sobota, 9 lutego 2013


Rozdział 12 " Ból i cierpienie"

Robert i jego banda była tam, gdzie zawsze. Nie bałam się. Mogłam z tym skończyć kiedy chcę. Jeszce nie chciałam. Moim planem na najbliższe dni to ćpanie, ćpanie i jeszcze raz ćpanie aż do utraty przytomności. Byłam stosownie ubrana do tego towarzystwa. Stare sprane czarne rurki. Stary  - tshirt, trampki i kurtka ze skóry. Moje brązowe włosy jak zawsze były rozpuszczone i kręcone. Cała ja. Gdy zobaczyłam Roberta od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Był Jasiek, Anka, Patrycja i Krzysiek brakowało mi jednej osoby Marioli... .
Od razu przypomniałam co się stało. To ona...ona przedawkowała amfę. To nie mogła być prawda...moja najlepsza przyjaciółka. To musiało być kłamstwo. Podeszłam do Roberta uśmiechnął się i powiedział :
- Wiedziałem, że wrócisz. Tacy jak ty zawsze wracają, maleńka. - mówił to ochrypłym głosem. Jego czarne włosy były trochę dłuższe niż widziałam go po raz ostatni. Zmienił się. Był lepiej zbudowany. Wyższy. Pewnie brał sterydy.
- Co się stało z Mariolą, gdzie ona jest?! - musiałam się upewnić. Może to nie była ta ruda dziewczyna o której mi mówił Artur, może to pomyłka. Miałam taką nadzieję. Patrzyłam się prosto w  oczy Roberta. On zaczął się śmiać.
- Twoja najlepsza przyjaciółka przedawkowała, zasnęła na zawsze. Nie chciała na ciebie zaczekać, maleńka. To takie smutne, prawda? - zaczął się śmiać. Wyśmiewał się ze mnie.Czyli to prawda. Nawet nie pożegnałam się z nią. Zostawiła mnie sama.
- To niemożliwe. Nie zrobiłaby tego. Nie mogła- nie mogłam w to uwierzyć. Do tej pory byłam pozbawiona uczuć ale teraz? Wszystko się zmieniło. W pewnej chwili podeszła do mnie Patrycja. Jej długie blond włosy były związane w luźnego kucyka. Była jeszcze szczuplejsza niż przedtem.
-Nie przejmuj się - powiedziała. - My tacy jesteśmy. Z resztą z Mariolą już nie było najlepiej. Ciągle gadała tylko o śmierci. Musiała to zrobić, sama już nie wytrzymywała ze sobą. Tak to już jest - tak to już jest?! Co ona może o tym wiedzieć.
- Nie musisz mnie pocieszać. Dobrze wiesz co mi pomoże, Patrycja - ona wiedziała co mi pomoże. Robert z ciekawością zaczął się na mnie patrzeć. Siedzieliśmy przy stoliku w spelunie. Jak zawsze było tu duszno i ponuro.
- Nie maleńka, na towar musisz sobie zarobić sama. Koniec z darmowymi działkami. Skończyło się. Jak chcesz dać w kanał wiesz do czego musisz wrócić. - wiem o co mu chodziło, ale czy nie mógł mi dać ten jeden jedyny raz, odstąpić działki za darmo?
- Wiem o co ci chodzi. Ale gdzie ja ci tu o tej porze do jasnej cholery klienta zgarnę?! No gdzie!!! Wiesz jak jest to mi potrzebne. Jutro ci odrobię. Nie możesz jeden raz mi odstąpić? - nie chciałam jeszcze dziś wracać do prostytucji. Nie byłam gotowa.
- No dobra. Masz amfę. Tylko to mamy. Hera się skończyła, maleńka. ale jutro idziesz na Czerwoną Ulicę i zarabiasz- widać było, ze Robert nie jest zadowolony z tego.
- Dzięki - wzięłam od niego amfę, strzykawkę, łyżkę i poszłam. Niestety nie mogłam się wkłuć. Musiał mi ktoś pomóc. Miałam taką po prostu chcicę. Nie mogłam nic na to poradzić.
- Pomóc ci? Wiem co przechodzisz. - powiedziała Patrycja. Miło z jej strony że chciała mi pomóc. Wiedziałam, że jest już wstawiona. Jej źrenice były takie wielkie.
- Dzięki - ręce mi się trzęsły. Dobrze , że była w pobliżu od razu się wkuła w kanał. Znowu poczułam jak trucizna wlewa mi się do żył i powoli zalewa mnie od środka. Poczułam rozkosz. Tej nocy nigdy nie zapomnę. Nareszcie mogłam poczuć się wolna jak ptak.
Następnego dnia rano czy po południu musiałam iść na Czerwoną Ulicę tak jak obiecałam. Nie było tam ciekawie, same znajome twarze. Niektóre dziewczyny spały po kątach ze zmęczenia. Bałam się. Byłam ubrana w krótką czerwoną spódniczkę białe kozaczki i krótką białą kurtkę, pożyczone od Anki.  Dziwnie się poczułam. Znowu do tego wracam. Chciałam tylko jednego...znowu dać w kanał. Na tej ulicy nie przyjeżdżała policja, nikt nami się nie interesował. Było tak jak zawsze, samochody podjeżdżały robiłaś facetom dobrze na miejscu lub w hotelu. Najpierw musiałaś postanowić na swoim. Najpierw kasa potem usługa. Już na początku podjechało auto. Zatrzymało się koło mnie. Za kierownicą siedział facet. :
- Wskakujesz? - powiedział. Miał koło czterdziestki.
- Jasne. Co chcesz, skarbie? - musiałam być dla niego miła.
- A co dasz? Ile bierzesz? - zagadkowy mężczyzna.
- Co będziesz chciał, kotku. Biorę dwieście złotych oczywiście za małe co nieco - musiałam być droga. Takich facetów to kręci.
- Droga jesteś, podoba mi się to. Wskakuj - mężczyzna ze szpakowatymi włosami żuł gumę. Udawał cwaniaka. Słabo mu to wychodziło.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam kładąc mu rękę na kolanie.
- Do mnie do domu. Chyba że chcesz gdzieś w hotelu - hotel. Jak zawsze. Jeżeli do domu to nie jest żonaty. Ciekawe...
- Na rozgrzewkę do hotelu - powiedziałam rozpinając kurtkę. Nie cierpiałam tej roboty ale jakoś musiałam zarabiać na narkotyki. Innej drogi nie ma.
- Dobra. To jedziemy. - mówiąc to położył swoją rękę na moim udzie. Pojechaliśmy.
Dwie godziny później było po wszystkim. Czułam się jak szmata. Nikomu nie potrzebna, porzucona w kąt. Zapłacił mi 500 zł. Wystarczy na kilka dni. Po tym wszystkim byłam obolała. Zapomniałam jak to jest być dziwką. Teraz sobie wszystko przypomniałam. Powróciło wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Miłość jest okropna...rani...niszczy człowieka od wewnątrz. Teraz nie mogę być z facetem.
Gdy pojechałam do speluny przebrałam się. Oddałam pieniądze Robertowi. Pojechałam do Artura. Chciałam go zobaczyć, wyjaśnić czemu się nie odzywałam i dlaczego uciekłam z odwyku. Nie mogłam już dłużej czekać aby go zobaczyć. Tęsknota zwyciężyła nad "głodem"... . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Statystyka

Moi narkomanie :)