Rozdział 13
" Nicość zżera mnie od środka..."
Kolejny
dzień, który muszę przeżyć, kolejne po południe w moim życiu, kolejny wieczór,
który poprzedza nieprzespaną noc. Co będzie dalej? Będę mogła żyć normalnie?
Jestem już
na miejscu. Zadziwiające jak człowiek zna drogę do jedynego domu w którym może
czuć się bezpiecznie. Nie wiem czy Artur jest w domu, nie wiem czy chce mnie
widzieć, czy ja dla niego jeszcze istnieję? Skąd mam to wiedzieć, że się nie
wyprowadził? Przecież miałam nie wierzyć w miłość. Jednak nadal mam nadzieję i
wierze w lepsze jutro. Zadzwoniłam domofonem. Artur Kędziaż...nie mogłam o nim
zapomnieć. Kocham go nadal. Dzwonię jeszcze raz. Nikt nie odbiera, być może
jest na uczelni albo w pracy. Muszę go zobaczyć. Nie widziałam go trzy miesiące.
Tęsknie...jak zawsze tęsknie. Dzwonię już trzeci raz. Odebrał. Usłyszałam jego
głos. Poczułam się bezpieczniej. Idę do niego na drugie piętro. Nie ma windy.
Serce już mi tak nie służy. Dziwne...jestem narkomanką, prostytutką a wejście
na drugie piętro sprawia mi kłopot. Drzwi są otwarte. Artura nie ma... . Więc
kto mi otworzył? Jednak on. Jeden raz byłam tu u niego w mieszkaniu. Nic się
nie zmieniło. Wyjątkiem był bałagan oraz Artur leżący w salonie. Cały
zakrwawiony, pobity. Jego ręce...zakrwawione. Co on zrobił?! NA podłodze
krew...rozmyta krew. U niego na ręce rana postrzałowa. Kto mógł to zrobić?
Podeszłam do niego. Schyliłam się. Jak on mógł odebrać domofon? Może resztkami
sił. To w tej chwili nie jest najważniejsze. Zadzwoniłam po pogotowie. Jadą tu.
Muszę porozmawiać z Arturem.:
- To ja
Magda. Artur słyszysz mnie? - zaczęłam płakać. Muszę być spokojna. Nie mogę po
sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie mogę panikować.
- Magda? To
naprawdę ty? - mówił tak słabym głodem...tak cichym, że ledwo go usłyszałam.
- Tak to
ja. Artur nie bój się pogotowie już jedzie. Wszystko będzie dobrze. -
uścisnęłam jego dłoń. Musiałam mu dodać otuchy. Teraz moja kolej aby się nim
zająć.
-
Tęskniłem...dlaczego nie jesteś na odwyku? Wypuścili cię? - tęsknił...czyli
myślał o mnie. Tak bardzo go kocham a pozwoliłam żeby stała mu się krzywda... .
- Ja też
tęskniłam. To nie czas ani miejsce aby ci wszystko wyjaśnić co się stało. To
dłuższa historia...kto ci to zrobił? - nie chciałam mu tego mówić, że
uciekłam...był zbyt słaby.
-
Robert...był tutaj. Kilka godzin temu. Nie wiem skąd widział gdzie mieszkam.
Musiał mnie śledzić. Chciał kasę. Nie przejmuj się mną. Nic mi nie jest. To
tylko rana postrzałowa. Ważne że ty już go nie zobaczysz. On już cię nie
śledzi. - Robert?! Ten cham nie dość chciał pieniądze za towar ode mnie to
jeszcze pobił Artura i wziął od niego pieniądze?! Pożałuje tego...gorzko
pożałuje.
- Pogotowie
już jest. Wszystko będzie dobrze Artur, uwierz mi... - pogotowie przyjechało
zabrali Artura.
- Kocham
cię Magda... - to jego ostatnie słowa, które usłyszałam. Musiałam iść do
Roberta wyjaśnić wszystko. Musiałam go zabić... .
Zatrzymała
mnie policja. Chcieli abym zeznała kto mógł to zrobić. Dla swojego dobra nie
chciałam nic mówić...dla dobra swojego i Artura. Ja musiałam sama załatwić tą
sprawę..sama wymierzyć sprawiedliwość.
Jestem już
niedaleko speluny, gdzie mieszkamy wszyscy. Po drodze musiałam wstąpić do
miejscowego dilera. On zna kogoś kto sprzedaje takie badziewie, że śmierć jest
powolna i bardzo bolesna. Na taką zasłużył Robert. To będzie jego koniec.
Kupiłam.
Narkotyk "krokodyl" - wystarczy jedno wstrzyknięcie a zabija powoli i
boleśnie. Kości łamią się...masz wylewy. Wyglądasz jakby coś cię zżerało. Ciało
gnije pod wpływem tych wszystkich wymieszanych śmieci. Zasłużył sobie na to.
Nikt nie będzie krzywdził ludzi na których mi zależy...nikt.
Robert już
tam był. Wyglądał jak zawsze. Zaczął się śmiać, gdy mnie zobaczył. Nie mogłam
być wściekła. Nie mogę niczego po sobie poznać. :
- Wróciłaś,
gdzie się szwendałaś, maleńka - jak zwykle arogancki kretyn.
- Nie twój
interes. Mam coś dla ciebie. - mówiąc to podałam mu to świństwo. Krokodyla.
Niech zaćpa na śmierć.
-
Uprzedzili mnie, że to kupiłaś. Maleńka nic ci to nie da. Kupiłaś to sama to
weź. Śmiało, przecież to nic takiego. - przewidziałam to. Kupiłam dwie. Jedna
ampułka była z herą druga z krokodylem.
- Jak
chcesz nie wiesz co tracisz. Czysta heroina. Pycha. Już nie mogę się doczekać
jak zacznie działać. - miałam na niego haczyk. Każdy z nas uwielbia here a jeszcze
jak uda się kupić czystą to odlot na maksa.
- Heroina
mówisz, maleńka? No dobra to dawaj tą drugą ampułkę. trafiłaś bo mam dzisiaj 25
- urodziny. - nie wiedziałam że ma tyle lat. Po co się chwalił? Nikogo to nie
obchodzi.
- To
wszystkiego najlepszego. Bierz ile chcesz. Cala działka jest twoja. -
powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Wziął. Nie
mam wyrzutów sumienia za to co robię. Zasłużył. Widziałam jak bardzo jest
spragniony. Nie musiałam długo czekać. Ja wzięłam czystą here a on krokodyla.
Pożyje jakieś dwa lata i padnie.
Robert po
krokodylu zaczął się dziwnie zachowywać. Nie wiedziałam jakie będą tego skutki.
Musiał wziąź za dużo. Zaczął pluć krwią. Stracił przytomność. Ja w
przeciwieństwie do niego bawiłam się świetnie. Hera jest wspaniała. Zaczęłam
śpiewać, krzyczeć. Śniłam o zielonych kucykach. O wolności od narkotyków.
Czułam...czułam...nic nie czułam... .
Następnego
dnia rano Robert zachowywał się jak zawsze. Nie miał do mnie żadnych
zastrzeżeń. Wyszłam ze speluny. Zauważyłam, że przybyli nowicjusze. Teraz
zastanawiam się ile razy zabiłam jakiegoś człowieka. Czy mogę nazywać się
mordercą? Przecież tyle razy dawałam w kanał nastolatkom. Skąd mam wiedzieć, że
to nie był ich ostatni raz? Chcę z tym skończyć. Muszę pojechać do Artura do
szpitala dowiedzieć się czy wszystko dobrze... .
Dojechałam
na miejsce. Wpuścili mnie. Artur spał spokojnie. Miał operacje. Teraz ja muszę
się nim zająć. Lekarze powiedzieli , że przez jakiś czas może być w śpiączce.
- Artur
nasze role się zamieniły...chcę z tym skończyć ale to silniejsze ode mnie.
Nawet nie wiesz jak silniejsze ode mnie. Uciekłam z odwyku. Nie mogłam już
wytrzymać. Zdradziła cię z Pawłem. Żałuję tego. Dobrze wiedziałam co robię i nic
mnie nie usprawiedliwia, że była pod wpływem narkotyków. Nic... . Obiecuję ci
jedno Artur, Robert już nam nie będzie przeszkadzał. Nie będzie nas śledził,
rozdzielał. Teraz będziemy już razem na zawsze... .
- Jakie wyznanie. Brawo brawo. Nie sądziłem, że cię na to stać. Podobno prostytutki nie
mają uczuć a tu proszę takie zaskoczenie - niemożliwe to Tomek. Ale skąd on
wiedział, że ja...że ja tu jestem?
- Co ty tu
robisz?! Nie licz że ci kiedyś takie same słowa powiem, a teraz stąd wyjdź!!!
Natychmiast!!! - przestraszyłam się go. Nie wiedziałam już do czego jest
zdolny.
Tomek podszedł do mnie bliżej, złapał za włosy
tak silno. Zaczął mnie bić... . Krzyczałam wyrywałam się. Spadłam na podłogę
uderzając o róg stolika. Zemdlałam. Słyszałam tylko oddalające się kroki z
pomieszczenia, ktoś przybiegł chyba lekarz. Nie wiedziałam co się dzieje.
Czułam, że jakaś ciesz spływa mi po czole aż do ust... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz