niedziela, 24 lutego 2013
Rozdział 19 " Dlaczego...?
Ciemność, wszędzie ciemność...nigdy się tak nie bałam jak teraz. Ja umarłam, zeszłam z tego świata, jeżeli mnie odratowali to zapewne będę jak roślina...pełna gniewu we wnątrz że żyję ale nie będę umiała tego wyrazić, może jednak nie, może odeszłam z tego świata. Tak bardzo tego chciałam, po tym co Artur mi zrobił ja nie mogłam żyć, za bardzo go kochałam, chciałam odejść, tak byłoby lepiej dla nas oboje ale on o mnie walczył. Jedyne co pamiętam przed utratą przytomności to smak jego ust. Teraz widzę ciemność. Jest wszędzie. Nagle chce mi się żyć, zawsze tak jest, nie powinno być tak...nie w moim przypadku, tyle osób zraniłam tyle przeze mnie cierpiało. Dlaczego? Pytam się do cholery, dlaczego?! Jak ja moge tu zostać?! Tyle złego wyrządziłam...jak...no jak?! Widze światło...jest piękne czuję że rodze się od nowa, nowa szansa...i tak ją zmarnie, ale coś mnie do tego światła ciągnie, opuszczam babcie...dziadka z tego pięknego śwaita, gdzie bylo tak ciepło, przytulnie, gdzie nie było przemocy, gniewu...narkomanii. Muszę wrócić do prawdziwego świata, nie chcę ale muszę... .
Dławie się leże w jakiejś sali, jest wymalowana na biało, patrzę na żyły całe, uratowane. Jestem słaba. Ktoś mnie uratował, pytanie dlaczego? Czemu ktoś miał to robić, tyle już przeszłam. Śmierć byłaby najlepszym rozwiązaniem, tyle kabli jest koło mnie. Podchodzi młoda pielęgniarka, wita mnie swoim uśmiechem, nie jest szczery...nigdy nie jest. :
- Wybudziłaś się, to dobrze. Twój chłopak na ciebie czeka - kobieta powiedziała miłym głosem kojarzącym się z ciepłem domowego ogniska, którego ja nigdy nie miałam.
- A...Ar...Artur - powiedziałam ochrypniętym głosem.
- Tak zaraz powiem mu aby do ciebie przyszedł. Nie dało się tego chłopaka odgonić od ciebie, nie chciał w ogóle wyjść. Musi bardzo cię kochać. - musi....kochać...mnie, chciałam coś jeszcze powiedzieć ale nie dałam rady, musiałam napić się wody.
Gdy pielęgniarka wyszła, wpuściła Artura do sali. Podpuchnięte oczy pełne łez i zmartwienia. Ubranie całe w błocie i krwi. Twarz...jego twarz była cała...miała taki wyraz jakiego jeszcze nigdy u niego nie widziałam...wyglądła jakby ktoś z jego bliskich zmarł...ale to nadal był Artur. Gdy go zobaczyłam serce zaczęło mi szybciej bić. Chciałam się na niego popatrzeć ale odwróciłam się. To był wstyd. Wstydziałm sie na niego patrzec, nie mogłam...nie po tym co zrobiłam. Jednak on podszedł do mnie, zbliżył się...dotknął mojej dłoni :
- Magda, kochanie dlaczego to zrobiłaś? - zapytał się łamiącym głosem.
- Ja...nie mogę żyć, po tym co ja zrobiłam tobie to ja nie mogę być na tym świecie, rozumiesz? - powiedziałam.
- Magda, co ty opowiadasz, przecież ja cię kocham, ty mi nic nie zrobiłaś. To ja powinieniem cię za to wszystko przeprosić...nie ty mnie... - urwał, nie dokończył zdania.
- Artur ale czemu ty chciałeś mnie uratować, masz przecież inną. Ze mną zerwałeś... - powiedziałam, miał Olke po co ja mu byłam?
- Po tym jak przyszłaś pod Samotne Drzewo, po tym jak zobaczyłem twoje łzy zbierające się w twoich oczach, zrozumiałem co zrobiłem. Jeszcze tego samego dnia z nią zerwałem. Magda ja ciebie kocham nie ją, rozumiesz?! Teraz to rozumiem, tyle razem przeszliśmy a ty chcesz to wszystko zniszczyć?
- Ale ja nie chcę niczego niszczyć, nie chcę żyć ani umierać, ja chcę po prostu być...chcę być Artur...chcę być przy tobie...z nikim innym tylko przy tobie, z tobą cały czas... - rozpłakałm się, przypomniałam sobie co zrobiłam jak go skrzywdziłam tym że chciałam odejść...
- Magda, skarbie kocham cię i zawsze tak będzie. Chcę abyś była ze mną zawsze. Nie ważne co przeszliśmy ja i tak cię kocham. A teraz uśmiechnij się , proszę zrób to tylko dla mnie. - mówiąc to dotknął mojego policzka dłonią, łza spłynęła mi po policzku, jemu też, wiedziałąm jak mu na mnie zależy...teraz już wiedziałam.
- Artur ja też cię kocham. Przepraszam cię za wszystko.
- Nie przepraszaj, bo ja też zawiniłem. Jak ja mogłem pozwolić abyś zrobiła sobie krzywdę... - oczy miał przeszklone...mówiła łamiącym się tonem.
- Nie płacz- powiedziałam- teraz będzie tylko lepiej, zobaczysz.
Tego dnia powiedziałam wszystko Arturowi, nie mogłam go zawieść. Chciałam się leczyć, nie mogłam pozwolić aby strach przed życiem mnie pokonał, przynajmniej nie teraz. MIałam już nowy plan na nasze życie...
sobota, 23 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
Moje myśli :D
Kim jestem? Pytam się świata, ludzi kim do cholery jestem? ...wydaje mi się czasem, że jestem upadłym aniołem, który czeka aby wyciągnięto go z tego życiowego bagna, który czeka na miłość aby rozwinąć skrzydła jak rozkwitający kwiat...rozwinąć swe skrzydła literackie...tak, teraz wiem kim jestem...
Nie ma cię od wielu dni...pytanie czemu? Widziałam cię..twoje niebieskie oczy, które były pozbawione blasku...nie są już takie jak wcześniej...nie błyszczą jak gwiazdy na niebie...nie ma cię...wiem o tym...jesteś już na innym świecie...kocham cię...więc powinnam pozwolić ci odejść...jednak brak ciebie nie daje mi spokoju...nie wytrzymuje. Cały czas widzę twój uśmiech, gdy zamknę oczy...serce mi pęka z tęsknoty...biorę żyletkę, przecinam żyłę...płaczę z radości, że za moment ujrzę cię w blasku miłości
niedziela, 17 lutego 2013
Rozdział 18
Z perspektywy Artura
Następnego dnia po południu zadzwonił telefon. To Magda. Była cała zapłakana, nie wiedziałem o co chodzi, kazałem jej przyjść pod tą samą kafejkę co wczoraj. Widziałem w jakim jest stanie. Nie mogłem jej od tak po prostu zostawić. Przytuliłem ją. To dla mnie wiele znaczyło, że zwracała się do mnie ze swoimi problemami. Opowiedziała mi wszystko. Teraz wiedziałem co się stało. Zabrałem ją do parku. Rozmawialiśmy koło Samotnego Drzewa, to miejsce stało się dla nas obojga wyjątkowe. Pocałowałem ja po raz drugi. Tym razem nie w policzek ale w usta. Miała je takie słodkie. Ucieszyłem się, gdy odwzajemniła pocałunek. Pierwszy raz powiedziałem dziewczynie swoje uczucia. Tylko Magda nie była jakąś zwykłą dziewczyną w moich oczach, dla ,mnie ona cała była wyjątkowa. Powiedziała mi, że nie może wrócić do domu, nie po tym co zrobiła. Zrozumiałem, zaproponowałem jej żeby tą noc spędziła u mnie. Ufała mi, ja jej też. Całą noc rozmawialiśmy. Gdy widziałem już, że jest bardzo zmęczona i że zasnęła, wziąłem ją delikatnie na ręce i zaniosłem do swojego pokoju. Przykryłem kocem. Tak słodko spała, była taka spokojna. Zrozumiałem że Magda jest inną dziewczyną niż te które dotąd poznawałem, jest po przejściach. Nie przeszkadzało mi to. Kochałem ją. Musiałem się tylko dowiedzieć jak jej pomóc z tego wszystkiego wybrnąć. Jeszce tej samej nocy szukałem artykułów o narkomanii, niestety na próżno. Dowiedziałem się niewiele.
Następnego ranka wstałem wcześniej. Zrobiłem jej śniadanie. Wyglądała tak uroczo w swoich rozpuszczonych włosach i zaspanych oczach. Niestety musiałem iść do pracy, nie chciałem jej zostawiać samej.
Nie widziałem jej już tego dnia. W nocy też nie przyszła do mnie do domu. Bałem się o nią. Czułem że coś jest nie tak.
Następnego dnia rano ktoś zadzwonił domofonem. Zszedłem na dół. Wiedziałem że to Magda. Słyszałem jak głos jej drży. Uciekła, przestraszyła się mnie. Krzyczałem za nią, biegłem. Jest szybsza ode mnie. Przewróciła się, podbiegłem do niej. Była trochę okaleczona ale na policzku miała siniaka, wiedziałem co się stało. Ona wzięła, była u Roberta tamtej nocy. Nie byłem na nią zły czy wściekły. Kochałem ją a jeżeli się kogoś kocha to nie jest się na niego złym za to co robi, tym bardziej że Magda jest narkomanką. Patrzyłem na nią, pocieszałem. W jednej chwili mogłem ją stracić. Magda zaczęła się dusić, nie mogła złapać powietrza. Płakała. łzy spływały jej po policzkach. Zadzwoniłem po pogotowie. Przyjechali jak najszybciej, byli w pobliżu. Teraz dopiero uświadomiłem sobie ile Ona dla mnie znaczy.
Magda była pół roku w śpiączce. Czekałem, wciąż czekałem aby się wybudziła. Pielęgniarki pozwoliły mi spać na oddziale. Modliłem się codziennie do Boga aby Ona mogła żyć. Chciałem abym ja nie żył a ona żeby po prostu mogła znowu otworzyć oczy. Gdy już traciłem wszystkie nadzieje obudziła się. Mój największy skarb na świecie obudził się. Nie mogłem płakać, nie chciałem aby widziała jaki jestem słaby, nie teraz. Opowiadałem jej wszystko po kolei co się wydarzyło. Jak to Magda zapytała się czy coś jej nie ominęło. Gdy dowiedziała się, że jej najlepsza przyjaciółka Mariola zmarła z przedawkowania zaczęła płakać. Nie chciałem jej uspokajać, wiem że każdemu dobrze zrobi , gdy się wypłacze od czasu do czasu. Magda szybko zasnęła, była bardzo wyczerpana.
Po kilku dniach zawiozłem ją na odwyk, nie chciała tego ale ja chciałem ją wspierać. Chciałem ją wspierać jak się tylko da. Kocham ją. Wiedziałem że długo się nie zobaczymy. Tego dnia pogrążałem się w smutku, nie poszedłem nigdzie. Zostałem w domu.
Dzień za dniem mijały tak wolno gdy Magdy nie było. Pewnego dnia ktoś zaczął walić w drzwi mojego mieszkania. Otworzyłem. To był Robert. Zastanawiałem się czego on ode mnie chce. Przyłożył mi pistolet do głowy. Zrozumiałem że chodzi o narkotyki. Zaczął wszystko rozwalać u mnie w mieszkaniu. Był nagrzany. Dąłem mu pieniądze za działkę Magdy. Gdy już sądziłem, że sobie pójdzie on strzelił mi w ramie. Wyszedł z mojego mieszkania, zostawił otworzone drzwi. Po pół godzinie, ktoś zadzwonił domofonem. Resztkami sił odebrałem. To była Magda. Powinna być na odwyku. Gdy mnie zobaczyła, przestraszyła się. Zadzwoniła na pogotowie. Ja nie miałem siły. Robert mnie pobił i postrzelił. Czułem że tracę siły. Magda starała się zatamować krwawienie. Gdy już pogotowie przyjechało powiedziałem ostatnie słowa do Magdy "kocham cię" potem zasnąłem.
Podobno byłem w śpiączce. Z tego wszystkiego, gdy zasnąłem słyszałem tylko to co Magda do mnie mówiła. Czułem jej obecność.
W śpiączce farmakologicznej byłem kilka dni, gdy się wybudziłem Magda nic nie pamiętała. Tomek ją pobił. Ta dziewczyna cały czas wpadała w tarapaty. To właśnie w niej kochałem. Chciałem jej wszystko opowiedzieć ale nie miałem siły. Pocałowałem ją, głupi sądziłem, że to coś da ale dało, Magda wszystko sobie przypomniała. Opowiedziała mi co działo się na odwyku. Przez chwilę ogarnęła mną złość. Sam nie wiedziałem co mam myśleć. Zastanawiałem się czy ją jeszcze kocham. Odgadła że chcę aby wyszła.
Minęło kilka miesięcy, gdy po raz ostatni widziałem Magdę. Znajomi mówili mi abym się nią nie przejmował, że nie jest mnie warta. Pewnego dnia poszedłem z nimi na piwo. Po kilku piwach poderwałem jakąś dziewczynę całkiem zapomniałem o Magdzie. Ola - tak nazywała się dziewczyna, którą poznałem. Zakochała się we mnie. Zapytałem ją czy chce ze mną chodzić ona odpowiedziała że chce.
Kilka dni później dostałem list od Magdy, chciała abym się z nią spotkał koło Samotnego Drzewa. Byłem wtedy z Olką. Przyszliśmy w to samo miejsce, gdy zobaczyłem Magdę wszystko powróciło, wszystkie wspomnienia. Jednak chciałem jej pokazać, że ja już poukładałem sobie życie. Magda powiedziała, że nie będzie mi już go komplikować oraz że już po raz ostatni ją widzę. Nie ucieszyły mnie te słowa... .
20 kwietnia a więc w dzień urodzin Magdy dostałem od niej wiadomość. Wiedziałem co chce zrobić. Od razu pobiegłem do parku. Zobaczyłem jak leży bezwładna na trawie a koło niej jest dużo krwi. Nie mogłem jej stracić. Teraz wiem, że popełniłem błąd zdradzając ją. Nie obchodziło mnie to że ona też mnie zdradziła z Pawłem, który jej w ogóle nie kochał. To nie było w tej chwili najważniejsze. Podbiegłem do Magdy, złapałem za nadgarstki i przytuliłem. Ona nie mogła umrzeć. Nie teraz... . Przytuliłem ją i poczułem jej zapach, pocałowałem ją aby poczuć smak jej soczystych a zarazem słodkich ust. Zacząłem krzyczeć , krzyczeć tak głośno że tchu brakło mi w piersi. Widziałem jak cierpi i do czego doprowadziła ją jej miłość do mnie... .
sobota, 16 lutego 2013
Moje myśli :D
Ciągle się kłócimy, nie wytrzymuje już tego..ty wyjeżdżasz ja zostaję...serce krwawi, wiem
że to tylko kilka set kilometrów...ale boję się, boję się utraty ciebie, nie wiedziałam że po raz ostatni cię widzę...wypadek samochodowy...jestem na twoim pogrzebie...wyglądasz jak anioł...ciemne kręcone brąz włosy oplatają twoją twarz, cerę masz jak anioł..taką porcelanową...po raz ostatni widzę cię...twoje ciało...smutek ogarnia mnie coraz większy...mam dość...nie wytrzymuje...już ponad rok jak ciebie nie ma ...serce pęka z tęsknoty...wykrwawiam się do środka swego ciała...umieram...widzę cię...jesteś w takiej jasnej pięknej poświacie...nic się nie zmieniłeś....moja miłość do ciebie się nie zmieniła...teraz jesteśmy dwoma aniołami szybującymi ponad chmury...na zawsze razem...
Oczy, twe oczy lśnią...stoimy na przerwie..spojrzenia się spotykają...łapiesz mnie za rękę...poczułam twoją dłoń na mojej...uśmiechasz się do mnie...wiesz że się w tobie zakochałam...a ty we mnie...podchodzisz bliżej...opieramy się o ścianę...nie zważamy na nic ...czuję twój oddech...wpatruję się w twoje oczy...są piękne...takie brązowe...jak czekolada...zamykam oczy...czuję twoje usta ...oblewa mnie fala gorąca...czuję że topnieję...trzymasz mnie jeszcze mocniej a ja ciebie...dotykam twoich włosów...twoje usta wtapiają się w moje...ziemia drgnęła...mam motylki w brzuchu...dzwonek...lekcja się zaczęła ale dla mnie czas się zatrzymał...przestajesz mnie całować...puszczasz moją dłoń z objęcia...oddalasz się do klasy...ja idę do swojej...wiem że mnie kochasz...przy tobie czuję się tak bezpieczna a w twych objęciach tak jakbyś bronił mnie przed całym złem tego świata...
Idę przez szkolny korytarz...moja głowa idzie na dół gdy cię widzę czemu jest mi wstyd? Przecież ty nie odpisujesz, nie dzwonisz, ja nic nie zrobiłam, może to przez to że za bardzo ci ufałam..jednak nauczyłeś mnie czegoś...nie poddawać się....nie patrzeć na innych co mówią, jednak sam tak robisz...wyszłam ze szkoły czuję się wolna..wolna od ciebie nie od nauczycieli...nareszcie mogę poczuć się szczęśliwa, jednak nie...jesteś na przystanku autobusowym...widzę cię...boję się...ale czego? Przechodzę koło ciebie siadam...nie patrzysz na mnie...wyciągasz telefon...piszesz sms...nie do mnie...po chwili dzwoni ci komórka...odbierasz...mówisz "cześć kochanie jasne, że do ciebie przyjadę"..jestem smutna...rozpacz pożera mnie...czuję że coś spływa mi po policzku...to łza..płaczę przez ciebie....rozkochałeś mnie w sobie i porzuciłeś...odchodzisz...ja zostaję...
piątek, 15 lutego 2013
Moje myśli :D
Słyszysz mnie? Słyszysz moje serce? Ja twoje słyszę i to wyraźnie...choć ty nie żyjesz czuję twoją obecność codziennie..przy małych czynnościach jak mycie zębów czy ubieranie się...byłeś ze mną zawsze...kotku ...kochanie za niedługo będziemy już razem...już dzisiaj razem w niebie czy w piekle...biorę nóż...przecinam jedną żyłę...wykrwawiam się...przecinam drugą...jest pięknie..łza spływa mi po policzku...nie martw się nie cierpię bo wiem że będziemy już zawsze razem na wieki...
Jesteś inny niż wszyscy dookoła...wybrałam ciebie bo cię kocham...a ty wolisz puszczające się laski...próbuję cię zrozumieć ale nie potrafię...jesteś taki zamknięty w sobie... przyciągasz mnie jak magnes...kocham cię i nie przestane aż do śmierci...umrzemy razem...z tobą mogę robić wszystko...pić...płakać...ćpać...wszystko byle z tobą
Czujesz coś do mnie ja to wiem i ty to wiesz...ale nieśmiałość i strach przed odrzuceniem nas od siebie odrzuca...kocham cię nadal...choć mnie zraniłeś...tak wiele razy...czemu tak robię? czemu ci wybaczam gdy mnie krzywdzisz? inni mówią że nie da cię kochać ale jakoś ja potrafię...kocham to twoje spojrzenie...twoje niebieskie oczy...jak grasz w piłkę...twój śmiech gdy coś cię rozbawi masz wtedy takie fajne dołeczki...kocham cię psychicznie i fizycznie ale ty o tym się nigdy nie dowiesz...bo wiem że byś mnie wyśmiał...
Rozdział 17 "Jak kochać to na zawsze"
Miłość czym ona jest? Cierpię przez nią. Nie mogę zapomnieć jak mnie zranił. Czemu to zrobił? Kochał mnie...a teraz? Czy ja się dla niego w ogóle liczę? Nie chcę już żyć..teraz po tym wszystkim co on zrobił...co ja zrobiłam wobec niego. Czy istnieje coś gorszego niż zdrada? Ja tego pierwsza dokonałam. Wiedziałam że będzie chciał się odegrać, ale teraz? Może lepiej wcześniej niż później... . Samobójstwo jest dobrą rzeczą, jeżeli pozostaje ci tylko to...to co masz do wyboru? Nikt nie czeka na ciebie w domu...nikt nie kocha...za dużo tego...tych problemów. Jestem oschła...wredna, czuję to w sobie ale nikt nie chce mi powiedzieć prawdy. Czemu? Nie chcą mnie krzywdzić czy jak? Robią mi krzywdę nie mówiąc tego czego o mnie sądzą. Mam dość...wyczerpałam się tak szybko. Mówiłam sobie, że dam radę, że będzie inaczej. Jednak jest tak jak zawsze. Wyczerpałam się szybko i to bardzo szybko. Mam dwadzieścia lat a już chcę umrzeć, nie chcę abym była na tym popapranym świecie. Ostatni list...napisany. Zostało mi tylko pożegnać się z Patrycją... .
Kwiecień...moje urodziny 21 pierwsze urodziny. 20 kwietnia...jak ten czas szybko leci. Rok temu byłam na odwyku, teraz umieram. Ach...ten mój świat. Zadzwoniłam do Patrycji, chciałam się z nią spotkać. Po raz ostatni, ona jeszcze o tym nie wiedziała. Poszłyśmy do kafejki "Inna niż myślisz" - tam gdzie zaprosił mnie po raz pierwszy na randkę Artur, "symboliczne miejsce" pomyślałam. Czekałam na Patrycje. Była dwunasta po południu. Ja chciałam to zrobić wieczorem.
Widziałam jak idzie...była ubrana jakoś inaczej niż zwykle. Zmieniła się na dobre. Nie była już ubrana jak dziwka. Tylko jak normalna dziewczyna, przed którą jest normalne życie... . Od razu zobaczyła, że coś jest nie tak. Znała mnie. Weszłyśmy do kafejki. Usiadłyśmy koło okna. Tam gdzie siedziałam z Arturem, gdy uciekłam z domu... . Tyle miejsc mi go przypominało...całe miasto. Jak miałam wytrzymać, gdy każda uliczka, ławka mi go przypominała. Zabierał mnie wszędzie... .
Zamówiłyśmy kawę...mój ostatni posiłek w moim życiu. Byłam pełna obaw ale musiałam zacząć :
- Patrycja wiesz dlaczego się spotkałam z tobą? - nie chciałam powiedzieć jej prawdy
- Magda co się stało? Czemu jesteś taka zmartwiona? - znała mnie, znała mnie i to dobrze. Pęk loków spadł mi na czoło. Zasłoniłam się jedną ręką, czekając aż łzy zaczną spływać po policzku.
- Ja...ja chcę ci coś powiedzieć - zaczęłam płakać.
- Magduś, nie płacz. Madzia wszystko będzie dobrze, zobaczysz wszystko się zmieni. - nic nie rozumiała. Kompletnie nic
- Ja wyjeżdżam. Na długo...nie wrócę już nigdy...nigdy...naprawdę już nigdy nie wrócę. Dlatego chciałam się z tobą spotkać - powiedziałam z łamiącym się głosem
- Gdzie wyjeżdżasz? Mogę cię chociaż odprowadzić? Po co, czemu nie chcesz tu zostać? - pytała, cały czas pytała.
- Daleko, naprawdę daleko... nie możesz mnie odprowadzić, nie chcę abyś to zrobiła ja to muszę sama załatwić. Nie mogę tu wytrzymać tyle miejsc mi go przypomina. Za dużo wspomnień...za dużo. - mówiłam, ale czy naprawdę tego właśnie chciałam?
-Rozumiem - zrozumiała...wie co chce zrobić...
- Tylko nie mów nic Arturowi...nie chcę aby cierpiał przeze mnie. - powiedziałam
- Dobrze ale ... - przerwałam jej
- Nie ma żadnego ale. Nie możesz mu powiedzieć, rozumiesz?! - zapytałam podwyższonym tonem
- Tak
Dopiłyśmy kawę i wyszłyśmy. Patrycja poszła w swoją stronę ja w swoją. Po drodze kupiłam żyletki. Plątałam się kilka godzin po mieście, szukając tego co niemożliwe - miłości. Szukałam go po całym mieście. Nie znalazłam. Odwiedzałam wszystkie miejsca, gdzie razem chodziliśmy na spacery, do kina, na kawę. Nic , nie było go. Nie chcę się dalej męczyć, naprawdę. Mam dość tej całej gonitwy za czymś co niemożliwe.
Jest już 23.00. Stoję koło Samotnego Drzewa. Czekam aby zdarzył się cud. Aby Artur przyszedł i uratował mnie od tego przekleństwa...nikogo nie ma. Ja nie chcę mu przeszkadzać w nowym życiu, gdzie nie ma miejsca na mnie. Ma nową dziewczynę. Niech tak zostanie... .
Napisałam ostatni sms do niego.:
" Kochałam cię...kocham cię i będę kochać na wieki. Nie chcę ci już przeszkadzać w nowym życiu. Żegnaj, już nigdy mnie nie zostawisz. Obiecuję... . "
Wysłałam... .Wyjęłam żyletki, przeżegnałam się. Stałam koło Samotnego Drzewa w parku... . Usiadłam..położyłam się na mokrej trawie. Oparłam się o drzewo. Było ciemno, nic nie widziałam nic. Ale na żyły u ręki wiedziałam jak trafić. Uczyłam się tego tyle lat, gdy byłam narkomanką. Wyjęłam jedną żyletkę. Skaleczyłam sobie palec...kilka kropli soczystej krwi spadło na moje spodnie. Nie bałam się umrzeć. Chciałam tego... . Przyłożyłam żyletkę do nadgarstka zaczęłam ciąć po linii prostej...poczułam pieczenie. Nie bolało tak jak sądziłam. Ulżyło mi, wiedziałam, że już nikogo nie skrzywdzę... zaczęłam ciąć drugą. Było wspaniale. Zaczęłam płakać...czy to ze szczęścia? Nie wiem. Wiem jedno śmierć siedziała już przy mnie, czułam jej bezwzględny dotyk..oddech. Wykrwawiałam się. Czułam jak życie ze mnie ucieka. Krew wylewała się ze mnie. Czułam się wolna. Moja dusza nareszcie zaznała spokoju, którego tak oczekiwała od dawna. Nagle poczułam, że tracę przytomność. Ktoś krzyknął..rozpoznałam ten głos...Artur. Przyszedł..wiedział...on wiedział o wszystkim. Jak miło było usłyszeć ostatni raz jego głos... . Poczułam że podbiegł do mnie i przytulił. Krzyczał. Ściskał za nadgarstki abym się nie wykrwawiła na śmierć. " Nie Artur gra już skończona, nic mnie już tu nie trzyma" Straciłam przytomność. Ostatnie co poczułam w tamtej chwili to smak jego ust...znowu były ciepłe i pełne troski jak wcześniej.... .
niedziela, 10 lutego 2013
Rozdział 16 "Ostatni list..."
Śmierć czyha na mnie już od dawna. Nic mnie już tu nie trzyma. Artur...rozkochał....dał nadzieje...porzucił. Paweł...zranił. Co jest gorsze zranione serce czy samobójstwo? W moim przypadku te dwie rzeczy się równoważą. Co wybrać życie czy śmierć? Dawniej odpowiedziałabym, że życie ale teraz? Teraz gdzie nie mam dla kogo żyć? Po co ja mam chodzić po tej planecie? Miejsce zajmować. Życie przecieka mi przez palce, nie czuję go. Nic nie czuję a tak bardzo chcę poczuć wszystko jeszcze raz od nowa. Pierwsza miłość...pierwsze pocałunki...trzymanie się za ręce. Drobne szczegóły, które otrzymałam od Artura a cieszyły mnie jak nastolatkę. Kochałam...zraniłam...nie zapomniała. To tak samo jak być...uciec...zapomnieć i nie pozostawić po sobie żadnego śladu. Postanowiłam w swoje urodziny odebrać sobie życie. Tylko czemu one są jeszcze tak daleko. Czy zbawi mnie te pięć dni? Nie wiem. Nie mam już na nic odpowiedzi. Boli...wszystko boli...najbardziej serce, które nadal krwawi. Sama zrobiłam tą ranę więc czego oczekuje, że przyjdzie do mnie jak książę na białym rumaku? Naiwna. Jestem naiwna bo dotąd ufałam miłości bezgranicznie, ale teraz? Czy jestem naiwna? Czy może znajduje się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Czuję jak ucieka czas. Czuję jak krąży świat, tylko ja...ja pozostaję w miejscu i nic nie robię. Naprawdę nic co mogłoby mi pomóc. Czemu tak jest? Retoryczne odpowiedzi. W XXI wieku tak trudno mówić na o uczuciach, które łączą obojga ludzi... . Napiszę list...chcę pozostawić coś po sobie...pozostawię list nic więcej...on nie zasługuje aby go raniono...on zasługuje na kogoś lepszego ode mnie.
Jest piętnasty kwietnia. Wiosna. Wszystko budzi się do życia. Tylko nie ja. Ja umieram. Umieram od środka, czuję to. Wykańczam się. Nie mogę tak żyć. Jeszce tylko pięć dni Magda...jeszcze pięć dni, skończysz dwadzieścia jeden lat i znikniesz z tego uporczywego świata. Nikt już nie będzie przez ciebie cierpiał...nikt.
Wstałam rano. Zapomniałam gdzie jestem. A tak, jestem w mieszkaniu u chłopaka Moniki - Marka. Patrycja jeszcze spała. Biedna. Co ona musiała przejść przez tego Roberta. Zabiłabym go. Ubrałam się w swoje ubranie i poszłam do kuchni. Poczułam, że muszę coś zjeść. W lodówce były tylko dwa kefiry. Zjadłam jeden. Marek spał na kanapie, tak jak obiecał. Dziwnie się poczułam. Nie mogłam tu dłużej zostać. Niech Patrycja ułoży sobie od nowa życie. Napisałam list. Przeprosiłam za wszystko. Dałam Patrycji pieniądze, które ostatnio zarobiłam na ulicy. Wiem że rozporządzi nimi dobrze, lepiej niż ja. Wyszłam z mieszkania. Błąkałam się po ulicach. Było koło południa. Widziałam dzieci, które wychodziły ze szkoły i szły z nauczycielkami na spacer. Dzieci mają łatwiej. Są takie bezpośrednie. Nie wstydzą się niczego...naprawdę.
Gdzie miałam pójść? Do domu? Do moich rodziców? To nie było takie proste. Do Artura nie chciałam...po co miałabym go znowu ranić? Na odwyk? Nie wpuszczą mnie. Może do schroniska dla młodzieży...jeden problem jestem dorosła. Błąkałam się po ulicach miasta, nie wiedziałam co mam robić, gdzie pójść, do kogo się zwrócić. Może się zabić? Zbyt łatwe rozwiązanie... .
Poszłam na Czerwoną Ulicę, zarobić. Nie miałam kasy. Chciałam coś zjeść. Zrobiłam to z jakimś starym typem - zapłacił a to najważniejsze. Ja już nie miałam uczuć, byłam ich pozbawiona. Sama tego chciałam. Poszłam odwiedzić Monikę, nie przyjęli mnie na odwyk. Nie chcieli nawet mnie tam wpuścić. Zostało mi iść do Roberta... .
Byłam już na miejscu. Nikogo nie widziałam, nawet jego. Koło wejścia do speluny siedział jakiś nastolatek. Był ubrany w ciemne rurki i jakąś koszule. Nie wyglądał na ćpuna. Podeszłam bliżej zapytałam się gdzie jest Robert. Odpowiedział, że nigdy o nikim takim nie słyszał i że ostatnio jakiegoś starego ćpuna wywieźli stąd bo przedawkował. To musiał być on. Czyli już nic mi nie grozi. Jednak nadal czułam niepokój.
Udałam się do sklepu z artykułami papierniczymi. Kupiłam zeszyt i długopis. Napisałam list :
"Artur to ja Magda. Wiem, że nie chcesz mnie znać. To zbyt trudne do wytłumaczenia. Zdaję sobie z tego sprawę jak skomplikowałam sobie życie, tobie również. Przepraszam za wszystko. Nie będę już przeszkadzać. Wiem że mnie zapomnisz jak każdy facet. Chciałabym tylko abyś przyszedł pod Samotne Drzewo, tam gdzie pierwszy raz się całowaliśmy. Popołudniu. To bardzo ważne
Magda"
Napisałam. Poszłam pod jego blok. Wrzuciłam kartkę pod jego drzwi. Może przeczyta.
Po południu udałam się do parku pod Samotne Drzewo. Ktoś siedział na ławce...Artur. Podeszłam bliżej był z kimś. Była to dziewczyna. Załamałam się ale nie chciałam tego okazywać po sobie, przecież znaczył dla mnie wszystko. Podeszłam bliżej powiedziałam :
- Cześć jestem - mówiłam oschłym tonem.
- Cześć. Jestem tak jak chciałaś. Co chciałaś mi powiedzieć? -mówił stanowczym tonem.
- Nie przedstawisz mnie? - zapytałam się i gestem ręki wskazałam na szczupłą długowłosą blondynkę siedzącą koło niego.
- Ola - Magda, Magda - Ola. -przedstawił- to moja dzie...dzie...dziewczyna
-Aha. Spoko - odpowiedziałam
- Co chciałaś nam powiedzieć? - zapytał
- Raczej tobie. Chciałam ci powiedzieć, że nie będę już wam przeszkadzać. Bądźcie szczęśliwi. Nie martw się o mnie, nie zobaczysz mnie już więcej. Obiecuję ci to. - głos zaczął mi się łamać. Łzy proszę jeszcze nie teraz...nie teraz.
Odeszłam. Oddaliłam się. Ostatni raz go widziałam jego wyraz twarzy. Chciałam aby podbiegł...złapał za rękę. Pocałował. Jeszce raz chciałam poczuć jego słodkie usta dotykające moich. Jeszce ten jeden jedyny raz. Nie zrobił tego. Zapamiętałam jego wyraz twarzy. Jego oczy były przeszklone. Czyżby tęsknił ? Miał już swoją nową dziewczynę. Ja nie byłam mu potrzebna. Tego dnia postanowiłam, że popełnię samobójstwo... .
Śmierć czyha na mnie już od dawna. Nic mnie już tu nie trzyma. Artur...rozkochał....dał nadzieje...porzucił. Paweł...zranił. Co jest gorsze zranione serce czy samobójstwo? W moim przypadku te dwie rzeczy się równoważą. Co wybrać życie czy śmierć? Dawniej odpowiedziałabym, że życie ale teraz? Teraz gdzie nie mam dla kogo żyć? Po co ja mam chodzić po tej planecie? Miejsce zajmować. Życie przecieka mi przez palce, nie czuję go. Nic nie czuję a tak bardzo chcę poczuć wszystko jeszcze raz od nowa. Pierwsza miłość...pierwsze pocałunki...trzymanie się za ręce. Drobne szczegóły, które otrzymałam od Artura a cieszyły mnie jak nastolatkę. Kochałam...zraniłam...nie zapomniała. To tak samo jak być...uciec...zapomnieć i nie pozostawić po sobie żadnego śladu. Postanowiłam w swoje urodziny odebrać sobie życie. Tylko czemu one są jeszcze tak daleko. Czy zbawi mnie te pięć dni? Nie wiem. Nie mam już na nic odpowiedzi. Boli...wszystko boli...najbardziej serce, które nadal krwawi. Sama zrobiłam tą ranę więc czego oczekuje, że przyjdzie do mnie jak książę na białym rumaku? Naiwna. Jestem naiwna bo dotąd ufałam miłości bezgranicznie, ale teraz? Czy jestem naiwna? Czy może znajduje się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Czuję jak ucieka czas. Czuję jak krąży świat, tylko ja...ja pozostaję w miejscu i nic nie robię. Naprawdę nic co mogłoby mi pomóc. Czemu tak jest? Retoryczne odpowiedzi. W XXI wieku tak trudno mówić na o uczuciach, które łączą obojga ludzi... . Napiszę list...chcę pozostawić coś po sobie...pozostawię list nic więcej...on nie zasługuje aby go raniono...on zasługuje na kogoś lepszego ode mnie.
Jest piętnasty kwietnia. Wiosna. Wszystko budzi się do życia. Tylko nie ja. Ja umieram. Umieram od środka, czuję to. Wykańczam się. Nie mogę tak żyć. Jeszce tylko pięć dni Magda...jeszcze pięć dni, skończysz dwadzieścia jeden lat i znikniesz z tego uporczywego świata. Nikt już nie będzie przez ciebie cierpiał...nikt.
Wstałam rano. Zapomniałam gdzie jestem. A tak, jestem w mieszkaniu u chłopaka Moniki - Marka. Patrycja jeszcze spała. Biedna. Co ona musiała przejść przez tego Roberta. Zabiłabym go. Ubrałam się w swoje ubranie i poszłam do kuchni. Poczułam, że muszę coś zjeść. W lodówce były tylko dwa kefiry. Zjadłam jeden. Marek spał na kanapie, tak jak obiecał. Dziwnie się poczułam. Nie mogłam tu dłużej zostać. Niech Patrycja ułoży sobie od nowa życie. Napisałam list. Przeprosiłam za wszystko. Dałam Patrycji pieniądze, które ostatnio zarobiłam na ulicy. Wiem że rozporządzi nimi dobrze, lepiej niż ja. Wyszłam z mieszkania. Błąkałam się po ulicach. Było koło południa. Widziałam dzieci, które wychodziły ze szkoły i szły z nauczycielkami na spacer. Dzieci mają łatwiej. Są takie bezpośrednie. Nie wstydzą się niczego...naprawdę.
Gdzie miałam pójść? Do domu? Do moich rodziców? To nie było takie proste. Do Artura nie chciałam...po co miałabym go znowu ranić? Na odwyk? Nie wpuszczą mnie. Może do schroniska dla młodzieży...jeden problem jestem dorosła. Błąkałam się po ulicach miasta, nie wiedziałam co mam robić, gdzie pójść, do kogo się zwrócić. Może się zabić? Zbyt łatwe rozwiązanie... .
Poszłam na Czerwoną Ulicę, zarobić. Nie miałam kasy. Chciałam coś zjeść. Zrobiłam to z jakimś starym typem - zapłacił a to najważniejsze. Ja już nie miałam uczuć, byłam ich pozbawiona. Sama tego chciałam. Poszłam odwiedzić Monikę, nie przyjęli mnie na odwyk. Nie chcieli nawet mnie tam wpuścić. Zostało mi iść do Roberta... .
Byłam już na miejscu. Nikogo nie widziałam, nawet jego. Koło wejścia do speluny siedział jakiś nastolatek. Był ubrany w ciemne rurki i jakąś koszule. Nie wyglądał na ćpuna. Podeszłam bliżej zapytałam się gdzie jest Robert. Odpowiedział, że nigdy o nikim takim nie słyszał i że ostatnio jakiegoś starego ćpuna wywieźli stąd bo przedawkował. To musiał być on. Czyli już nic mi nie grozi. Jednak nadal czułam niepokój.
Udałam się do sklepu z artykułami papierniczymi. Kupiłam zeszyt i długopis. Napisałam list :
"Artur to ja Magda. Wiem, że nie chcesz mnie znać. To zbyt trudne do wytłumaczenia. Zdaję sobie z tego sprawę jak skomplikowałam sobie życie, tobie również. Przepraszam za wszystko. Nie będę już przeszkadzać. Wiem że mnie zapomnisz jak każdy facet. Chciałabym tylko abyś przyszedł pod Samotne Drzewo, tam gdzie pierwszy raz się całowaliśmy. Popołudniu. To bardzo ważne
Magda"
Napisałam. Poszłam pod jego blok. Wrzuciłam kartkę pod jego drzwi. Może przeczyta.
Po południu udałam się do parku pod Samotne Drzewo. Ktoś siedział na ławce...Artur. Podeszłam bliżej był z kimś. Była to dziewczyna. Załamałam się ale nie chciałam tego okazywać po sobie, przecież znaczył dla mnie wszystko. Podeszłam bliżej powiedziałam :
- Cześć jestem - mówiłam oschłym tonem.
- Cześć. Jestem tak jak chciałaś. Co chciałaś mi powiedzieć? -mówił stanowczym tonem.
- Nie przedstawisz mnie? - zapytałam się i gestem ręki wskazałam na szczupłą długowłosą blondynkę siedzącą koło niego.
- Ola - Magda, Magda - Ola. -przedstawił- to moja dzie...dzie...dziewczyna
-Aha. Spoko - odpowiedziałam
- Co chciałaś nam powiedzieć? - zapytał
- Raczej tobie. Chciałam ci powiedzieć, że nie będę już wam przeszkadzać. Bądźcie szczęśliwi. Nie martw się o mnie, nie zobaczysz mnie już więcej. Obiecuję ci to. - głos zaczął mi się łamać. Łzy proszę jeszcze nie teraz...nie teraz.
Odeszłam. Oddaliłam się. Ostatni raz go widziałam jego wyraz twarzy. Chciałam aby podbiegł...złapał za rękę. Pocałował. Jeszce raz chciałam poczuć jego słodkie usta dotykające moich. Jeszce ten jeden jedyny raz. Nie zrobił tego. Zapamiętałam jego wyraz twarzy. Jego oczy były przeszklone. Czyżby tęsknił ? Miał już swoją nową dziewczynę. Ja nie byłam mu potrzebna. Tego dnia postanowiłam, że popełnię samobójstwo... .
Rozdział 15 " Jestem nieśmiertelna "
Następny dzień życia, co ja tu robię? Czy naprawdę Bóg stworzył mnie abym wypełniła tutaj swoją misję? Nie wiem. Nic nie wiem. Z bólem patrzę w przyszłość bo dobrze wiem co tam zobaczę. Nic, zupełnie nic. Pustkę. Ból. Cierpienie. To tak boli, gdy wszyscy się od ciebie odsuną, zapomną. Pobawią się trochę tobą jak lalką czy miśkiem a potem, gdy dostaną nową zabawkę o tobie zapominają. Przeżyłam to. Wiem jaki to jest ból i strach przed jutrem. Nikt się o ciebie nie troszczy, nie kocha. Nie wiedzą jak jest ci potrzebna miłość...oni nic nie wiedzą. Nie rozumieją cię bo jesteś inna niż inni. Tak naprawdę boją się ciebie i twojej odmienności. Oni są jak sępy czekające tylko na twoje potknięcie, upadek aby cię pożreć. Tak nie można. To nie ludzkie, ale oni nie są ludźmi. To potwory, które nas zżerają od środka, nasze lęki. Boimy się powiedzieć im jak są dla nas ważni. To upakarzające, gdy wyznajesz komuś swoje uczucia a oni się z nich naśmiewają, wyśmiewając również ciebie, ale ty wiesz że zrobisz im na złość, ze odpłacisz im się. Zemsta bywa słodka ale zaraz też gorzka. Chcesz jej ale nie chcesz postąpić tak samo jak oni. Odpuszczasz im. Poddajesz się, płaczesz po nocach jak dziecko, któremu zabiorą lizaka. Postanawiasz, ze drugim razem będzie inaczej, a jest tak samo jak zawsze... .
Opowiedziałam wszystko Arturowi, nic nie odpowiedział. Bałam się że mnie zostawi. Miał powody.Kochał mnie a ja go zdradziłam. Nic mnie w tej sytuacji nie tłumaczy...nawet narkotyki.
Siedzieliśmy na łóżku szpitalnym. Była cisza, pierwszy raz krępująca. Nikt nic z nas nie odpowiedział. widziałam jego wyraz twarzy. Smutny a zarazem wściekły. Wiedziałam, że tłumi to wszystko w sobie. Zraniłam, po raz kolejny to zrobiłam. Nie mogę tak. Muszę się wypisać. Wiem ze Artur nie chce mnie już widzieć na oczy. Nie kocha mnie. Zastanawiam się teraz jak krucha jest miłość. Jak szkło? Czy może jeszcze bardziej to uczucie jet kruche? Czy pokocham jeszcze raz? Tego nie wiem. Boję się, że kogoś zranię. To mnie przeraża.
Dwie godziny później wypisałam się ze szpitala. Odzyskałam pamięć dzięki Arturowi. Pożegnałam się z nim. Zostawiłam kartkę nic więcej. Udałam się do Roberta. Tak gdzie wszystko się zaczęło. Minęło kilka tygodni odkąd ostatni raz wzięłam. Ciągnęła mnie tam jakaś magiczna siec, której nie mogłam dostrzec, taka magnetyczna siła przyciągania. Koło speluny siedziała Patrycja. Wyglądała nie najgorzej, była zapłakana. Jej blond włosy były całe rozczochrane. Miała podarte spodnie, jakby się biła taką samą czarną bluzkę. Podeszłam bliżej. Zobaczyłam siniaka na jej twarzy i rozciętą wargę. Płakała. :
- Magda? Co ty tu robisz? Po tym wszystkim co zrobiłaś nie powinnaś tu przychodzić - po tym co zrobiłam. Pamiętam dałam Robertowi krokodyla. Ciekawie czy już był na wykończeniu.
- Nie ważne. Kto cię tak urządził. Pokarz tego siniaka - usiadłam koło niej siniak był fioletowy i spuchnięty, rana na wardze wyglądała okropnie - co się stało?
- To nie jest miejsce na rozmowę. Dawno cię nie było. Muszę ci wszystko opowiedzieć. - po tych słowach poszłyśmy do parku.
Był słoneczny dzień. Połowa kwietnia. Zbliżają się moje urodziny. Wiosna nadeszła. Nie czuję szczęścia jak kiedyś, gdy byłam młodsza.Teraz dla mnie dzień ciągnie się za dniem, nic nadzwyczajnego. Usiadłam z Patrycją na ławce. Podałam jej wodę, którą kupiłam po drodze :
- Opowiadaj co się stało? Kto ci to zrobił? - musiałam to wiedzieć
- Po tym jak oddałaś Robertowi pieniądze on...on - Patrycja zaczęła płakać. NIe była taka zawsze. Byłateraz załamana.
- Mów dalej. Co się stało jak oddałam Robertowi pieniądzę?
- Robert poszedł kupić nielegalną broń i naboje zaczął strzelać. Zginęli : Jasiek i Anka oraz inni młodzi ćpunie. Przestraszyłam się zacz elam biec. Robert dogonił mnie. Powiedział, że mnie oszczędzi ale pod jednym warunkiem, że będę dawać mu się za darmo. Bałam się...Magda ja się naprawdę bałam...
- Spokojnie. Teraz już nic ci nie grozi jestem tutaj, będzie lepiej - musiałam ją pocieszać. Wiedziałam że to jeszcze nie koniec naszej przygody.
- Kilka dni temu poszłam zarabiać na ulicę. Robert mnie zmusił. Po powrocie dałam mu kasę od razu poszedł kupić narkotyki. Wziął wszystko mi nic nie zostawił. Zrobił się niebezpieczny, awanturniczy. Musiałam uciekać. Nocowałam na dworcu. Następnego dnia wróciłam. Robert się uspokoił. Wczoraj zaczęło się znowu tyle, ze ja się mu przeciwstawiłam. Uderzył mnie raz i drugi. Wziął pręt i zaczął mnie nim bić. Stąd te siniaki na ciele i rany. Nie uciekłam daleko. Robert się zmienił ale na gorsze. Z jego organizmem nie jest w porządku. Rozsypuje się. W nocy trudno łapie powietrze. Coś go zżera od środka - trucizna zaczęła działać - pomyślałam.
- Boże dziewczyno co ty musiałaś przejść. Teraz będzie lepiej. Obiecuję ci to. - obiecuję? Musiałam podnieść ją na duchu. Tak jak ona kiedyś postępowała ze mną.
- Gdzie będziemy spać? Nie możemy tam wrócić. On nas zabije. - nie pomyślałam o tym. Gdzie ja mogę przenocować?
- Coś wymyślimy - powiedziałam. Może Monika z odwyku by nas przyjęła. Znam jej chłopaka Marka. - znam pewne miejsce, gdzie możemy się zatrzymać. - odpowiedziałam.
Jechałyśmy tramwajem do domu Marka. Znajdowało się na przedmieściach. Może nas przenocuje. Chłopak Moniki mieszkał w bloku wiedziałam bo Monika mówiła mi, gdzie mieszka i abym udała się tam do niego jakbym miała jakieś kłopoty. Drzwi otworzył nam mężczyzna dobrej postury. Miał krótko ścięte czarne włosy i zielone oczy. Tatuaże na rękach. Wydawał się być szorstki, ale ja już dawno nie oceniam ludzi po wyglądzie. :
- Cześć jestem koleżanką Moniki. Powiedziała że możesz nas przenocować jakby coś - mówiłam słabym głosem. Byłam głodna. Nic nie jadłam od rana.
- A to ty. Magda, tak? Monika mówiła mi dużo o tobie. Wejdźcie. - chłopak mówił niskim głosem. Gestem ręki zaprosił nas do środka.
- Dzięki. Co z Moniką? Jak jej idzie?
- Nawet dobrze. Jest trochę załamana tym, że nie może wziąźć ale tak to spoko.
- Wiesz jesteśmy zmęczone mogłybyśmy położyć się spać?
- Jasne. To nasz pokój. Spijcie tu. - zaprowadził nas d pokoju w którym spali. Było nawet przytulnie. Patrycja i ja byłyśmy tak zmęczone, ze od razu poszłyśmy spać.
Śniłam o narkotykach. Jak zawsze, ale śniło mi się coś jeszcze - śmierć. Czyżby była tak blisko mnie?
Miałam zapaść dwa razy w ciągu nocy. Żyję. Oblewały mnie zimne poty. Czy koniec jest już mi bliski? Czy jestem nieśmiertelna? Tyle razy miałam już umrzeć albo zginąć. Moja nieśmiertelność mnie przeraża... .
Następny dzień życia, co ja tu robię? Czy naprawdę Bóg stworzył mnie abym wypełniła tutaj swoją misję? Nie wiem. Nic nie wiem. Z bólem patrzę w przyszłość bo dobrze wiem co tam zobaczę. Nic, zupełnie nic. Pustkę. Ból. Cierpienie. To tak boli, gdy wszyscy się od ciebie odsuną, zapomną. Pobawią się trochę tobą jak lalką czy miśkiem a potem, gdy dostaną nową zabawkę o tobie zapominają. Przeżyłam to. Wiem jaki to jest ból i strach przed jutrem. Nikt się o ciebie nie troszczy, nie kocha. Nie wiedzą jak jest ci potrzebna miłość...oni nic nie wiedzą. Nie rozumieją cię bo jesteś inna niż inni. Tak naprawdę boją się ciebie i twojej odmienności. Oni są jak sępy czekające tylko na twoje potknięcie, upadek aby cię pożreć. Tak nie można. To nie ludzkie, ale oni nie są ludźmi. To potwory, które nas zżerają od środka, nasze lęki. Boimy się powiedzieć im jak są dla nas ważni. To upakarzające, gdy wyznajesz komuś swoje uczucia a oni się z nich naśmiewają, wyśmiewając również ciebie, ale ty wiesz że zrobisz im na złość, ze odpłacisz im się. Zemsta bywa słodka ale zaraz też gorzka. Chcesz jej ale nie chcesz postąpić tak samo jak oni. Odpuszczasz im. Poddajesz się, płaczesz po nocach jak dziecko, któremu zabiorą lizaka. Postanawiasz, ze drugim razem będzie inaczej, a jest tak samo jak zawsze... .
Opowiedziałam wszystko Arturowi, nic nie odpowiedział. Bałam się że mnie zostawi. Miał powody.Kochał mnie a ja go zdradziłam. Nic mnie w tej sytuacji nie tłumaczy...nawet narkotyki.
Siedzieliśmy na łóżku szpitalnym. Była cisza, pierwszy raz krępująca. Nikt nic z nas nie odpowiedział. widziałam jego wyraz twarzy. Smutny a zarazem wściekły. Wiedziałam, że tłumi to wszystko w sobie. Zraniłam, po raz kolejny to zrobiłam. Nie mogę tak. Muszę się wypisać. Wiem ze Artur nie chce mnie już widzieć na oczy. Nie kocha mnie. Zastanawiam się teraz jak krucha jest miłość. Jak szkło? Czy może jeszcze bardziej to uczucie jet kruche? Czy pokocham jeszcze raz? Tego nie wiem. Boję się, że kogoś zranię. To mnie przeraża.
Dwie godziny później wypisałam się ze szpitala. Odzyskałam pamięć dzięki Arturowi. Pożegnałam się z nim. Zostawiłam kartkę nic więcej. Udałam się do Roberta. Tak gdzie wszystko się zaczęło. Minęło kilka tygodni odkąd ostatni raz wzięłam. Ciągnęła mnie tam jakaś magiczna siec, której nie mogłam dostrzec, taka magnetyczna siła przyciągania. Koło speluny siedziała Patrycja. Wyglądała nie najgorzej, była zapłakana. Jej blond włosy były całe rozczochrane. Miała podarte spodnie, jakby się biła taką samą czarną bluzkę. Podeszłam bliżej. Zobaczyłam siniaka na jej twarzy i rozciętą wargę. Płakała. :
- Magda? Co ty tu robisz? Po tym wszystkim co zrobiłaś nie powinnaś tu przychodzić - po tym co zrobiłam. Pamiętam dałam Robertowi krokodyla. Ciekawie czy już był na wykończeniu.
- Nie ważne. Kto cię tak urządził. Pokarz tego siniaka - usiadłam koło niej siniak był fioletowy i spuchnięty, rana na wardze wyglądała okropnie - co się stało?
- To nie jest miejsce na rozmowę. Dawno cię nie było. Muszę ci wszystko opowiedzieć. - po tych słowach poszłyśmy do parku.
Był słoneczny dzień. Połowa kwietnia. Zbliżają się moje urodziny. Wiosna nadeszła. Nie czuję szczęścia jak kiedyś, gdy byłam młodsza.Teraz dla mnie dzień ciągnie się za dniem, nic nadzwyczajnego. Usiadłam z Patrycją na ławce. Podałam jej wodę, którą kupiłam po drodze :
- Opowiadaj co się stało? Kto ci to zrobił? - musiałam to wiedzieć
- Po tym jak oddałaś Robertowi pieniądze on...on - Patrycja zaczęła płakać. NIe była taka zawsze. Byłateraz załamana.
- Mów dalej. Co się stało jak oddałam Robertowi pieniądzę?
- Robert poszedł kupić nielegalną broń i naboje zaczął strzelać. Zginęli : Jasiek i Anka oraz inni młodzi ćpunie. Przestraszyłam się zacz elam biec. Robert dogonił mnie. Powiedział, że mnie oszczędzi ale pod jednym warunkiem, że będę dawać mu się za darmo. Bałam się...Magda ja się naprawdę bałam...
- Spokojnie. Teraz już nic ci nie grozi jestem tutaj, będzie lepiej - musiałam ją pocieszać. Wiedziałam że to jeszcze nie koniec naszej przygody.
- Kilka dni temu poszłam zarabiać na ulicę. Robert mnie zmusił. Po powrocie dałam mu kasę od razu poszedł kupić narkotyki. Wziął wszystko mi nic nie zostawił. Zrobił się niebezpieczny, awanturniczy. Musiałam uciekać. Nocowałam na dworcu. Następnego dnia wróciłam. Robert się uspokoił. Wczoraj zaczęło się znowu tyle, ze ja się mu przeciwstawiłam. Uderzył mnie raz i drugi. Wziął pręt i zaczął mnie nim bić. Stąd te siniaki na ciele i rany. Nie uciekłam daleko. Robert się zmienił ale na gorsze. Z jego organizmem nie jest w porządku. Rozsypuje się. W nocy trudno łapie powietrze. Coś go zżera od środka - trucizna zaczęła działać - pomyślałam.
- Boże dziewczyno co ty musiałaś przejść. Teraz będzie lepiej. Obiecuję ci to. - obiecuję? Musiałam podnieść ją na duchu. Tak jak ona kiedyś postępowała ze mną.
- Gdzie będziemy spać? Nie możemy tam wrócić. On nas zabije. - nie pomyślałam o tym. Gdzie ja mogę przenocować?
- Coś wymyślimy - powiedziałam. Może Monika z odwyku by nas przyjęła. Znam jej chłopaka Marka. - znam pewne miejsce, gdzie możemy się zatrzymać. - odpowiedziałam.
Jechałyśmy tramwajem do domu Marka. Znajdowało się na przedmieściach. Może nas przenocuje. Chłopak Moniki mieszkał w bloku wiedziałam bo Monika mówiła mi, gdzie mieszka i abym udała się tam do niego jakbym miała jakieś kłopoty. Drzwi otworzył nam mężczyzna dobrej postury. Miał krótko ścięte czarne włosy i zielone oczy. Tatuaże na rękach. Wydawał się być szorstki, ale ja już dawno nie oceniam ludzi po wyglądzie. :
- Cześć jestem koleżanką Moniki. Powiedziała że możesz nas przenocować jakby coś - mówiłam słabym głosem. Byłam głodna. Nic nie jadłam od rana.
- A to ty. Magda, tak? Monika mówiła mi dużo o tobie. Wejdźcie. - chłopak mówił niskim głosem. Gestem ręki zaprosił nas do środka.
- Dzięki. Co z Moniką? Jak jej idzie?
- Nawet dobrze. Jest trochę załamana tym, że nie może wziąźć ale tak to spoko.
- Wiesz jesteśmy zmęczone mogłybyśmy położyć się spać?
- Jasne. To nasz pokój. Spijcie tu. - zaprowadził nas d pokoju w którym spali. Było nawet przytulnie. Patrycja i ja byłyśmy tak zmęczone, ze od razu poszłyśmy spać.
Śniłam o narkotykach. Jak zawsze, ale śniło mi się coś jeszcze - śmierć. Czyżby była tak blisko mnie?
Miałam zapaść dwa razy w ciągu nocy. Żyję. Oblewały mnie zimne poty. Czy koniec jest już mi bliski? Czy jestem nieśmiertelna? Tyle razy miałam już umrzeć albo zginąć. Moja nieśmiertelność mnie przeraża... .
sobota, 9 lutego 2013
Rozdział 14
" Tyle pytań a żadnej odpowiedzi..."
Czy ja
żyję? Czy to sen? Czy ja śnię na jawie... . Wiem jedno boli mnie głowa...i to
bardzo. Pamiętam tylko Tomka, który mnie uderzył...tylko to... .
Obudziłam
się po pół godzinie od momentu, gdy upadłam na podłogę od uderzenia... . Boże
Tomek!!! On znowu wie gdzie ja jestem. Ale jak on się wydostał z psychiatryka?!
Nie chcę o tym już myśleć. Głowa mnie boli tak jakbym co najmniej dostałą
porządnie młotem w potylicę.
Gdy się
obudziłam stał koło mnie lekarz. Skąd ja się wzięłam w szpitalu? Kim jest ten
chłopak, który leży na łóżku i śpi? Czy jest to ktoś dla mnie ważny? Czy ja
jestem jego siostrą? I co się stało? Pamiętam tylko jedno mojego byłego
chłopaka Tomka...wiem, ze mnie uderzył, ale dlaczego to zrobił? Nigdy mnie nie
bił. Musiał mieć jakiś powód. Wiedziałam że mam na imię Magda nic więcej....to
było straszne. Leżałam a raczej byłam w pozycji pół leżącej, gdy podszedł do
mnie lekarz:
- Obudziłaś
się. Dobrze. Teraz będziemy mogli zapytać się ciebie jak się nazywasz. Ja
jestem doktor Kowalski. - lekarz...ale po co ja jestem w szpitalu i dlaczego
boli mnie tak głowa?
- Wiem
tylko tyle, że mam na imię Magda. Nic nie pamiętam. Co się stało? - doktor
Kowalski popatrzył na mnie z zaciekawieniem. Dlaczego?
-Jest
gorzej niż sądziłem - powiedział do jakiejś kobiety zapewne również lekarza,
która stała koło niego
- To pewnie
przez uderzenie w potylicę - powiedziała młoda kobieta o długich brązowych
włosach
- Naprawdę
nic nie pamiętasz? - dr. Kowalski zwrócił sie do mnie. Ja nic nie pamiętałam
- Naprawdę
nic nie pamiętam - skłamałam. Pamiętałam przecież, że zrobił to Tomek, ale
najpierw musiałam się dowiedzieć dlaczego to zrobił i kim jest ten chłopak,
który leży na łóżku szpitalnym. Nie wiem dlaczego było to dla mnie takie
ważne... .
- Powoli
będziesz odzyskiwać pamięć. Na razie zostaniesz tu na oddziale, dopóki sobie
nie przypomnisz. Dobrze?
- Dobrze -
odpowiedziałam, nie wiem dlaczego czułam się, że czegoś mi brakuje - kim jest
ten chłopak? Ten, który jest w śpiączce - skąd ja widziałam, że jest w
śpiączce?
-
Przywieźli go kilka dni temu. Doznał rozległej rany postrzałowej. Jest w
śpiączce farmokologicznej. Jego organizm regeneruje się. - lekarz powiedział to
stanowczym tonem. Był niski szczupły o szpakowatych włosach. - zostawimy cię na
razie sami. Może sobie coś przypomnisz.-pokiwałam głową, że rozumiem.
Po wyjściu
lekarzy z oddziału zostałam sama. Ja i ten chłopak. Nie wiem dlaczego chciałam
się do niego przytulić, pocałować. Musiałą się tego dowiedzieć. Zeszłam powoli
z łóżka. Zakręciło mi się w głowie, zaczęła jeszcze gorzej boleć. Podeszłam do
chłopaka, zbliżyłam się do jego łóżka. Popatrzyłam na twarz. Oczy miał
zamknięte. Jego czarne kręcone włosy rozchodziły się po poduszce. Zbliżyłam
się. Widziałam teraz jeszcze dokładniej jego zarost. Miał około 20 lat nie
więcej. Dotknęłam jego twarzy. Zamknęłam oczy. Ukazał się obraz. Ja i
strzykawka napełniona jakąś substancją. Co to miało oznaczać? Czy ja oglądałam
jakiś film o narkomanii? Czy sama byłam narkomanką? Tyle pytań a żadnej
odpowiedzi. Nic nie mogłam sobie przypomnieć. Odsunęłam się od łóżka obcego
chłopaka. Położyłam się spać.
Obudziłam
się następnego dnia. Zrobili mi badania. Nadal nic nie pamiętam. Czuję tylko
chęć wzięcia czegoś co pozwoli mi się odprężyć...pochłonąć w ekstazie
niemożliwości na tym świecie. Tylko nie wiem co może mi w tym pomóc. Nikt mnie
nie odwiedza. Pewnie nie mam rodziny. Nurtuje mnie to ciągłe pytanie kim jest
ten chłopak, który leży koło mnie? Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Chłopak wybudził się a ja byłam pierwszą osobą, którą zobaczył. Stałam koło
niego. Zaczęłam krzyczeć żeby przyszli lekarze...
"Wybudził
się a ja byłam pierwszą osobą, którą zobaczył" - czy on jest dla mnie
ważny? Chłopak złapał mnie za rękę. Powiedział moje imię tak cicho jednak ja
gdzieś już słyszałam ten głos. Przed oczami ukazała mi się wizja - Ja i on
idziemy wieczorem do parku. Trzymamy się za ręce. On zaczyna mnie całować koło
Samotnego Drzewa. - to musiało coś znaczyć, czyli ja jestem jego dziewczyną.
Zamrugałam. Wizja rozpłynęła się. Tylko jak miałam mu powiedzieć, że go nie
pamiętam?
Kilka
godzin później chłopak mógł już siedzieć i rozmawiać. Prosił mnie abym go nie
zostawiła. :
- Magda co
się stało? Czemu masz guza i szwy na głowie? - chłopak mówił tak troskliwym
głosem, że wiedziałam, iż jest moim chłopakiem
- Był tu
Tomek. Uderzył mnie. Ja spadłam, uderzyłam się w tył głowy stąd te szwy. Nic
nie pamiętam...- trudno było mi to powiedzieć.
- Tomek?!
Ale skąd on wiedział, że tu jesteś? Jak to nic nie pamiętasz?! - podniósł ton
głosu. Odsunęłam się.
- Nie
pamiętam nic. Naprawdę. Czasem mam tylko jakieś przebłyski. Wiem ,że jesteś
moim chłopakiem. Widziałam też strzykawkę i mnie. Nie wiem co mam o tym
myśleć... - powiedziałam to z opuszczoną głową, a przecież nie miałam się czego
wstydzić. Nie pamiętałam nic...prawie nic.
- Tak
jestem twoim chłopakiem. Mam na imię Artur. Chodzimy ze sobą od 9 miesięcy.
Kocham Cię a ty mnie. Może to ci coś przypomni- ma na imię Artur.
Jednak nic nie pamiętam. Chłopak zbliżył się
do mnie przysunął swoje usta do moich i pocałował. Miałam szum w uszach. Nie
wiedziałam co myśleć. Nie pamiętałam go. Zamknęłam oczy. Pokazały się wizje.
Miała przed oczami Roberta...narkotyki i to całe bagno. Potem moich rodziców...Tomka.
Artura, który ratuje mnie z opresji. Wszystko mi się przypomniało. Czy to
możliwe abym tyle zapomniała. Jednak wolałam nie pamiętać o
narkotykach...prostytucji...Robercie. Wolałam o tym zapomnieć. Czekały mnie wyjaśnienia względem
Artura... .
Rozdział 13
" Nicość zżera mnie od środka..."
Kolejny
dzień, który muszę przeżyć, kolejne po południe w moim życiu, kolejny wieczór,
który poprzedza nieprzespaną noc. Co będzie dalej? Będę mogła żyć normalnie?
Jestem już
na miejscu. Zadziwiające jak człowiek zna drogę do jedynego domu w którym może
czuć się bezpiecznie. Nie wiem czy Artur jest w domu, nie wiem czy chce mnie
widzieć, czy ja dla niego jeszcze istnieję? Skąd mam to wiedzieć, że się nie
wyprowadził? Przecież miałam nie wierzyć w miłość. Jednak nadal mam nadzieję i
wierze w lepsze jutro. Zadzwoniłam domofonem. Artur Kędziaż...nie mogłam o nim
zapomnieć. Kocham go nadal. Dzwonię jeszcze raz. Nikt nie odbiera, być może
jest na uczelni albo w pracy. Muszę go zobaczyć. Nie widziałam go trzy miesiące.
Tęsknie...jak zawsze tęsknie. Dzwonię już trzeci raz. Odebrał. Usłyszałam jego
głos. Poczułam się bezpieczniej. Idę do niego na drugie piętro. Nie ma windy.
Serce już mi tak nie służy. Dziwne...jestem narkomanką, prostytutką a wejście
na drugie piętro sprawia mi kłopot. Drzwi są otwarte. Artura nie ma... . Więc
kto mi otworzył? Jednak on. Jeden raz byłam tu u niego w mieszkaniu. Nic się
nie zmieniło. Wyjątkiem był bałagan oraz Artur leżący w salonie. Cały
zakrwawiony, pobity. Jego ręce...zakrwawione. Co on zrobił?! NA podłodze
krew...rozmyta krew. U niego na ręce rana postrzałowa. Kto mógł to zrobić?
Podeszłam do niego. Schyliłam się. Jak on mógł odebrać domofon? Może resztkami
sił. To w tej chwili nie jest najważniejsze. Zadzwoniłam po pogotowie. Jadą tu.
Muszę porozmawiać z Arturem.:
- To ja
Magda. Artur słyszysz mnie? - zaczęłam płakać. Muszę być spokojna. Nie mogę po
sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie mogę panikować.
- Magda? To
naprawdę ty? - mówił tak słabym głodem...tak cichym, że ledwo go usłyszałam.
- Tak to
ja. Artur nie bój się pogotowie już jedzie. Wszystko będzie dobrze. -
uścisnęłam jego dłoń. Musiałam mu dodać otuchy. Teraz moja kolej aby się nim
zająć.
-
Tęskniłem...dlaczego nie jesteś na odwyku? Wypuścili cię? - tęsknił...czyli
myślał o mnie. Tak bardzo go kocham a pozwoliłam żeby stała mu się krzywda... .
- Ja też
tęskniłam. To nie czas ani miejsce aby ci wszystko wyjaśnić co się stało. To
dłuższa historia...kto ci to zrobił? - nie chciałam mu tego mówić, że
uciekłam...był zbyt słaby.
-
Robert...był tutaj. Kilka godzin temu. Nie wiem skąd widział gdzie mieszkam.
Musiał mnie śledzić. Chciał kasę. Nie przejmuj się mną. Nic mi nie jest. To
tylko rana postrzałowa. Ważne że ty już go nie zobaczysz. On już cię nie
śledzi. - Robert?! Ten cham nie dość chciał pieniądze za towar ode mnie to
jeszcze pobił Artura i wziął od niego pieniądze?! Pożałuje tego...gorzko
pożałuje.
- Pogotowie
już jest. Wszystko będzie dobrze Artur, uwierz mi... - pogotowie przyjechało
zabrali Artura.
- Kocham
cię Magda... - to jego ostatnie słowa, które usłyszałam. Musiałam iść do
Roberta wyjaśnić wszystko. Musiałam go zabić... .
Zatrzymała
mnie policja. Chcieli abym zeznała kto mógł to zrobić. Dla swojego dobra nie
chciałam nic mówić...dla dobra swojego i Artura. Ja musiałam sama załatwić tą
sprawę..sama wymierzyć sprawiedliwość.
Jestem już
niedaleko speluny, gdzie mieszkamy wszyscy. Po drodze musiałam wstąpić do
miejscowego dilera. On zna kogoś kto sprzedaje takie badziewie, że śmierć jest
powolna i bardzo bolesna. Na taką zasłużył Robert. To będzie jego koniec.
Kupiłam.
Narkotyk "krokodyl" - wystarczy jedno wstrzyknięcie a zabija powoli i
boleśnie. Kości łamią się...masz wylewy. Wyglądasz jakby coś cię zżerało. Ciało
gnije pod wpływem tych wszystkich wymieszanych śmieci. Zasłużył sobie na to.
Nikt nie będzie krzywdził ludzi na których mi zależy...nikt.
Robert już
tam był. Wyglądał jak zawsze. Zaczął się śmiać, gdy mnie zobaczył. Nie mogłam
być wściekła. Nie mogę niczego po sobie poznać. :
- Wróciłaś,
gdzie się szwendałaś, maleńka - jak zwykle arogancki kretyn.
- Nie twój
interes. Mam coś dla ciebie. - mówiąc to podałam mu to świństwo. Krokodyla.
Niech zaćpa na śmierć.
-
Uprzedzili mnie, że to kupiłaś. Maleńka nic ci to nie da. Kupiłaś to sama to
weź. Śmiało, przecież to nic takiego. - przewidziałam to. Kupiłam dwie. Jedna
ampułka była z herą druga z krokodylem.
- Jak
chcesz nie wiesz co tracisz. Czysta heroina. Pycha. Już nie mogę się doczekać
jak zacznie działać. - miałam na niego haczyk. Każdy z nas uwielbia here a jeszcze
jak uda się kupić czystą to odlot na maksa.
- Heroina
mówisz, maleńka? No dobra to dawaj tą drugą ampułkę. trafiłaś bo mam dzisiaj 25
- urodziny. - nie wiedziałam że ma tyle lat. Po co się chwalił? Nikogo to nie
obchodzi.
- To
wszystkiego najlepszego. Bierz ile chcesz. Cala działka jest twoja. -
powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Wziął. Nie
mam wyrzutów sumienia za to co robię. Zasłużył. Widziałam jak bardzo jest
spragniony. Nie musiałam długo czekać. Ja wzięłam czystą here a on krokodyla.
Pożyje jakieś dwa lata i padnie.
Robert po
krokodylu zaczął się dziwnie zachowywać. Nie wiedziałam jakie będą tego skutki.
Musiał wziąź za dużo. Zaczął pluć krwią. Stracił przytomność. Ja w
przeciwieństwie do niego bawiłam się świetnie. Hera jest wspaniała. Zaczęłam
śpiewać, krzyczeć. Śniłam o zielonych kucykach. O wolności od narkotyków.
Czułam...czułam...nic nie czułam... .
Następnego
dnia rano Robert zachowywał się jak zawsze. Nie miał do mnie żadnych
zastrzeżeń. Wyszłam ze speluny. Zauważyłam, że przybyli nowicjusze. Teraz
zastanawiam się ile razy zabiłam jakiegoś człowieka. Czy mogę nazywać się
mordercą? Przecież tyle razy dawałam w kanał nastolatkom. Skąd mam wiedzieć, że
to nie był ich ostatni raz? Chcę z tym skończyć. Muszę pojechać do Artura do
szpitala dowiedzieć się czy wszystko dobrze... .
Dojechałam
na miejsce. Wpuścili mnie. Artur spał spokojnie. Miał operacje. Teraz ja muszę
się nim zająć. Lekarze powiedzieli , że przez jakiś czas może być w śpiączce.
- Artur
nasze role się zamieniły...chcę z tym skończyć ale to silniejsze ode mnie.
Nawet nie wiesz jak silniejsze ode mnie. Uciekłam z odwyku. Nie mogłam już
wytrzymać. Zdradziła cię z Pawłem. Żałuję tego. Dobrze wiedziałam co robię i nic
mnie nie usprawiedliwia, że była pod wpływem narkotyków. Nic... . Obiecuję ci
jedno Artur, Robert już nam nie będzie przeszkadzał. Nie będzie nas śledził,
rozdzielał. Teraz będziemy już razem na zawsze... .
- Jakie wyznanie. Brawo brawo. Nie sądziłem, że cię na to stać. Podobno prostytutki nie
mają uczuć a tu proszę takie zaskoczenie - niemożliwe to Tomek. Ale skąd on
wiedział, że ja...że ja tu jestem?
- Co ty tu
robisz?! Nie licz że ci kiedyś takie same słowa powiem, a teraz stąd wyjdź!!!
Natychmiast!!! - przestraszyłam się go. Nie wiedziałam już do czego jest
zdolny.
Tomek podszedł do mnie bliżej, złapał za włosy
tak silno. Zaczął mnie bić... . Krzyczałam wyrywałam się. Spadłam na podłogę
uderzając o róg stolika. Zemdlałam. Słyszałam tylko oddalające się kroki z
pomieszczenia, ktoś przybiegł chyba lekarz. Nie wiedziałam co się dzieje.
Czułam, że jakaś ciesz spływa mi po czole aż do ust... .
Rozdział 12
" Ból i cierpienie"
Robert i
jego banda była tam, gdzie zawsze. Nie bałam się. Mogłam z tym skończyć kiedy
chcę. Jeszce nie chciałam. Moim planem na najbliższe dni to ćpanie, ćpanie i
jeszcze raz ćpanie aż do utraty przytomności. Byłam stosownie ubrana do tego
towarzystwa. Stare sprane czarne rurki. Stary - tshirt, trampki i kurtka ze
skóry. Moje brązowe włosy jak zawsze były rozpuszczone i kręcone. Cała ja. Gdy
zobaczyłam Roberta od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Był Jasiek, Anka,
Patrycja i Krzysiek brakowało mi jednej osoby Marioli... .
Od razu
przypomniałam co się stało. To ona...ona przedawkowała amfę. To nie mogła być
prawda...moja najlepsza przyjaciółka. To musiało być kłamstwo. Podeszłam do
Roberta uśmiechnął się i powiedział :
-
Wiedziałem, że wrócisz. Tacy jak ty zawsze wracają, maleńka. - mówił to
ochrypłym głosem. Jego czarne włosy były trochę dłuższe niż widziałam go po raz
ostatni. Zmienił się. Był lepiej zbudowany. Wyższy. Pewnie brał sterydy.
- Co się
stało z Mariolą, gdzie ona jest?! - musiałam się upewnić. Może to nie była ta
ruda dziewczyna o której mi mówił Artur, może to pomyłka. Miałam taką nadzieję.
Patrzyłam się prosto w oczy Roberta. On
zaczął się śmiać.
- Twoja
najlepsza przyjaciółka przedawkowała, zasnęła na zawsze. Nie chciała na ciebie
zaczekać, maleńka. To takie smutne, prawda? - zaczął się śmiać. Wyśmiewał się
ze mnie.Czyli to prawda. Nawet nie pożegnałam się z nią. Zostawiła mnie sama.
- To
niemożliwe. Nie zrobiłaby tego. Nie mogła- nie mogłam w to uwierzyć. Do tej
pory byłam pozbawiona uczuć ale teraz? Wszystko się zmieniło. W pewnej chwili
podeszła do mnie Patrycja. Jej długie blond włosy były związane w luźnego
kucyka. Była jeszcze szczuplejsza niż przedtem.
-Nie
przejmuj się - powiedziała. - My tacy jesteśmy. Z resztą z Mariolą już nie było
najlepiej. Ciągle gadała tylko o śmierci. Musiała to zrobić, sama już nie
wytrzymywała ze sobą. Tak to już jest - tak to już jest?! Co ona może o tym
wiedzieć.
- Nie
musisz mnie pocieszać. Dobrze wiesz co mi pomoże, Patrycja - ona wiedziała co
mi pomoże. Robert z ciekawością zaczął się na mnie patrzeć. Siedzieliśmy przy
stoliku w spelunie. Jak zawsze było tu duszno i ponuro.
- Nie
maleńka, na towar musisz sobie zarobić sama. Koniec z darmowymi działkami.
Skończyło się. Jak chcesz dać w kanał wiesz do czego musisz wrócić. - wiem o co
mu chodziło, ale czy nie mógł mi dać ten jeden jedyny raz, odstąpić działki za
darmo?
- Wiem o co
ci chodzi. Ale gdzie ja ci tu o tej porze do jasnej cholery klienta zgarnę?! No
gdzie!!! Wiesz jak jest to mi potrzebne. Jutro ci odrobię. Nie możesz jeden
raz mi odstąpić? - nie chciałam jeszcze dziś wracać do prostytucji. Nie byłam
gotowa.
- No dobra.
Masz amfę. Tylko to mamy. Hera się skończyła, maleńka. ale jutro idziesz na
Czerwoną Ulicę i zarabiasz- widać było, ze Robert nie jest zadowolony z tego.
- Dzięki -
wzięłam od niego amfę, strzykawkę, łyżkę i poszłam. Niestety nie mogłam się
wkłuć. Musiał mi ktoś pomóc. Miałam taką po prostu chcicę. Nie mogłam nic na to
poradzić.
- Pomóc ci?
Wiem co przechodzisz. - powiedziała Patrycja. Miło z jej strony że chciała mi
pomóc. Wiedziałam, że jest już wstawiona. Jej źrenice były takie wielkie.
- Dzięki -
ręce mi się trzęsły. Dobrze , że była w pobliżu od razu się wkuła w kanał.
Znowu poczułam jak trucizna wlewa mi się do żył i powoli zalewa mnie od środka.
Poczułam rozkosz. Tej nocy nigdy nie zapomnę. Nareszcie mogłam poczuć się wolna
jak ptak.
Następnego
dnia rano czy po południu musiałam iść na Czerwoną Ulicę tak jak obiecałam. Nie
było tam ciekawie, same znajome twarze. Niektóre dziewczyny spały po kątach ze
zmęczenia. Bałam się. Byłam ubrana w krótką czerwoną spódniczkę białe kozaczki
i krótką białą kurtkę, pożyczone od Anki.
Dziwnie się poczułam. Znowu do tego wracam. Chciałam tylko jednego...znowu
dać w kanał. Na tej ulicy nie przyjeżdżała policja, nikt nami się nie
interesował. Było tak jak zawsze, samochody podjeżdżały robiłaś facetom dobrze
na miejscu lub w hotelu. Najpierw musiałaś postanowić na swoim. Najpierw kasa
potem usługa. Już na początku podjechało auto. Zatrzymało się koło mnie. Za
kierownicą siedział facet. :
-
Wskakujesz? - powiedział. Miał koło czterdziestki.
- Jasne. Co
chcesz, skarbie? - musiałam być dla niego miła.
- A co
dasz? Ile bierzesz? - zagadkowy mężczyzna.
- Co będziesz
chciał, kotku. Biorę dwieście złotych oczywiście za małe co nieco - musiałam
być droga. Takich facetów to kręci.
- Droga
jesteś, podoba mi się to. Wskakuj - mężczyzna ze szpakowatymi włosami żuł gumę.
Udawał cwaniaka. Słabo mu to wychodziło.
- Gdzie
jedziemy? - zapytałam kładąc mu rękę na kolanie.
- Do mnie
do domu. Chyba że chcesz gdzieś w hotelu - hotel. Jak zawsze. Jeżeli do domu to
nie jest żonaty. Ciekawe...
- Na
rozgrzewkę do hotelu - powiedziałam rozpinając kurtkę. Nie cierpiałam tej
roboty ale jakoś musiałam zarabiać na narkotyki. Innej drogi nie ma.
- Dobra. To
jedziemy. - mówiąc to położył swoją rękę na moim udzie. Pojechaliśmy.
Dwie
godziny później było po wszystkim. Czułam się jak szmata. Nikomu nie potrzebna,
porzucona w kąt. Zapłacił mi 500 zł. Wystarczy na kilka dni. Po tym wszystkim
byłam obolała. Zapomniałam jak to jest być dziwką. Teraz sobie wszystko
przypomniałam. Powróciło wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Miłość jest okropna...rani...niszczy człowieka od wewnątrz. Teraz nie mogę być
z facetem.
Gdy
pojechałam do speluny przebrałam się. Oddałam pieniądze Robertowi. Pojechałam
do Artura. Chciałam go zobaczyć, wyjaśnić czemu się nie odzywałam i dlaczego
uciekłam z odwyku. Nie mogłam już dłużej czekać aby go zobaczyć. Tęsknota
zwyciężyła nad "głodem"... .
Rozdział 11
" Wieczna wolność"
Zasnęłam
nad ranem. Nie mogę tak żyć. Na odwyku jestem już trzy miesiące. Nie
wytrzymuje. Dzisiaj są walentynki. Ciekawie czy Artur o mnie myśli. Nie
obchodzi mnie już nic ani nikt. Boję się świata, boję się życia. Nie chcę być
samotna to takie przerażające zostać samym na tym świecie, nie chcę tak. Paweł
dawał mi kilka razy amfę i LSD. Jest taki kochany. Nic nie muszę dawać mu w
zamian. Polubiłam go przy czym zdradziłam Artura. Jest mi z tym ciężko ale takie jest życie. Sama już nie wiem czy
moglibyśmy być razem, on pewnie też mnie zdradzał. Nie wierzę już w nic ani w
miłość, nadzieję na lepsze jutro czy przyjaźń. Na tym okrutnym świecie nie
istnieje nic takiego. Moim rajem są narkotyki. To mój raj tutaj na ziemi wśród
żywych.
Walentynki
- komercyjne święto. Nie cierpię ich. Dookoła zakochane pary. Sądzą ,że będą ze
sobą na zawsze. Głupota ludzka nie zna granic.Na odwyku wszyscy zakochani.
Całują się po kątach, kochają w izolatkach. Wszyscy zachowują się jakby coś
brali. Są tacy szczęśliwi. Włodzimierski wyjechał. Mamy spokój, nikt nami nie
rządzi. Ja postanowiłam ,że ucieknę dzisiaj z odwyku. Nie wiem jak ale zrobię
to sama czy z Pawłem wiem, że już tu nie wytrzymuje. Muszę stąd uciec.
Poszłam do
swojej izolatki. Mieści się na pierwszym piętrze. Okna zamknięte. Można je
wybić. Nic mi nie stoi na przeszkodzie. Krat nie ma. Rozmyślam leżąc na łóżku o
swojej przeszłości. Stwierdziłam że nic mnie nie trzyma przy życiu. Gdy ucieknę stąd pójdę do Roberta i do
jego bandy. Tylko oni mi zostali. Nikt mnie nie rozumie, rodzice mnie wyrzucili
z domu. Artur zostawił na odwyku. Nie chcę już żyć... .
Tak dobrze
mi się marzyło o narkotykach ,kiedy akurat musiał przyjść Paweł, może i to
dobrze, przynajmniej nie będę sama. :
- Co
robisz? Może pobaraszkujemy, co?- nie wiedziałam czy jest ze mną z litości z
pragnienia tylko tego jednego czy po prostu mnie kocha. Z resztą nie obchodziło
mnie to. I tak byłam już kiedyś dziwką i nią pozostanę. Moje życie moje zasady.
- Myślę o
swojej przeszłości. Chcę dzisiaj stąd uciec. Zrobisz to ze mną?- udałam że nie
słyszałam tego co powiedział o seksie. Nie miałam ochoty tego robić.
- Uciec?
Magda?! Zwariowałaś? Jesteś dopiero na drugim etapie chcesz to wszystko
stracić? - Paweł zaczął krzyczeć. Był wściekły. Widziałam to. Nigdy taki nie
był. Jego blond włosy nie były już tak złociste jak kiedyś. Widziałam że
umiera, wykańcza go ta terapia.
- Pytam się
uciekasz ze mną czy nie!!! - musiałam krzyknąć. Nie wiem dlaczego ale zależało
mi na nim.
- Nie. Nie
mogę tego zrobić. Przykro mi. Kocham Cię jesteś dla mnie jak siostra nie mogę -
Paweł opuścił głowę. Czuł się winny. Nie rozumiałam. Byłam dla niego jak
siostra z tym wyjątkiem, że z siostrą nie uparwia się seksu. Z tym jednym
jedynym wyjątkiem... .
-
Dlaczego?! Nie rozumiem. Jestem dla ciebie jak siostra. Myślałam, że...że
jestem dla ciebie...kimś...kimś ...więcej - patrzyłam na niego ze smutnym
wyrazem twarzy. Poczułam, że łzy spływają mi po policzkach. Rozpłakałam się.
Czyli czuje coś do niego...
- Sądziłaś
że ja ... że ja ciebie kocham? Jesteś dla mnie jak siostra. Zrobiliśmy
to...wiem. Żałuję. Ale wiesz, że byliśmy nie trzeźwi. Magda kocham cię ale jak
brat siostrę i nie chcę aby stało ci się coś złego. Nie wybaczyłbym tego sobie
- nie kocha mnie. Przynajmniej nie tak jak ja tego sobie życzyłam. Paweł
patrzył na mnie zabłąkanym wzrokiem. Ja na niego również.
- Ale ja
zdradziłam swojego chłopaka, bo myślałam że mnie kochasz!- dlaczego miałam do
niego pretensje? Przecież nie zrobił nic złego. To ja sobie ubzdurałam, że
będziemy razem i że mnie kocha. A on potraktował mnie jak zabawkę, którą można rzucić w kąt jak się popsuje.
- Wiem. Nie
chciałem i nie chcę ranić twoich uczuć ale muszę to zrobić. Jeżeli opuścisz
odwyk oni cię już nie wpuszczą. Przemyśl to Magda. Zastanów się. Masz jeszcze szansę...- co on kurwa gada?! jaką szansę? Każdy narkoman kończy tak samo.
- Czyli nie
uciekniesz ze mną? Jak chcesz przynajmniej mnie nie wydaj - nie chciałam o nic
go prosić. Narkoman nie prosi ,narkoman żąda. Ja żądałam za dużo od świata,
stanowczo za dużo.
- OK nie
wydam cię. Na pewno- jego dumna postawa była tak samo wielka jak jego głupota.Widziałam, że już nie
wytrzymuje. Sam zadecydował, że chce zostać. Ja nie chciałam.
Po tej
naszej "rozmowie" Paweł pocałował mnie i wyszedł. Widziałam go po raz
ostatni. Tej nocy uciekłam z odwyku. Nareszcie byłam wolna. Nie chciałam nikogo
słuchać. Gdy uciekłam udałam się do Roberta. Miejsce, gdzie się spotykali
znałam na pamięć. Jeszcze nie wiedziałam w co się pakuje... .
Rozdział 10 " Problemy..."
Na początku
ja z Pawłem myśleliśmy, że nikogo w pomieszczeniu nie ma. Ździwiliśmy się
jednak, gdy zobaczyliśmy ordynatora. Najpierw myślałam, że pomyliliśmy
pomieszczenia. Gdy zobaczyłam "ordynatora" dopiero później
dostrzegłam, że jest to mój lekarz - Włodzimierski. Przestraszyłam się.
Przecież ja nic nie zrobiłam. Jakie to dziwne uczucie być wystraszonym. Raz
pragniesz umrzeć bo nie ma miejsca na tym świecie dla ciebie, przynajmniej tak
sądzisz, twoje życie legnie w gruzach, masz wszystkiego dosyć a z drugiej
strony jeszcze coś trzyma cię przy życiu, które i tak wydaje się bezsensu bo po
co mamy się męczyć z codziennym problemami. Już dawno mogłam sobie zrobić ten
jeden ostatni strzał, ale zawsze coś mnie trzymało tutaj sama nie wiem co może
to miłość, nadzieja?
Sala była
pusta. Wyraz twarzy Pawła obojętny. Jego blond lok zwisał mu koło ucha tak
spokojnie. On był spokojny, chyba zauważył , że się denerwuje. Dopiero teraz
zorientowałam się, że cały czas trzymam jego rękę. Zwolniłam uścisk. Nie
chciałam wyjść na psychopatkę - choć i tak wszyscy tutaj nimi byliśmy.
Włodzimierski stał na środku pomieszczenia. Wpatrywał się w nas jak w
nadnaturalne zjawisko. Faktem jest, ze nie lubię mówić o swoich uczuciach, tych
prawdziwych (zawsze trzymałam je głęboko w sobie) teraz również nie miałam
ochoty o nich rozmawiać. Ordynator podszedł do nas bliżej. Popatrzył i
powiedział:
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
Za niedługo
zaczęli schodzić się inni z mojej grupy. Usiedli koło nas w tak zwanym
"kręgu". Widać było, że wszyscy są nie spokojni. Włodzimierski był
wściekły. W końcu zaczął mówić :
- Doszły
mnie słuchy, że ktoś z was rozdawał innym narkotyki - mówił stanowczym głosem jak na 26 - latka.
- Niby kto
ci tak powiedział, doktorku?! - odpowiedział jakiś chłopak. Pierwszy raz
zwróciłam na niego uwagę. Miał brązowe proste włosy do ramion. Miał 18 lat.
- Nie będę
tego ukrywać, jeżeli mamy być tutaj wszyscy szczerzy to wam powiem... .
- No
wydusisz to z siebie, doktorku? - nie wiedziałam jak się nazywa. Dopiero potem
Monika powiedziała mi , że ma na imię Przemek.
- Wydał was
jeden z chłopaków. Olek. - Olek? czy to nie jest ten chłopak z schizofremią?
Nie można tak postępować! On jest chory.
- Olek,
kurwa co ty odpierdalasz?! - widać było, że Przemkowi nie spodobało się to.
Zaraz naskoczył do Olka. Zaczęła się przepychanka. W końcu Włodzimierski i ch
rozdzielił.
-
Uspokójcie się!!! To nie jego wina! Mogliśmy wszyscy to lepiej skombinować. Nie
zwalajcie wszystkiego na niego. - odezwała się Monika. Poparłam ją. W tym samym
momencie Przemek postawił się nam. Uratował nas Paweł.
- Dzięki
Paweł nie potrzebowałam twojej pomocy. - powiedziała. Nie mogłam po sobie
poznać, że między nami do czegoś doszło.
- Dobrze
wiedzieć. - powiedział zadufanym tonem
- No
dobrze, to co mam z wami zrobić? Ukarać? To nic nie da. Możecie wrócić do
swoich izolatek. Jutro również jest spotkanie...aha chciałem was uprzedzić, że
przyjeżdżają stażyści z wydziału psychologii. Bądźcie dla nich mili, przynajmniej
nie tacy jak w zeszłym roku. - co się wydarzyło w zeszłym roku? Musiałam
wiedzieć.
Gdy
wyszliśmy ze spotkania, każdy z nas był oburzony i nieźle wkurzony na Olka. Z
pewnością na długo możemy zapomnieć o narkotykach i o wyjeździe Włodzimierskiego.
Teraz jeszcze lepiej wszystko będzie sprawdzane. Zapytałam się Moniki co się
stało w ubiegłym roku, nie wiedziała była tu od niedawna. Musiałam zapytać się
Pawła. Powiedział mi, że ostatnio niektórzy z pacjentów specjalnie udawali
ataki czy coś w ty rodzaju. Gdy stażyści podchodzili zaczynali gadać o
śmierci. Strasznie się z nich nabijali.
Zamknęłam
się w swojej izolatce z Moniką - mieszkałyśmy tam razem. Tej nocy nie mogłam
zasnąć. Miałam straszną chcicę na narkotyk. Chciałam jeszcze raz LSD czy amfy nawet
wtedy wystarczył by mi susz. Chciał tylko odpłynąć. Nie mogłam zasnąć, a gdy
już zasnęłam nie miałam spokojnego snu. Powracały koszmary z tamtych lat. Śniło
mi się, że chodzę bez jednej ręki i nogi, że na każdym kroku moje ciało się
rozsypuje, krwawi. To wszystko przez te narkotyki. Nie chciałam tak. Kto by
pomyślał, że nawet na odwyku będę brała, że będą mnie prześladować myśli
samobójcze. Sądziłam, że będę tęskniła za Arturem. Trochę za nim tęskniłam ale
bardziej za zrobieniem sobie zastrzyku tego jednego. Męczył już mnie ten odwyk.
Nie chciałam żyć chciałam po prostu zaistnieć, pozostawić po sobie ślad i
zniknąć w świecie, gdzie nie ma problemów, w świecie gdzie będę bezpieczna... .
Rozdział 9
Rozdział 9
" Paweł...czy to może być ta miłość? "
Nie
zapomniałam o Arturze. Przecież nadal go kocham. Wierzę, że kiedyś wyjdę z tego
i będę normalnie funkcjonować. O tej jedynej miłości nie da się zapomnieć można
to porównać do tego, że nie da się zapomnieć ile jest 2+2, tak było w moim
przypadku. Wiem, że trzymanie się za rękę z Pawłem nic nie oznaczało. Być może
gdybym miała te piętnaście lat znaczyło by to coś dla mnie ale teraz, gdy
jestem dorosła nie. Sama nie wiem dlaczego podczas działania narkotyku
zaczeliśmy trzymać się za ręcę. Być może dlatego, że nie chciałam zostać sama
po tak długim przerwaniu nałogu a Paweł też nie chciał byc sam? Sama tego nie
wiem. Tyle myśli nasuwa mi się do głowy. Zaczynam przejmowac się błahostkami,
przeraża mnie to... .
Po tym, gdy
LSD zaczęło działać trzymałam mocno Pawła za rękę on mnie również. Jego długie
palce oplatały moje. Były tak samo blade i wyczerpane tą całą gonitwą za czymś
co nie możliwe. Gdy tabletki zaczęły działać dużo rozmawialiśmy. Sama już nie
wiem o czym. Dowiedziałam się mnóstwa rzeczy o Nim a on o mnie.
Następnego
dnia rano leżałam u Pawła na kolanach. Trzymałam się jego ręki jakbym miała
koszmary. Paweł spał. Nie chciałam go budzić. Wstałam powoli. W ustach miałam
metaliczny posmak, pomyślałam, że to pewnie od narkotyku. Gdy wstałam zakręciło
mi się w głowie. Byłam słaba. Upadłam na podłoge. Straciłam przytomność... .
Obudziłam
się po około dwóch godzinach. Monika i Paweł stali przy mnie. Pielęgniarki
ucieszyły się, gdy się obudziłam. :
- Napędziłaś
nam stracha Magda - powiedziała starsza pani. Zapewne pielęgniarka. Z plakietki
odczytałam, że ma na imię Zosia.
- Co się
stało? Gdzie ja jestem?
-
Zemdlałaś. Zobaczyłem cię jak się obudziłem. Najpierw myślałem, że śpisz ale
zasnęłaś u mnie na kolanach. Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak - Paweł
mówił przejmującym się głosem z odrobiną troski o mnie a może mi się tak
zdawało. Czym ja przyciągam facetów? Naiwnością? Bezradnością? Czy może tym, że
żyje w innym świecie a nie w rzeczywistości?
- Aha.
Monika nic ci nie jest. To co przedwczoraj się wydarzyło... . Co ci było? -
odpowiedziałam. Monika stała koło mojego łóżka. Wyglądała już lepiej, o wiele
lepiej niż kilka dni temu.
- Miałam
atak. Bo widzisz ja mam padaczke. Teraz czuje się o wiele lepiej niż przedtem.
Mam nieregularne napady. Sama nie wiem kiedy mogą wystąpić. Słyszałam co ci
zrobili. To moja wina. Oni sądzili, że coś mi podałaś.
- To nie
jest twoja wina. Tak musiało sie stać. Nic na to nie poradzisz, że są
podejrzliwi. To nie twoja wina. - te ostatnie słowa chodziły mi pogłowie jak
myśl przewodnia. "To nie twoja wina... nie twoja wina, że jesteś
narkomanką, że rządasz wręcz od świata miłości bo nie chcesz być samotna, to
nie twoja wina, że życie ci się pieprzy cały czas. Ono po prostu takie
jest..." .
Gdy pani
Zosia widziała, że lepiej się już poczułam poszła. Monika również. W pokoju
zostałam tylko ja i Paweł. Patrzył na mnie z zaciekawieniem. Ciekawie co ja
takiego zrobiłam wczoraj. Zapewnie opowiedziałam mu całe moje życie. A on mi
swoje. Ja nic nie pamiętam. Siedziałam tak na łóżku z dziesięć minut aż w
pewnym momencie Paweł przysiadł się do mnie i złapał mnie za rękę. Dlaczego to
zrobił?
- Wiem co
przeszłaś. Ten Robert jest okropny jak mógł cię zmuszać do prostytucji? Świnia i
cham z niego. Zabiłbym go. - czy on się mną przejmował? Co ja mu naopowiadałam?
Prostytucja...wszystko mi się przypomniało. Nieprzespane noce. Kolejna skrywana
tajemnica przed Arturem, oszukuję siebie i Jego. Jestem okropna.
-Wybacz ale
ja nie pamiętam nic z wczorajszej nocy. Jakbyś mógł mi przypomnieć co się
wydarzyło. - wiedziałam, że z moją głową już nie jest najlepiej. Przyjmowanie
narkotyków zmieniło funkcjonowanie mojego mózgu już nie zapamiętywał tyle co
kiedyś.
- To
normalne jeżeli ktoś po raz pierwszy bierze LSD ja też tak miałem. Nie przejmuj
się. W miarę jak będę ci opowiadał co się wydarzyło wszystko sobie przypomnisz.
- LSD? Czy naprawdę tak jest? Czy może Paweł chciał mnie uspokoić, że nie jest
ze mną jeszcze tak źle?
- Aha. Nie
wiedziałam - odpowiedziałam z niechęcią w głosie.
- Po tym
jak dałem ci tabletki zaczęłaś je jeść jak cukierki. Zdziwiło mnie to. Nie
sądziłem, że dziewczyny są takie wytrzymałe. Myliłem się. Ja też wziąłem trochę
LSD. Usiedliśmy na podłodze koło łóżka, trzymaliśmy się za ręcę i czekaliśmy aż
się zacznie. Tak jak przewidywałem pierwsza odleciałaś ty, potem ja. Chyba
wyobrażałaś sobie swojego chłopaka bo zaczęłaś gadać do ściany, nie trudno było
zgadnąć jego imię bo powtarzałaś non stop Artur. Dobre pół godziny gadałaś sama
do siebie. Potem zaczeliśmy gadać ale ze sobą. Opowiedziałaś mi wszystko. Jak
zaczęłaś ćpać, ile miałaś lat. Jak zmuszano cię do prostytucji bo nie mogłaś
wytrzymać bez kolejnej działki. Opowiedziałaś mi również jak miałaś zapaści,
swoje myśli samobójcze aż do teraz jak poznałaś Artura. - dosłownie wszysto o
mnie wiedział. Przerażało mnie to. Mógł to wykorzystać w każdym momencie, bałam
się a z drugiej strony ulżyło mi, że mogłam się komuś wygadać.
- Nie wiem
co powiedzieć. Wiesz o mnie wszystko. Dosłownie.
Paweł patrzył jeszcze na mnie przez dłuższą
chwilę. Zbliżył się i pocałował. Nie całował tak jak Artur. Jakoś inaczej.
Oddałam się rozkoszy i odwzajemniłam pocałunek. Na początku byłam zakskoczona,
chciałam go odsunąć ale przestałam się nad tym zastanawiać. Pochłonęła mnie
fala gorąca pochłaniajaca moje ciało od wewnątrz. Zaczęlam się bawić Jego
włosami. Ten pocałunek musiał coś dla niego znaczyć. Nie zrobił by tego tak po
prostu bez rzadnego powodu. Zapomniałam o problemach, które mnie otaczają o Arturze
- mojej miłości. Oddałam się chwili. Moje ciało pasowało do jego ciała.
Położyliśmy się na łóżku. Było tak wspaniale. Całowaliśmy się. Ja leżałam na
nim. Pawłowi to nie przeszkadzało. Chyba lubiał jak dziewczyna przejmuje
inicjatywę. Nigdy nie zapomnę tej pięknej chwili. Myśleliśmy, że dojedzie do
czegoś więcej, gdy do pokoju weszła Monika. W jednech chwili przypomniałam
sobie , że mam chłopaka, że jestem na odwyku i że nie ma czegoś takiego tutaj
jak prywatność. Paweł chciał jeszcze mnie całować ale ja odmówiłam. Pośpiesznym
krokiem usiadłam na łóżku, odsunęłam się od niego. Nie miał mi tego za złe.
Monika przez dłuższy czas patrzyła się na nas. Widziałam w jej oczach smutek,
rozpacz i tęsknotę. Po dłuższej chwili przemówiła :
- Ordynator
już wrócił. Więc koniec z naszej sielanki. Zaczną się spotkania. - koniec
naszej sielanki? Co miała na myśli?
- O której
jest spotkanie? - zapytał Paweł. Ja nie byłam w stanie. Nie mogłam nic z siebie
wydusić.
- Ja
właśnie w tej sprawie. Za pięć minut jedno się zacznie. Macie przyjść.
Włodzimierski chce z wami pogadać. Sądzę że to coś ważnego. Ogarnijcie się
jakoś i chodźcie.
- Zaraz
będziemy. - odpowiedziałam.
Gdy Monika
wyszła patrzyłam się na Pawła. W jego oczach widziałam, że chce powtórzyć to
jeszcze raz. "Nie teraz Paweł, nie teraz". Pomyślałam. Wyszliśmy z
mojej izolatki. W pokoju czy w pomieszczeniu raczej, gdzie odbywały się
spotkania nikogo nie było. Byłam znowu tylko ja Paweł i ku naszemu zdziwieniu
ordynator... .
Subskrybuj:
Posty (Atom)