Musze pisać, bez pisania nie ma mnie, ja wówczas nie istnieję. Taka ogromna pustka ogarnia mnie i me serce, lecz cóż zrobić. Sięgnąć po żyletkę? Zrobić nowe rany, uśmiechnąć się, gdy z rąk będzie spływać ma krew? Uratuj mnie, chcę poczuć twe silne dłonie na mych nadgarstkach. Nie chcę żyć, nie chcę istnieć. Uśmiecham się wciąż, co dnia, lecz co to daje? Ja wciąż udaję. Udaję kogoś kim nie jestem. Zakrywam swe blizny na nadgarstku bransoletkami, długimi rękawami. Lecz co dnia, wciąż od nowa, codziennie bardziej wyraźniej, widzę w swych snach swą śmierć. Swą krew, spływająca po bladej ręce, oczy zamykające się w udręce, żyletkę spadającą z mej ręki. Uciekające myśli w nieznaną przestrzeń, usta wypowiadające dwa słowa: kochaj mnie. Me włosy kręcone, rozpuszczone, krwią ubrudzone, posklejane. Oczy gdzieś w głąb twego serca patrzą, dostrzegają dwa płomienie tańczące w rytm aktu miłości, ty i ja, promienie w twoim sercu. Patrzę na ciebie, uśmiecha się mówię niemą mową "skarbie, kocham cię", zamykam swe oczy, pogrążasz się w płaczu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz