Rozdział 8 " Niesamowita więź "
Gdy obudziłam się rano Artur jeszcze spał. Szczerze mówiąc bałam się zasnąć bo sądziłam, że się nie obudzę. Czy jest jeszcze dla mnie szansa? Czy mogę jeszcze z tego wyjść? Nie chcę iść na odwyk choć wiem, że jest to nieuniknione.
Tego dnia, gdy miałam wyjść ze szpitala Artur ze mną był. Pomógł mi się ubrać (bo byłam jeszcze słaba). Nie chciałam aby odwozili mnie karetką. Artur miał swój samochód. Nie wiedziałam, gdzie jest ta klinika. On musiał wiedzieć bo zawiózł mnie na miejsce. Nie chciałam wychodzić z jego auta. Chciałam zostać z nim. Wiedziałam co mnie czeka. Zaczęłam płakać. Wyszliśmy z samochodu. Artur złapał mnie za rękę.
Gdy weszliśmy do kliniki tak jak zawsze była ona cała wymalowana na biało. Lekarza jeszcze nie było. Dziwne było dla mnie to, że pielęgniarki były dla mnie takie miłe. Zwykle takie nie są. Musiałam pożegnać się z Arturem na dość długo. Nigdy nie wiadomo ile będzie trwał odwyk to zależy od psychiki człowieka i od jego organizmu. Ja wiedziałam, że długo nie będę Jego widziała. To było nasze najdłuższe pożegnanie jakie do tej pory pamiętam. Nie chciałam wypuścić go z mojego uścisku. Gdy mnie przytulał zdawało mi się, że broni mnie przed wszystkim. Zrozumiałam, że z nim chcę spędzić resztę swojego życia. Żegnaliśmy się pół godziny. Mówił mi, że będę silna, że muszę to przetrwać, że dam radę, przecież mam jego. Ale tą sprawę, wyjście z tego bagna w które wpadłam musiałam wyjść sama ze swoich chęci po prostu dla siebie nie dla kogoś tylko dla siebie... . Patrzyłam jak Artur oddala się w głębi korytarza. Jak jego bluza zwisa na jego ramionach. Jego kręcone czarne włosy poruszają się w raz z rytmem jak idzie. Po raz ostatni miałam go zobaczyć.. .
Gdy Artur odjechał spod kliniki od razu wzięli moją torbę i przeszukali. Pewnie myśleli, że mam jakieś prochy. Nic nie znaleźli. Idioci. Podeszła do mnie pielęgniarka :
- Proszę podwinąć rękawy. - ja się chyba przesłyszałam. Byłam pół roku w śpiączce a oni podejrzewali, że ja brałam? Musiałam zrobić to co mi kazali. Znaleźli tylko ślad po wkłuciu ze szpitala ( kroplówka) i ten sprzed sześciu miesięcy.
- Czy to już wszystko? Mogę iść na oddział? - zapytałam się.
- O tym zadecyduje twój lekarz. - to gdzie on do cholery jest?!
- Dzień Dobry. Nazywam się Maciej Włodzimierski będę twoim lekarzem. Czy ty nazywasz się Magda Dębkowska? - to on miał być moim lekarzem? Był chyba starszy ode mnie z pięć lat. Był dobrze zbudowany, wysoki miał blond włosy i czarne oczy. Tak czarne, że widać było w nich tylko nicość i zniszczenie nic więcej nie widziałam w jego oczach.
- Tak to ja.- odpowiedziałam z niechęci. Miałam już dość tego wszystkiego. Byłam zmęczona.
- Dobrze, proszę ją zabrać na Biały Oddział. - jak ja go nienawidziłam. To był najgorszy etap. Kazali mi się umyć i przebrać w ich ciuchy. Na Białym Oddziale znajdowali się najgorsi ćpunie. Byli na głodzie. Ale ja nie byłam. Może tak sądziłam tylko... .
Gdy weszłam do izolatki były tam już dwie dziewczyny. Pierwsza drobnej budowy o krótkich blond włosach. Widać było że ma 15 lat i dopiero zaczęła ćpać. Druga była przeciwieństwem pierwszej. Dobrze zbudowana dziewczyna o długich blond włosach. Miała chyba 17 lat. Pomyślałam sobie, świetnie same młode ćpunki. Ja w takim razie jestem starym ćpunem. Dawniej mnie to kręciło, ale teraz już nie. Usiadłam na swoim łóżku i patrzyłam na nie. W pewnym momencie ta pierwsza podeszła do mnie.
- Jestem Monika - miałam ochotę powiedzieć jej, że gówno mnie to obchodzi ale się powstrzymałam.
- Magda. - odpowiedziałam. Druga z nich nawet nie drgnęła.
- Długo już bierzesz? Ja od roku. Mam nadzieję, że jakoś się stąd wydostanę. Nie wytrzymam już tu dłużej. Mój chłopak na mnie czeka. Chcę do niego pójść i wziąść swoją dawkę. Chcemy umrzeć razem. Ten złoty strzał jest podobno taki cudowny a ty jak sądzisz? - jak ja sądzę? Ona miała dopiero 15 lat. Jest taka młoda, a już nie chce być na tym świecie.
- Możesz mnie nazywać starym ćpunem. Byłam już raz na odwyku . Wiele razy uciekałam. A co do złotego strzału to ja nic nie sądzę... - widać, że młoda była jeszcze pod wpływem narkotyku. Odtruwanie się dopiero zacznie pomyślałam.
- Stary ćpun? Łał ja też tak chcę. To takie piękne... tak brać do utarty przytomności. Być w innym świecie. Kiedyś też będę starym ćpunem jak ty. Teraz chciałabym trochę towaru nie masz go przy sobie czasem?
- Nie mam. Nie mam nic. - odpowiedziałam z pogardą. W Monice widziałam siebie sprzed pięciu lat. Byłam tak samo oczarowana starymi ćpunami, braniem, ładowaniem w kanał bez końca.
- Śmierć jest taką zagadką. Jestem ciekawa co wtedy się czuje, nigdy nie byłam taka ciekawa jak teraz. Chciałabym poczuć oddech śmierci na swoich plecach. Jak mnie dotyka... było by miło. Ha ha ha ha ha...- dziewczyna w jednym momencie odjechała.
Zaczęła się śmiać i płakać. To chyba było wzywanie o pomoc z jej strony. Dobrze wiedziałam czego jej brakuje, lecz nie mogłam jej tego dać. Przynajmniej nie teraz. Nie na pierwszym etapie. Monika zaczęła szaleć. Zaczęła krzyczeć. Przeklinała jak oszalała. Drapać się. Druga dziewczyna, która za nią wstała śmiałą się z niej, powiedziała, że ma atak. Miała rację. Monika w jednym momencie upadła i doznała drgawek. Przybiegli z kaftanami sądzili, że jej coś podałam. Owinęli mnie w kaftan i dali jakąś substancję w kanał. Poczułam, że język mi drętwieje, stałam się taka ospała. Zasnęłam... .
Obudziłam się rano. Nareszcie język nie był już taki zdrętwiały. Podobno przyszedł ktoś nowy. Widziałam jakąś postać, która stała nade mną. Otworzyłam szerzej oczy. Był to chłopak. Trzymał coś w dłoni. To były tabletki.
- Bierz ile chcesz. Włodzimierski wyjechał. Każdy robi to co chce.
- Wyjechał? Co to jest? - głupie pytanie jestem na odwyku więc pewnie narkotyki albo coś podobnego.
- LSD. Najlepsze. Mówię prawdę. Niezły odjazd po nich jest. Ile jesteś na głodzie? - wiedziałam, że narkotyki. Chłopak, które mi je podał miał na imię Paweł. Blondyn drobnej budowy o pięknych niebieskich oczach. Nigdy nie zwracałam uwagę na oczy, ale teraz stało się to dla mnie ważne. Po nich mogłam rozpoznać czy ktoś bierze czy nie. One wyrażały moim zdaniem duszę człowieka.
- Ponad pół roku. - odpowiedziałam biorąc od niego trzy tabletki.
- Pół roku?! Dziewczyno i ty jeszcze żyjesz?! Masz weź połowę. Zasłużyłaś.- podał mi je. Jego ręka cała drżała. Widać, że bardzo chciał sobie ulżyć.
- Właściwie mam na imię Magda. Jak widzisz żyję. Dzięki za LSD. Słyszałam coś o nich - nie potrzebowałam wody aby je popić. Jadłam je jak cukierki. Wzięłam wszystkie na raz.
- Miłej zabawy. - powiedział Paweł.
- Możesz zostać. Nie chciałabym zostać sama. Pierwszy raz wzięłam LSD nie wiem jakie są tego skutki. - chłopak został. Usiedliśmy koło łóżka i czekaliśmy na efekty tego cuda.
Nie trzeba było długo czekać. Nie długi czas po zażyciu widziałam już podwójnie. Było mi tak dobrze. Rzeczywiście dawało mocnego kopa. Nie wiem dlaczego Paweł trzymał mnie za rękę. Czułam się jakbym była małą dziewczynką, którą trzyma mama, gdy ma przechodzić przez pasy. Z Pawłem poczuliśmy szczególną więź do siebie. On był dla mnie jak brat a ja dla niego jak siostra, choć sama nie wiedziałam czy ma rodzeństwo. Tak zawarłam pierwszą pomyślną znajomość tutaj, na odwyku... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz