Rozdział 15 " Jestem nieśmiertelna "
Następny dzień życia, co ja tu robię? Czy naprawdę Bóg stworzył mnie abym wypełniła tutaj swoją misję? Nie wiem. Nic nie wiem. Z bólem patrzę w przyszłość bo dobrze wiem co tam zobaczę. Nic, zupełnie nic. Pustkę. Ból. Cierpienie. To tak boli, gdy wszyscy się od ciebie odsuną, zapomną. Pobawią się trochę tobą jak lalką czy miśkiem a potem, gdy dostaną nową zabawkę o tobie zapominają. Przeżyłam to. Wiem jaki to jest ból i strach przed jutrem. Nikt się o ciebie nie troszczy, nie kocha. Nie wiedzą jak jest ci potrzebna miłość...oni nic nie wiedzą. Nie rozumieją cię bo jesteś inna niż inni. Tak naprawdę boją się ciebie i twojej odmienności. Oni są jak sępy czekające tylko na twoje potknięcie, upadek aby cię pożreć. Tak nie można. To nie ludzkie, ale oni nie są ludźmi. To potwory, które nas zżerają od środka, nasze lęki. Boimy się powiedzieć im jak są dla nas ważni. To upakarzające, gdy wyznajesz komuś swoje uczucia a oni się z nich naśmiewają, wyśmiewając również ciebie, ale ty wiesz że zrobisz im na złość, ze odpłacisz im się. Zemsta bywa słodka ale zaraz też gorzka. Chcesz jej ale nie chcesz postąpić tak samo jak oni. Odpuszczasz im. Poddajesz się, płaczesz po nocach jak dziecko, któremu zabiorą lizaka. Postanawiasz, ze drugim razem będzie inaczej, a jest tak samo jak zawsze... .
Opowiedziałam wszystko Arturowi, nic nie odpowiedział. Bałam się że mnie zostawi. Miał powody.Kochał mnie a ja go zdradziłam. Nic mnie w tej sytuacji nie tłumaczy...nawet narkotyki.
Siedzieliśmy na łóżku szpitalnym. Była cisza, pierwszy raz krępująca. Nikt nic z nas nie odpowiedział. widziałam jego wyraz twarzy. Smutny a zarazem wściekły. Wiedziałam, że tłumi to wszystko w sobie. Zraniłam, po raz kolejny to zrobiłam. Nie mogę tak. Muszę się wypisać. Wiem ze Artur nie chce mnie już widzieć na oczy. Nie kocha mnie. Zastanawiam się teraz jak krucha jest miłość. Jak szkło? Czy może jeszcze bardziej to uczucie jet kruche? Czy pokocham jeszcze raz? Tego nie wiem. Boję się, że kogoś zranię. To mnie przeraża.
Dwie godziny później wypisałam się ze szpitala. Odzyskałam pamięć dzięki Arturowi. Pożegnałam się z nim. Zostawiłam kartkę nic więcej. Udałam się do Roberta. Tak gdzie wszystko się zaczęło. Minęło kilka tygodni odkąd ostatni raz wzięłam. Ciągnęła mnie tam jakaś magiczna siec, której nie mogłam dostrzec, taka magnetyczna siła przyciągania. Koło speluny siedziała Patrycja. Wyglądała nie najgorzej, była zapłakana. Jej blond włosy były całe rozczochrane. Miała podarte spodnie, jakby się biła taką samą czarną bluzkę. Podeszłam bliżej. Zobaczyłam siniaka na jej twarzy i rozciętą wargę. Płakała. :
- Magda? Co ty tu robisz? Po tym wszystkim co zrobiłaś nie powinnaś tu przychodzić - po tym co zrobiłam. Pamiętam dałam Robertowi krokodyla. Ciekawie czy już był na wykończeniu.
- Nie ważne. Kto cię tak urządził. Pokarz tego siniaka - usiadłam koło niej siniak był fioletowy i spuchnięty, rana na wardze wyglądała okropnie - co się stało?
- To nie jest miejsce na rozmowę. Dawno cię nie było. Muszę ci wszystko opowiedzieć. - po tych słowach poszłyśmy do parku.
Był słoneczny dzień. Połowa kwietnia. Zbliżają się moje urodziny. Wiosna nadeszła. Nie czuję szczęścia jak kiedyś, gdy byłam młodsza.Teraz dla mnie dzień ciągnie się za dniem, nic nadzwyczajnego. Usiadłam z Patrycją na ławce. Podałam jej wodę, którą kupiłam po drodze :
- Opowiadaj co się stało? Kto ci to zrobił? - musiałam to wiedzieć
- Po tym jak oddałaś Robertowi pieniądze on...on - Patrycja zaczęła płakać. NIe była taka zawsze. Byłateraz załamana.
- Mów dalej. Co się stało jak oddałam Robertowi pieniądzę?
- Robert poszedł kupić nielegalną broń i naboje zaczął strzelać. Zginęli : Jasiek i Anka oraz inni młodzi ćpunie. Przestraszyłam się zacz elam biec. Robert dogonił mnie. Powiedział, że mnie oszczędzi ale pod jednym warunkiem, że będę dawać mu się za darmo. Bałam się...Magda ja się naprawdę bałam...
- Spokojnie. Teraz już nic ci nie grozi jestem tutaj, będzie lepiej - musiałam ją pocieszać. Wiedziałam że to jeszcze nie koniec naszej przygody.
- Kilka dni temu poszłam zarabiać na ulicę. Robert mnie zmusił. Po powrocie dałam mu kasę od razu poszedł kupić narkotyki. Wziął wszystko mi nic nie zostawił. Zrobił się niebezpieczny, awanturniczy. Musiałam uciekać. Nocowałam na dworcu. Następnego dnia wróciłam. Robert się uspokoił. Wczoraj zaczęło się znowu tyle, ze ja się mu przeciwstawiłam. Uderzył mnie raz i drugi. Wziął pręt i zaczął mnie nim bić. Stąd te siniaki na ciele i rany. Nie uciekłam daleko. Robert się zmienił ale na gorsze. Z jego organizmem nie jest w porządku. Rozsypuje się. W nocy trudno łapie powietrze. Coś go zżera od środka - trucizna zaczęła działać - pomyślałam.
- Boże dziewczyno co ty musiałaś przejść. Teraz będzie lepiej. Obiecuję ci to. - obiecuję? Musiałam podnieść ją na duchu. Tak jak ona kiedyś postępowała ze mną.
- Gdzie będziemy spać? Nie możemy tam wrócić. On nas zabije. - nie pomyślałam o tym. Gdzie ja mogę przenocować?
- Coś wymyślimy - powiedziałam. Może Monika z odwyku by nas przyjęła. Znam jej chłopaka Marka. - znam pewne miejsce, gdzie możemy się zatrzymać. - odpowiedziałam.
Jechałyśmy tramwajem do domu Marka. Znajdowało się na przedmieściach. Może nas przenocuje. Chłopak Moniki mieszkał w bloku wiedziałam bo Monika mówiła mi, gdzie mieszka i abym udała się tam do niego jakbym miała jakieś kłopoty. Drzwi otworzył nam mężczyzna dobrej postury. Miał krótko ścięte czarne włosy i zielone oczy. Tatuaże na rękach. Wydawał się być szorstki, ale ja już dawno nie oceniam ludzi po wyglądzie. :
- Cześć jestem koleżanką Moniki. Powiedziała że możesz nas przenocować jakby coś - mówiłam słabym głosem. Byłam głodna. Nic nie jadłam od rana.
- A to ty. Magda, tak? Monika mówiła mi dużo o tobie. Wejdźcie. - chłopak mówił niskim głosem. Gestem ręki zaprosił nas do środka.
- Dzięki. Co z Moniką? Jak jej idzie?
- Nawet dobrze. Jest trochę załamana tym, że nie może wziąźć ale tak to spoko.
- Wiesz jesteśmy zmęczone mogłybyśmy położyć się spać?
- Jasne. To nasz pokój. Spijcie tu. - zaprowadził nas d pokoju w którym spali. Było nawet przytulnie. Patrycja i ja byłyśmy tak zmęczone, ze od razu poszłyśmy spać.
Śniłam o narkotykach. Jak zawsze, ale śniło mi się coś jeszcze - śmierć. Czyżby była tak blisko mnie?
Miałam zapaść dwa razy w ciągu nocy. Żyję. Oblewały mnie zimne poty. Czy koniec jest już mi bliski? Czy jestem nieśmiertelna? Tyle razy miałam już umrzeć albo zginąć. Moja nieśmiertelność mnie przeraża... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz