Rozdział 7 " Niezwykły sen..."
Czy ja żyję? Czy jestem już w innym świecie? Chyba tak. Nie chce tego. Nie chcę aby mnie chowano. Boże ja mam dopiero 20 lat jeszcze całe życie przede mną ja nie mogłam tak skończyć. Nie mogłam umrzeć jako narkomanka. Chciałam przecież jeszcze tyle przeżyć. Ale chyba jednak mnie nie ma na tym świecie...
Nie wiem czy to sen czy nie. Jednak sen. Jestem zdrowa. Jest lato, ja siedzę na trawie takiej zielonej, która pachnie. Pachnie miętą świeżymi kwiatami i życiem. Jestem ubrana w krótkie dżinsowe szorty i czarną bokserkę. Włosy mam upięte w luźnego koka. Mam na sobie niebieskie trampki. Siedzę na trawie, jest gorąco taki słoneczny dzień, lipcowy. Wiele takich dni wspominam, gdy byłam u swojej babci na wakacjach, zawsze siedziałam na ławce przed domem albo w ogrodzie na trawie i marzyłam. W oddali słyszę jakieś zagłuszone głosy jakby ktoś mnie wołał. Może to moja mama albo babcia. Jak ja jej dawno nie widziałam. Tak to moja babcia w takiej jasnej poświacie. "Babciu kocham cię. Dlaczego cię widzę, chcę iść do ciebie tam jest tak ciepło, przytulnie, czemu znikasz babciu nie!!!". Moja babcia znikła. A ja zaczęłam płakać. Nagle słyszę, że ktoś idzie w moją stronę, słońce świeci coraz mocniej. To Artur. Co on tu robi i skąd wie, gdzie moja babcia mieszkała? Nieważne, ważne że jest, że nie jestem samotna. Czemu on płacze? Co ja mu zrobiłam? Czy on jest ranny?. "Artur". Czy on mnie usłyszał. Chyba tak. Usiadł koło mnie na trawie. Przytuliłam się do niego nie mogłam wytrzymać tej tęsknoty za nim. Poczułam jego bluzę na swojej skórze i zapach jego perfum. Tak bardzo je lubiłam. Chciałam go pocałować, gdy nagle coś mnie szarpnęło za ramię. Niebo, które do tej pory było błękitne zrobiło się szare. Nagle pojawiły się chmury. Ocknęłam się. To był sen... .
- Wybudziliśmy ją. Panie Arturze słyszy Pan? - jakieś głosy słyszałam w oddali.
- Moja kochana, mój skarb, jak ja się o ciebie bałem. Kotku nie rób mi tak już więcej. - to był Artur. Jak ja się ucieszyłam. Chciałam coś powiedzieć ale rurka w jamie ustnej mi przeszkadzała. Artur bawił się moja długą pokręconą grzywką. Martwił się o mnie. Oczy miał podpuchnięte od płaczu. Był blady. Chyba nie spał. W pewnym momencie ścisnęłam mu rękę. Chciałam go poczuć, chciałam wiedzieć, że to nie sen, że nie śpię lecz jestem tutaj i żyję. W pewnym momencie podeszła do mnie pielęgniarka i wyjęła mi rurkę z buzi. Nareszcie mogłam coś powiedzieć.
- Artur, Artur - to były moje pierwsze słowa po przebudzeniu się. Nie wiedziałam ile spałam czy byłam w śpiączce czy nie. Artur usłyszał moje słowa.
- Magda nareszcie mogę usłyszeć twój głos. - objął moją rękę i pocałował. - tak długo byłaś w śpiączce. Myśleliśmy, że z tego nie wyjdziesz. Do tego byłaś na "głodzie". Wiem już wszystko.- ile czasu upłynęło od tego wypadku?
- Ile ja spałam? Przepraszam za wszystko.
- Byłaś w śpiączce ponad pół roku. Lekarze robili wszystko co mogli abyś się wybudziła. Mówili mi, że być może z tego nie wyjdziesz ale ja nie chciałem tego słyszeć. Wiedziałem, że dasz radę z tego wyjść. Wiem, że jesteś silna.
- Pół roku? Dużo mnie ominęło? Jesteś taki blady. - mówiąc to ostatnie słowo położyłam swoją dłoń na policzku Artura.
- Nie. Nie ominęło cię nic. A blady jestem dlatego że nie spałem bo czekałem kiedy się wybudzisz. Zawsze byłem przy tobie i będę. - jaki on był kochany. Tylko on się o mnie tak troszczył. A ja go zraniłam. Bo wzięłam pół roku temu.
-Miałam bardzo dziwny sen. Śniła mi się moja babcia, która nie żyje była w jasnej poświacie. Jednak nie chciała aby do niej dołączyła. - mówiąc to Artur patrzył na mnie z takim zaciekawieniem. Słuchał każdego mojego słowa. Jak muzyki. Wydawało mi się, że zapamiętuje je tak jak nuty jakiejś piosenki.
- To możliwe, bo jakiś czas temu twoje serce nie chciało bić. Lekarze mówią, że będziesz musiała pojechać na odwyk.
- Na odwyk? Ale jak ja sobie poradzę... ty wiesz, że ja te sześć miesięcy temu... - nie dokończyłam bo łzy napłynęły mi do oczu. Artur to zobaczył wstał i pocałował mnie najdelikatniej jak mógł.
- Wiem, że wzięłaś. Wiem , że Robert nas śledził. Teraz będziesz bezpieczna. To jest nieważne.
- Nie pamiętam co się właściwie wydarzyło, kiedy upadłam. Możesz mi to opowiedzieć? - Artur odkaszlnął zmienił ton głosu na wyraźniejszy złapał mnie za rękę i zaczął mówić.
- Biegłem za tobą. Krzyczałem ale nie słyszałaś. W pewnym momencie się wywróciłaś. Podbiegłem do ciebie ty na mnie spojrzałaś uśmiechnęłaś się i zaczęłaś się dusić, chciałaś chyba krzyczeć. W jednej chwili straciłaś przytomność. Ja nie wiedziałem co mam robić. Zacząłem płakać. Nie przyjmowałem tej myśli, że mogłem cię stracić przecież jesteś dla mnie wszystkim. Zadzwoniłem po pogotowie akurat byli w pobliżu bo podobno jakaś dziewczyna narkomanka taka jak ty, tylko wyższa z rudymi kręconymi włosami przedawkowała w jakiejś spelunie. Pojechałem z tobą do szpitala. Tam chcieli cię odratować elektrowstrząsami. Miałaś operacje. Pół roku od operacji wybudziłaś się teraz. - gdy Artur powiedział, że rudowłosa dziewczyna przedawkowała rozpłakałam się to była moja najlepsza przyjaciółka Mariola.
- A rodzice? Wiedzą o tym?
- Tak ale powiedzieli, że masz się od nich wynosić. - wynosić? Wiedziałam, że we mnie zwątpią.
- Lekarze powiedzieli, że jesteś teraz bardzo słaba i że musisz zostać jeszcze trochę w szpitalu. Potem odwiozą cię na przymusowy odwyk. Nie bój się pojadę z tobą. Wiesz, że cię kocham.
- Artur ja ciebie też kocham. - byłam już bardzo zmęczona i zasnęłam.
Śniłam że jestem zdrowa od tych przekleństw, że się wyleczyłam, że jestem wolna od narkotyków. Szkoda, że to był tylko sen. Przebudziłam się w nocy. Artur spał na drugim łóżku szpitalnym. Pielęgniarki musiały już go znać, pewnie dlatego pozwalały zostawać mu na noc przy mnie. Nie mogłam się doczekać następnego dnia... .
ciekawe co się dalej wydarzy .Jakie to romantyczne :)
OdpowiedzUsuń