sobota, 27 kwietnia 2013




Żyletka i nic więcej... . 


Krew... krew spływająca po moich udach.... po moich kolanach i łydkach... chciałam tego jak nigdy, wiedziałeś o tym. Chciałeś mnie uratować. Lecz ja jestem już dawno twoja, tylko ty o tym nie wiesz. Jestem do ciebie przywiązana jak pies do właściciela... najlepsi przyjaciele. Spójrz co zrobiłam, nie boisz się mnie? Wiem o tym.. ty nie boisz się krwi, jesteś do niej tak samo przyzwyczajony jak ja. Serce już nie produkuje jej tyle co potrzeba... czuję że zanikam w tym tłumie. Stoję przed tobą pół naga, w ręce trzymam żyletkę, która ocieka mą krwią, co zrobisz? Podbiegniesz? Uratujesz? Mówiłam ci tyle razy jak tego potrzebuję... jakie daje mi to ukojenie... przeszedłeś tyle co ja. Wzywam cię o pomoc, Ciebie jako najlepszego przyjaciela... najwspanialszego mężczyznę na ziemi... najlepszego kochanka, który doprowadza mnie do szaleństwa. Pomogłam Tobie, teraz czas na mnie, błagam powstrzymaj mnie przed tym... . 










Upadły anioł... . 

Upadły anioł... jego skrzydła są połamane, liczące na śmierć, która zbliża się tak nie ubłagalnie, proszę pomóż mi jej nadejść. Nie chcę już płakać, nie chcę ranić osób... po prostu podejdź do tej niebiańskiej istoty, która została strącona z pięknego świata do rzeczywistości... pomóż jej... daj jej ukojenie na długie lata. Tak jak ja to robię zawsze na wspomnienie o tobie... . 





wtorek, 23 kwietnia 2013


Rozdział 25 To już koniec... definitywny koniec. 


To miejsce, tyle tu wspomnień. Znana wszystkim narkomanom ulica... co mam zrobić? Podejść wziąć tak po prostu swoją działkę, zapłacić i iść w swoją drogę? A co jeżeli... jeżeli Grzesiek tego nie zrobił i wezmę, ponieważ mam za dużo problemów, a tak naprawdę cały czas mam ochotę na zakazany owoc? Sny... one cały czas są takie same, cały czas wracają, wraca przeszłość. Ja od tego nigdy się nie uwolnię. Od prostytucji... od narkotyków, od brania. Jak? Jak mam sama sobie powiedzieć co się ze mną dzieje. Każda cząstka mego ciała potrzebuje chociaż odrobiny trucizny, która tak uzależnia.  Każda moja komórka się jej domaga. Wciąż to samo, te same myśli. Czy można przed tym uciec? 
Wychodząc ze szpitala miałam pustkę w głowie, po tylu wiadomościach, po tylu kłótniach ja miałam pustkę w głowie, nie wiedziałam co robić. Nie chciałam iść, moje ciało się poruszało a dusza nie chciała, psychika wiedziała co chcę zrobić, odmawiała, ciało chciało tego, potrzebowało. Każdy krok sprawił ból od odwyku, nigdy się z tego nie wyleczę, nigdy. Moje ciało bez narkotyków jest jak człowiek nie pijący wody na pustyni, długo nie pociągnie. 
Idąc przez ulicę, przypominałam, chciałam sobie przypomnieć najwspanialsze chwile w swym życiu... nic. Cały czas przed oczami miałam obraz Artura konającego w szpitalu... skąd mam pewność, że się wybudzi?
Byłam już blisko... nie wiedziałam co się ze mną dzieje, całe ręce mi się trzęsły z przerażenia. Podeszłam bliżej, niepewnym krokiem. On tam stał, jak gdyby nigdy nic sprzedawał towary nastolatkom. Naiwne mówiły mu, że to ostatni raz, z jego wyrazu twarzy widać było, iż sobie z nich kpi. Co jak co ale nie spodziewałam się, że diler będzie tak młody. Miał mniej więcej dwadzieścia lat. Był ubrany w dżinsowe spodnie i białą koszulkę, włosy schowane pod czapką z daszkiem. Nie należał do wysokich, był mojego wzrostu. Podeszłam, zauważył, że od pewnego czasu mu się przyglądam. : 
- Co nigdy nie widziałaś dilera? - zapytał, jak dla mnie stłumionym głosem. Miałam mętlik w głowie, nie wiedziałam co powiedzieć. Powiedzieć tak? Wtedy pomyśli, że chcę na kredyt, powiedzieć, nie? Wtedy zrobi mi krzywdę. 
- Może i widziałam, po ile towar? - w końcu zdołałam odpowiedzieć. 
- Jak dla ciebie może być za darmo, widzę jak rączki ci się trzęsą moje słoneczko - czy oni wszyscy muszą być takimi chamami? Zawsze muszą dodać "słoneczko" "skarbie". Zbliżyłam się do niego, dzieliły nas tylko centymetry, przyznaję nie była to bezpieczna odległość ale musiałam zachowywać się normalnie, jak na "ćpunkę"
- Ile? - nie dosłyszał, bawił się moimi rozpuszczonymi włosami, zapytałam się więc jeszcze raz - Ile za dwie działki? - powstrzymałam na kilka sekund oddech, był zdecydowanie za blisko, dotknął mojej szyi swoimi szorstkimi palcami, gładząc po niej. Czułam się dziwnie. Musiałam poddać się jego woli, flirtowałam z nim. Dotknęłam dłonią jego policzka, on błądził rękami po mojej szyi a później po łopatkach, przeszyły mnie dreszcze. Szepnął mi do ucha sprośne słowa, po czym złapał za rękę i zaprowadził do mieszkania. Nie wiedziałam na co się godzę. 
Gdy wchodziłam poczułam swąd spalenizny, jakby ludzkiego ciała zmieszanego z potem i krwią. Nie zniechęciło mnie to, musiałam dostać towar, nie miałam kasy. Jedna noc z nieznajomym nie robi mi różnicy, jestem do tego przyzwyczajona. 
Ruszyliśmy do jego pokoju, był wymalowany na zielono. W mieszkaniu było tylko łóżko i szafa, i tak za dużo jak na ćpuna. Usiadłam spokojnie, nie dając po sobie poznać, że nie o to mi chodziło. Kilka minut później chłopak był już koło mnie. Wyciągnął ku mnie swoją dłoń, dotykając delikatnie policzka, zbliżył swoje usta do moich, po czym pocałował. Zdziwiło mnie to, gdyż całował nad zbyt delikatnie. Rozchyliłam wargi pod naciskiem jego ust, ręce wplątałam w jego włosy. Wtuliliśmy się w siebie. Siedziałam mu na kolanach, nie czułam aby przejmował inicjatywę, był oddany mnie, mogłam się nim bawić jak tylko chciałam.  Podniósł mnie na rękach i oparł o szafę, zaczął rozbierać, w pewnym momencie przestał, dał towar i kazał wyjść. Pośpiesznie się ubrałam. Nie wiedziałam o co chodzi. Dopiero przy wyjściu zauważyłam dobrze zbudowanego drugiego chłopaka. Zrozumiałam, że byli razem. 
Mając dwie działki mogłam zrobić sobie złoty strzał. Postanowiłam jednak wrócić do szpitala, do Artura. Po drodze zadzwonił mój telefon, to była Patrycja, chciała abym jak najszybciej wróciła do szpitala. Przyjechałam jak najprędzej. Patrycja z już większym brzuchem cała rozpromieniona stała na korytarzu, jednak jej wyraz twarzy był niespokojny. Podeszłam bliżej, pewnym krokiem: 
- Patrycja co się stało? Coś nie tak z dzieckiem? 
- Z dzieckiem wszystko w porządku - mówiła łamiącym się głosem, miała łzy  w oczach - To... tu... chodzi o... o Artura - nie mogła nic powiedzieć, gestem ręki wskazałam jej aby usiadła na krześle. 
- Co się stało Arturowi? Wybudził się, tak? Powiedz, że to prawda, że on żyje, że wszystko z nim w porządku. - Zaczęłam tracić wiarę, czemu ona była smutna? Dlaczego... . 
- Chciałabym, naprawdę bym chciała... ale nie mogę, nie chcę cię okłamywać, Magda przykro mi... - nie musiała kończyć, wiedziałam co miała zamiar powiedzieć. Całe życie stanęło mi w oczach, wszystkie chwile spędzone z Arturem, każdy pocałunek, każdą noc. - Magda... Artur... Artur nie żyje... przykro mi - z jej oczu popłynęły łzy. 
Nic nie słyszałam, czułam się jakby oderwano mi ważną dla mnie część ciała, rękę lub nogę. "To nie tak miało być, nie tak. On nadal żyje, to tylko sen, zły sen" - myślałam. Od razu udałam się do Artura, leżał w łóżku, wyglądał jakby spał, tak to był sen tylko że żelazny z którego już nigdy się nie wybudzi. Pogładziłam jego twarz, jego czarne kręcone włosy, nie czułam jak łza jedna za drugą delikatnie spływały mi z mych policzek, kapiąc na jego dłoń. Ostatni pocałunek, pomyślałam, Ostatni. Przyłożyłam swoje usta do jego, Były zimne, krew już nie przepływała. Postanowiłam, że nie mogę tego tak zostawić. Wybiegłam. Udałam się do Grześka. Idąc nic nie widziałam, ogarnęła mną nienawiść do niego, odebrał mi najważniejszą dla mnie osobę, musiał tego pożałować. Gdy weszłam do sali, Grzesiek spał. Odłączyłam od niego wszystkie maszyny, zaczął się dusić, wybiegłam. Słyszałam za sobą krzyki, wyzwiska, nie mogłam tego znieść, nie mogłam już cierpieć. Zamknęłam się w sali, gdzie leżał Artur, to miał być koniec, definitywny koniec.  Wyciągnęłam strzykawkę, łyżeczkę, towar i zapalniczkę. Jeżeli miałam umrzeć, to tylko przy nim. Przed władowaniem w kanał, napisałam list : 
" Nigdy.... nigdy nie próbujcie tej trucizny. To ona spowoduje, że stracicie swoich najbliższych... że zostaniecie sami jak palec na tym wielkim świecie. Ta samotność was zabije... zabije tak jak mnie... " 
Ostatni raz wzięłam głębokich wdech powietrza. Władowałam raz za razem, śmiercionośną dawkę, już nic nie miało prawa mnie uratować. Resztkami sił wdrapałam się na łóżko Artura, ułożyłam się koło niego. Słyszałam szum krwi w swoich uszach, szybkie i krótkie bicie mojego serca. Męczyłam się, raz przestawało bić a raz znów zaczynało bić. Wbijam sobie paznokcie w żyły aby przyśpieszyć proces umierania. Czuje tylko ból, nic innego, miłość do Artura jest już na drugim świecie, gdzie jest lepiej. Skręciłam się z bólu, który zżerał mnie od środka, zaczerpnęłam świeżego powietrza... moje serce już nie bije. Biło dla kogoś, kogo już nie ma.... . 















sobota, 13 kwietnia 2013

Może pora odejść...


Zastanawiam się czy nie usunąć, bloga, nawet nie wiem czy go ktoś czyta. Żałuję że nie wierze w siebie i swoje możliwości.... . Jeżeli ktoś czyta tego bloga, niech skomentuje i wypowie się na jego temat. Bo może pora odejść.

piątek, 12 kwietnia 2013

Gdy nie ma tej osoby, nic nie jest takie jak dawniej 


Czyż warto żyć? Rozmyślać o wszystkim i o niczym, być rozerwanym między dwoma światami i musieć podjąć decyzje, w którym ma się zostać aby nie urazić bliskich. W jednym ciągle nieszczęśliwa, smutna a serce nadal chce drugiego świata zrazem ten drugi chłodny a serce już nie bije pozostaje chłodne i czarne, zalane czarną mazią, nienawiścią, która pozostanie do jedynego człowieka, który wyrządził jej największą krzywdę. Jednak zrezygnować z miłości, uśmiechu bliskich i lekkiego wiatru, który głaszcze twą twarz. Rozdarta pomiędzy dwoma światami, nie mogąca wybrać żadnego... . 








czwartek, 11 kwietnia 2013

Przepraszam, że dawno nie pisałam ( problemy z internetem), postaram się dodawać regularnie  rozdziały, komentujcie czy się podoba ( wiem wiem, krótki jest)


Rozdział 24 Zaufanie


Czy jest coś gorszego niż tęsknota za drugą osobą? Czy można  żyć bez miłości? na pewno musi być coś więcej w tym uczuciu, chociaż miłość to nie uczucie, ponieważ uczucia są zmienne. Jednak nikt z nas nie zna regułki miłości na pamięć. Dla każdego jest ona inna. Dla jednego człowieka może to być tylko gra, którą wygra. Gra w której wykorzystuje drugą osobę aby odegrać się na niej za coś co nie zrobiła. Zaś dla drugiego człowieka miłość jest czymś wielkim i niezastąpionym, bo to dzięki niej dowiadujemy się kto nas szczerze kocha, kto nas potrzebuje, wspiera, ratuje. Zakochujemy się w tej osobie a ona to poczciwie wykorzystuje jakby nigdy nic się nie stało. Czy właśnie tak miało być  z moim dawnym przyjacielem? Czy to tak miało być z Grześkiem? Miałam tylko piętnaście lat, i  nie mam zamiaru się tłumaczyć na ten temat. Teraz jedyny cel w moim życiu to zerwanie wszelkich kontaktów z Grześkiem i całym tym zasranym światem, w którym się znajduję. 
Wychodząc ze szpitala, chciałam tylko aby było jak dawniej, tylko czy tak już będzie? Nie chcę wracać do przeszłości, jestem w teraźniejszości. Modlę się codziennie aby Artur wyzdrowiał. Musiałam trzy miesiące szukać Grześka, bo nie miałam zielonego pojęcia gdzie się znajduje. Pozostawił po sobie tylko ból, którego ja nie chciałam jeszcze raz przechodzić. 
Ten dzień miał być jednym z najgorszych a zarazem najwspanialszych w moim życiu. Zaczął się jak zawsze. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie. Wsiadłam do samochodu i wyruszyłam na poszukiwania. Tyle, że tym razem Grzesiek sam się znalazł. Właśnie miałam wyruszać, gdy jakiś mężczyzna zaczął krzyczeć. Mało co z tego zrozumiałam ale musiałam mu pomóc. Wewnętrzny głos mówił mi abym tego nie robiła, lecz ja działałam na przekór. 
Pobiegłam za mężczyzną, który wyglądał na wystraszonego i niepewnego siebie. Zatrzymałam się w jakimś zaułku, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Czułam odór resztek jedzenia zmieszanymi z krwią i potem. To musiał być tył jakiejś restauracji. Koło pojemnika na śmieci leżał zakrwawiony mężczyzna w startych dżinsach i kiedyś białej koszuli. Miał ranę ciętą, była ona głęboka. Od razu podbiegłam do niego aby zatamować krwawienie. Gdy już miałam zadzwonić po pogotowie i policje, ranny człowiek poruszył się. 
- Nic panu nie jest? Jak się pan nazywa? Zaraz będzie tu pogotowie i policja, wszystko będzie dobrze. - chciałam mówić opanowanym tonem, miałam nadzieję, że to mi się udało. 
- Magdmmm.... Magdmmm.... - mówił mężczyzna z ochrypłym głosem.
- Niech pan już nic nie mówi, proszę odpocząć. Zaraz dzwonię po pogotowie. - mówiąc to, mężczyzna złapał mnie za rękę. Dlaczego to zrobił? Nie chciał pomocy?
- Nie... nie rób... nie rób tego, ja na to zasłużyłem.... - ciągnął dalej. Nie zważając na prośby, zadzwoniłam po pogotowie. 
- Pan zasłużył aby żyć, proszę tak nie mówić, niech pan sobie odpocznie, pomoc jest już w drodze. - nie wiedziałam  o co chodzi, skąd on mnie znał? Czy jest możliwe aby to był jeden z ćpunów, którego wcześniej poznałam?
Po dziesięciu minutach lekarz był na miejscu, spytali się mnie czy chcę pojechać z nimi. Miałam jeszcze pojechać na komisariat policji aby złożyć zeznania. Tylko co ja miałam im powiedzieć? Przecież nic nie widziałam. Jednak zgodziłam się pojechać z lekarzami. Chciałam się dowiedzieć, kim on jest.
Po dwóch godzinach było już po operacji, nieznajomy czuł się już lepiej i chciał się ze mną zobaczyć. Wchodząc do sali myślałam, że zemdleje. Nieznajomym mężczyznom okazał się Grzegorz. Wyglądał całkiem inaczej niż wtedy, gdy ostatnio go widziałam. Miał posiniaczoną twarz. Jego ręce całe drżały, był blady i słaby. Na jego brzuchu widniał bandaż i duża plama czerwonej cieczy. Był po operacji. Został pobity. Podeszłam do niego, delikatnie siadając na stołku obok aby się nie obudził,  położyłam torebkę. Byłam wstrząśnięta. Grzesiek odwrócił do mnie swoją głowę. Nie spał. Czuł moją obecność, leżał w tym samym szpitalu co Artur. Musiałam się dowiedzieć o co mu chodziło, dlaczego nie chciał żyć. Wiedziałam, że jest słaby lecz to nie mogło poczekać. 
Delikatnie położyłam dłoń na jego policzku czekając na jego ruch. Jednak on nie nastąpił. Grzesiek popatrzył się na mnie swoimi oczami, jakby przepraszały za coś co nigdy nie zrobił. Była głucha pusta cisza, którą chciałam skończyć. 
- Co się stało? Dlaczego...  dlaczego... - spróbowałam coś powiedzieć, jednak czułam rosnącą w gardle gulę, która z każdą chwilą się powiększała, dając coraz mniej szans aby wydobył się ze mnie jakiś dźwięk.
- Magda, ja to zrobiłem, nie powinnaś mnie ratować. Przepraszam - mówiąc to położył swoją dłoń na mojej. Nie rozumiałam o co chodzi, co to oznacza. 
- Ale co zrobiłeś? Przecież nikogo nie zabiłeś. Nie strasz mnie, wiesz, że tego nie lubię. 
- Właśnie to chcę ci powiedzieć. Zrobiłem coś strasznego... . - jego wyraz twarzy zmienił się, był bardziej poważniejszy. Szykowałam się na coś okropnego.
- Powiedz, nigdy nie miałeś przede mną żadnych tajemnic, teraz też nie możesz ich mieć. - odparłam
- To nie będzie takie łatwe, możesz nawet mnie za to znienawidzić. Pamiętasz jak chciałaś abym do ciebie przyszedł? Wtedy, gdy leżałaś w szpitalu. 
- Tak - odpowiedziałam
- Wtedy twój chłopak... nas zobaczył jak się całowaliśmy - ciągnął dalej - zrozumiałem wówczas jak bardzo go kochasz, że on jest dla ciebie całym światem a ty dla niego. A ja to wszystko zniszczyłem. Byłem wściekły. Gdy wychodziłem ze szpitala wsiadłem w samochód i nie zauważyłem jadącego na motorze chłopaka, potrąciłem go. - powiedział. Nie mogłam uwierzyć, że jest w stanie coś takiego zrobić, jeżeli wiedział jak go kocham to dlaczego to zrobił? 
- Ale dlaczego? Czemu nie patrzyłeś na drogę, czemu nie uważałeś. Jeżeli wiesz, jak go kocham to czemu mnie to zrobiłeś?! - zaczęłam krzyczeć. Wstałam z krzesła i wybiegłam. 
Grzesiek krzyczał za mną ale ja nie chciałam go słuchać, nie mogłam uwierzysz, że mógł mi coś takiego zrobić. Ufałam mu. Musiałam coś ze sobą zrobić. Musiałam poczuć przypływ adrenaliny w organizmie. Musiałam iść do miejscowego dilera. 








Statystyka

Moi narkomanie :)