czwartek, 20 czerwca 2013

Śmierć... śmierć powolna i bolesna...

Ujrzałam je... zrozumiałam, zrozumiałam jaka jestem samotna.... ta samotność zabija. Co mam zrobić,a by było tak jak dawniej? Czasu nie cofnę, chciałabym i to bardzo, przenieść się do tamtej chwili, powiedzieć Ci coś innego, spojrzeć w Twoje oczy i zniknąć, prysnąć. Zniknąć jak wróżka, która spełnia czyjeś marzenia, lecz swoich nie jest w stanie zrealizować. Samotność, smutek wszystko na raz, to wszystko się kumuluję, nie wiem co robić, pomóż mi... ja umieram, umieram od środka. Chcę żyć... chcę żyć dla Ciebie.... czemu umiem pomóc innym, lecz nie sobie? Łza... łza spływa po moim policzku, powoli, delikatnie niczym mgiełka pragnienia za Tobą... po głowie wędruje mi Twoje imię, tak piękne a zarazem znienawidzone, pełne uczyć, których tak bardzo nie chcę już do Ciebie czuć. Skulona w kącie swojego pokoju, płacząca po nocach dziewczyna...  nie ma Cię, nie powrócisz, chcę iść w stronę światła. Gdzie są Twe ramiona wtulone we mnie? Gdzie Twe pocałunki, delikatne niczym płatki śniegu, które mrożą me usta, doprowadzając do dreszczyku na całej skórze... brak Ciebie jest jak brak narkotyku, ta samotność jest powolną śmiercią... śmiercią bolesną i powolną...








1 komentarz:

Statystyka

Moi narkomanie :)