Rozdział 16 "Ostatni list..."
Śmierć czyha na mnie już od dawna. Nic mnie już tu nie trzyma. Artur...rozkochał....dał nadzieje...porzucił. Paweł...zranił. Co jest gorsze zranione serce czy samobójstwo? W moim przypadku te dwie rzeczy się równoważą. Co wybrać życie czy śmierć? Dawniej odpowiedziałabym, że życie ale teraz? Teraz gdzie nie mam dla kogo żyć? Po co ja mam chodzić po tej planecie? Miejsce zajmować. Życie przecieka mi przez palce, nie czuję go. Nic nie czuję a tak bardzo chcę poczuć wszystko jeszcze raz od nowa. Pierwsza miłość...pierwsze pocałunki...trzymanie się za ręce. Drobne szczegóły, które otrzymałam od Artura a cieszyły mnie jak nastolatkę. Kochałam...zraniłam...nie zapomniała. To tak samo jak być...uciec...zapomnieć i nie pozostawić po sobie żadnego śladu. Postanowiłam w swoje urodziny odebrać sobie życie. Tylko czemu one są jeszcze tak daleko. Czy zbawi mnie te pięć dni? Nie wiem. Nie mam już na nic odpowiedzi. Boli...wszystko boli...najbardziej serce, które nadal krwawi. Sama zrobiłam tą ranę więc czego oczekuje, że przyjdzie do mnie jak książę na białym rumaku? Naiwna. Jestem naiwna bo dotąd ufałam miłości bezgranicznie, ale teraz? Czy jestem naiwna? Czy może znajduje się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Czuję jak ucieka czas. Czuję jak krąży świat, tylko ja...ja pozostaję w miejscu i nic nie robię. Naprawdę nic co mogłoby mi pomóc. Czemu tak jest? Retoryczne odpowiedzi. W XXI wieku tak trudno mówić na o uczuciach, które łączą obojga ludzi... . Napiszę list...chcę pozostawić coś po sobie...pozostawię list nic więcej...on nie zasługuje aby go raniono...on zasługuje na kogoś lepszego ode mnie.
Jest piętnasty kwietnia. Wiosna. Wszystko budzi się do życia. Tylko nie ja. Ja umieram. Umieram od środka, czuję to. Wykańczam się. Nie mogę tak żyć. Jeszce tylko pięć dni Magda...jeszcze pięć dni, skończysz dwadzieścia jeden lat i znikniesz z tego uporczywego świata. Nikt już nie będzie przez ciebie cierpiał...nikt.
Wstałam rano. Zapomniałam gdzie jestem. A tak, jestem w mieszkaniu u chłopaka Moniki - Marka. Patrycja jeszcze spała. Biedna. Co ona musiała przejść przez tego Roberta. Zabiłabym go. Ubrałam się w swoje ubranie i poszłam do kuchni. Poczułam, że muszę coś zjeść. W lodówce były tylko dwa kefiry. Zjadłam jeden. Marek spał na kanapie, tak jak obiecał. Dziwnie się poczułam. Nie mogłam tu dłużej zostać. Niech Patrycja ułoży sobie od nowa życie. Napisałam list. Przeprosiłam za wszystko. Dałam Patrycji pieniądze, które ostatnio zarobiłam na ulicy. Wiem że rozporządzi nimi dobrze, lepiej niż ja. Wyszłam z mieszkania. Błąkałam się po ulicach. Było koło południa. Widziałam dzieci, które wychodziły ze szkoły i szły z nauczycielkami na spacer. Dzieci mają łatwiej. Są takie bezpośrednie. Nie wstydzą się niczego...naprawdę.
Gdzie miałam pójść? Do domu? Do moich rodziców? To nie było takie proste. Do Artura nie chciałam...po co miałabym go znowu ranić? Na odwyk? Nie wpuszczą mnie. Może do schroniska dla młodzieży...jeden problem jestem dorosła. Błąkałam się po ulicach miasta, nie wiedziałam co mam robić, gdzie pójść, do kogo się zwrócić. Może się zabić? Zbyt łatwe rozwiązanie... .
Poszłam na Czerwoną Ulicę, zarobić. Nie miałam kasy. Chciałam coś zjeść. Zrobiłam to z jakimś starym typem - zapłacił a to najważniejsze. Ja już nie miałam uczuć, byłam ich pozbawiona. Sama tego chciałam. Poszłam odwiedzić Monikę, nie przyjęli mnie na odwyk. Nie chcieli nawet mnie tam wpuścić. Zostało mi iść do Roberta... .
Byłam już na miejscu. Nikogo nie widziałam, nawet jego. Koło wejścia do speluny siedział jakiś nastolatek. Był ubrany w ciemne rurki i jakąś koszule. Nie wyglądał na ćpuna. Podeszłam bliżej zapytałam się gdzie jest Robert. Odpowiedział, że nigdy o nikim takim nie słyszał i że ostatnio jakiegoś starego ćpuna wywieźli stąd bo przedawkował. To musiał być on. Czyli już nic mi nie grozi. Jednak nadal czułam niepokój.
Udałam się do sklepu z artykułami papierniczymi. Kupiłam zeszyt i długopis. Napisałam list :
"Artur to ja Magda. Wiem, że nie chcesz mnie znać. To zbyt trudne do wytłumaczenia. Zdaję sobie z tego sprawę jak skomplikowałam sobie życie, tobie również. Przepraszam za wszystko. Nie będę już przeszkadzać. Wiem że mnie zapomnisz jak każdy facet. Chciałabym tylko abyś przyszedł pod Samotne Drzewo, tam gdzie pierwszy raz się całowaliśmy. Popołudniu. To bardzo ważne
Magda"
Napisałam. Poszłam pod jego blok. Wrzuciłam kartkę pod jego drzwi. Może przeczyta.
Po południu udałam się do parku pod Samotne Drzewo. Ktoś siedział na ławce...Artur. Podeszłam bliżej był z kimś. Była to dziewczyna. Załamałam się ale nie chciałam tego okazywać po sobie, przecież znaczył dla mnie wszystko. Podeszłam bliżej powiedziałam :
- Cześć jestem - mówiłam oschłym tonem.
- Cześć. Jestem tak jak chciałaś. Co chciałaś mi powiedzieć? -mówił stanowczym tonem.
- Nie przedstawisz mnie? - zapytałam się i gestem ręki wskazałam na szczupłą długowłosą blondynkę siedzącą koło niego.
- Ola - Magda, Magda - Ola. -przedstawił- to moja dzie...dzie...dziewczyna
-Aha. Spoko - odpowiedziałam
- Co chciałaś nam powiedzieć? - zapytał
- Raczej tobie. Chciałam ci powiedzieć, że nie będę już wam przeszkadzać. Bądźcie szczęśliwi. Nie martw się o mnie, nie zobaczysz mnie już więcej. Obiecuję ci to. - głos zaczął mi się łamać. Łzy proszę jeszcze nie teraz...nie teraz.
Odeszłam. Oddaliłam się. Ostatni raz go widziałam jego wyraz twarzy. Chciałam aby podbiegł...złapał za rękę. Pocałował. Jeszce raz chciałam poczuć jego słodkie usta dotykające moich. Jeszce ten jeden jedyny raz. Nie zrobił tego. Zapamiętałam jego wyraz twarzy. Jego oczy były przeszklone. Czyżby tęsknił ? Miał już swoją nową dziewczynę. Ja nie byłam mu potrzebna. Tego dnia postanowiłam, że popełnię samobójstwo... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz