Rozdział 12
" Ból i cierpienie"
Robert i
jego banda była tam, gdzie zawsze. Nie bałam się. Mogłam z tym skończyć kiedy
chcę. Jeszce nie chciałam. Moim planem na najbliższe dni to ćpanie, ćpanie i
jeszcze raz ćpanie aż do utraty przytomności. Byłam stosownie ubrana do tego
towarzystwa. Stare sprane czarne rurki. Stary - tshirt, trampki i kurtka ze
skóry. Moje brązowe włosy jak zawsze były rozpuszczone i kręcone. Cała ja. Gdy
zobaczyłam Roberta od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Był Jasiek, Anka,
Patrycja i Krzysiek brakowało mi jednej osoby Marioli... .
Od razu
przypomniałam co się stało. To ona...ona przedawkowała amfę. To nie mogła być
prawda...moja najlepsza przyjaciółka. To musiało być kłamstwo. Podeszłam do
Roberta uśmiechnął się i powiedział :
-
Wiedziałem, że wrócisz. Tacy jak ty zawsze wracają, maleńka. - mówił to
ochrypłym głosem. Jego czarne włosy były trochę dłuższe niż widziałam go po raz
ostatni. Zmienił się. Był lepiej zbudowany. Wyższy. Pewnie brał sterydy.
- Co się
stało z Mariolą, gdzie ona jest?! - musiałam się upewnić. Może to nie była ta
ruda dziewczyna o której mi mówił Artur, może to pomyłka. Miałam taką nadzieję.
Patrzyłam się prosto w oczy Roberta. On
zaczął się śmiać.
- Twoja
najlepsza przyjaciółka przedawkowała, zasnęła na zawsze. Nie chciała na ciebie
zaczekać, maleńka. To takie smutne, prawda? - zaczął się śmiać. Wyśmiewał się
ze mnie.Czyli to prawda. Nawet nie pożegnałam się z nią. Zostawiła mnie sama.
- To
niemożliwe. Nie zrobiłaby tego. Nie mogła- nie mogłam w to uwierzyć. Do tej
pory byłam pozbawiona uczuć ale teraz? Wszystko się zmieniło. W pewnej chwili
podeszła do mnie Patrycja. Jej długie blond włosy były związane w luźnego
kucyka. Była jeszcze szczuplejsza niż przedtem.
-Nie
przejmuj się - powiedziała. - My tacy jesteśmy. Z resztą z Mariolą już nie było
najlepiej. Ciągle gadała tylko o śmierci. Musiała to zrobić, sama już nie
wytrzymywała ze sobą. Tak to już jest - tak to już jest?! Co ona może o tym
wiedzieć.
- Nie
musisz mnie pocieszać. Dobrze wiesz co mi pomoże, Patrycja - ona wiedziała co
mi pomoże. Robert z ciekawością zaczął się na mnie patrzeć. Siedzieliśmy przy
stoliku w spelunie. Jak zawsze było tu duszno i ponuro.
- Nie
maleńka, na towar musisz sobie zarobić sama. Koniec z darmowymi działkami.
Skończyło się. Jak chcesz dać w kanał wiesz do czego musisz wrócić. - wiem o co
mu chodziło, ale czy nie mógł mi dać ten jeden jedyny raz, odstąpić działki za
darmo?
- Wiem o co
ci chodzi. Ale gdzie ja ci tu o tej porze do jasnej cholery klienta zgarnę?! No
gdzie!!! Wiesz jak jest to mi potrzebne. Jutro ci odrobię. Nie możesz jeden
raz mi odstąpić? - nie chciałam jeszcze dziś wracać do prostytucji. Nie byłam
gotowa.
- No dobra.
Masz amfę. Tylko to mamy. Hera się skończyła, maleńka. ale jutro idziesz na
Czerwoną Ulicę i zarabiasz- widać było, ze Robert nie jest zadowolony z tego.
- Dzięki -
wzięłam od niego amfę, strzykawkę, łyżkę i poszłam. Niestety nie mogłam się
wkłuć. Musiał mi ktoś pomóc. Miałam taką po prostu chcicę. Nie mogłam nic na to
poradzić.
- Pomóc ci?
Wiem co przechodzisz. - powiedziała Patrycja. Miło z jej strony że chciała mi
pomóc. Wiedziałam, że jest już wstawiona. Jej źrenice były takie wielkie.
- Dzięki -
ręce mi się trzęsły. Dobrze , że była w pobliżu od razu się wkuła w kanał.
Znowu poczułam jak trucizna wlewa mi się do żył i powoli zalewa mnie od środka.
Poczułam rozkosz. Tej nocy nigdy nie zapomnę. Nareszcie mogłam poczuć się wolna
jak ptak.
Następnego
dnia rano czy po południu musiałam iść na Czerwoną Ulicę tak jak obiecałam. Nie
było tam ciekawie, same znajome twarze. Niektóre dziewczyny spały po kątach ze
zmęczenia. Bałam się. Byłam ubrana w krótką czerwoną spódniczkę białe kozaczki
i krótką białą kurtkę, pożyczone od Anki.
Dziwnie się poczułam. Znowu do tego wracam. Chciałam tylko jednego...znowu
dać w kanał. Na tej ulicy nie przyjeżdżała policja, nikt nami się nie
interesował. Było tak jak zawsze, samochody podjeżdżały robiłaś facetom dobrze
na miejscu lub w hotelu. Najpierw musiałaś postanowić na swoim. Najpierw kasa
potem usługa. Już na początku podjechało auto. Zatrzymało się koło mnie. Za
kierownicą siedział facet. :
-
Wskakujesz? - powiedział. Miał koło czterdziestki.
- Jasne. Co
chcesz, skarbie? - musiałam być dla niego miła.
- A co
dasz? Ile bierzesz? - zagadkowy mężczyzna.
- Co będziesz
chciał, kotku. Biorę dwieście złotych oczywiście za małe co nieco - musiałam
być droga. Takich facetów to kręci.
- Droga
jesteś, podoba mi się to. Wskakuj - mężczyzna ze szpakowatymi włosami żuł gumę.
Udawał cwaniaka. Słabo mu to wychodziło.
- Gdzie
jedziemy? - zapytałam kładąc mu rękę na kolanie.
- Do mnie
do domu. Chyba że chcesz gdzieś w hotelu - hotel. Jak zawsze. Jeżeli do domu to
nie jest żonaty. Ciekawe...
- Na
rozgrzewkę do hotelu - powiedziałam rozpinając kurtkę. Nie cierpiałam tej
roboty ale jakoś musiałam zarabiać na narkotyki. Innej drogi nie ma.
- Dobra. To
jedziemy. - mówiąc to położył swoją rękę na moim udzie. Pojechaliśmy.
Dwie
godziny później było po wszystkim. Czułam się jak szmata. Nikomu nie potrzebna,
porzucona w kąt. Zapłacił mi 500 zł. Wystarczy na kilka dni. Po tym wszystkim
byłam obolała. Zapomniałam jak to jest być dziwką. Teraz sobie wszystko
przypomniałam. Powróciło wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Miłość jest okropna...rani...niszczy człowieka od wewnątrz. Teraz nie mogę być
z facetem.
Gdy
pojechałam do speluny przebrałam się. Oddałam pieniądze Robertowi. Pojechałam
do Artura. Chciałam go zobaczyć, wyjaśnić czemu się nie odzywałam i dlaczego
uciekłam z odwyku. Nie mogłam już dłużej czekać aby go zobaczyć. Tęsknota
zwyciężyła nad "głodem"... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz