Rozdział 10 " Problemy..."
Na początku
ja z Pawłem myśleliśmy, że nikogo w pomieszczeniu nie ma. Ździwiliśmy się
jednak, gdy zobaczyliśmy ordynatora. Najpierw myślałam, że pomyliliśmy
pomieszczenia. Gdy zobaczyłam "ordynatora" dopiero później
dostrzegłam, że jest to mój lekarz - Włodzimierski. Przestraszyłam się.
Przecież ja nic nie zrobiłam. Jakie to dziwne uczucie być wystraszonym. Raz
pragniesz umrzeć bo nie ma miejsca na tym świecie dla ciebie, przynajmniej tak
sądzisz, twoje życie legnie w gruzach, masz wszystkiego dosyć a z drugiej
strony jeszcze coś trzyma cię przy życiu, które i tak wydaje się bezsensu bo po
co mamy się męczyć z codziennym problemami. Już dawno mogłam sobie zrobić ten
jeden ostatni strzał, ale zawsze coś mnie trzymało tutaj sama nie wiem co może
to miłość, nadzieja?
Sala była
pusta. Wyraz twarzy Pawła obojętny. Jego blond lok zwisał mu koło ucha tak
spokojnie. On był spokojny, chyba zauważył , że się denerwuje. Dopiero teraz
zorientowałam się, że cały czas trzymam jego rękę. Zwolniłam uścisk. Nie
chciałam wyjść na psychopatkę - choć i tak wszyscy tutaj nimi byliśmy.
Włodzimierski stał na środku pomieszczenia. Wpatrywał się w nas jak w
nadnaturalne zjawisko. Faktem jest, ze nie lubię mówić o swoich uczuciach, tych
prawdziwych (zawsze trzymałam je głęboko w sobie) teraz również nie miałam
ochoty o nich rozmawiać. Ordynator podszedł do nas bliżej. Popatrzył i
powiedział:
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
Za niedługo
zaczęli schodzić się inni z mojej grupy. Usiedli koło nas w tak zwanym
"kręgu". Widać było, że wszyscy są nie spokojni. Włodzimierski był
wściekły. W końcu zaczął mówić :
- Doszły
mnie słuchy, że ktoś z was rozdawał innym narkotyki - mówił stanowczym głosem jak na 26 - latka.
- Niby kto
ci tak powiedział, doktorku?! - odpowiedział jakiś chłopak. Pierwszy raz
zwróciłam na niego uwagę. Miał brązowe proste włosy do ramion. Miał 18 lat.
- Nie będę
tego ukrywać, jeżeli mamy być tutaj wszyscy szczerzy to wam powiem... .
- No
wydusisz to z siebie, doktorku? - nie wiedziałam jak się nazywa. Dopiero potem
Monika powiedziała mi , że ma na imię Przemek.
- Wydał was
jeden z chłopaków. Olek. - Olek? czy to nie jest ten chłopak z schizofremią?
Nie można tak postępować! On jest chory.
- Olek,
kurwa co ty odpierdalasz?! - widać było, że Przemkowi nie spodobało się to.
Zaraz naskoczył do Olka. Zaczęła się przepychanka. W końcu Włodzimierski i ch
rozdzielił.
-
Uspokójcie się!!! To nie jego wina! Mogliśmy wszyscy to lepiej skombinować. Nie
zwalajcie wszystkiego na niego. - odezwała się Monika. Poparłam ją. W tym samym
momencie Przemek postawił się nam. Uratował nas Paweł.
- Dzięki
Paweł nie potrzebowałam twojej pomocy. - powiedziała. Nie mogłam po sobie
poznać, że między nami do czegoś doszło.
- Dobrze
wiedzieć. - powiedział zadufanym tonem
- No
dobrze, to co mam z wami zrobić? Ukarać? To nic nie da. Możecie wrócić do
swoich izolatek. Jutro również jest spotkanie...aha chciałem was uprzedzić, że
przyjeżdżają stażyści z wydziału psychologii. Bądźcie dla nich mili, przynajmniej
nie tacy jak w zeszłym roku. - co się wydarzyło w zeszłym roku? Musiałam
wiedzieć.
Gdy
wyszliśmy ze spotkania, każdy z nas był oburzony i nieźle wkurzony na Olka. Z
pewnością na długo możemy zapomnieć o narkotykach i o wyjeździe Włodzimierskiego.
Teraz jeszcze lepiej wszystko będzie sprawdzane. Zapytałam się Moniki co się
stało w ubiegłym roku, nie wiedziała była tu od niedawna. Musiałam zapytać się
Pawła. Powiedział mi, że ostatnio niektórzy z pacjentów specjalnie udawali
ataki czy coś w ty rodzaju. Gdy stażyści podchodzili zaczynali gadać o
śmierci. Strasznie się z nich nabijali.
Zamknęłam
się w swojej izolatce z Moniką - mieszkałyśmy tam razem. Tej nocy nie mogłam
zasnąć. Miałam straszną chcicę na narkotyk. Chciałam jeszcze raz LSD czy amfy nawet
wtedy wystarczył by mi susz. Chciał tylko odpłynąć. Nie mogłam zasnąć, a gdy
już zasnęłam nie miałam spokojnego snu. Powracały koszmary z tamtych lat. Śniło
mi się, że chodzę bez jednej ręki i nogi, że na każdym kroku moje ciało się
rozsypuje, krwawi. To wszystko przez te narkotyki. Nie chciałam tak. Kto by
pomyślał, że nawet na odwyku będę brała, że będą mnie prześladować myśli
samobójcze. Sądziłam, że będę tęskniła za Arturem. Trochę za nim tęskniłam ale
bardziej za zrobieniem sobie zastrzyku tego jednego. Męczył już mnie ten odwyk.
Nie chciałam żyć chciałam po prostu zaistnieć, pozostawić po sobie ślad i
zniknąć w świecie, gdzie nie ma problemów, w świecie gdzie będę bezpieczna... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz