Rozdział 8 " Niesamowita więź "
Gdy obudziłam się rano Artur jeszcze spał. Szczerze mówiąc bałam się zasnąć bo sądziłam, że się nie obudzę. Czy jest jeszcze dla mnie szansa? Czy mogę jeszcze z tego wyjść? Nie chcę iść na odwyk choć wiem, że jest to nieuniknione.
Tego dnia, gdy miałam wyjść ze szpitala Artur ze mną był. Pomógł mi się ubrać (bo byłam jeszcze słaba). Nie chciałam aby odwozili mnie karetką. Artur miał swój samochód. Nie wiedziałam, gdzie jest ta klinika. On musiał wiedzieć bo zawiózł mnie na miejsce. Nie chciałam wychodzić z jego auta. Chciałam zostać z nim. Wiedziałam co mnie czeka. Zaczęłam płakać. Wyszliśmy z samochodu. Artur złapał mnie za rękę.
Gdy weszliśmy do kliniki tak jak zawsze była ona cała wymalowana na biało. Lekarza jeszcze nie było. Dziwne było dla mnie to, że pielęgniarki były dla mnie takie miłe. Zwykle takie nie są. Musiałam pożegnać się z Arturem na dość długo. Nigdy nie wiadomo ile będzie trwał odwyk to zależy od psychiki człowieka i od jego organizmu. Ja wiedziałam, że długo nie będę Jego widziała. To było nasze najdłuższe pożegnanie jakie do tej pory pamiętam. Nie chciałam wypuścić go z mojego uścisku. Gdy mnie przytulał zdawało mi się, że broni mnie przed wszystkim. Zrozumiałam, że z nim chcę spędzić resztę swojego życia. Żegnaliśmy się pół godziny. Mówił mi, że będę silna, że muszę to przetrwać, że dam radę, przecież mam jego. Ale tą sprawę, wyjście z tego bagna w które wpadłam musiałam wyjść sama ze swoich chęci po prostu dla siebie nie dla kogoś tylko dla siebie... . Patrzyłam jak Artur oddala się w głębi korytarza. Jak jego bluza zwisa na jego ramionach. Jego kręcone czarne włosy poruszają się w raz z rytmem jak idzie. Po raz ostatni miałam go zobaczyć.. .
Gdy Artur odjechał spod kliniki od razu wzięli moją torbę i przeszukali. Pewnie myśleli, że mam jakieś prochy. Nic nie znaleźli. Idioci. Podeszła do mnie pielęgniarka :
- Proszę podwinąć rękawy. - ja się chyba przesłyszałam. Byłam pół roku w śpiączce a oni podejrzewali, że ja brałam? Musiałam zrobić to co mi kazali. Znaleźli tylko ślad po wkłuciu ze szpitala ( kroplówka) i ten sprzed sześciu miesięcy.
- Czy to już wszystko? Mogę iść na oddział? - zapytałam się.
- O tym zadecyduje twój lekarz. - to gdzie on do cholery jest?!
- Dzień Dobry. Nazywam się Maciej Włodzimierski będę twoim lekarzem. Czy ty nazywasz się Magda Dębkowska? - to on miał być moim lekarzem? Był chyba starszy ode mnie z pięć lat. Był dobrze zbudowany, wysoki miał blond włosy i czarne oczy. Tak czarne, że widać było w nich tylko nicość i zniszczenie nic więcej nie widziałam w jego oczach.
- Tak to ja.- odpowiedziałam z niechęci. Miałam już dość tego wszystkiego. Byłam zmęczona.
- Dobrze, proszę ją zabrać na Biały Oddział. - jak ja go nienawidziłam. To był najgorszy etap. Kazali mi się umyć i przebrać w ich ciuchy. Na Białym Oddziale znajdowali się najgorsi ćpunie. Byli na głodzie. Ale ja nie byłam. Może tak sądziłam tylko... .
Gdy weszłam do izolatki były tam już dwie dziewczyny. Pierwsza drobnej budowy o krótkich blond włosach. Widać było że ma 15 lat i dopiero zaczęła ćpać. Druga była przeciwieństwem pierwszej. Dobrze zbudowana dziewczyna o długich blond włosach. Miała chyba 17 lat. Pomyślałam sobie, świetnie same młode ćpunki. Ja w takim razie jestem starym ćpunem. Dawniej mnie to kręciło, ale teraz już nie. Usiadłam na swoim łóżku i patrzyłam na nie. W pewnym momencie ta pierwsza podeszła do mnie.
- Jestem Monika - miałam ochotę powiedzieć jej, że gówno mnie to obchodzi ale się powstrzymałam.
- Magda. - odpowiedziałam. Druga z nich nawet nie drgnęła.
- Długo już bierzesz? Ja od roku. Mam nadzieję, że jakoś się stąd wydostanę. Nie wytrzymam już tu dłużej. Mój chłopak na mnie czeka. Chcę do niego pójść i wziąść swoją dawkę. Chcemy umrzeć razem. Ten złoty strzał jest podobno taki cudowny a ty jak sądzisz? - jak ja sądzę? Ona miała dopiero 15 lat. Jest taka młoda, a już nie chce być na tym świecie.
- Możesz mnie nazywać starym ćpunem. Byłam już raz na odwyku . Wiele razy uciekałam. A co do złotego strzału to ja nic nie sądzę... - widać, że młoda była jeszcze pod wpływem narkotyku. Odtruwanie się dopiero zacznie pomyślałam.
- Stary ćpun? Łał ja też tak chcę. To takie piękne... tak brać do utarty przytomności. Być w innym świecie. Kiedyś też będę starym ćpunem jak ty. Teraz chciałabym trochę towaru nie masz go przy sobie czasem?
- Nie mam. Nie mam nic. - odpowiedziałam z pogardą. W Monice widziałam siebie sprzed pięciu lat. Byłam tak samo oczarowana starymi ćpunami, braniem, ładowaniem w kanał bez końca.
- Śmierć jest taką zagadką. Jestem ciekawa co wtedy się czuje, nigdy nie byłam taka ciekawa jak teraz. Chciałabym poczuć oddech śmierci na swoich plecach. Jak mnie dotyka... było by miło. Ha ha ha ha ha...- dziewczyna w jednym momencie odjechała.
Zaczęła się śmiać i płakać. To chyba było wzywanie o pomoc z jej strony. Dobrze wiedziałam czego jej brakuje, lecz nie mogłam jej tego dać. Przynajmniej nie teraz. Nie na pierwszym etapie. Monika zaczęła szaleć. Zaczęła krzyczeć. Przeklinała jak oszalała. Drapać się. Druga dziewczyna, która za nią wstała śmiałą się z niej, powiedziała, że ma atak. Miała rację. Monika w jednym momencie upadła i doznała drgawek. Przybiegli z kaftanami sądzili, że jej coś podałam. Owinęli mnie w kaftan i dali jakąś substancję w kanał. Poczułam, że język mi drętwieje, stałam się taka ospała. Zasnęłam... .
Obudziłam się rano. Nareszcie język nie był już taki zdrętwiały. Podobno przyszedł ktoś nowy. Widziałam jakąś postać, która stała nade mną. Otworzyłam szerzej oczy. Był to chłopak. Trzymał coś w dłoni. To były tabletki.
- Bierz ile chcesz. Włodzimierski wyjechał. Każdy robi to co chce.
- Wyjechał? Co to jest? - głupie pytanie jestem na odwyku więc pewnie narkotyki albo coś podobnego.
- LSD. Najlepsze. Mówię prawdę. Niezły odjazd po nich jest. Ile jesteś na głodzie? - wiedziałam, że narkotyki. Chłopak, które mi je podał miał na imię Paweł. Blondyn drobnej budowy o pięknych niebieskich oczach. Nigdy nie zwracałam uwagę na oczy, ale teraz stało się to dla mnie ważne. Po nich mogłam rozpoznać czy ktoś bierze czy nie. One wyrażały moim zdaniem duszę człowieka.
- Ponad pół roku. - odpowiedziałam biorąc od niego trzy tabletki.
- Pół roku?! Dziewczyno i ty jeszcze żyjesz?! Masz weź połowę. Zasłużyłaś.- podał mi je. Jego ręka cała drżała. Widać, że bardzo chciał sobie ulżyć.
- Właściwie mam na imię Magda. Jak widzisz żyję. Dzięki za LSD. Słyszałam coś o nich - nie potrzebowałam wody aby je popić. Jadłam je jak cukierki. Wzięłam wszystkie na raz.
- Miłej zabawy. - powiedział Paweł.
- Możesz zostać. Nie chciałabym zostać sama. Pierwszy raz wzięłam LSD nie wiem jakie są tego skutki. - chłopak został. Usiedliśmy koło łóżka i czekaliśmy na efekty tego cuda.
Nie trzeba było długo czekać. Nie długi czas po zażyciu widziałam już podwójnie. Było mi tak dobrze. Rzeczywiście dawało mocnego kopa. Nie wiem dlaczego Paweł trzymał mnie za rękę. Czułam się jakbym była małą dziewczynką, którą trzyma mama, gdy ma przechodzić przez pasy. Z Pawłem poczuliśmy szczególną więź do siebie. On był dla mnie jak brat a ja dla niego jak siostra, choć sama nie wiedziałam czy ma rodzeństwo. Tak zawarłam pierwszą pomyślną znajomość tutaj, na odwyku... .
niedziela, 27 stycznia 2013
sobota, 26 stycznia 2013
Rozdział 7
Rozdział 7 " Niezwykły sen..."
Czy ja żyję? Czy jestem już w innym świecie? Chyba tak. Nie chce tego. Nie chcę aby mnie chowano. Boże ja mam dopiero 20 lat jeszcze całe życie przede mną ja nie mogłam tak skończyć. Nie mogłam umrzeć jako narkomanka. Chciałam przecież jeszcze tyle przeżyć. Ale chyba jednak mnie nie ma na tym świecie...
Nie wiem czy to sen czy nie. Jednak sen. Jestem zdrowa. Jest lato, ja siedzę na trawie takiej zielonej, która pachnie. Pachnie miętą świeżymi kwiatami i życiem. Jestem ubrana w krótkie dżinsowe szorty i czarną bokserkę. Włosy mam upięte w luźnego koka. Mam na sobie niebieskie trampki. Siedzę na trawie, jest gorąco taki słoneczny dzień, lipcowy. Wiele takich dni wspominam, gdy byłam u swojej babci na wakacjach, zawsze siedziałam na ławce przed domem albo w ogrodzie na trawie i marzyłam. W oddali słyszę jakieś zagłuszone głosy jakby ktoś mnie wołał. Może to moja mama albo babcia. Jak ja jej dawno nie widziałam. Tak to moja babcia w takiej jasnej poświacie. "Babciu kocham cię. Dlaczego cię widzę, chcę iść do ciebie tam jest tak ciepło, przytulnie, czemu znikasz babciu nie!!!". Moja babcia znikła. A ja zaczęłam płakać. Nagle słyszę, że ktoś idzie w moją stronę, słońce świeci coraz mocniej. To Artur. Co on tu robi i skąd wie, gdzie moja babcia mieszkała? Nieważne, ważne że jest, że nie jestem samotna. Czemu on płacze? Co ja mu zrobiłam? Czy on jest ranny?. "Artur". Czy on mnie usłyszał. Chyba tak. Usiadł koło mnie na trawie. Przytuliłam się do niego nie mogłam wytrzymać tej tęsknoty za nim. Poczułam jego bluzę na swojej skórze i zapach jego perfum. Tak bardzo je lubiłam. Chciałam go pocałować, gdy nagle coś mnie szarpnęło za ramię. Niebo, które do tej pory było błękitne zrobiło się szare. Nagle pojawiły się chmury. Ocknęłam się. To był sen... .
- Wybudziliśmy ją. Panie Arturze słyszy Pan? - jakieś głosy słyszałam w oddali.
- Moja kochana, mój skarb, jak ja się o ciebie bałem. Kotku nie rób mi tak już więcej. - to był Artur. Jak ja się ucieszyłam. Chciałam coś powiedzieć ale rurka w jamie ustnej mi przeszkadzała. Artur bawił się moja długą pokręconą grzywką. Martwił się o mnie. Oczy miał podpuchnięte od płaczu. Był blady. Chyba nie spał. W pewnym momencie ścisnęłam mu rękę. Chciałam go poczuć, chciałam wiedzieć, że to nie sen, że nie śpię lecz jestem tutaj i żyję. W pewnym momencie podeszła do mnie pielęgniarka i wyjęła mi rurkę z buzi. Nareszcie mogłam coś powiedzieć.
- Artur, Artur - to były moje pierwsze słowa po przebudzeniu się. Nie wiedziałam ile spałam czy byłam w śpiączce czy nie. Artur usłyszał moje słowa.
- Magda nareszcie mogę usłyszeć twój głos. - objął moją rękę i pocałował. - tak długo byłaś w śpiączce. Myśleliśmy, że z tego nie wyjdziesz. Do tego byłaś na "głodzie". Wiem już wszystko.- ile czasu upłynęło od tego wypadku?
- Ile ja spałam? Przepraszam za wszystko.
- Byłaś w śpiączce ponad pół roku. Lekarze robili wszystko co mogli abyś się wybudziła. Mówili mi, że być może z tego nie wyjdziesz ale ja nie chciałem tego słyszeć. Wiedziałem, że dasz radę z tego wyjść. Wiem, że jesteś silna.
- Pół roku? Dużo mnie ominęło? Jesteś taki blady. - mówiąc to ostatnie słowo położyłam swoją dłoń na policzku Artura.
- Nie. Nie ominęło cię nic. A blady jestem dlatego że nie spałem bo czekałem kiedy się wybudzisz. Zawsze byłem przy tobie i będę. - jaki on był kochany. Tylko on się o mnie tak troszczył. A ja go zraniłam. Bo wzięłam pół roku temu.
-Miałam bardzo dziwny sen. Śniła mi się moja babcia, która nie żyje była w jasnej poświacie. Jednak nie chciała aby do niej dołączyła. - mówiąc to Artur patrzył na mnie z takim zaciekawieniem. Słuchał każdego mojego słowa. Jak muzyki. Wydawało mi się, że zapamiętuje je tak jak nuty jakiejś piosenki.
- To możliwe, bo jakiś czas temu twoje serce nie chciało bić. Lekarze mówią, że będziesz musiała pojechać na odwyk.
- Na odwyk? Ale jak ja sobie poradzę... ty wiesz, że ja te sześć miesięcy temu... - nie dokończyłam bo łzy napłynęły mi do oczu. Artur to zobaczył wstał i pocałował mnie najdelikatniej jak mógł.
- Wiem, że wzięłaś. Wiem , że Robert nas śledził. Teraz będziesz bezpieczna. To jest nieważne.
- Nie pamiętam co się właściwie wydarzyło, kiedy upadłam. Możesz mi to opowiedzieć? - Artur odkaszlnął zmienił ton głosu na wyraźniejszy złapał mnie za rękę i zaczął mówić.
- Biegłem za tobą. Krzyczałem ale nie słyszałaś. W pewnym momencie się wywróciłaś. Podbiegłem do ciebie ty na mnie spojrzałaś uśmiechnęłaś się i zaczęłaś się dusić, chciałaś chyba krzyczeć. W jednej chwili straciłaś przytomność. Ja nie wiedziałem co mam robić. Zacząłem płakać. Nie przyjmowałem tej myśli, że mogłem cię stracić przecież jesteś dla mnie wszystkim. Zadzwoniłem po pogotowie akurat byli w pobliżu bo podobno jakaś dziewczyna narkomanka taka jak ty, tylko wyższa z rudymi kręconymi włosami przedawkowała w jakiejś spelunie. Pojechałem z tobą do szpitala. Tam chcieli cię odratować elektrowstrząsami. Miałaś operacje. Pół roku od operacji wybudziłaś się teraz. - gdy Artur powiedział, że rudowłosa dziewczyna przedawkowała rozpłakałam się to była moja najlepsza przyjaciółka Mariola.
- A rodzice? Wiedzą o tym?
- Tak ale powiedzieli, że masz się od nich wynosić. - wynosić? Wiedziałam, że we mnie zwątpią.
- Lekarze powiedzieli, że jesteś teraz bardzo słaba i że musisz zostać jeszcze trochę w szpitalu. Potem odwiozą cię na przymusowy odwyk. Nie bój się pojadę z tobą. Wiesz, że cię kocham.
- Artur ja ciebie też kocham. - byłam już bardzo zmęczona i zasnęłam.
Śniłam że jestem zdrowa od tych przekleństw, że się wyleczyłam, że jestem wolna od narkotyków. Szkoda, że to był tylko sen. Przebudziłam się w nocy. Artur spał na drugim łóżku szpitalnym. Pielęgniarki musiały już go znać, pewnie dlatego pozwalały zostawać mu na noc przy mnie. Nie mogłam się doczekać następnego dnia... .
Czy ja żyję? Czy jestem już w innym świecie? Chyba tak. Nie chce tego. Nie chcę aby mnie chowano. Boże ja mam dopiero 20 lat jeszcze całe życie przede mną ja nie mogłam tak skończyć. Nie mogłam umrzeć jako narkomanka. Chciałam przecież jeszcze tyle przeżyć. Ale chyba jednak mnie nie ma na tym świecie...
Nie wiem czy to sen czy nie. Jednak sen. Jestem zdrowa. Jest lato, ja siedzę na trawie takiej zielonej, która pachnie. Pachnie miętą świeżymi kwiatami i życiem. Jestem ubrana w krótkie dżinsowe szorty i czarną bokserkę. Włosy mam upięte w luźnego koka. Mam na sobie niebieskie trampki. Siedzę na trawie, jest gorąco taki słoneczny dzień, lipcowy. Wiele takich dni wspominam, gdy byłam u swojej babci na wakacjach, zawsze siedziałam na ławce przed domem albo w ogrodzie na trawie i marzyłam. W oddali słyszę jakieś zagłuszone głosy jakby ktoś mnie wołał. Może to moja mama albo babcia. Jak ja jej dawno nie widziałam. Tak to moja babcia w takiej jasnej poświacie. "Babciu kocham cię. Dlaczego cię widzę, chcę iść do ciebie tam jest tak ciepło, przytulnie, czemu znikasz babciu nie!!!". Moja babcia znikła. A ja zaczęłam płakać. Nagle słyszę, że ktoś idzie w moją stronę, słońce świeci coraz mocniej. To Artur. Co on tu robi i skąd wie, gdzie moja babcia mieszkała? Nieważne, ważne że jest, że nie jestem samotna. Czemu on płacze? Co ja mu zrobiłam? Czy on jest ranny?. "Artur". Czy on mnie usłyszał. Chyba tak. Usiadł koło mnie na trawie. Przytuliłam się do niego nie mogłam wytrzymać tej tęsknoty za nim. Poczułam jego bluzę na swojej skórze i zapach jego perfum. Tak bardzo je lubiłam. Chciałam go pocałować, gdy nagle coś mnie szarpnęło za ramię. Niebo, które do tej pory było błękitne zrobiło się szare. Nagle pojawiły się chmury. Ocknęłam się. To był sen... .
- Wybudziliśmy ją. Panie Arturze słyszy Pan? - jakieś głosy słyszałam w oddali.
- Moja kochana, mój skarb, jak ja się o ciebie bałem. Kotku nie rób mi tak już więcej. - to był Artur. Jak ja się ucieszyłam. Chciałam coś powiedzieć ale rurka w jamie ustnej mi przeszkadzała. Artur bawił się moja długą pokręconą grzywką. Martwił się o mnie. Oczy miał podpuchnięte od płaczu. Był blady. Chyba nie spał. W pewnym momencie ścisnęłam mu rękę. Chciałam go poczuć, chciałam wiedzieć, że to nie sen, że nie śpię lecz jestem tutaj i żyję. W pewnym momencie podeszła do mnie pielęgniarka i wyjęła mi rurkę z buzi. Nareszcie mogłam coś powiedzieć.
- Artur, Artur - to były moje pierwsze słowa po przebudzeniu się. Nie wiedziałam ile spałam czy byłam w śpiączce czy nie. Artur usłyszał moje słowa.
- Magda nareszcie mogę usłyszeć twój głos. - objął moją rękę i pocałował. - tak długo byłaś w śpiączce. Myśleliśmy, że z tego nie wyjdziesz. Do tego byłaś na "głodzie". Wiem już wszystko.- ile czasu upłynęło od tego wypadku?
- Ile ja spałam? Przepraszam za wszystko.
- Byłaś w śpiączce ponad pół roku. Lekarze robili wszystko co mogli abyś się wybudziła. Mówili mi, że być może z tego nie wyjdziesz ale ja nie chciałem tego słyszeć. Wiedziałem, że dasz radę z tego wyjść. Wiem, że jesteś silna.
- Pół roku? Dużo mnie ominęło? Jesteś taki blady. - mówiąc to ostatnie słowo położyłam swoją dłoń na policzku Artura.
- Nie. Nie ominęło cię nic. A blady jestem dlatego że nie spałem bo czekałem kiedy się wybudzisz. Zawsze byłem przy tobie i będę. - jaki on był kochany. Tylko on się o mnie tak troszczył. A ja go zraniłam. Bo wzięłam pół roku temu.
-Miałam bardzo dziwny sen. Śniła mi się moja babcia, która nie żyje była w jasnej poświacie. Jednak nie chciała aby do niej dołączyła. - mówiąc to Artur patrzył na mnie z takim zaciekawieniem. Słuchał każdego mojego słowa. Jak muzyki. Wydawało mi się, że zapamiętuje je tak jak nuty jakiejś piosenki.
- To możliwe, bo jakiś czas temu twoje serce nie chciało bić. Lekarze mówią, że będziesz musiała pojechać na odwyk.
- Na odwyk? Ale jak ja sobie poradzę... ty wiesz, że ja te sześć miesięcy temu... - nie dokończyłam bo łzy napłynęły mi do oczu. Artur to zobaczył wstał i pocałował mnie najdelikatniej jak mógł.
- Wiem, że wzięłaś. Wiem , że Robert nas śledził. Teraz będziesz bezpieczna. To jest nieważne.
- Nie pamiętam co się właściwie wydarzyło, kiedy upadłam. Możesz mi to opowiedzieć? - Artur odkaszlnął zmienił ton głosu na wyraźniejszy złapał mnie za rękę i zaczął mówić.
- Biegłem za tobą. Krzyczałem ale nie słyszałaś. W pewnym momencie się wywróciłaś. Podbiegłem do ciebie ty na mnie spojrzałaś uśmiechnęłaś się i zaczęłaś się dusić, chciałaś chyba krzyczeć. W jednej chwili straciłaś przytomność. Ja nie wiedziałem co mam robić. Zacząłem płakać. Nie przyjmowałem tej myśli, że mogłem cię stracić przecież jesteś dla mnie wszystkim. Zadzwoniłem po pogotowie akurat byli w pobliżu bo podobno jakaś dziewczyna narkomanka taka jak ty, tylko wyższa z rudymi kręconymi włosami przedawkowała w jakiejś spelunie. Pojechałem z tobą do szpitala. Tam chcieli cię odratować elektrowstrząsami. Miałaś operacje. Pół roku od operacji wybudziłaś się teraz. - gdy Artur powiedział, że rudowłosa dziewczyna przedawkowała rozpłakałam się to była moja najlepsza przyjaciółka Mariola.
- A rodzice? Wiedzą o tym?
- Tak ale powiedzieli, że masz się od nich wynosić. - wynosić? Wiedziałam, że we mnie zwątpią.
- Lekarze powiedzieli, że jesteś teraz bardzo słaba i że musisz zostać jeszcze trochę w szpitalu. Potem odwiozą cię na przymusowy odwyk. Nie bój się pojadę z tobą. Wiesz, że cię kocham.
- Artur ja ciebie też kocham. - byłam już bardzo zmęczona i zasnęłam.
Śniłam że jestem zdrowa od tych przekleństw, że się wyleczyłam, że jestem wolna od narkotyków. Szkoda, że to był tylko sen. Przebudziłam się w nocy. Artur spał na drugim łóżku szpitalnym. Pielęgniarki musiały już go znać, pewnie dlatego pozwalały zostawać mu na noc przy mnie. Nie mogłam się doczekać następnego dnia... .
piątek, 25 stycznia 2013
Rozdział 6
Rozdział 6 "Oddech śmierci"
Co ja zrobiłam?! Jak mogłam znowu wziąść?! Jestem nienormalna. Przecież zraniłam nie tylko siebie lecz też ludzi na których mi zależy... . Czy jest jeszcze dla mnie miejsce na tym świecie? Czy mnie ktoś kocha? Nie chcę tak żyć. Wiedziałam, że kiedyś znowu zacznę ćpać ale nie sądziłam, że wrócę do tego tak szybko. Zraniłam Artura i siebie... .
Było już widno kiedy się obudziłam a może mi się tak zdawało, że się obudziłam, może przedawkowałam i znalazłam się gdzieś w świecie, gdzie nie ma problemów? Jednak nie, ledwo otworzyłam swoje narkomańskie oczy a Robert już mnie kopnął w biodro. To bolało, ale sama tego chciałam. Sama chciałam wrócić do tego wszystkiego. Robert o dziwo jeszcze nic nie wziął być może brakowało towaru. Ale co ja miałam z tym wspólnego? Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że Robert coś do mnie mówi :
- Ej maleńka, dobrze ci wczoraj było co? - co on miał na myśli, chyba nie uprawialiśmy seksu. Spojrzałam w jego szare oczy, które kiedyś były zielone.
- Co?! Chyba nie wykorzystałeś tego, że wczoraj byłam naćpana? - zapytałam się go, chciałam znać prawdę. Nie mogłam zdradzić Artura.
- Heh...może tak może nie. Zależy co masz na myśli. Jeżeli seks to nie bój się nie robiliśmy tego wczoraj przeleciałem inną laskę. Chodziło mi o to, że nikt nie mógł do ciebie dotrzeć, zachowywałaś się jakbyś była gdzieś na farmie czy coś. - dzięki Bogu, że nie zrobiliśmy Tego nie zniosłabym tej rozpaczy.
- Bo może tam byłam na farmie - powiedziałam do niego bezsensownie.-Która jest godzina? Chciałabym już iść.
- Hola hola, maleńka. Nie zapłaciłaś mi za te trzy działki co wczoraj wzięłaś.
- Mówiłeś, że nie muszę płacić bo dajesz mi za darmo więc w czym problem?
- Musiałem być nieźle naćpany, ale to było wczoraj a dziś jest dziś więc musisz zapłacić, po za tym przenocowałem cię a to też kosztuje. - jaki on był prymitywny. Dawniej nie brał nic ode mnie nawet za nocleg. My ćpunie byliśmy dawniej taką społecznością. A teraz? Za nocleg muszę mu płacić dupek jeden.
- Ale w tym problem, że ja nie mam ci czym zapłacić bo kasy nie mam. Jestem na lodzie... .
- To zapłacisz w naturze, maleńka. Jeden wyskok w bok dobrze ci zrobi. - jeszcze czego!!!. Nie jestem żadną dziwką niech tylko spróbuje mnie tknąć to pożałuje. Wyskok w bok? FRAJER. Czas mu przypomnieć kto go krył jak nas policja złapała na sprzedaży narkotyków.
- W naturze?! Co ty sobie wyobrażasz?! Alfąs się znalazł. Mam ci przypomnieć Robert kto cię krył jak nas policja złapała przy sprzedaży narkotyków nocą?! - to musiało zadziałać. Widziałam to po jego twarzy był wściekły w głębi duszy nadal się go bałam.
- To było dawno, maleńka. Policja nic ci nie pomoże.
- Ale wiesz, że w każdej chwili mogę zmienić zeznania i powiedzieć gdzie masz kryjówkę?- pomału zaczynałam brać go na litość. Nie mogłam się z nim przespać.
- Dobra maleńka nie denerwuj się tak bo kopniesz w kalendarz. Przekręcisz się z nerwów za niedługo. Odpalę ci jeszcze jedną działkę żebyś się uspokoiła OK? - przekręcę się? Kopnę w kalendarz? Śmieszne. Ja się wcale nie denerwowałam. Przynajmniej mi się tak zdawało.
- Ale za darmo? Jak nie to idę stąd.
- Dobra ostatnia za darmo ale następne będziesz musiała sama sobie kombinować my jesteśmy w stanie krytycznym z amfą czy maryśką. Musisz sobie sama radzić. - zgodziłam się, chciałam ostatni raz poczuć jak amfa wlewa mi się w kanał.
- OK. A teraz dawaj strzykawkę. Sama sobie poradzę. - usiadłam w kącie a raczej kucałam. Zaczęłam cała drżeć nie wiedział co się ze mną dzieje. Ledwo wkułam się w żyłę. Wstrzyknęłam "truciznę" i od razu poczułam się lepiej. Tak jak dawniej.
Nie wiedziałam czy mam zostać tutaj czy wyjść. Czułam się taka samotna i maleńka przy tych ścianach być może było to spowodowane działaniem narkotyku. Nie zastanawiając się długo wyszłam z tej nory. Kilka minut później byłam koło bloku w którym mieszka Artur. Zabawne, że zapamiętałam drogę. Zaczęłam wciskać wszystkie przyciski od domofonu, chciałam usłyszeć Jego głos, taki ciepły. Po chwili ktoś schodził z klatki schodowej. Jakaś wysoka drobna postać. Przestraszyłam się i zaczęłam biec, ale to coś mnie goniło. W pewnym momencie moje nogi odmówiły posłuszeństwa i upadłam na beton. Bałam się tylko, że "to coś" mnie dogoni. To był Artur, krzyczał za mną ale ja nie słyszałam. Podbiegł do mnie, gdy upadłam. Miałam zranione kolano i podarte spodnie oraz ranę na policzku. Uśmiechnęłam się do niego i w jednej chwili nie mogłam oddychać nie wiedziałam co się dzieje. Nie mogłam oddychać ani nic powiedzieć. Serce strasznie mnie bolało i kuło. Chyba nie chciało już dalej dla mnie bić. Dusiłam się. W oddali słyszałam tylko krzyki, wzywanie o pomoc i łamiący się głos Artura. W jedne chwili mogłam stracić wszystko. Nie chciałam umierać... .
Co ja zrobiłam?! Jak mogłam znowu wziąść?! Jestem nienormalna. Przecież zraniłam nie tylko siebie lecz też ludzi na których mi zależy... . Czy jest jeszcze dla mnie miejsce na tym świecie? Czy mnie ktoś kocha? Nie chcę tak żyć. Wiedziałam, że kiedyś znowu zacznę ćpać ale nie sądziłam, że wrócę do tego tak szybko. Zraniłam Artura i siebie... .
Było już widno kiedy się obudziłam a może mi się tak zdawało, że się obudziłam, może przedawkowałam i znalazłam się gdzieś w świecie, gdzie nie ma problemów? Jednak nie, ledwo otworzyłam swoje narkomańskie oczy a Robert już mnie kopnął w biodro. To bolało, ale sama tego chciałam. Sama chciałam wrócić do tego wszystkiego. Robert o dziwo jeszcze nic nie wziął być może brakowało towaru. Ale co ja miałam z tym wspólnego? Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że Robert coś do mnie mówi :
- Ej maleńka, dobrze ci wczoraj było co? - co on miał na myśli, chyba nie uprawialiśmy seksu. Spojrzałam w jego szare oczy, które kiedyś były zielone.
- Co?! Chyba nie wykorzystałeś tego, że wczoraj byłam naćpana? - zapytałam się go, chciałam znać prawdę. Nie mogłam zdradzić Artura.
- Heh...może tak może nie. Zależy co masz na myśli. Jeżeli seks to nie bój się nie robiliśmy tego wczoraj przeleciałem inną laskę. Chodziło mi o to, że nikt nie mógł do ciebie dotrzeć, zachowywałaś się jakbyś była gdzieś na farmie czy coś. - dzięki Bogu, że nie zrobiliśmy Tego nie zniosłabym tej rozpaczy.
- Bo może tam byłam na farmie - powiedziałam do niego bezsensownie.-Która jest godzina? Chciałabym już iść.
- Hola hola, maleńka. Nie zapłaciłaś mi za te trzy działki co wczoraj wzięłaś.
- Mówiłeś, że nie muszę płacić bo dajesz mi za darmo więc w czym problem?
- Musiałem być nieźle naćpany, ale to było wczoraj a dziś jest dziś więc musisz zapłacić, po za tym przenocowałem cię a to też kosztuje. - jaki on był prymitywny. Dawniej nie brał nic ode mnie nawet za nocleg. My ćpunie byliśmy dawniej taką społecznością. A teraz? Za nocleg muszę mu płacić dupek jeden.
- Ale w tym problem, że ja nie mam ci czym zapłacić bo kasy nie mam. Jestem na lodzie... .
- To zapłacisz w naturze, maleńka. Jeden wyskok w bok dobrze ci zrobi. - jeszcze czego!!!. Nie jestem żadną dziwką niech tylko spróbuje mnie tknąć to pożałuje. Wyskok w bok? FRAJER. Czas mu przypomnieć kto go krył jak nas policja złapała na sprzedaży narkotyków.
- W naturze?! Co ty sobie wyobrażasz?! Alfąs się znalazł. Mam ci przypomnieć Robert kto cię krył jak nas policja złapała przy sprzedaży narkotyków nocą?! - to musiało zadziałać. Widziałam to po jego twarzy był wściekły w głębi duszy nadal się go bałam.
- To było dawno, maleńka. Policja nic ci nie pomoże.
- Ale wiesz, że w każdej chwili mogę zmienić zeznania i powiedzieć gdzie masz kryjówkę?- pomału zaczynałam brać go na litość. Nie mogłam się z nim przespać.
- Dobra maleńka nie denerwuj się tak bo kopniesz w kalendarz. Przekręcisz się z nerwów za niedługo. Odpalę ci jeszcze jedną działkę żebyś się uspokoiła OK? - przekręcę się? Kopnę w kalendarz? Śmieszne. Ja się wcale nie denerwowałam. Przynajmniej mi się tak zdawało.
- Ale za darmo? Jak nie to idę stąd.
- Dobra ostatnia za darmo ale następne będziesz musiała sama sobie kombinować my jesteśmy w stanie krytycznym z amfą czy maryśką. Musisz sobie sama radzić. - zgodziłam się, chciałam ostatni raz poczuć jak amfa wlewa mi się w kanał.
- OK. A teraz dawaj strzykawkę. Sama sobie poradzę. - usiadłam w kącie a raczej kucałam. Zaczęłam cała drżeć nie wiedział co się ze mną dzieje. Ledwo wkułam się w żyłę. Wstrzyknęłam "truciznę" i od razu poczułam się lepiej. Tak jak dawniej.
Nie wiedziałam czy mam zostać tutaj czy wyjść. Czułam się taka samotna i maleńka przy tych ścianach być może było to spowodowane działaniem narkotyku. Nie zastanawiając się długo wyszłam z tej nory. Kilka minut później byłam koło bloku w którym mieszka Artur. Zabawne, że zapamiętałam drogę. Zaczęłam wciskać wszystkie przyciski od domofonu, chciałam usłyszeć Jego głos, taki ciepły. Po chwili ktoś schodził z klatki schodowej. Jakaś wysoka drobna postać. Przestraszyłam się i zaczęłam biec, ale to coś mnie goniło. W pewnym momencie moje nogi odmówiły posłuszeństwa i upadłam na beton. Bałam się tylko, że "to coś" mnie dogoni. To był Artur, krzyczał za mną ale ja nie słyszałam. Podbiegł do mnie, gdy upadłam. Miałam zranione kolano i podarte spodnie oraz ranę na policzku. Uśmiechnęłam się do niego i w jednej chwili nie mogłam oddychać nie wiedziałam co się dzieje. Nie mogłam oddychać ani nic powiedzieć. Serce strasznie mnie bolało i kuło. Chyba nie chciało już dalej dla mnie bić. Dusiłam się. W oddali słyszałam tylko krzyki, wzywanie o pomoc i łamiący się głos Artura. W jedne chwili mogłam stracić wszystko. Nie chciałam umierać... .
czwartek, 24 stycznia 2013
Rozdział 5 "Wszystko powraca..."
Rozdział 5 " Wszystko powraca..."
Była to cudowna noc. Gdy udaliśmy się do jego domu sądziłam, że Artur chce seksu. Każdy chłopak, który widzi w jakiej rozsypce jest dziewczyna wykorzystałby to. Jednak On tego nie zrobił. Nie robiliśmy nic wyjątkowego. Mieliśmy przecież po 20 lat. Całą noc piliśmy gorącą herbatę z cytryną i rozmawialiśmy o swojej przeszłości, czasem tylko się przytulaliśmy i całowaliśmy. To było cudowne. Najpiękniejsza noc w moim życiu.
Gdy obudziłam się rano, leżałam u Niego w łóżku. Nie wiem co się stało miałam tylko nadzieję, że Tego nie zrobiliśmy. Jego nie było. Wstałam i zauważyłam, że ktoś jest w kuchni. Ubrałam się w swoje ciuchy i wyszłam z pokoju. Robił śniadanie. Zachowywaliśmy się jak stare dobre małżeństwo. Kiedy weszłam do kuchni Artur pocałował mnie w policzek i podał mi śniadanie. Chyba musiałam mu powiedzieć, że lubię jajecznice z pomidorami bo takie dostałam. Po zjedzeniu posiłku wyszliśmy z Jego mieszkania. Tylko gdzie ja miałam iść? Przecież nie wrócę do domu. Dla moich rodziców już nie istnieje. Artur musiał iść do pracy a ja zaczęłam chodzić po mieście. Miałam tylko taką małą nadzieję, że starzy znajomi mnie nie dopadną.
Stało się to co przewidywałam. Robert i jego cała grupa dopadła mnie w parku :
- Kogo moje piękne oczy widzą! - czy jego oczy były takie piękne to ja nie wiem. Były jak za mgłą z resztą nie obchodziło mnie to. Chciałam z tamtąd uciec.
- A czy one coś widzą?!- powiedziałam z pogardą do Roberta.
- Nie bądź taka, maleńka. Co twój królewicz cię uratował? Ale jego teraz tu nie ma- właśnie nie było Artura ale przecież nie mogę cały czas na niego liczyć bo zachowywałabym się jak piąte koło u wozu. - Widziałem jak wczoraj się obściskiwaliście w parku koło Samotnego Drzewa. Myślałaś, że mi uciekniesz? Nie tak szybko!!! - czyli mnie śledził. Ale jak? Ja go nie widziałam. Robert podszedł do mnie bliżej tak, że czułam jego dłoń na moim policzku. Była szorstka bez wyrazu. Miała zanikające żyły, jak to u ćpuna. Nagle wyjął scyzoryk i przyłożył go do mojego nadgarstka.
- Co ty robisz? Zabić mnie chcesz? W każdej chwili mogę zacząć krzyczeć i będzie z tobą źle a chyba nie chcesz żeby policja wiedziała o twoich przekrętach?!- musiałam coś wymyślić, chyba nie chciał zrobić mi krzywdy nie pamięta jak z przykrością musiałam wciągać w narkomanie inne 15- latki?
- Być może chcę cię zabić. Ale to jeszcze nie teraz. - po tych słowach odsunął się ode mnie i schował scyzoryk do kieszeni od swoich czarnych brudnych spodni.
Gdy schował już ostrze odszedł ode mnie i poszedł. Przez chwilę serce biło mi tak jakby chciało wyrwać się z piersi. Patrzyłam na niego jak znika za rogiem ulicy. Minęła dobra chwila zanim się otrząsnęłam. Co miał na myśli że jeszcze mnie zabije, nie teraz? Przestraszyłam się. Gdy już ochłonęłam. Pomyślałam, że muszę wrócić do domu i wszystko im wytłumaczyć jednak już na progu przywitali mnie obelgami i kłótnią. Dopiero, gdy wszystko im wytłumaczyłam, że nie chodzę od 5 lat z Tomkiem zrozumieli,że On jest psychopatą. Ojciec powiedział, że zgłosi to na policję, że nikt nie będzie nękał jego córki. Ale co ja miałam im powiedzieć, że nie chcę już z nimi mieszkać? Musiałam mówić prawdę. Gdy już się dowiedzieli, zaczęli na mnie krzyczeć że jestem żałosna, puszczalska i że nigdy jeszcze się tak za własną córkę się nie wstydzili. Jak to jest, przed chwilą mówili iż jestem ich jedyną ukochaną córką, a teraz że jestem puszczalska?! Po kłótni poszłam do siebie na górę wzięłam swoje ciuchy i wyszłam. Na pożegnanie żuciłam im tyle żeby się ode mnie odpierdolili bo jestem już dorosła.
Robert miał rację, że nie wytrzymam, jeszcze tego samego dnia zjawiłam się w tej samej spelunie co zawsze. Nic się tu nie zmieniło. Oprócz jednego, byli tu nowi. Po twarzach zauważyłam że nie mają więcej niż po 14 czy 15 lat. Nie wiedzą w co się pakują.- powiedziałam do siebie. Ale to już jest ich sprawa.Gdy tylko Robert mnie zauważył zaczął się śmiać. Wiedział,że przyjdę w niedługim czasie. Od razu dał mi strzykawkę i ampułki. :
- To coś nowego. -powiedział z zadowoleniem na twarzy. - Amfetamina. Niezłego kopa daje. Odlot na maksa. Dla ciebie w sam raz. - dla mnie? Chyba chciał powiedzieć coś jeszcze ale się zamknął. Nie mogłam sobie trafić w żyłę. Dawno tego nie robiłam. Musiałam poprosić Mariolę o pomoc.
- Mariola? Pomożesz mi? Nie mogę się wkłuć. - ona już była wstawiona, naćpana, ręce się jej trzęsły.
- Jasne. Przyjaciółka, przyjaciółce tak? - gdy byłam na odwyku lekarze mówili, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między narkomanami, że są tylko układy. W takim razie nie znali mnie i Marioli.
- Tak. Przyjaciółka - przyjaciółce - powiedziałam to z uśmiechem na twarzy. Pierwsza zrobiłam ja zastrzyk Marioli potem ona mi. Gdy tylko amfa wlała mi się do żył poczułam, że żyję. To było coś wspaniałego. Wiedziałam że tego pragnęłam przez cały odwyk i po wyjściu z niego. Tego mi brakowało. Nie obchodziło mnie nic ani Artur, rodzice Tomek i całe te posrane problemy z którymi się borykałam. Bo co to kurwa za życie? Zamartwiać się wszystkim. Ja chciałam żyć chwilą. Jestem tutaj, coś się dzieje nagle mnie nie ma i zostają po mnie tylko wspomnienia.
- Życie jest krótkie, maleńka. Trzeba z niego korzystać jak się da zanim ono wykorzysta ciebie - powiedział Robert.
Szczerze mówiąc mało co zrozumiałam z tego co do mnie mówił bo byłam już nieźle wkręcona. Chciałam o wszystkim zapomnieć i oddać się chwili, jakie jest życie. Wydawało mi się w jednej chwili, że jestem na zielonej polanie porośniętej fiołkami i innymi kwiatami. Było to tak realistyczne uczucie, że wstałam i zaczęłam skakać, biegać, krzyczeć i Bóg wie co jeszcze. Czułam się taka wolna. Tego dnia brałam jeszcze dwa razy. Zostałam tam na noc. Nie widziałam się z Arturem... .
Była to cudowna noc. Gdy udaliśmy się do jego domu sądziłam, że Artur chce seksu. Każdy chłopak, który widzi w jakiej rozsypce jest dziewczyna wykorzystałby to. Jednak On tego nie zrobił. Nie robiliśmy nic wyjątkowego. Mieliśmy przecież po 20 lat. Całą noc piliśmy gorącą herbatę z cytryną i rozmawialiśmy o swojej przeszłości, czasem tylko się przytulaliśmy i całowaliśmy. To było cudowne. Najpiękniejsza noc w moim życiu.
Gdy obudziłam się rano, leżałam u Niego w łóżku. Nie wiem co się stało miałam tylko nadzieję, że Tego nie zrobiliśmy. Jego nie było. Wstałam i zauważyłam, że ktoś jest w kuchni. Ubrałam się w swoje ciuchy i wyszłam z pokoju. Robił śniadanie. Zachowywaliśmy się jak stare dobre małżeństwo. Kiedy weszłam do kuchni Artur pocałował mnie w policzek i podał mi śniadanie. Chyba musiałam mu powiedzieć, że lubię jajecznice z pomidorami bo takie dostałam. Po zjedzeniu posiłku wyszliśmy z Jego mieszkania. Tylko gdzie ja miałam iść? Przecież nie wrócę do domu. Dla moich rodziców już nie istnieje. Artur musiał iść do pracy a ja zaczęłam chodzić po mieście. Miałam tylko taką małą nadzieję, że starzy znajomi mnie nie dopadną.
Stało się to co przewidywałam. Robert i jego cała grupa dopadła mnie w parku :
- Kogo moje piękne oczy widzą! - czy jego oczy były takie piękne to ja nie wiem. Były jak za mgłą z resztą nie obchodziło mnie to. Chciałam z tamtąd uciec.
- A czy one coś widzą?!- powiedziałam z pogardą do Roberta.
- Nie bądź taka, maleńka. Co twój królewicz cię uratował? Ale jego teraz tu nie ma- właśnie nie było Artura ale przecież nie mogę cały czas na niego liczyć bo zachowywałabym się jak piąte koło u wozu. - Widziałem jak wczoraj się obściskiwaliście w parku koło Samotnego Drzewa. Myślałaś, że mi uciekniesz? Nie tak szybko!!! - czyli mnie śledził. Ale jak? Ja go nie widziałam. Robert podszedł do mnie bliżej tak, że czułam jego dłoń na moim policzku. Była szorstka bez wyrazu. Miała zanikające żyły, jak to u ćpuna. Nagle wyjął scyzoryk i przyłożył go do mojego nadgarstka.
- Co ty robisz? Zabić mnie chcesz? W każdej chwili mogę zacząć krzyczeć i będzie z tobą źle a chyba nie chcesz żeby policja wiedziała o twoich przekrętach?!- musiałam coś wymyślić, chyba nie chciał zrobić mi krzywdy nie pamięta jak z przykrością musiałam wciągać w narkomanie inne 15- latki?
- Być może chcę cię zabić. Ale to jeszcze nie teraz. - po tych słowach odsunął się ode mnie i schował scyzoryk do kieszeni od swoich czarnych brudnych spodni.
Gdy schował już ostrze odszedł ode mnie i poszedł. Przez chwilę serce biło mi tak jakby chciało wyrwać się z piersi. Patrzyłam na niego jak znika za rogiem ulicy. Minęła dobra chwila zanim się otrząsnęłam. Co miał na myśli że jeszcze mnie zabije, nie teraz? Przestraszyłam się. Gdy już ochłonęłam. Pomyślałam, że muszę wrócić do domu i wszystko im wytłumaczyć jednak już na progu przywitali mnie obelgami i kłótnią. Dopiero, gdy wszystko im wytłumaczyłam, że nie chodzę od 5 lat z Tomkiem zrozumieli,że On jest psychopatą. Ojciec powiedział, że zgłosi to na policję, że nikt nie będzie nękał jego córki. Ale co ja miałam im powiedzieć, że nie chcę już z nimi mieszkać? Musiałam mówić prawdę. Gdy już się dowiedzieli, zaczęli na mnie krzyczeć że jestem żałosna, puszczalska i że nigdy jeszcze się tak za własną córkę się nie wstydzili. Jak to jest, przed chwilą mówili iż jestem ich jedyną ukochaną córką, a teraz że jestem puszczalska?! Po kłótni poszłam do siebie na górę wzięłam swoje ciuchy i wyszłam. Na pożegnanie żuciłam im tyle żeby się ode mnie odpierdolili bo jestem już dorosła.
Robert miał rację, że nie wytrzymam, jeszcze tego samego dnia zjawiłam się w tej samej spelunie co zawsze. Nic się tu nie zmieniło. Oprócz jednego, byli tu nowi. Po twarzach zauważyłam że nie mają więcej niż po 14 czy 15 lat. Nie wiedzą w co się pakują.- powiedziałam do siebie. Ale to już jest ich sprawa.Gdy tylko Robert mnie zauważył zaczął się śmiać. Wiedział,że przyjdę w niedługim czasie. Od razu dał mi strzykawkę i ampułki. :
- To coś nowego. -powiedział z zadowoleniem na twarzy. - Amfetamina. Niezłego kopa daje. Odlot na maksa. Dla ciebie w sam raz. - dla mnie? Chyba chciał powiedzieć coś jeszcze ale się zamknął. Nie mogłam sobie trafić w żyłę. Dawno tego nie robiłam. Musiałam poprosić Mariolę o pomoc.
- Mariola? Pomożesz mi? Nie mogę się wkłuć. - ona już była wstawiona, naćpana, ręce się jej trzęsły.
- Jasne. Przyjaciółka, przyjaciółce tak? - gdy byłam na odwyku lekarze mówili, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między narkomanami, że są tylko układy. W takim razie nie znali mnie i Marioli.
- Tak. Przyjaciółka - przyjaciółce - powiedziałam to z uśmiechem na twarzy. Pierwsza zrobiłam ja zastrzyk Marioli potem ona mi. Gdy tylko amfa wlała mi się do żył poczułam, że żyję. To było coś wspaniałego. Wiedziałam że tego pragnęłam przez cały odwyk i po wyjściu z niego. Tego mi brakowało. Nie obchodziło mnie nic ani Artur, rodzice Tomek i całe te posrane problemy z którymi się borykałam. Bo co to kurwa za życie? Zamartwiać się wszystkim. Ja chciałam żyć chwilą. Jestem tutaj, coś się dzieje nagle mnie nie ma i zostają po mnie tylko wspomnienia.
- Życie jest krótkie, maleńka. Trzeba z niego korzystać jak się da zanim ono wykorzysta ciebie - powiedział Robert.
Szczerze mówiąc mało co zrozumiałam z tego co do mnie mówił bo byłam już nieźle wkręcona. Chciałam o wszystkim zapomnieć i oddać się chwili, jakie jest życie. Wydawało mi się w jednej chwili, że jestem na zielonej polanie porośniętej fiołkami i innymi kwiatami. Było to tak realistyczne uczucie, że wstałam i zaczęłam skakać, biegać, krzyczeć i Bóg wie co jeszcze. Czułam się taka wolna. Tego dnia brałam jeszcze dwa razy. Zostałam tam na noc. Nie widziałam się z Arturem... .
środa, 23 stycznia 2013
Rozdział 4 "Kocham Cię..."
Po tym, kiedy wybiegłam z domu po tym wszystkim co powiedział Tomek o nas, że chcemy wziąć ślub byłam cała roztrzęsiona. Nikt mnie nigdy tak podmiotowo nie potraktował jak On. Musiał wtedy zadzwonić do Artura, ponieważ tylko on mnie rozumiał. Przynajmniej mi się wówczas tak wydawało...
Poszłam w to samo miejsce co wczoraj. Artur już na mnie czekał. Widział w jakim stanie jestem i w tym samym czasie mnie przytulił. Nie wiedziałam dlaczego to zrobił, przecież znaliśmy się jeden dzień. Chyba musiał kiedyś mieć taką samą sytuację jak ja. Weszliśmy do tej kafejki " Inna niż myślisz" - tak się nazywała. Była przytulna. W rogu były książki różnego typu a z drugiej strony kilka laptopów z których można było skorzystać. Usiedliśmy koło okna. Tak samo jak wczoraj.:
- Co się stało? Magda? Czemu płaczesz? - ton Jego głosu był taki jakby chciał mnie objąć i chronić przed całym złem jakie jest na tym świecie. Musiałam mu opowiedzieć co się stało.
- Ja...ja nie mogę już dalej żyć Artur, to mnie przerosło, ja już nie wytrzymam. Muszę to zrobić...
- Ale co zrobić? Magda co chcesz mi powiedzieć? - był taki ciekawy, kto zrobił mi krzywdę. Było to widać po jego wyrazie twarzy. Jego czarne kręcone włosy były zadbane, choć siedział na przeciwko mnie ja czułam ich zapach. A jego oczy wydawały się jeszcze bardziej błękitne niż przedtem kiedy je widziałam.
- To nie jest dobre miejsce aby ci to wszystko powiedzieć. Nie wiem czy mogę ci ufać znamy się dopiero od wczoraj. - czy ja to naprawdę powiedziałam? Cóż teraz muszę ciągnąć to dalej.
- Więc gdzie chcesz iść? Tam gdzie ty pójdziesz pójdę i ja. Mówiłem ci to wczoraj, gdy trzymaliśmy się za ręcę nie pamiętasz? Mi możesz wszystko powiedzieć. - czy on to mówił szczerze? Czy taki facet jak on mógł mi to powiedzieć? Teraz to nie było najważniejsze...
- Chodźmy gdzieś, gdzie nie ma dużo ludzi. Tutaj i tak wszyscy się na nas patrzą.
- Dobrze. Znam takie miejsce. - znał takie miejsce? Bo ja nie. Mieszkam tu od urodzenia a nie wiedziałam, że jest tu nawet taka kafejka.
Wyszliśmy z kafejki. Artur złapał mnie za moją spoconą dłoń i poszliśmy do parku, a mówiłam, że nie che iść w zatłoczone miejsce. Jednak zaprowadził minie pod zaułek, gdzie nie było ludzi. Byliśmy tylko ja i on. Jak ja mu miałam wszystko powiedzieć? Magda zaczęłaś to musisz to skończyć, nie możesz go okłamywać.
- Artur, ja...ja chce ci coś powiedzieć. - zaczęłam się jąkać a do oczu zaczęło mi napływać coraz więcej łez. Nie wytrzymałam musiałam się jeszcze gorzej rozryczeć.
- Magda spokojne. Opowiedz mi wszystko od początku. Czy ktoś cię zranił?
- Nie to nie tak. Ja tylko nie chcę ciebie stracić po tym co ci powiem.
- Przecież jestem tu. Jak masz mnie stracić? Magda spójrz na mnie. Dobrze wiesz, że jest to miłość od pierwszego spojrzenia. Nic i nikt nie może jej zaprzepaścić - mówił to tak jakbyśmy mieli się pobrać. Ale skąd ja miałam wiedzieć, że kolejny facet mnie nie zrani?
- Chcę ci powiedzieć, że jestem...jestem narkomanką. Nie mogę tego przed tobą ukrywać. Za wiele dla mnie znaczysz Artur. Zrozum, że ja byłam na odwyku ale to wszystko powraca te spojrzenia ludzi, znajomi i Tomek...
- Kim jest Tomek? Uwierz nie przeszkadza mi to, że jesteś narkomanką. Będę przy tobie zawsze w najtrudniejszych dla ciebie i dla nas chwilach. Obiecuję Ci to. - zaczęłam płakać. Nigdy jeszcze tak nie płakałam.
- Tomek jest moim byłym chłopakiem. Chodziłam z nim jak miałam 15 lat. On ze mną zerwał po tym jak zobaczył mnie naćpaną koło gimnazjum...teraz wiem, że to psychopata. Musiał wiedzieć, że byłam na odwyku i że wróciłam...ale ja nie wiem jakim cudem on o tym wie. Zadzwonił dzisiaj do mojej matki i wprosił się do nas na obiad. Oświadczył wszystkim przy obiedzie, że wychodzę za niego za mąż....- nie mogłam złapać tchu, pierwszy raz komuś szczerze mówiłam o sobie.
- Magda...gdybym tylko wiedział co ty musiałaś przejść... . - nie chciałam aby wiedział , nie chciałam nikomu mówić o swoich uczuciach ale z Arturem było inaczej, nie wiem dlaczego.
- Tylko ja nie kocham Tomka. Rozumiesz? Ja nie chcę za niego wychodzić za mąż to psychopata.
- Rozumiem. Ja chciałem ci coś powiedzieć... - co on chciał mi powiedzieć? znaliśmy się ledwo od wczoraj a ja czułam jakbym go znała od lat. Nagle Artur przysunął się do mnie. Byliśmy oparci o drzewo. Stanął na przeciwko mnie tak blisko, że czułam zapach mięty z jego ust.
- Co chciałeś mi powiedzieć? Ja nie mogę wrócić do domu. Nie po tym co zrobiłam. - przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Dzieliły nas tylko milimetry.
- To nieważne. Chcę Ci powiedzieć, że ciebie kocham. Kocham Cię Magda od pierwszego spojrzenia. - nie musiał już nic mówić.
W tym samym momencie przyłożył swoje usta do moich i mnie pocałował. Nie był to zwykły pocałunek. Ten pocałunek coś świadczył...świadczył o tym jak mnie bardzo pragnie...nie mojego ciała tylko mnie...mnie jako Magdę. Podniósł prawą rękę do góry i delikatnie musną nią po mojej szyi kierując się w stronę włosów. Ja zrobiłam to samo. Lewą przyszpilił mnie do drzewa. Było już ciemno kiedy wracaliśmy do domu. Tą noc spędziłam u Artura... .
Po tym, kiedy wybiegłam z domu po tym wszystkim co powiedział Tomek o nas, że chcemy wziąć ślub byłam cała roztrzęsiona. Nikt mnie nigdy tak podmiotowo nie potraktował jak On. Musiał wtedy zadzwonić do Artura, ponieważ tylko on mnie rozumiał. Przynajmniej mi się wówczas tak wydawało...
Poszłam w to samo miejsce co wczoraj. Artur już na mnie czekał. Widział w jakim stanie jestem i w tym samym czasie mnie przytulił. Nie wiedziałam dlaczego to zrobił, przecież znaliśmy się jeden dzień. Chyba musiał kiedyś mieć taką samą sytuację jak ja. Weszliśmy do tej kafejki " Inna niż myślisz" - tak się nazywała. Była przytulna. W rogu były książki różnego typu a z drugiej strony kilka laptopów z których można było skorzystać. Usiedliśmy koło okna. Tak samo jak wczoraj.:
- Co się stało? Magda? Czemu płaczesz? - ton Jego głosu był taki jakby chciał mnie objąć i chronić przed całym złem jakie jest na tym świecie. Musiałam mu opowiedzieć co się stało.
- Ja...ja nie mogę już dalej żyć Artur, to mnie przerosło, ja już nie wytrzymam. Muszę to zrobić...
- Ale co zrobić? Magda co chcesz mi powiedzieć? - był taki ciekawy, kto zrobił mi krzywdę. Było to widać po jego wyrazie twarzy. Jego czarne kręcone włosy były zadbane, choć siedział na przeciwko mnie ja czułam ich zapach. A jego oczy wydawały się jeszcze bardziej błękitne niż przedtem kiedy je widziałam.
- To nie jest dobre miejsce aby ci to wszystko powiedzieć. Nie wiem czy mogę ci ufać znamy się dopiero od wczoraj. - czy ja to naprawdę powiedziałam? Cóż teraz muszę ciągnąć to dalej.
- Więc gdzie chcesz iść? Tam gdzie ty pójdziesz pójdę i ja. Mówiłem ci to wczoraj, gdy trzymaliśmy się za ręcę nie pamiętasz? Mi możesz wszystko powiedzieć. - czy on to mówił szczerze? Czy taki facet jak on mógł mi to powiedzieć? Teraz to nie było najważniejsze...
- Chodźmy gdzieś, gdzie nie ma dużo ludzi. Tutaj i tak wszyscy się na nas patrzą.
- Dobrze. Znam takie miejsce. - znał takie miejsce? Bo ja nie. Mieszkam tu od urodzenia a nie wiedziałam, że jest tu nawet taka kafejka.
Wyszliśmy z kafejki. Artur złapał mnie za moją spoconą dłoń i poszliśmy do parku, a mówiłam, że nie che iść w zatłoczone miejsce. Jednak zaprowadził minie pod zaułek, gdzie nie było ludzi. Byliśmy tylko ja i on. Jak ja mu miałam wszystko powiedzieć? Magda zaczęłaś to musisz to skończyć, nie możesz go okłamywać.
- Artur, ja...ja chce ci coś powiedzieć. - zaczęłam się jąkać a do oczu zaczęło mi napływać coraz więcej łez. Nie wytrzymałam musiałam się jeszcze gorzej rozryczeć.
- Magda spokojne. Opowiedz mi wszystko od początku. Czy ktoś cię zranił?
- Nie to nie tak. Ja tylko nie chcę ciebie stracić po tym co ci powiem.
- Przecież jestem tu. Jak masz mnie stracić? Magda spójrz na mnie. Dobrze wiesz, że jest to miłość od pierwszego spojrzenia. Nic i nikt nie może jej zaprzepaścić - mówił to tak jakbyśmy mieli się pobrać. Ale skąd ja miałam wiedzieć, że kolejny facet mnie nie zrani?
- Chcę ci powiedzieć, że jestem...jestem narkomanką. Nie mogę tego przed tobą ukrywać. Za wiele dla mnie znaczysz Artur. Zrozum, że ja byłam na odwyku ale to wszystko powraca te spojrzenia ludzi, znajomi i Tomek...
- Kim jest Tomek? Uwierz nie przeszkadza mi to, że jesteś narkomanką. Będę przy tobie zawsze w najtrudniejszych dla ciebie i dla nas chwilach. Obiecuję Ci to. - zaczęłam płakać. Nigdy jeszcze tak nie płakałam.
- Tomek jest moim byłym chłopakiem. Chodziłam z nim jak miałam 15 lat. On ze mną zerwał po tym jak zobaczył mnie naćpaną koło gimnazjum...teraz wiem, że to psychopata. Musiał wiedzieć, że byłam na odwyku i że wróciłam...ale ja nie wiem jakim cudem on o tym wie. Zadzwonił dzisiaj do mojej matki i wprosił się do nas na obiad. Oświadczył wszystkim przy obiedzie, że wychodzę za niego za mąż....- nie mogłam złapać tchu, pierwszy raz komuś szczerze mówiłam o sobie.
- Magda...gdybym tylko wiedział co ty musiałaś przejść... . - nie chciałam aby wiedział , nie chciałam nikomu mówić o swoich uczuciach ale z Arturem było inaczej, nie wiem dlaczego.
- Tylko ja nie kocham Tomka. Rozumiesz? Ja nie chcę za niego wychodzić za mąż to psychopata.
- Rozumiem. Ja chciałem ci coś powiedzieć... - co on chciał mi powiedzieć? znaliśmy się ledwo od wczoraj a ja czułam jakbym go znała od lat. Nagle Artur przysunął się do mnie. Byliśmy oparci o drzewo. Stanął na przeciwko mnie tak blisko, że czułam zapach mięty z jego ust.
- Co chciałeś mi powiedzieć? Ja nie mogę wrócić do domu. Nie po tym co zrobiłam. - przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Dzieliły nas tylko milimetry.
- To nieważne. Chcę Ci powiedzieć, że ciebie kocham. Kocham Cię Magda od pierwszego spojrzenia. - nie musiał już nic mówić.
W tym samym momencie przyłożył swoje usta do moich i mnie pocałował. Nie był to zwykły pocałunek. Ten pocałunek coś świadczył...świadczył o tym jak mnie bardzo pragnie...nie mojego ciała tylko mnie...mnie jako Magdę. Podniósł prawą rękę do góry i delikatnie musną nią po mojej szyi kierując się w stronę włosów. Ja zrobiłam to samo. Lewą przyszpilił mnie do drzewa. Było już ciemno kiedy wracaliśmy do domu. Tą noc spędziłam u Artura... .
Rozdział 3 " Nieoczekiwany gość"
Po wczorajszym spotkaniu z Arturem poczułam się lepiej, nareszcie mogłam się komuś wyżalić. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Nie sądziłam wówczas, że kogoś mogę obchodzić i to jeszcze kogoś z płci przeciwnej.
Po powrocie do domu a było już dość późno wróciłam do swojego pokoju. Nie mogę już tam być, mieszkać tam. To pomieszczenie ciągnie za sobą zbyt wiele traumatycznych dla mnie przeżyć. Spojrzałam tylko na swoje łóżko wzięłam ręcznik z szafki, piżame i koc. Poszłam się wykąpać i położyłam się spać do salonu. Nie mogłam zasnąć, dręczyły mnie myśli z mojej przeszłości.
Następnego dnia już z rana była kłótnia z rodzicami, a przecież ledwo co wstałam:
- Znowu jesteś naćpana! Jak możesz ranić tak swoją matkę! - rzucił ojciec. Nawet nie wiedział, że jestem czysta...czysta jak łza. Do salonu weszła moja mama jak co rano w niebieskim jedwabnym szlafroku.
- O co chodzi? Wojtek czemu na nią krzyczysz?! Znowu coś przeskrobała?- Wojtek tak miał na imię mój ojciec. Mama zawsze mówiła mu po imieniu przy mnie.
- Nie widzisz? Zośka! Ona znowu coś brała. To widać na kilometr!! Ja z tą dziewuchą nie wytrzymam już ani jednego dnia dłużej. Musisz coś z nią zrobić! Powinna chodzić na studia jak inne młode kobiety w jej wieku, a nie ćpać z jakimiś lumpami pod blokami.- nic o mnie nie wiedział, z resztą nie tylko on, matka też o mnie nie wiedziała. Ja tylko wiedziałam jaka jestem i na co mnie stać.
- Skąd wiesz, że brała? Sprawdzałeś ją? Chyba nie. Magda nie brałaś prawda? Nie mogłaś znowu mi tego zrobić. - matka zaczęła mówić już łamliwym głosem , chyba chciała się rozpłakać. To do niej podobne zawsze nadrabia płaczem jak coś nie wychodzi po jej myśli.
- Nie, nie brałam. Przecież nie mogę. Jestem po odwyku. - odpowiedziałam choć dobrze wiedziałam, że ojciec mi nie uwierzy.
- Kłamiesz!!! Wiem, że brałaś widać to po tobie. Pokarz ręce! No już! Chyba się nie boisz?! - ojciec zaczął na mnie coraz bardziej krzyczeć. Przestraszyłam się go. Tak jak kazał pokazałam mu ręce, podwinęłam rękawy. Nie miał nic do powiedzenia przecież nie kłamałam, nie brałam nic.
- Co?! Ojczulku zgłupiałeś?! Głupio ci się zrobiło, że tym razem mnie nie przyłapałeś? - miałam już tego dosyć dlatego zaczęłam pyskować ojcu. On nic nie odpowiedział. Stał jak wryty. Mama tylko na niego z boku patrzyła zapłakana. Czy to nie jest dziwne, że niby taka z pozoru spokojna rodzina ma tyle tajemnic przed całym światem? Cóż pozory mylą.
- Przeproś ją...słyszysz?- mama powiedziała coś pod nosem, że tylko ja mogłam ją usłyszeć bo stała koło mnie. Musiała więc powiedzieć jeszcze raz tyle, że tym razem głośniej. - Przeproś ją Wojtek!. - musiał być to wstrząs dla ojca , przecież kobieta na niego krzyknęła
- Przepraszam. Nie powinien ciebie obwiniać ale Magda wiesz, że ja z mamą nadal ciebie kochamy bez względu na to co robisz. - czy tylko ja się przesłyszałam czy matka również, ojciec po raz pierwszy odkąd pamiętam przeprosił mnie i powiedział, że mnie kocha.
Była chwila milczenia jak zawsze po każdej kłótni z rodzicami. Czasem wydawało mi się, że jest to tak zwany żal za grzechy- taka cisza. Wszystko to przerwał głośny dzwonek telefonu. Mama odebrała:
- Słucham. Kto mówi?
- Czy jest Magda w domu? Z tej strony Tomek.
- A to ty Tomek. Jest w domu. Chcesz ją do telefonu? - gdy usłyszałam imię od razu chciałam uciec, zamknąć się gdzieś w pokoju żeby nikt mnie nie znalazł. Czemu nie mógł zadzwonić Artur na domowy...ach tak nie miał numeru telefonu domowego.
- Nie, nie chcę jej do telefonu. Chciałbym do państwa przyjść. Mogę? Muszę z Magdą coś ważnego państwu ogłosić.
- Oczywiście, że możesz. O której chcesz przyjść? Może na obiad? Byłoby miło. - na obiad? Jak ona mogła go zaprosić? Przecież zerwaliśmy ze sobą jakieś 5 lat temu. Tomek był moim pierwszym chłopakiem na poważnie. Znaczy takim, którego przedstawiłam rodzicom.
- Dobrze, przyjdę na obiad. Tylko proszę uprzedzić Magdę aby ładnie się ubrała. Do widzenia.
- Do widzenia. - gdy mama się rozłączyła od razu chciałam wiedzieć po co Tomek dzwonił.
- Mamo po co On dzwonił?! Przecież my zerwa...- musiałam urwać. Rodzice nadal nie wiedzieli, że ze sobą nie chodzimy a może wiedzieli tylko nie chcieli w to uwierzyć?.
- Tomek przyjdzie na obiad, powiedział abyś się ładnie ubrała bo macie nam coś ważnego do powiedzenia. - co mieliśmy ważnego do powiedzenia? Co on znowu wymyślił?
- To wspaniale - powiedział ojciec. - Dawno go nie widziałem. - po tych słowach wzięłam swój koc i poszłam do swojego pokoju.
Byłam zdenerwowana. Co on może ogłosić moim rodzicom? Co my mamy im ważnego do powiedzenia? Nie ubrałam się ładnie bo powiedziałam sobie to wcześniej jak wyszłam z odwyku, że nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Już wiedziałam, że to Tomek. Zeszła więc na dół.Mama tylko na mnie zerknęła. Chyba nie spodobały jej się moje czarne sprane rurki i wymięty czarny t-shirt z AC/DC. On już tam był z kwiatami dla mamy i z whisky dla mojego ojca. Był dziwnie ubrany. Jakby miał iść na kogoś ślub. Wtedy nie wiedziałam o co jeszcze chodzi. Poszliśmy do salonu. Zaczęła się jak zwykle pogawędka o studiach na które ja nie miałam zamiaru iść. Rodzice lubili Tomka, uważali go za ideał przyszłego męża dla ich córki. Gdy jedliśmy obiad, nagle Tomek wstał. Chciał wznieść toast albo co najgorsze powiedzieć coś ważnego moim rodzicom. Wziął mnie za rękę i powiedział do mnie na ucho "Jesteś już moja" Po chwili doznałam szoku:
- Chciałbym coś ogłosić.- Jego ton głosu był poważny. - Zamierzamy się pobrać. Ja i Magda chcemy wziąć ślub. - po tych słowach zrobiło mi się słabo. Przecież ja go nie kochałam. Co on sobie myślał?! Że ja jestem jakąś rzeczą, przedmiotem który może sobie wziąć!?
- To wspaniale! Czemu nie chciałaś nam nic powiedzieć Magda? To dlatego po przyjeździe byłaś taka rozdrażniona? - ojciec przeholował. Ja nie mogłam nic powiedzieć, zabrakło mi tchu w piersi, język utkwił mi w gardle.
- Kochanie to naprawdę wspaniała nowina. Ja z tatą bardzo się z tego powodu cieszymy - mama była tak podekscytowana jakby sobie kupiła nowe buty czy perfumy. Ja wcale taka zadowolona nie byłam. Nagle z mojego gardła wyrwał się krzyk rozpaczy i wściekłości.
- Mam tego dość!!! Co ty sobie Tomek wyobrażasz?! Nie jestem twoją własnością! - wyrwałam mu moją rękę, którą trzymał i wybiegłam z domu.
Zadzwoniłam do Artura cała zapłakana. Chciałam się z nim spotkać. Tylko on mnie rozumiał na tym całym świecie. Przez telefon chyba mało co zrozumiał i kazał mi przyjść do tej samej kafejki co wczoraj. Musiałam się przytulić i wypłakać do jakiejś bliskiej osoby. Artur był dla mnie właśnie taką bliską osobą... .
Po wczorajszym spotkaniu z Arturem poczułam się lepiej, nareszcie mogłam się komuś wyżalić. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Nie sądziłam wówczas, że kogoś mogę obchodzić i to jeszcze kogoś z płci przeciwnej.
Po powrocie do domu a było już dość późno wróciłam do swojego pokoju. Nie mogę już tam być, mieszkać tam. To pomieszczenie ciągnie za sobą zbyt wiele traumatycznych dla mnie przeżyć. Spojrzałam tylko na swoje łóżko wzięłam ręcznik z szafki, piżame i koc. Poszłam się wykąpać i położyłam się spać do salonu. Nie mogłam zasnąć, dręczyły mnie myśli z mojej przeszłości.
Następnego dnia już z rana była kłótnia z rodzicami, a przecież ledwo co wstałam:
- Znowu jesteś naćpana! Jak możesz ranić tak swoją matkę! - rzucił ojciec. Nawet nie wiedział, że jestem czysta...czysta jak łza. Do salonu weszła moja mama jak co rano w niebieskim jedwabnym szlafroku.
- O co chodzi? Wojtek czemu na nią krzyczysz?! Znowu coś przeskrobała?- Wojtek tak miał na imię mój ojciec. Mama zawsze mówiła mu po imieniu przy mnie.
- Nie widzisz? Zośka! Ona znowu coś brała. To widać na kilometr!! Ja z tą dziewuchą nie wytrzymam już ani jednego dnia dłużej. Musisz coś z nią zrobić! Powinna chodzić na studia jak inne młode kobiety w jej wieku, a nie ćpać z jakimiś lumpami pod blokami.- nic o mnie nie wiedział, z resztą nie tylko on, matka też o mnie nie wiedziała. Ja tylko wiedziałam jaka jestem i na co mnie stać.
- Skąd wiesz, że brała? Sprawdzałeś ją? Chyba nie. Magda nie brałaś prawda? Nie mogłaś znowu mi tego zrobić. - matka zaczęła mówić już łamliwym głosem , chyba chciała się rozpłakać. To do niej podobne zawsze nadrabia płaczem jak coś nie wychodzi po jej myśli.
- Nie, nie brałam. Przecież nie mogę. Jestem po odwyku. - odpowiedziałam choć dobrze wiedziałam, że ojciec mi nie uwierzy.
- Kłamiesz!!! Wiem, że brałaś widać to po tobie. Pokarz ręce! No już! Chyba się nie boisz?! - ojciec zaczął na mnie coraz bardziej krzyczeć. Przestraszyłam się go. Tak jak kazał pokazałam mu ręce, podwinęłam rękawy. Nie miał nic do powiedzenia przecież nie kłamałam, nie brałam nic.
- Co?! Ojczulku zgłupiałeś?! Głupio ci się zrobiło, że tym razem mnie nie przyłapałeś? - miałam już tego dosyć dlatego zaczęłam pyskować ojcu. On nic nie odpowiedział. Stał jak wryty. Mama tylko na niego z boku patrzyła zapłakana. Czy to nie jest dziwne, że niby taka z pozoru spokojna rodzina ma tyle tajemnic przed całym światem? Cóż pozory mylą.
- Przeproś ją...słyszysz?- mama powiedziała coś pod nosem, że tylko ja mogłam ją usłyszeć bo stała koło mnie. Musiała więc powiedzieć jeszcze raz tyle, że tym razem głośniej. - Przeproś ją Wojtek!. - musiał być to wstrząs dla ojca , przecież kobieta na niego krzyknęła
- Przepraszam. Nie powinien ciebie obwiniać ale Magda wiesz, że ja z mamą nadal ciebie kochamy bez względu na to co robisz. - czy tylko ja się przesłyszałam czy matka również, ojciec po raz pierwszy odkąd pamiętam przeprosił mnie i powiedział, że mnie kocha.
Była chwila milczenia jak zawsze po każdej kłótni z rodzicami. Czasem wydawało mi się, że jest to tak zwany żal za grzechy- taka cisza. Wszystko to przerwał głośny dzwonek telefonu. Mama odebrała:
- Słucham. Kto mówi?
- Czy jest Magda w domu? Z tej strony Tomek.
- A to ty Tomek. Jest w domu. Chcesz ją do telefonu? - gdy usłyszałam imię od razu chciałam uciec, zamknąć się gdzieś w pokoju żeby nikt mnie nie znalazł. Czemu nie mógł zadzwonić Artur na domowy...ach tak nie miał numeru telefonu domowego.
- Nie, nie chcę jej do telefonu. Chciałbym do państwa przyjść. Mogę? Muszę z Magdą coś ważnego państwu ogłosić.
- Oczywiście, że możesz. O której chcesz przyjść? Może na obiad? Byłoby miło. - na obiad? Jak ona mogła go zaprosić? Przecież zerwaliśmy ze sobą jakieś 5 lat temu. Tomek był moim pierwszym chłopakiem na poważnie. Znaczy takim, którego przedstawiłam rodzicom.
- Dobrze, przyjdę na obiad. Tylko proszę uprzedzić Magdę aby ładnie się ubrała. Do widzenia.
- Do widzenia. - gdy mama się rozłączyła od razu chciałam wiedzieć po co Tomek dzwonił.
- Mamo po co On dzwonił?! Przecież my zerwa...- musiałam urwać. Rodzice nadal nie wiedzieli, że ze sobą nie chodzimy a może wiedzieli tylko nie chcieli w to uwierzyć?.
- Tomek przyjdzie na obiad, powiedział abyś się ładnie ubrała bo macie nam coś ważnego do powiedzenia. - co mieliśmy ważnego do powiedzenia? Co on znowu wymyślił?
- To wspaniale - powiedział ojciec. - Dawno go nie widziałem. - po tych słowach wzięłam swój koc i poszłam do swojego pokoju.
Byłam zdenerwowana. Co on może ogłosić moim rodzicom? Co my mamy im ważnego do powiedzenia? Nie ubrałam się ładnie bo powiedziałam sobie to wcześniej jak wyszłam z odwyku, że nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Już wiedziałam, że to Tomek. Zeszła więc na dół.Mama tylko na mnie zerknęła. Chyba nie spodobały jej się moje czarne sprane rurki i wymięty czarny t-shirt z AC/DC. On już tam był z kwiatami dla mamy i z whisky dla mojego ojca. Był dziwnie ubrany. Jakby miał iść na kogoś ślub. Wtedy nie wiedziałam o co jeszcze chodzi. Poszliśmy do salonu. Zaczęła się jak zwykle pogawędka o studiach na które ja nie miałam zamiaru iść. Rodzice lubili Tomka, uważali go za ideał przyszłego męża dla ich córki. Gdy jedliśmy obiad, nagle Tomek wstał. Chciał wznieść toast albo co najgorsze powiedzieć coś ważnego moim rodzicom. Wziął mnie za rękę i powiedział do mnie na ucho "Jesteś już moja" Po chwili doznałam szoku:
- Chciałbym coś ogłosić.- Jego ton głosu był poważny. - Zamierzamy się pobrać. Ja i Magda chcemy wziąć ślub. - po tych słowach zrobiło mi się słabo. Przecież ja go nie kochałam. Co on sobie myślał?! Że ja jestem jakąś rzeczą, przedmiotem który może sobie wziąć!?
- To wspaniale! Czemu nie chciałaś nam nic powiedzieć Magda? To dlatego po przyjeździe byłaś taka rozdrażniona? - ojciec przeholował. Ja nie mogłam nic powiedzieć, zabrakło mi tchu w piersi, język utkwił mi w gardle.
- Kochanie to naprawdę wspaniała nowina. Ja z tatą bardzo się z tego powodu cieszymy - mama była tak podekscytowana jakby sobie kupiła nowe buty czy perfumy. Ja wcale taka zadowolona nie byłam. Nagle z mojego gardła wyrwał się krzyk rozpaczy i wściekłości.
- Mam tego dość!!! Co ty sobie Tomek wyobrażasz?! Nie jestem twoją własnością! - wyrwałam mu moją rękę, którą trzymał i wybiegłam z domu.
Zadzwoniłam do Artura cała zapłakana. Chciałam się z nim spotkać. Tylko on mnie rozumiał na tym całym świecie. Przez telefon chyba mało co zrozumiał i kazał mi przyjść do tej samej kafejki co wczoraj. Musiałam się przytulić i wypłakać do jakiejś bliskiej osoby. Artur był dla mnie właśnie taką bliską osobą... .
wtorek, 22 stycznia 2013
Rozdział 2
Rozdział 2 "Ucieczka i zrozumienie "
Ta cała świadomość co wczoraj zrobiłam, że odmówiłam narkotyku, tego co tak naprawdę pragnę. Teraz mówię sobie, że jestem silna choć to gówno prawda. Najchętniej wróciłabym do tego poprzedniego życia, gdzie nie liczyłam się ze swoim zdrowiem ale lekarz powiedział, że może powstać zator czy coś takiego.
Dzisiaj po południu poszłam w tamto miejsce, gdzie wszystko się zaczęło...do tego miejsca, którą czuję silną więź . Ta speluna do której zajrzałam, gdy nie poszłam do szkoły tylko na wagary. Sama nie wiem co mnie wtedy natchnęło żeby tam pójść i zobaczyć co tam jest. Może los tak chciał... . Cóż przeszłości nie zmienię. Gdy przechodziłam chodnikiem koło tego miejsca moi dawni przyjaciele już dawno tam byli. Czekali na mnie. Anka, Jasiek, Mariola, Patrycja, Krzysiek i Robert. Tego ostatniego najbardziej się bałam. To on miał nad nami kontrolę, on nami rządził, był naszym właścicielem. Przynajmniej dawniej mi się tak wydawało, teraz już się go nie boję. Jak zawsze Robert był ubrany w czarne wytarte spodnie, czarny t-shirt z jakąś grupą muzyczną i czarną kurtkę ze skóry. Na jego głowie jak zawsze panował nieład. Jego półdługie włosy były nieuczesane i rozczochrane. Bałam się go dawniej bo był bardzo dobrze zbudowany, teraz gdy go zobaczyłam wyglądał jak żywy trup. Chyba wiele mu nie brakowało aby przejść na drugą stronę. Z Mariolą czułam szczególną więź...nie lesby z nas czy coś. Traktowałam ją jak swoją siostrę, której nie miałam. Przynajmniej tak mi się zdawało. Gdy mnie zobaczyli od razu do mnie podeszli i obejrzeli jak jakiś drogocenny kamień. Fakt, że miałam na sobie nie codzienne ciuchy bo byłam jakoś tak zbyt grzecznie ubrana jak na swoją osobowość. Od razu im powiedziałam:
- Co tak mi się przyglądacie? Zmieniłam się jakoś czy coś? - sądziłam, że to coś da.
- Ej maleńka, weź nie bądź taka pyskata. Nie pamiętasz kto dał ci pierwszy zastrzyk? - powiedział Robert. To do niego podobne, zawsze chciał być panem sytuacji.
- Nie mów do mnie maleńka! I nie zbliżaj się do mnie bo oberwiesz. Ja nie żartuje!- może przesadziłam ale do niego trzeba stanowczo mówić aby zrozumiał, że nie ma się ochoty z nim gadać.
- Spoko, nie denerwuje się tak. Chodź zrobię ci zastrzyk to zaraz się wyluzujesz.
- Nie dzięki, ja...ja już nie...- zaczęłam się jąkać jak to ja w takich niezręcznych sytuacjach.
- Tylko mi nie mów, że nie bierzesz. - powiedziała Anka. - Chyba nie sądzisz, że odwyk coś ci dał. Jak weźmiesz sobie jedną działkę to zaraz się lepiej poczujesz. Mamy coś nowego.
- Nie biorę. Naprawdę. Nie chce już tego świństwa. - powiedziałam do nich, ale on udawali, że tego nie słyszą. Musiałam powtórzyć głośniej.- Nie biorę! Słyszycie! Skończyłam z TYM!!
- Chyba nie wierzysz w to co mówisz, maleńka - odezwał się Robert. - Po co ci był ten odwyk, co? I tak będziesz brała. - był teraz tak blisko mnie, że czułam jego oddech na swoim policzku. Oddech śmierci. Złapał mnie mocno za ramię. Nie sądziłam, że ma jeszcze taką siłę.
- Puść ją! - po raz pierwszy od mojego przyjśćia odezwał się Jasiek. Jego ton głosu był inny niż przed odwykiem. Czyżby się zmienił? - Nie słyszysz Robert! Puść ją! Jak nie chce wziąść swojej działki to nie, nie możesz jej do tego zmuszać.
- Jasiek nie pyskuj bo jeszcze zobaczysz, że mam siłę aby ci nieźle wpierdolić!!! - przestraszyłam się i dałam Robertowi w twarz.
Zaczęłam biec ile sił w nogach. Moje ciało nie było już tak sprawne jak sprzed 5 lat. Przecież przeszło tyle zmian. Chciałam uciec jak najdalej... . Biegłam jak najszybciej. W końcu wpadłam na zatłoczoną uliczkę, chciałam krzyczeć ale nie mogłam. Przecież nikt by mi nie pomógł. Policja? Nie. Co bym im powiedziała, że jestem...byłam ćpunką i że gonią mnie inni ćpuni? To bez sensu. Musiałam gdzieś się skryć żeby mnie nie znaleźli. Weszłam do sklepu i już na początku wpadłam na kogoś. Tym ktosiem był chłopak a raczej mężczyzna o drobnej budowie, czarnych krótkich włosach i pięknych błękitnych oczach. Spojrzałam mu w oczy i zanim się ocknęłam z zamyślenia...Robert i cała zgraja mnie dogoniła. Zaczęłam krzyczeć aby mnie puścili i w tym momencie chłopak na którego wpadłam odezwał się :
- Zostawcie ją! Nie słyszycie, że ona nie che z wami iść?! No dryblasie jak ci na imię? - powiedział tak do Roberta, który i tak był wściekły bo po raz pierwszy kobieta go uderzyła.
- Nie bądź taki cwaniak. To, że jesteś wysoki nie oznacza, że taki znowu silny. A tą dziewczynę musimy ze sobą wziąść bo mamy do niej sprawę! - powiedział to z drżącym głosem. Rzeczywiście chłopak na którego wpadłam był wysoki i przystojny.
- Dziewczyna do której macie niby sprawę powiedziała, że nie chcę z wami iść i nie pójdzie! A wam radzę uciekać bo zadzwonię po policję. - dobrze, że miałam rozpuszczone włosy. Nie lubiłam ich bo się kręciły ale uchroniły mnie przed ukazaniem rumieńców, które miałam na policzkach. Zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy ktoś się za mną wstawił.
Gdy już Robert i jego cała banda sobie poszła to nie wiedziałam co mam robić. Nagle chłopak przedstawił mi się :
- Mam na imię Artur. A ty?
- Mmm...Magda - co ja najlepszego zrobiłam?! Zająknęłam się! - Przepraszam za nich.
- Dlaczego przepraszasz? Przecież nic nie zrobiłaś? To oni powinni ciebie przeprosić. Ty cała drżysz. Nic ci nie jest? - gdy dotknął mojego ramienia zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Prawda drżałam bo bałam się.
- Nic mi nie jest. Dziękuję, że mnie obroniłeś. Rzadko to ktoś robi.
- Spoko. Nie ma za co dziękować. Podejrzane z nich typy. Magda widzę, że dobrze by ci zrobiła gorąca herbata. Obok jest kafejka, może pójdziemy?
- To prawda. Tyle, że ja nie ma przy sobie kasy. - odpowiedziałam łamliwym głosem.
- To nic ja zapłacę. Chodź widzę, że naprawdę jest ci potrzebna.
Fakt, była mi potrzebna herbata i troska od innych osób. Bo od moich rodziców nie mogłam na nią liczyć. On patrzyli tylko na to kiedy są gdzieś jakieś imprezy, bankiety itd. A ja potrzebowałam miłości i zrozumienia od drugiej osoby...
Rozdział 1
Rozdział 1 - "Powrót do domu "
Wszystko zaczęło się od nowa. Nowa szkoła, znajomi, nowe miasto i cała ta atmosfera, gdzie nikt nikogo nie zna i wszystko jest pod znakiem zapytania. Tamte życie każdy chciałby wymazać choć wszyscy, którzy byli ze mną na odwyku dobrze wiedzą, że to niemożliwe. Jednak każdy dobrze wie, że wymazanie tylu lat ze swojej przeszłości jest rzeczą niemożliwą. Narkotyki wciągły nas w to bagno z którego musieliśmy sami wyjść. Było ciężko, ale miłość dawała nam nadzieję na lepsze jutro. Po wyjściu z tego wszystkiego (przynajmniej tak nam się zdawało) zaczęliśmy planować naszą przyszłość. Ja Magda dziewczyna, która jeszcze dwa lata temu ćpała jakby oszalała ze swoimi niby przyjaciółmi i chodziła z nimi do największych i najgorszych spelun na świecie. Czy mogło się jednak coś zmienić?
Wróciłam po terapii do domu, rodzice przyjęli mnie jak najcieplej, najlepiej. Jeszcze mnie kochali. Kto by pomyślał, że dziewczyna z dobrego domu, dobrze wychowana nieznająca tych wszystkich rodzai narkotyków i tego "innego" jakże ciężkiego życia, mogłaby się tak stoczyć? Na same dno? Jednak jest to możliwe. Rodzice oczywiście wszystko zamaskowali, zatarli ślady nie ujawnili nic przed rodziną o moim uzależnieniu. Zawsze patrzą i zwracają uwagę na to co inni powiedzą, a nie na to co dzieje się u nich w rodzinie. Wracając jak mnie przyjęli. Zachowywali się jakby nic się nie stało, jakby te pięć lat w ogóle się nie wydarzyło. Szczerze mówiąc wkurzyło mnie to i już na początku wykrzyczałam wszystko co o nich myślę i o tej całej ich "sztucznej miłości", którą mnie niby kochali.
Gdy weszłam do swojego pokoju zastałam to samo co zostawiłam. Nic nie sprzątnęli po tym jak zabrało mnie pogotowie bo chciałam sobie zrobić ten ostatni strzał nazywany "złotym strzałem". Zakrwawiona strzykawka leżała na biurku po prawej stronie od kona. Nienaruszona. Ampułki leżały obok niej oczywiście puste. Na łóżku leżała pościel i mój misiek cały poszczerbany, brudny. Jest taki bo gdy brakowało mi towaru dostawałam szału, sądząc, że nie dam sobie rady bez kolejnego zastrzyku. Rwałam, wyrywałam wszystko co się dało z miśka, pościel również jest w krytycznym stanie po moich atakach złości i po kilku zapaściach jakich doznałam. Myślałam wtedy, że już ze mną koniec a On dawał mi kolejną szansę na życie, którą ja marnowałam kolejnym zastrzykiem. Gdy usiadłam na łóżku poczułam swąd wydzielający się z pościeli. To był pot, krew, zapach narkotyków. Pomyślałam wówczas czy chociaż tego moi rodzice nie mogli by wyrzucic z mojego pokoju, przecież wiedzieli, że wrócę kiedyś z odwyku i będę na głodzie. Może już mnie nie kochali tak jak kiedyś przed tym wszystkim? Cóż ja i tak miałam ich w dupie. Nie chcieli zauważyć, że ich jedyna córeczka może mieć uzależnienie i to jeszcze tak niebezpieczne. Teraz mogę się przyznać, że byłam narkomanką, jestem narkomanką i będę narkomanką. Z tego całego zamyślenia i powrotów do tamtych pięknych czasów, gdzie miałam kupę forsy i towar był wszędzie wyrwał mnie dzwonek mojej komórki. Wyjęłam ją z kieszeni spodni i odebrałam telefon :
- Halo? Kto mówi?
- To ja nie pamiętasz mnie, twój chłopak.
Ach tak to ten mój niby chłopak, który powiedział, że nie chce mnie znać po tym jak zobaczył mnie naćpaną koło szkoły. A teraz nagle się odezwał. Po pięciu latach.
- Pamiętam jak przez mgłę, to ty jesteś tym, który powiedział, że nie chce mnie znać. Bo po co mu dziewczyna narkomanka? Tak pamiętam.
- Magda daj spokój, przecież byłem dzieckiem ty z resztą także. Mieliśmy po 15 lat. Chciałbym się z tobą zobaczyć. Czy jest taka szansa?
- Tomek, Tomek. Oczywiście że .....nie . Nie ma takiej szansy. Zerwałeś ze mną pamiętasz? Ja pamiętam i to bardzo dobrze. Więc z łaski swojej spierdalaj. - nie mogłam uwierzyć, że ja taka niby skryta dziewczyna zmieniłam się w bezlitosną , oschłą i egoistyczną dziewczynę . Cóż narkotyki zmieniają ludzi, głupie gadanie psychiatrów. Narkotyki po prostu wyciągają z ludzi tą mroczną złą stronę, której nie chcemy na co dzień okazywać. - Muszę już kończyć Tomek. Pa.
- To do zobaczenia Magda.
Do zobaczenia? Naiwniak. Po tym jak mnie zostawił oczekuje, że mnie zobaczy.
Jeszcze tego samego dnia zobaczyłam się ze swoimi znajomymi a przynajmniej chciałam żeby byli moimi tymi samymi znajomymi. Oni już byli naćpani, ja odmówiłam zastrzyku...
Wszystko zaczęło się od nowa. Nowa szkoła, znajomi, nowe miasto i cała ta atmosfera, gdzie nikt nikogo nie zna i wszystko jest pod znakiem zapytania. Tamte życie każdy chciałby wymazać choć wszyscy, którzy byli ze mną na odwyku dobrze wiedzą, że to niemożliwe. Jednak każdy dobrze wie, że wymazanie tylu lat ze swojej przeszłości jest rzeczą niemożliwą. Narkotyki wciągły nas w to bagno z którego musieliśmy sami wyjść. Było ciężko, ale miłość dawała nam nadzieję na lepsze jutro. Po wyjściu z tego wszystkiego (przynajmniej tak nam się zdawało) zaczęliśmy planować naszą przyszłość. Ja Magda dziewczyna, która jeszcze dwa lata temu ćpała jakby oszalała ze swoimi niby przyjaciółmi i chodziła z nimi do największych i najgorszych spelun na świecie. Czy mogło się jednak coś zmienić?
Wróciłam po terapii do domu, rodzice przyjęli mnie jak najcieplej, najlepiej. Jeszcze mnie kochali. Kto by pomyślał, że dziewczyna z dobrego domu, dobrze wychowana nieznająca tych wszystkich rodzai narkotyków i tego "innego" jakże ciężkiego życia, mogłaby się tak stoczyć? Na same dno? Jednak jest to możliwe. Rodzice oczywiście wszystko zamaskowali, zatarli ślady nie ujawnili nic przed rodziną o moim uzależnieniu. Zawsze patrzą i zwracają uwagę na to co inni powiedzą, a nie na to co dzieje się u nich w rodzinie. Wracając jak mnie przyjęli. Zachowywali się jakby nic się nie stało, jakby te pięć lat w ogóle się nie wydarzyło. Szczerze mówiąc wkurzyło mnie to i już na początku wykrzyczałam wszystko co o nich myślę i o tej całej ich "sztucznej miłości", którą mnie niby kochali.
Gdy weszłam do swojego pokoju zastałam to samo co zostawiłam. Nic nie sprzątnęli po tym jak zabrało mnie pogotowie bo chciałam sobie zrobić ten ostatni strzał nazywany "złotym strzałem". Zakrwawiona strzykawka leżała na biurku po prawej stronie od kona. Nienaruszona. Ampułki leżały obok niej oczywiście puste. Na łóżku leżała pościel i mój misiek cały poszczerbany, brudny. Jest taki bo gdy brakowało mi towaru dostawałam szału, sądząc, że nie dam sobie rady bez kolejnego zastrzyku. Rwałam, wyrywałam wszystko co się dało z miśka, pościel również jest w krytycznym stanie po moich atakach złości i po kilku zapaściach jakich doznałam. Myślałam wtedy, że już ze mną koniec a On dawał mi kolejną szansę na życie, którą ja marnowałam kolejnym zastrzykiem. Gdy usiadłam na łóżku poczułam swąd wydzielający się z pościeli. To był pot, krew, zapach narkotyków. Pomyślałam wówczas czy chociaż tego moi rodzice nie mogli by wyrzucic z mojego pokoju, przecież wiedzieli, że wrócę kiedyś z odwyku i będę na głodzie. Może już mnie nie kochali tak jak kiedyś przed tym wszystkim? Cóż ja i tak miałam ich w dupie. Nie chcieli zauważyć, że ich jedyna córeczka może mieć uzależnienie i to jeszcze tak niebezpieczne. Teraz mogę się przyznać, że byłam narkomanką, jestem narkomanką i będę narkomanką. Z tego całego zamyślenia i powrotów do tamtych pięknych czasów, gdzie miałam kupę forsy i towar był wszędzie wyrwał mnie dzwonek mojej komórki. Wyjęłam ją z kieszeni spodni i odebrałam telefon :
- Halo? Kto mówi?
- To ja nie pamiętasz mnie, twój chłopak.
Ach tak to ten mój niby chłopak, który powiedział, że nie chce mnie znać po tym jak zobaczył mnie naćpaną koło szkoły. A teraz nagle się odezwał. Po pięciu latach.
- Pamiętam jak przez mgłę, to ty jesteś tym, który powiedział, że nie chce mnie znać. Bo po co mu dziewczyna narkomanka? Tak pamiętam.
- Magda daj spokój, przecież byłem dzieckiem ty z resztą także. Mieliśmy po 15 lat. Chciałbym się z tobą zobaczyć. Czy jest taka szansa?
- Tomek, Tomek. Oczywiście że .....nie . Nie ma takiej szansy. Zerwałeś ze mną pamiętasz? Ja pamiętam i to bardzo dobrze. Więc z łaski swojej spierdalaj. - nie mogłam uwierzyć, że ja taka niby skryta dziewczyna zmieniłam się w bezlitosną , oschłą i egoistyczną dziewczynę . Cóż narkotyki zmieniają ludzi, głupie gadanie psychiatrów. Narkotyki po prostu wyciągają z ludzi tą mroczną złą stronę, której nie chcemy na co dzień okazywać. - Muszę już kończyć Tomek. Pa.
- To do zobaczenia Magda.
Do zobaczenia? Naiwniak. Po tym jak mnie zostawił oczekuje, że mnie zobaczy.
Jeszcze tego samego dnia zobaczyłam się ze swoimi znajomymi a przynajmniej chciałam żeby byli moimi tymi samymi znajomymi. Oni już byli naćpani, ja odmówiłam zastrzyku...
Subskrybuj:
Posty (Atom)