Rozdział 11
" Wieczna wolność"
Zasnęłam
nad ranem. Nie mogę tak żyć. Na odwyku jestem już trzy miesiące. Nie
wytrzymuje. Dzisiaj są walentynki. Ciekawie czy Artur o mnie myśli. Nie
obchodzi mnie już nic ani nikt. Boję się świata, boję się życia. Nie chcę być
samotna to takie przerażające zostać samym na tym świecie, nie chcę tak. Paweł
dawał mi kilka razy amfę i LSD. Jest taki kochany. Nic nie muszę dawać mu w
zamian. Polubiłam go przy czym zdradziłam Artura. Jest mi z tym ciężko ale takie jest życie. Sama już nie wiem czy
moglibyśmy być razem, on pewnie też mnie zdradzał. Nie wierzę już w nic ani w
miłość, nadzieję na lepsze jutro czy przyjaźń. Na tym okrutnym świecie nie
istnieje nic takiego. Moim rajem są narkotyki. To mój raj tutaj na ziemi wśród
żywych.
Walentynki
- komercyjne święto. Nie cierpię ich. Dookoła zakochane pary. Sądzą ,że będą ze
sobą na zawsze. Głupota ludzka nie zna granic.Na odwyku wszyscy zakochani.
Całują się po kątach, kochają w izolatkach. Wszyscy zachowują się jakby coś
brali. Są tacy szczęśliwi. Włodzimierski wyjechał. Mamy spokój, nikt nami nie
rządzi. Ja postanowiłam ,że ucieknę dzisiaj z odwyku. Nie wiem jak ale zrobię
to sama czy z Pawłem wiem, że już tu nie wytrzymuje. Muszę stąd uciec.
Poszłam do
swojej izolatki. Mieści się na pierwszym piętrze. Okna zamknięte. Można je
wybić. Nic mi nie stoi na przeszkodzie. Krat nie ma. Rozmyślam leżąc na łóżku o
swojej przeszłości. Stwierdziłam że nic mnie nie trzyma przy życiu. Gdy ucieknę stąd pójdę do Roberta i do
jego bandy. Tylko oni mi zostali. Nikt mnie nie rozumie, rodzice mnie wyrzucili
z domu. Artur zostawił na odwyku. Nie chcę już żyć... .
Tak dobrze
mi się marzyło o narkotykach ,kiedy akurat musiał przyjść Paweł, może i to
dobrze, przynajmniej nie będę sama. :
- Co
robisz? Może pobaraszkujemy, co?- nie wiedziałam czy jest ze mną z litości z
pragnienia tylko tego jednego czy po prostu mnie kocha. Z resztą nie obchodziło
mnie to. I tak byłam już kiedyś dziwką i nią pozostanę. Moje życie moje zasady.
- Myślę o
swojej przeszłości. Chcę dzisiaj stąd uciec. Zrobisz to ze mną?- udałam że nie
słyszałam tego co powiedział o seksie. Nie miałam ochoty tego robić.
- Uciec?
Magda?! Zwariowałaś? Jesteś dopiero na drugim etapie chcesz to wszystko
stracić? - Paweł zaczął krzyczeć. Był wściekły. Widziałam to. Nigdy taki nie
był. Jego blond włosy nie były już tak złociste jak kiedyś. Widziałam że
umiera, wykańcza go ta terapia.
- Pytam się
uciekasz ze mną czy nie!!! - musiałam krzyknąć. Nie wiem dlaczego ale zależało
mi na nim.
- Nie. Nie
mogę tego zrobić. Przykro mi. Kocham Cię jesteś dla mnie jak siostra nie mogę -
Paweł opuścił głowę. Czuł się winny. Nie rozumiałam. Byłam dla niego jak
siostra z tym wyjątkiem, że z siostrą nie uparwia się seksu. Z tym jednym
jedynym wyjątkiem... .
-
Dlaczego?! Nie rozumiem. Jestem dla ciebie jak siostra. Myślałam, że...że
jestem dla ciebie...kimś...kimś ...więcej - patrzyłam na niego ze smutnym
wyrazem twarzy. Poczułam, że łzy spływają mi po policzkach. Rozpłakałam się.
Czyli czuje coś do niego...
- Sądziłaś
że ja ... że ja ciebie kocham? Jesteś dla mnie jak siostra. Zrobiliśmy
to...wiem. Żałuję. Ale wiesz, że byliśmy nie trzeźwi. Magda kocham cię ale jak
brat siostrę i nie chcę aby stało ci się coś złego. Nie wybaczyłbym tego sobie
- nie kocha mnie. Przynajmniej nie tak jak ja tego sobie życzyłam. Paweł
patrzył na mnie zabłąkanym wzrokiem. Ja na niego również.
- Ale ja
zdradziłam swojego chłopaka, bo myślałam że mnie kochasz!- dlaczego miałam do
niego pretensje? Przecież nie zrobił nic złego. To ja sobie ubzdurałam, że
będziemy razem i że mnie kocha. A on potraktował mnie jak zabawkę, którą można rzucić w kąt jak się popsuje.
- Wiem. Nie
chciałem i nie chcę ranić twoich uczuć ale muszę to zrobić. Jeżeli opuścisz
odwyk oni cię już nie wpuszczą. Przemyśl to Magda. Zastanów się. Masz jeszcze szansę...- co on kurwa gada?! jaką szansę? Każdy narkoman kończy tak samo.
- Czyli nie
uciekniesz ze mną? Jak chcesz przynajmniej mnie nie wydaj - nie chciałam o nic
go prosić. Narkoman nie prosi ,narkoman żąda. Ja żądałam za dużo od świata,
stanowczo za dużo.
- OK nie
wydam cię. Na pewno- jego dumna postawa była tak samo wielka jak jego głupota.Widziałam, że już nie
wytrzymuje. Sam zadecydował, że chce zostać. Ja nie chciałam.
Po tej
naszej "rozmowie" Paweł pocałował mnie i wyszedł. Widziałam go po raz
ostatni. Tej nocy uciekłam z odwyku. Nareszcie byłam wolna. Nie chciałam nikogo
słuchać. Gdy uciekłam udałam się do Roberta. Miejsce, gdzie się spotykali
znałam na pamięć. Jeszcze nie wiedziałam w co się pakuje... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz