sobota, 9 lutego 2013


Rozdział 13 " Nicość zżera mnie od środka..."

Kolejny dzień, który muszę przeżyć, kolejne po południe w moim życiu, kolejny wieczór, który poprzedza nieprzespaną noc. Co będzie dalej? Będę mogła żyć normalnie?
Jestem już na miejscu. Zadziwiające jak człowiek zna drogę do jedynego domu w którym może czuć się bezpiecznie. Nie wiem czy Artur jest w domu, nie wiem czy chce mnie widzieć, czy ja dla niego jeszcze istnieję? Skąd mam to wiedzieć, że się nie wyprowadził? Przecież miałam nie wierzyć w miłość. Jednak nadal mam nadzieję i wierze w lepsze jutro. Zadzwoniłam domofonem. Artur Kędziaż...nie mogłam o nim zapomnieć. Kocham go nadal. Dzwonię jeszcze raz. Nikt nie odbiera, być może jest na uczelni albo w pracy. Muszę go zobaczyć. Nie widziałam go trzy miesiące. Tęsknie...jak zawsze tęsknie. Dzwonię już trzeci raz. Odebrał. Usłyszałam jego głos. Poczułam się bezpieczniej. Idę do niego na drugie piętro. Nie ma windy. Serce już mi tak nie służy. Dziwne...jestem narkomanką, prostytutką a wejście na drugie piętro sprawia mi kłopot. Drzwi są otwarte. Artura nie ma... . Więc kto mi otworzył? Jednak on. Jeden raz byłam tu u niego w mieszkaniu. Nic się nie zmieniło. Wyjątkiem był bałagan oraz Artur leżący w salonie. Cały zakrwawiony, pobity. Jego ręce...zakrwawione. Co on zrobił?! NA podłodze krew...rozmyta krew. U niego na ręce rana postrzałowa. Kto mógł to zrobić? Podeszłam do niego. Schyliłam się. Jak on mógł odebrać domofon? Może resztkami sił. To w tej chwili nie jest najważniejsze. Zadzwoniłam po pogotowie. Jadą tu. Muszę porozmawiać z Arturem.:
- To ja Magda. Artur słyszysz mnie? - zaczęłam płakać. Muszę być spokojna. Nie mogę po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie mogę panikować.
- Magda? To naprawdę ty? - mówił tak słabym głodem...tak cichym, że ledwo go usłyszałam.
- Tak to ja. Artur nie bój się pogotowie już jedzie. Wszystko będzie dobrze. - uścisnęłam jego dłoń. Musiałam mu dodać otuchy. Teraz moja kolej aby się nim zająć.
- Tęskniłem...dlaczego nie jesteś na odwyku? Wypuścili cię? - tęsknił...czyli myślał o mnie. Tak bardzo go kocham a pozwoliłam żeby stała mu się krzywda... .
- Ja też tęskniłam. To nie czas ani miejsce aby ci wszystko wyjaśnić co się stało. To dłuższa historia...kto ci to zrobił? - nie chciałam mu tego mówić, że uciekłam...był zbyt słaby.
- Robert...był tutaj. Kilka godzin temu. Nie wiem skąd widział gdzie mieszkam. Musiał mnie śledzić. Chciał kasę. Nie przejmuj się mną. Nic mi nie jest. To tylko rana postrzałowa. Ważne że ty już go nie zobaczysz. On już cię nie śledzi. - Robert?! Ten cham nie dość chciał pieniądze za towar ode mnie to jeszcze pobił Artura i wziął od niego pieniądze?! Pożałuje tego...gorzko pożałuje.
- Pogotowie już jest. Wszystko będzie dobrze Artur, uwierz mi... - pogotowie przyjechało zabrali Artura.
- Kocham cię Magda... - to jego ostatnie słowa, które usłyszałam. Musiałam iść do Roberta wyjaśnić wszystko. Musiałam go zabić... .
Zatrzymała mnie policja. Chcieli abym zeznała kto mógł to zrobić. Dla swojego dobra nie chciałam nic mówić...dla dobra swojego i Artura. Ja musiałam sama załatwić tą sprawę..sama wymierzyć sprawiedliwość.
Jestem już niedaleko speluny, gdzie mieszkamy wszyscy. Po drodze musiałam wstąpić do miejscowego dilera. On zna kogoś kto sprzedaje takie badziewie, że śmierć jest powolna i bardzo bolesna. Na taką zasłużył Robert. To będzie jego koniec.
Kupiłam. Narkotyk "krokodyl" - wystarczy jedno wstrzyknięcie a zabija powoli i boleśnie. Kości łamią się...masz wylewy. Wyglądasz jakby coś cię zżerało. Ciało gnije pod wpływem tych wszystkich wymieszanych śmieci. Zasłużył sobie na to. Nikt nie będzie krzywdził ludzi na których mi zależy...nikt.
Robert już tam był. Wyglądał jak zawsze. Zaczął się śmiać, gdy mnie zobaczył. Nie mogłam być wściekła. Nie mogę niczego po sobie poznać. :
- Wróciłaś, gdzie się szwendałaś, maleńka - jak zwykle arogancki kretyn.
- Nie twój interes. Mam coś dla ciebie. - mówiąc to podałam mu to świństwo. Krokodyla. Niech zaćpa na śmierć.
- Uprzedzili mnie, że to kupiłaś. Maleńka nic ci to nie da. Kupiłaś to sama to weź. Śmiało, przecież to nic takiego. - przewidziałam to. Kupiłam dwie. Jedna ampułka była z herą druga z krokodylem.
- Jak chcesz nie wiesz co tracisz. Czysta heroina. Pycha. Już nie mogę się doczekać jak zacznie działać. - miałam na niego haczyk. Każdy z nas uwielbia here a jeszcze jak uda się kupić czystą to odlot na maksa.
- Heroina mówisz, maleńka? No dobra to dawaj tą drugą ampułkę. trafiłaś bo mam dzisiaj 25 - urodziny. - nie wiedziałam że ma tyle lat. Po co się chwalił? Nikogo to nie obchodzi.
- To wszystkiego najlepszego. Bierz ile chcesz. Cala działka jest twoja. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Wziął. Nie mam wyrzutów sumienia za to co robię. Zasłużył. Widziałam jak bardzo jest spragniony. Nie musiałam długo czekać. Ja wzięłam czystą here a on krokodyla. Pożyje jakieś dwa lata i padnie.
Robert po krokodylu zaczął się dziwnie zachowywać. Nie wiedziałam jakie będą tego skutki. Musiał wziąź za dużo. Zaczął pluć krwią. Stracił przytomność. Ja w przeciwieństwie do niego bawiłam się świetnie. Hera jest wspaniała. Zaczęłam śpiewać, krzyczeć. Śniłam o zielonych kucykach. O wolności od narkotyków. Czułam...czułam...nic nie czułam... .
Następnego dnia rano Robert zachowywał się jak zawsze. Nie miał do mnie żadnych zastrzeżeń. Wyszłam ze speluny. Zauważyłam, że przybyli nowicjusze. Teraz zastanawiam się ile razy zabiłam jakiegoś człowieka. Czy mogę nazywać się mordercą? Przecież tyle razy dawałam w kanał nastolatkom. Skąd mam wiedzieć, że to nie był ich ostatni raz? Chcę z tym skończyć. Muszę pojechać do Artura do szpitala dowiedzieć się czy wszystko dobrze... .
Dojechałam na miejsce. Wpuścili mnie. Artur spał spokojnie. Miał operacje. Teraz ja muszę się nim zająć. Lekarze powiedzieli , że przez jakiś czas może być w śpiączce.
- Artur nasze role się zamieniły...chcę z tym skończyć ale to silniejsze ode mnie. Nawet nie wiesz jak silniejsze ode mnie. Uciekłam z odwyku. Nie mogłam już wytrzymać. Zdradziła cię z Pawłem. Żałuję tego. Dobrze wiedziałam co robię i nic mnie nie usprawiedliwia, że była pod wpływem narkotyków. Nic... . Obiecuję ci jedno Artur, Robert już nam nie będzie przeszkadzał. Nie będzie nas śledził, rozdzielał. Teraz będziemy już razem na zawsze... .
- Jakie wyznanie. Brawo brawo. Nie sądziłem, że cię na to stać. Podobno prostytutki nie mają uczuć a tu proszę takie zaskoczenie - niemożliwe to Tomek. Ale skąd on wiedział, że ja...że ja tu jestem?
- Co ty tu robisz?! Nie licz że ci kiedyś takie same słowa powiem, a teraz stąd wyjdź!!! Natychmiast!!! - przestraszyłam się go. Nie wiedziałam już do czego jest zdolny.
 Tomek podszedł do mnie bliżej, złapał za włosy tak silno. Zaczął mnie bić... . Krzyczałam wyrywałam się. Spadłam na podłogę uderzając o róg stolika. Zemdlałam. Słyszałam tylko oddalające się kroki z pomieszczenia, ktoś przybiegł chyba lekarz. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam, że jakaś ciesz spływa mi po czole aż do ust... . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Statystyka

Moi narkomanie :)