sobota, 16 marca 2013

Ten rozdział dedykuję mojemu najlepszemu przyjacielowi. " Jest osoba, która wszędzie cię znajdzie"  - teraz rozumiem znaczenia twych słów. 


Rozdział 23 Smutek, rozpacz, rozgoryczenie... . 

Tyle pytań, tyle myśli, nie mogę nad nimi zapanować, czy on żyje? Jeśli nie to co ja zrobię? Jak ja będę mogła żyć myśląc, że to przeze mnie się zabił?! Nie... on musi żyć... musi żyć dla mnie... dla naszego uczucia... dla naszej miłości. 
Byłam już w szpitalu, droga dłużyła się niemiłosiernie... a co jeśli Artur nie żyje? Nie mogę dopuszczać do siebie tej najgorszej myśli. 
Gdy weszłyśmy do szpitala ogarną mną strach, uczucie, którego nigdy nie lubiłam, nienawidziłam się bać, to ten lęk nie chciał na początku abym pokochała Artura... a teraz ten sam lęk nie chce abym dowiedziała się, że on być może nie żyje. 
Stałam na korytarzu jak duch, każdy przechodził i mnie nie zauważał, zrozumiałam, że tylko dla dwóch osób istnieje, dla Patrycji i Artura, inni się ze mną nie liczyli. Do oczy napływało co raz więcej łez, nie walczyłam z nimi, pozwoliłam im aby swobodnie spływały po moich policzkach. 
Po kilku minutach przyszedł lekarz, nie mogłam nic powiedzieć, jak zwykle Patrycja wszystko za mnie mówiła : 
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytał się mężczyzna
- Chciałyśmy się dowiedzieć czy nie leży u was niejaki Artur Kowalski. 
- A o co chodzi? Kim panie są? 
- Ja jestem jego siostrą, właśnie dowiedziałam się o wypadku. 
- Aha, dobrze zaprowadzę panie do pacjenta, ale proszę zachować spokój, pacjent jest w nie najlepszym stanie.
W nie najlepszym stanie?! Jak on się wyraża? Artur to nie przedmiot. Zachowywałam się z zewnątrz normalnie ale w środku miałam mieszaninę emocji. Nie wiedziałam co mam robić, co mam myśleć. 
- Proszę to ubrać - powiedział lekarz. - pacjent leży na oiomie, przywieziono go w ciężkim stanie, aktualnie jest w śpiączce, nie wiemy czy się jeszcze wybudzi, proszę długo nie siedzieć, jemu potrzebny jest spokój. - po tych słowach lekarz wyszedł.
Z jednej strony nie chciałam wejść do sali a z drugiej chciałam go zobaczyć. Gdy weszłam do sali coś we mnie pękło, ta warstwa lodu, który zawsze miałam w sobie stopniał. Teraz wiedziałam co to znaczy stracić ukochaną osobę. Artur był przy mnie zawsze, zawsze był przy mnie, gdy miałam trudne chwile. Ratował mnie, teraz moja kolej uratować jego... . 
Podeszłam do niego, koło niego było mnóstwo kabli, Artur był blady, miał zabandażowaną głowę, obdartą twarz, złamaną rękę i nogę. Podobno musiał przejść przeszczep płuca. Był w śpiączce. Podeszłam do niego bliżej. Usiadłam na krześle obok. Wzięłam jego rękę i pocałowałam, łza spłynęła z mojego policzka prosto na jego rękę, tak nie musiało być, to moja wina. Chciałam się do niego przytulić, pocałować go, chciałam poczuć jego usta, ciepło jego ciała. Jego włosy były krótsze ale nadal kręcone, oczy zamknięte, spał. Jeżeli spał to mnie musiał usłyszeć. Patrycja zauważyła, że chce zostać sama i wyszła. 
- Artur...Artur, ja wiem, ze ty mnie słyszysz, pamiętasz jak mnie uratowałeś? Pamiętasz nasz pierwszy pocałunek? Musisz być silny... bądź silny dla mnie, musisz się obudzić, rozumiesz? Nie możesz odejść, my odejdziemy razem jak będziemy starzy. zestarzejemy się razem. Artur kocham cię, nigdy tak kogoś nie kochałam. Obudź się z tego snu, proszę... zostań tu ze mną. 
Wiedziałam, że mnie słyszy, wiedziałam, że mnie kocha. Nie chciałam od niego odejść, chciałam z nim zostać na zawsze, jeżeli on z tego nie wyjdzie i zginie to ja również zginę. Nie mogę żyć bez niego... jest mi potrzebny jak powietrze... bez niego duszę się. 
Tego dnia nie chciałam słyszeć nikogo, nie chciałam nikogo słuchać, chciałam aby było tak jak dawniej, żeby wrócił do mnie, chciałam z nim porozmawiać, wytłumaczyć mu wszystko. Teraz czekało mnie inne zadanie... musiałam jechać do Grześka, powiedzieć mu, ze jest dla mnie tylko przyjacielem i nikim innym... . 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Statystyka

Moi narkomanie :)