niedziela, 3 marca 2013
Rozdział 21 " Puściły szwy przyjaźni..."
Czy moje życie jest coś warte? Lubię tak rozmyślać o swoim życiu o zmianach w nim, o co ma się w nim zmienić. Bo co mam innego do roboty pośród tych czterech białych ścianach? Dni płyną tak powoli...nic się nie zmienia no może moje samopoczucie. Czuję się coraz lepiej. Mam coraz więcej sił, dodają mi ją Artur, codziennie do mnie przychodzi, rozmawia ze mną, wiem że mnie kocha to jest mężczyzna idealny. Dla mnie taki jest. Opiekuje się mną, a przede wszystkim jest sobą, nie udaje niczego.
Po tym jak dowiedziałam się, że Patrycja została zgwałcona...nie wiedziałam co myśleć. Współczułam jej ja również wiele razy byłam gwałcona ale na swoją prośbę, przecież byłam prostytutką. Nie mogłam uwierzyć, że Robert to zrobił, przecież on już nie żyje przynajmniej tak do tej pory sądziłam... .
Zadzwoniłam do Grześka. Jest on moim starym dobrym przyjacielem, znamy się od dziecka, niestety po gimnazjum urwał mi się z nim kontakt, teraz chciałam go odnowić. Zawsze był przy mnie w trudnych dla mnie chwilach, on jedyny nie zostawił, nie odsunął się na bok, gdy zaczęłam brać. Wspierał mnie, kiedy miałam przysłowiowego "doła" , nie wiedziałam czy odbierze ale zawsze warto jest spróbować. Wykręciłam numer. Zadzwoniłam. Pierwszy sygnał...drugi sygnał...trzeci sygnał...ktoś odbiera :
- Halo? Kto mówi? - odezwał się gruby męski głos, miał niski ton, zarazem ochrypły jak i ciepły i czuły.
- Czy rozmawiam z Grześkiem Nowakiem? - odpowiedziałam nieśmiałym głosem
- Tak, to ja kto mówi?
- Z tej strony Magda...Magdalena Dębkowska, pamiętasz mnie? - starałam się mówić głośniej aby mnie słyszał, jednak stres wziął górę
- ...Magda...Magda to ty? Myślałem, że już nigdy nie zadzwonisz. Gdzie jesteś? Co się z tobą działo? - zadawał tyle pytań, chciałam aby do mnie przyszedł on jeden wiedział jak ma pomóc Patrycji.
- Tak...tak Grzesiek to ja. Wiem, że długo się do ciebie nie odzywałam i że mnie nienawidzisz za to wszystko co ci zrobiłam ale jestem w sytuacji bez wyjścia. Musisz mi pomóc - odparłam. Musiałam przejść do sedna sprawy. Miałam mało czasu.
- Ile razy już ci pomagałem? Ile razy dla ciebie towar znajdywałem? Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! - mówił ze zranionym tonem głosem, wiem ile żalu i przykrości mu przyniosła...wiedziałam ile krzywdy mu zrobiłam...
- Ja...ja już nie biorę...naprawdę...mam tylko jedną prośbę możesz przyjechać do mnie do szpitala, wiesz gdzie...tam gdzie pierwszy raz miałam zginąć... . - odpowiedziałam, wiedział gdzie to jest bo sam mnie przyniósł tutaj sześć lat temu na rękach.
- Dobra zaraz będę. - odpowiedział stanowczym tonem. Rozłączył się.
To było sześć lat temu...pierwszy raz o mało nie przedawkowałam. Miałam 15 lat. To były początki ćpania. Grzesiek tylko przy mnie został. Miałam urodziny...skończył mi się towar...nie chciałam żyć...miałam tylko na jedną dawkę...źle wbiłam się w żyłę...o mały włos się nie wykrwawiłam...dzwonił telefon...Grzesiek...wiedział co się dzieje...nikogo nie było w domu...przyszedł jak najszybciej...nie miał skutera ani nic...pamiętam tylko jak wziął mnie na ręce i zaniósł do szpitala. Ta cała historia uświadomiła mi, jak chciał abym była szczęśliwa. Był moim przyjacielem...jedynym w tamtym okresie jakiego miałam.
Po trzydziestu minutach Grzesiek był już u mnie. Zmienił się, nie wyglądał jak dawniej. Miał co najmniej dwa metry wzrostu, był dobrze zbudowany, miał krótkie brąz włosy, czekoladowe oczy oraz lekki zarost, który dodawał mu uroku. Jego ton głosu zmienił się, nie był już taki fajtłapom jak wcześniej, wyrósł na prawdziwego mężczyznę.
Stał w drzwiach, nie wiedział co powiedzieć. Widziałam w jego oczach i rysach twarzy strach. Uśmiechnęłam się do niego. Gestem ręki zaprosiłam aby usiadł koło mnie. Była cisza...znowu ta niezręczna cisza...zaczęłam pierwsza:
- Jak widzisz i ja trochę się zmieniłam. - starałam się to powiedzieć w jak najbardziej szczęśliwym tonie głosu, miałam nadziej że mi się to udało.
- Tak i to bardzo - odpowiedział. - czemu tutaj jesteś? Co ci się stało?
- Widzisz Grzesiek, tak to bywa w moim życiu, że jest trochę pokręcone - zaczęłam.
- Tak wiem, że jest pokręcone sama jak byłaś nastolatką mówiłaś, że jest zbyt nudne - uśmiechnął się do mnie, położył swoją dużą dłoń na mojej ręce, teraz dopiero zauważyłam różnicę, moja była blada pozbawiona życia jak ja cała a jego wręcz na odwrót.
- Za dużo by opowiadać - powiedziałam
- Mamy dużo czasu, mogę tu siedzieć cały dzień - powiedział lekkim tonem.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam opowiadać.
Po jakimś czasie wiedział już wszystko co się ze mną działo, dzień po dniu. Widziałam jak w niektórych momentach jego wyraz twarzy zmieniał się. Był wyraźnie zmartwiony moją sytuacją aloe nie chodziło tu o mnie, wiedziałam że ojciec Grześka jest lekarzem i że może usunąć niechcianą ciążę.
- Magda ja nie będę cię pocieszać, bo nie mogę znaleźć słów na to co przeszłaś.
- Wiem ale tu nie chodzi o mnie w tej całej historii.... .
- A o kogo? Jeśli mogę wiedzieć?
- Moja przyjaciółka, Patrycja ona...ona została zgwałcona. Jest w ciąży i nie chce tego dziecka, wiem że twój ojciec jest lekarzem... - urwałam, w pewnym momencie do sali weszła pielęgniarka musieliśmy na jaki czas urwać rozmowę, gdy wyszłam ciągnęłam dalej - i czy ty...czy ty nie mógłbyś, znaczy twój ojciec...
- Ale Magda, mój ojciec nie żyje od dwóch lat, zmarł na zawał - po tych słowach mój cały plan legł w gruzach. Nie wiedziałam jak mam pomóc mojej najlepszej przyjaciółce.
- Aha...to co ja teraz...jak ja jej teraz pomogę? - powiedziałam z żalem w głosie
- Nie martw się mam kolegę, który jest lekarzem załatwię coś.
- Grzesiek ja nie wiem co powiedzieć, jak ja mam ci się odwdzięczyć? Jak?
- To nic, wystarczy buziak w policzek. - uśmiechnął się do mnie.
Zwykły pocałunek w policzek to nic wielkiego, mogłam jednakże przewidzieć co zrobi Grzesiek, gdy już miałam dać mu przysłowiowego buziaka w policzek on w tej samej chwili odwrócił się i pocałowałam go w usta. Odwzajemnił to. Wielka mi rzecz, że pocałował przyjaciółkę jednak w tej samej chwili do sali przyszedł Artur z bukiecikiem kwiatów. Jak ja miałam mu to wszystko wytłumaczyć?! Położył fiołki na stole i wybiegł. Przestraszyłam się, odepchnęłam Grześka, co miałam zrobić? Nie mogłam wstać i wyjść za nim, nie mogłam. Grzesiek zrozumiał o co chodzi i mnie przeprosił. Jednak wychodząc powiedział, że od dawna czekał na mój telefon oraz, że mnie kocha... .
Byłam w potrzasku...co ja miałam zrobić? Kocham Artura całym swym sercem ale...gdy zobaczyłam Jego wszystkie wspomnienia odżyły. Moje serce pękało...było i jest rozdarte...szwy przyjaźni jakie je utrzymywało puściły...ja płaczę po wyjściu oby dwu osób, które temu zawiniły. Co mam zrobić?
Tego dnia wydzwaniałam do Artura ale nie odbierał, nie dziwię mu się. Cały czas była poczta głosowa...tysiące sms-ów...setki nagrań... . Nie mogłam spać, nie chciałam pisać ani dzwonić do Grześka jeszcze dawałabym mu złudną szansę na coś co niemożliwe... .
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dzień dobry. :>
OdpowiedzUsuńNatknęłam się na Twojego bloga za pośrednictwem Caletii.
Well, przepraszam za połknięcia liter. Klawiatura szkolna.
Cóż. Po wielokropku rób spację. I drobne błędy interpunkcyjne, "Nie mogłam spać, nie chciałam pisać ani dzwonić do Grześka, jeszcze dawałabym mu złudną szansę na coś, co niemożliwe... ." - na przykład.
Piszesz dosyć dobrze. ;> Niezwykle podoba mi się pasujący do wszystkiego szablon.
"I'm the avenger
I'm a savior of the commitments,
I'm messenger of death
I am the Silver Death. "
http://silverinshadows.blogspot.com/