sobota, 9 lutego 2013


 Rozdział 10 " Problemy..."

Na początku ja z Pawłem myśleliśmy, że nikogo w pomieszczeniu nie ma. Ździwiliśmy się jednak, gdy zobaczyliśmy ordynatora. Najpierw myślałam, że pomyliliśmy pomieszczenia. Gdy zobaczyłam "ordynatora" dopiero później dostrzegłam, że jest to mój lekarz - Włodzimierski. Przestraszyłam się. Przecież ja nic nie zrobiłam. Jakie to dziwne uczucie być wystraszonym. Raz pragniesz umrzeć bo nie ma miejsca na tym świecie dla ciebie, przynajmniej tak sądzisz, twoje życie legnie w gruzach, masz wszystkiego dosyć a z drugiej strony jeszcze coś trzyma cię przy życiu, które i tak wydaje się bezsensu bo po co mamy się męczyć z codziennym problemami. Już dawno mogłam sobie zrobić ten jeden ostatni strzał, ale zawsze coś mnie trzymało tutaj sama nie wiem co może to miłość, nadzieja?
Sala była pusta. Wyraz twarzy Pawła obojętny. Jego blond lok zwisał mu koło ucha tak spokojnie. On był spokojny, chyba zauważył , że się denerwuje. Dopiero teraz zorientowałam się, że cały czas trzymam jego rękę. Zwolniłam uścisk. Nie chciałam wyjść na psychopatkę - choć i tak wszyscy tutaj nimi byliśmy. Włodzimierski stał na środku pomieszczenia. Wpatrywał się w nas jak w nadnaturalne zjawisko. Faktem jest, ze nie lubię mówić o swoich uczuciach, tych prawdziwych (zawsze trzymałam je głęboko w sobie) teraz również nie miałam ochoty o nich rozmawiać. Ordynator podszedł do nas bliżej. Popatrzył i powiedział:
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
Za niedługo zaczęli schodzić się inni z mojej grupy. Usiedli koło nas w tak zwanym "kręgu". Widać było, że wszyscy są nie spokojni. Włodzimierski był wściekły. W końcu zaczął mówić :
- Doszły mnie słuchy, że ktoś z was rozdawał innym narkotyki - mówił stanowczym głosem jak na 26 - latka.
- Niby kto ci tak powiedział, doktorku?! - odpowiedział jakiś chłopak. Pierwszy raz zwróciłam na niego uwagę. Miał brązowe proste włosy do ramion. Miał 18 lat.
- Nie będę tego ukrywać, jeżeli mamy być tutaj wszyscy szczerzy to wam powiem... .
- No wydusisz to z siebie, doktorku? - nie wiedziałam jak się nazywa. Dopiero potem Monika powiedziała mi , że ma na imię Przemek.
- Wydał was jeden z chłopaków. Olek. - Olek? czy to nie jest ten chłopak z schizofremią? Nie można tak postępować! On jest chory.
- Olek, kurwa co ty odpierdalasz?! - widać było, że Przemkowi nie spodobało się to. Zaraz naskoczył do Olka. Zaczęła się przepychanka. W końcu Włodzimierski i ch rozdzielił.
- Uspokójcie się!!! To nie jego wina! Mogliśmy wszyscy to lepiej skombinować. Nie zwalajcie wszystkiego na niego. - odezwała się Monika. Poparłam ją. W tym samym momencie Przemek postawił się nam. Uratował nas Paweł.
- Dzięki Paweł nie potrzebowałam twojej pomocy. - powiedziała. Nie mogłam po sobie poznać, że między nami do czegoś doszło.
- Dobrze wiedzieć. - powiedział zadufanym tonem
- No dobrze, to co mam z wami zrobić? Ukarać? To nic nie da. Możecie wrócić do swoich izolatek. Jutro również jest spotkanie...aha chciałem was uprzedzić, że przyjeżdżają stażyści z wydziału psychologii. Bądźcie dla nich mili, przynajmniej nie tacy jak w zeszłym roku. - co się wydarzyło w zeszłym roku? Musiałam wiedzieć.
Gdy wyszliśmy ze spotkania, każdy z nas był oburzony i nieźle wkurzony na Olka. Z pewnością na długo możemy zapomnieć o narkotykach i o wyjeździe Włodzimierskiego. Teraz jeszcze lepiej wszystko będzie sprawdzane. Zapytałam się Moniki co się stało w ubiegłym roku, nie wiedziała była tu od niedawna. Musiałam zapytać się Pawła. Powiedział mi, że ostatnio niektórzy z pacjentów specjalnie udawali ataki czy coś w ty rodzaju. Gdy stażyści podchodzili zaczynali gadać o śmierci. Strasznie się z nich nabijali.
Zamknęłam się w swojej izolatce z Moniką - mieszkałyśmy tam razem. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Miałam straszną chcicę na narkotyk. Chciałam jeszcze raz LSD czy amfy nawet wtedy wystarczył by mi susz. Chciał tylko odpłynąć. Nie mogłam zasnąć, a gdy już zasnęłam nie miałam spokojnego snu. Powracały koszmary z tamtych lat. Śniło mi się, że chodzę bez jednej ręki i nogi, że na każdym kroku moje ciało się rozsypuje, krwawi. To wszystko przez te narkotyki. Nie chciałam tak. Kto by pomyślał, że nawet na odwyku będę brała, że będą mnie prześladować myśli samobójcze. Sądziłam, że będę tęskniła za Arturem. Trochę za nim tęskniłam ale bardziej za zrobieniem sobie zastrzyku tego jednego. Męczył już mnie ten odwyk. Nie chciałam żyć chciałam po prostu zaistnieć, pozostawić po sobie ślad i zniknąć w świecie, gdzie nie ma problemów, w świecie gdzie będę bezpieczna... . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Statystyka

Moi narkomanie :)