niedziela, 17 marca 2013

Przyjaciel....


Za chwilę wybuchnę... tańczę jak szalona, śmiejesz się... pierwszy raz widzisz mnie szczęśliwą, cieszysz się ze mną ... tyle świateł dookoła... jedną jesteś ty... przyjaciel dający szczęście... włączasz się do mego tańca, chcesz czegoś więcej.... ja chcę tylko przyjaźni, choć dobrze wiesz, że nie umiem dobrze wybierać, ty liczysz na miłość, a ja na dobrą zabawę... .










Coffin



Ludzie sami  sprawiają sobie ból... sami się ranią. Uwielbiam jak mówisz mi jak mnie kochasz... jak mnie pożądasz... jak chcesz abym z tobą była... chcesz mnie chronić... chcesz oddać za mnie największy skarb jakim jest twe życie... tylko po co? Potem i tak znajdziesz sobie inną, o mnie zapomnisz. Jesteś kobieciarzem, wiem to, wiem co kryje twoja psychika, skarbie. Przede mną nic nie ukryjesz. Chronić mnie... bronić mnie przed złem... kochać mnie... całować mnie.... chronić mnie przed mną samą.... jestem ciekawa czy dasz radę... jeszcze nikomu się to nie udało... twoja kolej, kochanie... . 




sobota, 16 marca 2013

Czemu ta osoba ma cię zranić, przecież może cię uszczęśliwić

Ona, dziewczyna pozbawiona chęci życia, nie mająca nikogo kto mógłby ją pocieszyć, pokochać, rozbawić, wysłuchać, kto podniósłby ją na duchu. On, chłopak, któremu do tej pory wszystko jedno. Spotkali się, los tak chciał. Pokochali się, chłopak jest przy niej zawsze. Jest dla niej jak anioł stróż, gdy ona popełnia jakiś błąd. Zawsze ją ratuje... zawsze ratuje ją od popełnienia największego błędu, jakiego mogła dokonać, samobójstwa... . 



- Możemy być razem, - Nie, - Dlaczego? - Ponieważ pęknie ci serce

Samobójstwo... wielka mi rzecz. Podciąć żyły czy wypić jakieś leki. To nic wielkiego, gorzej, jeżeli cię odratują i będziesz musiała spojrzeć prosto w oczy ukochanej osobie, zobaczysz w jego oczach strach... niepokój... zobaczysz w jego oczach nieobliczalny smutek. To najgorsza rzecz jaką możesz sprawić bliskiej ci osobie... . Kochasz jego nie chcesz z nim być... boisz się ... boisz się go ranić ... jego uczuć... wiesz, że jesteś maszyną do zabijania... . 




Nie umieraj, wtedy nigdy nie dowiesz się komu na tobie zależy...

Bawi się nim... wyśmiewa go. Czemu? Niech cierpi, jest kobieciarzem, czego od niej chce. Ona się nim nie przejmuje, pieprzy wszystko.  Ma wszystko w dupie. Jest taka, nikt jej nie zmieni, nikt nie da rady. Jednak facet się nie poddaje... brnie dalej, ona go olewa, bawi się nim, jego uczuciami. Wszystko jednak się zmienia, gdy on mówi jej, że ją kocha. Dziewczyna ma dość, dość wszystkiego... dosyć życia ... nie wytrzymuje tego. Pewnego popołudnia chce się zabić, jednak On o tym wie, ratuje ją. Pytanie - czemu? Czy na tym polega miłość? Na ratowaniu się nawzajem?







Ten rozdział dedykuję mojemu najlepszemu przyjacielowi. " Jest osoba, która wszędzie cię znajdzie"  - teraz rozumiem znaczenia twych słów. 


Rozdział 23 Smutek, rozpacz, rozgoryczenie... . 

Tyle pytań, tyle myśli, nie mogę nad nimi zapanować, czy on żyje? Jeśli nie to co ja zrobię? Jak ja będę mogła żyć myśląc, że to przeze mnie się zabił?! Nie... on musi żyć... musi żyć dla mnie... dla naszego uczucia... dla naszej miłości. 
Byłam już w szpitalu, droga dłużyła się niemiłosiernie... a co jeśli Artur nie żyje? Nie mogę dopuszczać do siebie tej najgorszej myśli. 
Gdy weszłyśmy do szpitala ogarną mną strach, uczucie, którego nigdy nie lubiłam, nienawidziłam się bać, to ten lęk nie chciał na początku abym pokochała Artura... a teraz ten sam lęk nie chce abym dowiedziała się, że on być może nie żyje. 
Stałam na korytarzu jak duch, każdy przechodził i mnie nie zauważał, zrozumiałam, że tylko dla dwóch osób istnieje, dla Patrycji i Artura, inni się ze mną nie liczyli. Do oczy napływało co raz więcej łez, nie walczyłam z nimi, pozwoliłam im aby swobodnie spływały po moich policzkach. 
Po kilku minutach przyszedł lekarz, nie mogłam nic powiedzieć, jak zwykle Patrycja wszystko za mnie mówiła : 
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytał się mężczyzna
- Chciałyśmy się dowiedzieć czy nie leży u was niejaki Artur Kowalski. 
- A o co chodzi? Kim panie są? 
- Ja jestem jego siostrą, właśnie dowiedziałam się o wypadku. 
- Aha, dobrze zaprowadzę panie do pacjenta, ale proszę zachować spokój, pacjent jest w nie najlepszym stanie.
W nie najlepszym stanie?! Jak on się wyraża? Artur to nie przedmiot. Zachowywałam się z zewnątrz normalnie ale w środku miałam mieszaninę emocji. Nie wiedziałam co mam robić, co mam myśleć. 
- Proszę to ubrać - powiedział lekarz. - pacjent leży na oiomie, przywieziono go w ciężkim stanie, aktualnie jest w śpiączce, nie wiemy czy się jeszcze wybudzi, proszę długo nie siedzieć, jemu potrzebny jest spokój. - po tych słowach lekarz wyszedł.
Z jednej strony nie chciałam wejść do sali a z drugiej chciałam go zobaczyć. Gdy weszłam do sali coś we mnie pękło, ta warstwa lodu, który zawsze miałam w sobie stopniał. Teraz wiedziałam co to znaczy stracić ukochaną osobę. Artur był przy mnie zawsze, zawsze był przy mnie, gdy miałam trudne chwile. Ratował mnie, teraz moja kolej uratować jego... . 
Podeszłam do niego, koło niego było mnóstwo kabli, Artur był blady, miał zabandażowaną głowę, obdartą twarz, złamaną rękę i nogę. Podobno musiał przejść przeszczep płuca. Był w śpiączce. Podeszłam do niego bliżej. Usiadłam na krześle obok. Wzięłam jego rękę i pocałowałam, łza spłynęła z mojego policzka prosto na jego rękę, tak nie musiało być, to moja wina. Chciałam się do niego przytulić, pocałować go, chciałam poczuć jego usta, ciepło jego ciała. Jego włosy były krótsze ale nadal kręcone, oczy zamknięte, spał. Jeżeli spał to mnie musiał usłyszeć. Patrycja zauważyła, że chce zostać sama i wyszła. 
- Artur...Artur, ja wiem, ze ty mnie słyszysz, pamiętasz jak mnie uratowałeś? Pamiętasz nasz pierwszy pocałunek? Musisz być silny... bądź silny dla mnie, musisz się obudzić, rozumiesz? Nie możesz odejść, my odejdziemy razem jak będziemy starzy. zestarzejemy się razem. Artur kocham cię, nigdy tak kogoś nie kochałam. Obudź się z tego snu, proszę... zostań tu ze mną. 
Wiedziałam, że mnie słyszy, wiedziałam, że mnie kocha. Nie chciałam od niego odejść, chciałam z nim zostać na zawsze, jeżeli on z tego nie wyjdzie i zginie to ja również zginę. Nie mogę żyć bez niego... jest mi potrzebny jak powietrze... bez niego duszę się. 
Tego dnia nie chciałam słyszeć nikogo, nie chciałam nikogo słuchać, chciałam aby było tak jak dawniej, żeby wrócił do mnie, chciałam z nim porozmawiać, wytłumaczyć mu wszystko. Teraz czekało mnie inne zadanie... musiałam jechać do Grześka, powiedzieć mu, ze jest dla mnie tylko przyjacielem i nikim innym... . 






piątek, 15 marca 2013



Rozdział 22 " Życie lub śmierć"

Nie mogę się skupić, nie mogę oddychać, nie mogę żyć, ja już nic nie mogę robić bez ciebie. Spytasz się czemu, ja odpowiem, że za bardzo mi na tobie zależy abym mogła z tobą być. Czemu nie mogę racjonalnie myśleć. Normalny człowiek, gdy kogoś kocha to z nim jest, a ja? Nie mogę odpowiedzieć nawet na to proste pytanie. Za bardzo boli mnie moja dusza abym mogła znowu wstać  i iść... .
Dzwoniłam, wysyłałam sms- y, nic to nie daje. Nie ma cię już od miesiąca, ja już wychodzę ze szpitala. Nie ma cię przy mnie. Co się z tobą dzieje?!
Jest słoneczny dzień, maj. Ten miesiąc ma coś takiego w sobie, że nie da się tego opisać. Zakochane pary, słońce, które nie da o sobie zapomnieć. Samotność tak strasznie dobija człowieka, najpierw wszystkich odzyskałam a teraz ich straciłam. Gdzie ja pójdę? Nawet o tym nie myślałam. Nie mam, gdzie spać. Grzesiek? Nie, nie po tym co zrobił, Artur? Też nie, on mnie za to znienawidził. Muszę iść do Patrycji, tylko ona może mi pomóc.
Przechadzałam się uliczkami mojego rodzinnego miasta w ten słoneczny dzień, gdy nagle spostrzegłam dobrze znaną mi osobę. Zamarłam, przecież On nie żyje, jak to możliwe? Patrycja mówiła, że się zabił, popełnił samobójstwo, które jemu się udało a mi niestety nie. Co teraz? Co mam zrobić, gdy mnie zobaczy? No nic, muszę iść dalej.
Miałam nadzieje, że mnie nie zobaczy, naprawdę chciałam aby mnie nie ujrzał, jednak, gdy już miałam spokojnie przejść koło niego, złapał mnie za rękę. Przestraszyłam się, nigdy nie lubiłam chodzić koło tego zaułku. Teraz zostało mi tylko jedno, krzyczeć. Jednak zobaczyłam coś w nim innego. To nie był już ten sam Robert. To nie ten sam człowiek, który był przedtem. Szczerze mówiąc był ubrany jak zawsze, jednak, gdy dobrze spojrzeć mu w oczy zauważyłoby się ślepotę. Był niewidomy. Odetchnęłam. Nie mógł mnie zobaczyć. Poprosił o parę złotych, nawet mnie nie rozpoznał, pieniądze za pewnie były mu potrzebne na kolejną działkę, lecz mnie to już nie obchodziło. Ja miałam swoje problemy, musiałam je rozwiązać.
Kilka minut później byłam, już przed blokiem w którym mieszkała Patrycja. Zadzwoniłam domofonem, odebrała. Gdy szłam na górę czułam się co najmniej dziwnie, ten blok nie pasował do Patrycji. Weszłam do środka, drzwi były otwarte. Teraz wiedziałam dlaczego moja przyjaciółka tak się zmieniła. Wystrój był co najmniej luksusowy. Wyposażenie domu jakie tylko kto chce. Weszłam do salonu, był wymalowany na beżowo a kąty na bordowo, wszystko świetnie kontrastowało się z czarnymi nowoczesnymi meblami. Usiadłyśmy na kanapie. Widać było po Patrycji, że jest w ciąży, ona wręcz promieniowała swoją urodą. Zmartwiło mnie jedno, czeka ją aborcja.
Po dłuższej chwili musiałam zacząć rozmowę :
- Jak się czujesz? - zapytałam ze zmartwionym głosem
- A jak się ma czuć kobieta w ciąży? - odpowiedziała - dobrze się czuję wręcz wspaniale, a u ciebie jak? Widzę, że jesteś czymś zaniepokojona.
- Eee.... no tak, racja, jak masz się czuć. A który to już tydzień?
-Magda nie żartuj sobie, nie unikaj tematu, co się stało?
- Mam problem, i to poważny problem ale zarówno i wiadomość. - nie chciałam odpowiadać.
- Jaką wiadomość? Jaki problem? Mów.
- Widziałam... widziałam Go.
- Kogo?! Magda nie żartuj sobie, nie mogę się denerwować. - powiedziała lekko poddenerwowana.
- Widziałam... widziałam Roberta, gdy szłam do ciebie. - chciałam mówić jak najlżejszym tonem
- Co?! Ale jakim cudem? jak to możliwe, on... on nie żyje... . - Patrycja zaczęła płakać.
- Ale nie martw się, on cię nie znajdzie, ponieważ jest niewidomy. - odparłam
- Jak to?! Co mu się stało? - pytała
- Nie wiem, złapał mnie za ręke, gdy przechodziłam koło niego, nie widział mnie, chciał tylko trochę pieniędzy, nic więcej, nie bój się. - wytłumaczyłam
- Ugh... no cóż, zasłużył sobie na to - powiedziała z innym tonem głosu.
- Chyba tak - odpowiedziałam
- Magda ale nie rozumiem co się stało, że przyszłaś. Powiedz co jest nie tak?
- Jakby to powiedzieć... nie mam gdzie się podziać.
- Ale jak to? A Artur ? Co z nim się dzieje, czemu do niego nie poszłaś, przecież jesteście razem. - powiedziała zaskoczona
- Nie... nie jesteśmy... my nie jesteśmy już razem - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Jak to?! Co się stało? Sądziłam... ja myślałam, że jesteście ze sobą... .
- To wszystko prze ze mnie- zaczęłam płakać - to moja wina, ja wszystkich ranie, wszystkich, Patrycja co ja mam zrobić?! Nie mam gdzie się podziać, mój chłopak mnie rzucił... to wszystko przeze mnie. - mówiłam.
- Magda uspokój się!!! Powiedz wszystko od początku, co się wydarzyło, że nie jesteście już razem? - uspokoiłam się trochę
- To wszystko moja wina, chciałam ci pomóc. Zadzwoniłam miesiąc temu do Grześka, aby ci pomógł. Przyszedł do mnie, to wszystko odżyło, tak nie powinno być!!! Nie teraz, gdy kocham Artura. Grzesiek mnie pocałował... a wtedy... do sali... do sali przyszedł... przyszedł Artur. On to widział, co ja mam zrobić?! Dzwoniłam do niego, pisałam, ale on nic. Zachował się jakby już go nie było... .
- Magda po pierwsze się uspokój, po drugie musisz do niego iść, ale jeszcze nie teraz, masz w sobie z dużo emocji, jak chcesz mogę z tobą pójść.
- Ja muszę iść teraz do niego, nie wytrzymam już dłużej bez niego. - odparłam
Kilka minut później byłyśmy już pod blokiem Artura. Zadzwoniłam do niego na komórkę, nie odbierał, dzwoniłam domofonem, to samo. Czekałyśmy aż jakaś starsza pani, która mieszka tutaj wejdzie a wtedy i my wejdziemy za nią. Po pół godzinie stało się tak jak chciałam. Bez problemu weszłyśmy na klatkę schodową. Gdy wychodziłam po schodach z Patrycją czułam jakiś nie pokój, on zawsze we mnie siedział ale teraz się nasilił, bałam się... bałam się, że go nie zobaczę.
Stałam z Patrycją pod drzwiami jego mieszkania. Bałam się je otworzyć... bałam się, że jego tu nie będzie, że zostanę sama. Drzwi były otwarte, wszystko leżało na swoim miejscu, jednak jego nie było. Za nami weszła sąsiadka :
- Przepraszam, co panie tu robią? - zapytałą starsza kobieta.
- My? My jesteśmy... ee... - zaczęłam się jąkać, jednak Patrycja ospowiedziała za mnie
- Ja jestem jego siostrą, a to moja przyjaciółka, przyjechałąm do swojego brata w odwiedziny, jednk jego nie ma jak widze.
- Panie szukają pana Artura, tak?
- Tak
- To nic tu po paniach, pan Artur miał wypadek, biedny człowiek, nie wiadomo czy jeszcze wróci do nas, żywych... eh ... tak to już jest z ta młodzieżą, jak sobie coś ubzdurają to nie przekonasz ich do zmiany zdania.- odpowiedziała staruszka ze smutnym głosem.
- Ale jak to? Jak to się stało? - Patrycja pytała za mnie, ja nie mogłam wymówić ani jednego słowa, chyba musiałam zrobić się blada, bo kobieta popatrzyła się na mnie i powiedziała abym usiadła.
- To było jakiś miesiąc temu, podobno jechał szybko samochodem czy motorem, ja się na tym nie znam. Nie zauważył samochodu znad przeciwka i bum, zderzył się, nie wiem czy biedaczek jeszcze żyje czy nie, podobno był lub jest w ciężkim stanie. Słyszałam od jego kumpli, że go dziewczyna zdradziła i dlatego chciał się zabić, ale czy to prawda to nie wiem. Biedaczek musiał być zrozpaczony.
- A nie wie pani w którym szpitalu leży? - zapytała się Patrycja
- Podobno na Jana Pawła, ale nie wiem czy to prawda, śpieszcie się bo może nie ma już go wśród żywych.
Po tych słowach nie mogłam dojść do siebie, to moja wina... moja wina, ze próbował się zabić, co ja teraz zrobię? W drodze do szpitala pojawiły się w mojej głowie dwie opcje : pierwsza, jeżeli żyje muszę mu to wszystko wytłumaczyć, wszystko po kolei, jak to było, muszę mu powiedzieć, że ja nie chciałam tego pocałunku, że Grzesiek to przyjaciel i nikt więcej, druga opcja: jeżeli Artur rzeczywiście nie żyje, to nie pozostaje mi nic innego jak pozbawić i siebie życia, bo poco mam żyć, jeżeli nie ma przy mnie mojej drugiej połówki?
Droga do szpitala wydawała mi się najdłuższą podróżą mego życia, gdy byłyśmy na miejscu bałam się, nie chciałam usłyszeć, że jego nie ma. To był najgorszy dzień w moim życiu... .








czwartek, 14 marca 2013

Nigdy nie przestaje kochać...



Leży w koncie, niepotrzebna nikomu, ona płacze, płacze przez osobę którą kocha... nie mówi, że przestaje jej kochać, ona kocha go ponad życie. Jej krótkie brąz włosy są pobrudzone krwią, wręcz zbryzgane, dłonie pocięte od noża, rana na ranie... twarz pokryta siniakami ... wszędzie rany, poprzecinana skóra, zaschnięta krew, która miejscami jeszcze cieknie i płynie strużkami jak woda w korycie rzeki... ona zabiła... zabiła go dla jego dobra... zabiła bo kochała... . 

środa, 13 marca 2013

Rozkochałeś i porzuciłeś 

Gdy widzę twe oczy, świat się zmienia , gdy patrzę na nie odkrywam w tobie coś innego... Jesteś inny dla mnie ... Nie chcesz abym odchodziła, jednak ja muszę  to zrobić. Nie wytrzymam tutaj ani chwili dłużej... kochanie tak nie można ... nie można kogoś skrycie kochać... to i tak się w końcu wyda, jeszcze niepotrzebnie cię zranię, więc żegnam się z tobą tu i teraz w tej chwili...nie bój się o mnie skarbie, dam sobie radę ... tam już nie trzeba walczyć... powiem tylko dwa słowa : " kocham cię"

poniedziałek, 4 marca 2013

Moje myśli pisane na technice ;D


Za dużo wypowiedzianych słów w gniewie, za dużo strachu...wszystko mnie pokonało. Nie jest już tak jak dawniej, nie ma nas. Już nigdy razem nie będziemy. Ja ćpunka...ty czysty jak łza. Mam dość kłótni...ciągłego wracania do tego co było...biorę strzykawkę...ostatnie wdechy świeżego powietrza...strach...łzy...wiem, że chcę to zrobić, nikt ani nic mnie nie powstrzyma...wbijam się po woli w kanał, czuję jak trucizna wlewa mi się do ciała...usypiam w kącie...nie mogę oddychać...już ostatni raz widzę ciebie...umieram...zasypiam powoli  jak uśpiony pies...serce już nie bije...ostatnia łza spływa po mym zimnym policzku...teraz już nic mnie nie boli, pokochałam ten stan umierania, który wpędził mnie w to bagno... . 

niedziela, 3 marca 2013


Rozdział 21 " Puściły szwy przyjaźni..."


Czy moje życie jest coś warte? Lubię tak rozmyślać o swoim życiu o zmianach w nim, o co ma się w nim zmienić. Bo co mam innego do roboty pośród tych czterech białych ścianach? Dni płyną tak powoli...nic się nie zmienia no może moje samopoczucie. Czuję się coraz lepiej. Mam coraz więcej sił, dodają mi ją Artur, codziennie do mnie przychodzi, rozmawia ze mną, wiem że mnie kocha to jest mężczyzna idealny. Dla mnie taki jest. Opiekuje się mną, a przede wszystkim jest sobą, nie udaje niczego. 

Po tym jak dowiedziałam się, że Patrycja została zgwałcona...nie wiedziałam co myśleć. Współczułam jej ja również wiele razy byłam gwałcona ale na swoją prośbę, przecież byłam prostytutką. Nie mogłam uwierzyć, że Robert to zrobił, przecież on już nie żyje przynajmniej tak do tej pory sądziłam... . 
Zadzwoniłam do Grześka. Jest on moim starym dobrym przyjacielem, znamy się od dziecka, niestety po gimnazjum urwał mi się z nim kontakt, teraz chciałam go odnowić. Zawsze był przy mnie w trudnych dla mnie chwilach, on jedyny nie zostawił, nie odsunął się na bok, gdy zaczęłam brać. Wspierał mnie, kiedy miałam przysłowiowego "doła" , nie wiedziałam czy odbierze ale zawsze warto jest spróbować. Wykręciłam numer. Zadzwoniłam. Pierwszy sygnał...drugi sygnał...trzeci sygnał...ktoś odbiera : 
- Halo? Kto mówi? - odezwał się gruby męski głos, miał niski ton, zarazem ochrypły jak i ciepły i czuły. 
- Czy rozmawiam z Grześkiem Nowakiem? - odpowiedziałam nieśmiałym głosem
- Tak, to ja kto mówi? 
- Z tej strony Magda...Magdalena Dębkowska, pamiętasz mnie?  - starałam się mówić głośniej aby mnie słyszał, jednak stres wziął górę
- ...Magda...Magda to ty? Myślałem, że już nigdy nie zadzwonisz. Gdzie jesteś? Co się z tobą działo? - zadawał tyle pytań, chciałam aby do mnie przyszedł on jeden wiedział jak ma pomóc Patrycji. 
- Tak...tak Grzesiek to ja. Wiem, że długo się do ciebie nie odzywałam i że mnie nienawidzisz za to wszystko co ci zrobiłam ale jestem w sytuacji bez wyjścia. Musisz mi pomóc - odparłam. Musiałam przejść do sedna sprawy. Miałam mało czasu. 
- Ile razy już ci pomagałem? Ile razy dla ciebie towar znajdywałem? Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! - mówił ze zranionym tonem głosem, wiem ile żalu i przykrości mu przyniosła...wiedziałam ile krzywdy mu zrobiłam... 
- Ja...ja już nie biorę...naprawdę...mam tylko jedną prośbę możesz przyjechać do mnie do szpitala, wiesz gdzie...tam gdzie pierwszy raz miałam zginąć... . - odpowiedziałam, wiedział gdzie to jest bo sam mnie przyniósł tutaj sześć lat temu na rękach. 
- Dobra zaraz będę. - odpowiedział stanowczym tonem. Rozłączył się. 
To było sześć lat temu...pierwszy raz o mało nie przedawkowałam. Miałam 15 lat. To były początki ćpania. Grzesiek tylko przy mnie został. Miałam urodziny...skończył mi się towar...nie chciałam żyć...miałam tylko na jedną dawkę...źle wbiłam się w żyłę...o mały włos się nie wykrwawiłam...dzwonił telefon...Grzesiek...wiedział co się dzieje...nikogo nie było w domu...przyszedł jak najszybciej...nie miał skutera ani nic...pamiętam tylko jak wziął mnie na ręce i zaniósł do szpitala. Ta cała historia uświadomiła mi, jak chciał abym była szczęśliwa. Był moim przyjacielem...jedynym w tamtym okresie jakiego miałam.
Po trzydziestu minutach Grzesiek był już u mnie. Zmienił się, nie wyglądał jak dawniej. Miał co najmniej dwa metry wzrostu, był dobrze zbudowany, miał krótkie brąz włosy, czekoladowe oczy oraz lekki zarost, który dodawał mu uroku. Jego ton głosu zmienił się, nie był już taki fajtłapom jak wcześniej, wyrósł na prawdziwego mężczyznę. 
Stał w drzwiach, nie wiedział co powiedzieć. Widziałam w jego oczach i rysach twarzy strach. Uśmiechnęłam się do niego. Gestem ręki zaprosiłam aby usiadł koło mnie. Była cisza...znowu ta niezręczna cisza...zaczęłam pierwsza:
- Jak widzisz i ja trochę się zmieniłam. - starałam się to powiedzieć w jak najbardziej szczęśliwym tonie głosu, miałam nadziej że mi się to udało.
- Tak i to bardzo - odpowiedział. - czemu tutaj jesteś?  Co ci się stało?
- Widzisz Grzesiek, tak to bywa w moim życiu, że jest trochę pokręcone - zaczęłam.
- Tak wiem, że jest pokręcone sama jak byłaś nastolatką mówiłaś, że jest zbyt nudne - uśmiechnął się do mnie, położył swoją dużą dłoń na mojej ręce, teraz dopiero zauważyłam różnicę, moja była blada pozbawiona życia jak ja cała a jego wręcz na odwrót. 
- Za dużo by opowiadać - powiedziałam
- Mamy dużo czasu, mogę tu siedzieć cały dzień - powiedział lekkim tonem.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam opowiadać. 
Po jakimś czasie wiedział już wszystko co się ze mną działo, dzień po dniu. Widziałam jak w niektórych momentach jego wyraz twarzy zmieniał się. Był wyraźnie zmartwiony moją sytuacją aloe nie chodziło tu o mnie, wiedziałam że ojciec Grześka jest lekarzem i że może usunąć niechcianą ciążę. 
- Magda ja nie będę cię pocieszać, bo nie mogę znaleźć słów na to co przeszłaś. 
- Wiem ale tu nie chodzi o mnie w tej całej historii.... . 
- A o kogo? Jeśli mogę wiedzieć?
- Moja przyjaciółka, Patrycja ona...ona została zgwałcona. Jest w ciąży i nie chce tego dziecka, wiem że twój ojciec jest lekarzem... - urwałam, w pewnym momencie do sali weszła pielęgniarka musieliśmy na jaki czas urwać  rozmowę, gdy wyszłam ciągnęłam dalej - i czy ty...czy ty nie mógłbyś, znaczy twój ojciec...
- Ale Magda, mój ojciec nie żyje od dwóch lat, zmarł na zawał - po tych słowach mój cały plan legł w gruzach. Nie wiedziałam jak mam pomóc mojej najlepszej przyjaciółce. 
- Aha...to co ja teraz...jak ja jej teraz pomogę? - powiedziałam z żalem w głosie
- Nie martw się mam kolegę, który jest lekarzem załatwię coś. 
- Grzesiek ja nie wiem co powiedzieć, jak ja mam ci się odwdzięczyć? Jak? 
- To nic, wystarczy buziak w policzek. - uśmiechnął się do mnie. 
Zwykły pocałunek w policzek to nic wielkiego, mogłam jednakże przewidzieć co zrobi Grzesiek, gdy już miałam dać mu przysłowiowego buziaka w policzek on  w tej samej chwili odwrócił się i pocałowałam go w usta. Odwzajemnił to. Wielka mi rzecz, że pocałował przyjaciółkę jednak w tej samej chwili do sali przyszedł Artur z bukiecikiem kwiatów. Jak ja miałam mu to wszystko wytłumaczyć?! Położył fiołki na stole i wybiegł. Przestraszyłam się, odepchnęłam Grześka, co miałam zrobić? Nie mogłam wstać i wyjść za nim, nie mogłam. Grzesiek zrozumiał o co chodzi i mnie przeprosił. Jednak wychodząc powiedział, że od dawna czekał na mój telefon oraz, że mnie kocha... . 
Byłam w potrzasku...co ja miałam zrobić? Kocham Artura całym swym sercem ale...gdy zobaczyłam Jego wszystkie wspomnienia odżyły. Moje serce pękało...było i jest rozdarte...szwy przyjaźni jakie je utrzymywało puściły...ja płaczę po wyjściu oby dwu osób, które temu zawiniły. Co mam zrobić?
Tego dnia wydzwaniałam do Artura ale nie odbierał, nie dziwię mu się. Cały czas była poczta głosowa...tysiące sms-ów...setki nagrań... . Nie mogłam spać, nie chciałam pisać ani dzwonić do Grześka jeszcze dawałabym mu złudną szansę na coś co niemożliwe... .

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 20


Rozdział 20 " Nowe życie, stare problemy"


Życie, na nowo rozpoczęłam je. Bóg dał mi szansę, pytanie czy ją dobrze wykorzystam w dobry sposób. Nie chcę patrzeć na umierające osoby, odchodzące zranione małe osóbki po których nic nie zostaje, które są jak pyłki kurzu nie liczące się z nikim... .

Teraz muszę zacząć nowy rozdział w moim życiu, zacząć wszystko od nowa, zerwać z tym wszystkim, nie będzie to łatwe...wiem o tym ale małymi kroczkami da się wszystko zrobić... . 
Zasnęłam...niecierpliwie zasnęłam tej nocy...bałam się że sny z przeszłości mnie dopadną, wiem, że będę musiała zmierzyć się z tym wszystkim, z tymi wszystkimi problemami ale jeszcze nie teraz...teraz ratuje mnie muzyka i miłość Artura. 
Dzień za dniem płynie tak szybko, a ja czuję się tak jakbym zatrzymała się w jednym miejscu...wszyscy gdzieś się spieszą a ja zostaje... . 
Obudziłam się, co dalej? Rozejrzałam się po sali...nie ma nikogo, jestem tylko ja i te wszystkie kable koło mnie, mam wyjść za miesiąc ze szpitala, teraz ma przychodzić do mnie psycholog, ponieważ targnęłam na swoje życie. Głupota, oni sądzą, że ja im naprawdę wszystko powiem, tylko jednemu człowiekowi mogę zaufać - Arturowi.
Po jakiejś godzinie przyszła do mnie Patrycja. Nie wiem skąd wiedziała, gdzie jestem i w jakim szpitalu leże ale ucieszyła mnie jej wizyta. Wyglądała inaczej, miała zadbane włosy upięte w koka. Ubrana była w dżinsowe rurki, trampki i t-schirt z Pierce The Veil - mojego ulubionego zespołu. Podeszła do mnie...popatrzyła i rozpłakała się. O co chodzi? W prawdzie mówiąc nie widziałam swojego odbicia w lustrze ale nie mogłam aż tak źle wyglądać. Zapytałam się jej o co chodzi : 
- Patrycja czemu płaczesz? 
- Magda, ja nie mogę uwierzyć, że ty....że ty...chciałaś się zabić. To niemożliwe. Czemu chciałaś to zrobić? To przez Artura? Niech ja tylko go kurwa dorwę to pożałuje... - urwała, głos jej drżał, nie wiedziała gdzie ma patrzeć. Zapewne ilość kabli i urządzeń, które były koło mnie ją przeraziły.
- Nie ważne...nie mówmy o tym... - odpowiedziałam odwracając głowę w stronę okna. - powiedz co tam u ciebie słychać? Zmieniłaś się, masz pracę? - zapytałam
- Tak, znalazłam pracę...pracuję, no może to nie jest jakaś dobra praca ale zawsze jakaś jest ale nie radzę ci tam ze mną pracować... - nie dokończyła, zwróciła głowę w kierunku sufitu, zamknęła oczy. 
- Patrycja...o co chodzi? Mnie możesz wszystko powiedzieć. Chyba nie wmieszałaś się znowu w to bagno?! - podniosłam głos
- Nie...nie chcę wracać do przeszłości...mam inne sprawy na głowie. Jestem...jestem...Magda ja nie mogę mieć tego dziecka!!! 
- Patrycja jesteś w ciąży?! To wspaniale, powinnaś się cieszyć a nie płakać. - powiedziałam ze zdumieniem w głosie, ucieszyło mine to, że moja przyjaciółka będzie mamą
- Ale Magda to jest...to jest niechciane dziecko...ja zostałam...zostałam zgwałcona - rozpłakała się, widziałam jaka jest zrozpaczona. W jednej chwili wszystko się zmieniło, rozumiałam ją. 
- Patrycja, czemu mi nie powiedziałas tego wcześniej, jak to się stało? Wiesz kto to zrobił? - po tych ostatnich słowach zapadła niema cisza. Ona wiedziała kto to zrobił, miała taki przekonowujący wzrok, Patrycja wiedziała że ja znam tą osobę... . 
Ciszę przerwała wchodząca do sali pielegniarka. Obie spojrzałyśmy na nią. Zrozumiałam co Patrycja chciała zrobić, może to i lepiej. Aborcja...lepiej jeje dokonać niż nie kochać urodzonego dziecka. Gdy Patrycja wychodziła, powiedziała tylko jedno słowo  " Robert", potem zniknęła za drzwiami sali. W jednej chwili wszystok powróciło. Gwałty, prostytucja, to bolało...te wspomnienia bolały....jak nigdy dotąd. Zastanawiało mnie tylko jedno - jak on to zrobił, skoro nie było już go wśród żywych?
Jeszcze tego samego dnia przyszedł do mnie Artur. Trochę porozmawialiśmy, jak zawsze. Dostałam swoją komórkę, wykręciłam numer do starego znajomego Grześka.... . 

Statystyka

Moi narkomanie :)