił, nie odsunął się na bok, gdy zaczęłam brać. Wspierał mnie, kiedy miałam przysłowiowego "doła" , nie wiedziałam czy odbierze ale zawsze warto jest spróbować. Wykręciłam numer. Zadzwoniłam. Pierwszy sygnał...drugi sygnał...trzeci sygnał...ktoś odbiera :
- Halo? Kto mówi? - odezwał się gruby męski głos, miał niski ton, zarazem ochrypły jak i ciepły i czuły.
- Czy rozmawiam z Grześkiem Nowakiem? - odpowiedziałam nieśmiałym głosem
- Tak, to ja kto mówi?
- Z tej strony Magda...Magdalena Dębkowska, pamiętasz mnie? - starałam się mówić głośniej aby mnie słyszał, jednak stres wziął górę
- ...Magda...Magda to ty? Myślałem, że już nigdy nie zadzwonisz. Gdzie jesteś? Co się z tobą działo? - zadawał tyle pytań, chciałam aby do mnie przyszedł on jeden wiedział jak ma pomóc Patrycji.
- Tak...tak Grzesiek to ja. Wiem, że długo się do ciebie nie odzywałam i że mnie nienawidzisz za to wszystko co ci zrobiłam ale jestem w sytuacji bez wyjścia. Musisz mi pomóc - odparłam. Musiałam przejść do sedna sprawy. Miałam mało czasu.
- Ile razy już ci pomagałem? Ile razy dla ciebie towar znajdywałem? Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! - mówił ze zranionym tonem głosem, wiem ile żalu i przykrości mu przyniosła...wiedziałam ile krzywdy mu zrobiłam...
- Ja...ja już nie biorę...naprawdę...mam tylko jedną prośbę możesz przyjechać do mnie do szpitala, wiesz gdzie...tam gdzie pierwszy raz miałam zginąć... . - odpowiedziałam, wiedział gdzie to jest bo sam mnie przyniósł tutaj sześć lat temu na rękach.
- Dobra zaraz będę. - odpowiedział stanowczym tonem. Rozłączył się.
To było sześć lat temu...pierwszy raz o mało nie przedawkowałam. Miałam 15 lat. To były początki ćpania. Grzesiek tylko przy mnie został. Miałam urodziny...skończył mi się towar...nie chciałam żyć...miałam tylko na jedną dawkę...źle wbiłam się w żyłę...o mały włos się nie wykrwawiłam...dzwonił telefon...Grzesiek...wiedział co się dzieje...nikogo nie było w domu...przyszedł jak najszybciej...nie miał skutera ani nic...pamiętam tylko jak wziął mnie na ręce i zaniósł do szpitala. Ta cała historia uświadomiła mi, jak chciał abym była szczęśliwa. Był moim przyjacielem...jedynym w tamtym okresie jakiego miałam.
Po trzydziestu minutach Grzesiek był już u mnie. Zmienił się, nie wyglądał jak dawniej. Miał co najmniej dwa metry wzrostu, był dobrze zbudowany, miał krótkie brąz włosy, czekoladowe oczy oraz lekki zarost, który dodawał mu uroku. Jego ton głosu zmienił się, nie był już taki fajtłapom jak wcześniej, wyrósł na prawdziwego mężczyznę.
Stał w drzwiach, nie wiedział co powiedzieć. Widziałam w jego oczach i rysach twarzy strach. Uśmiechnęłam się do niego. Gestem ręki zaprosiłam aby usiadł koło mnie. Była cisza...znowu ta niezręczna cisza...zaczęłam pierwsza:
- Jak widzisz i ja trochę się zmieniłam. - starałam się to powiedzieć w jak najbardziej szczęśliwym tonie głosu, miałam nadziej że mi się to udało.
- Tak i to bardzo - odpowiedział. - czemu tutaj jesteś? Co ci się stało?
- Widzisz Grzesiek, tak to bywa w moim życiu, że jest trochę pokręcone - zaczęłam.
- Tak wiem, że jest pokręcone sama jak byłaś nastolatką mówiłaś, że jest zbyt nudne - uśmiechnął się do mnie, położył swoją dużą dłoń na mojej ręce, teraz dopiero zauważyłam różnicę, moja była blada pozbawiona życia jak ja cała a jego wręcz na odwrót.
- Za dużo by opowiadać - powiedziałam
- Mamy dużo czasu, mogę tu siedzieć cały dzień - powiedział lekkim tonem.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam opowiadać.
Po jakimś czasie wiedział już wszystko co się ze mną działo, dzień po dniu. Widziałam jak w niektórych momentach jego wyraz twarzy zmieniał się. Był wyraźnie zmartwiony moją sytuacją aloe nie chodziło tu o mnie, wiedziałam że ojciec Grześka jest lekarzem i że może usunąć niechcianą ciążę.
- Magda ja nie będę cię pocieszać, bo nie mogę znaleźć słów na to co przeszłaś.
- Wiem ale tu nie chodzi o mnie w tej całej historii.... .
- A o kogo? Jeśli mogę wiedzieć?
- Moja przyjaciółka, Patrycja ona...ona została zgwałcona. Jest w ciąży i nie chce tego dziecka, wiem że twój ojciec jest lekarzem... - urwałam, w pewnym momencie do sali weszła pielęgniarka musieliśmy na jaki czas urwać rozmowę, gdy wyszłam ciągnęłam dalej - i czy ty...czy ty nie mógłbyś, znaczy twój ojciec...
- Ale Magda, mój ojciec nie żyje od dwóch lat, zmarł na zawał - po tych słowach mój cały plan legł w gruzach. Nie wiedziałam jak mam pomóc mojej najlepszej przyjaciółce.
- Aha...to co ja teraz...jak ja jej teraz pomogę? - powiedziałam z żalem w głosie
- Nie martw się mam kolegę, który jest lekarzem załatwię coś.
- Grzesiek ja nie wiem co powiedzieć, jak ja mam ci się odwdzięczyć? Jak?
- To nic, wystarczy buziak w policzek. - uśmiechnął się do mnie.
Zwykły pocałunek w policzek to nic wielkiego, mogłam jednakże przewidzieć co zrobi Grzesiek, gdy już miałam dać mu przysłowiowego buziaka w policzek on w tej samej chwili odwrócił się i pocałowałam go w usta. Odwzajemnił to. Wielka mi rzecz, że pocałował przyjaciółkę jednak w tej samej chwili do sali przyszedł Artur z bukiecikiem kwiatów. Jak ja miałam mu to wszystko wytłumaczyć?! Położył fiołki na stole i wybiegł. Przestraszyłam się, odepchnęłam Grześka, co miałam zrobić? Nie mogłam wstać i wyjść za nim, nie mogłam. Grzesiek zrozumiał o co chodzi i mnie przeprosił. Jednak wychodząc powiedział, że od dawna czekał na mój telefon oraz, że mnie kocha... .
Byłam w potrzasku...co ja miałam zrobić? Kocham Artura całym swym sercem ale...gdy zobaczyłam Jego wszystkie wspomnienia odżyły. Moje serce pękało...było i jest rozdarte...szwy przyjaźni jakie je utrzymywało puściły...ja płaczę po wyjściu oby dwu osób, które temu zawiniły. Co mam zrobić?
Tego dnia wydzwaniałam do Artura ale nie odbierał, nie dziwię mu się. Cały czas była poczta głosowa...tysiące sms-ów...setki nagrań... . Nie mogłam spać, nie chciałam pisać ani dzwonić do Grześka jeszcze dawałabym mu złudną szansę na coś co niemożliwe... .
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























