wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 2

Rozdział 2  "Ucieczka i zrozumienie "


Ta cała świadomość co wczoraj zrobiłam, że odmówiłam narkotyku, tego co tak naprawdę pragnę. Teraz mówię sobie, że jestem silna choć to gówno prawda. Najchętniej wróciłabym do tego poprzedniego życia, gdzie nie liczyłam się ze swoim zdrowiem ale lekarz powiedział, że może powstać zator czy coś takiego.
Dzisiaj po południu poszłam w tamto miejsce, gdzie wszystko się zaczęło...do tego miejsca, którą czuję silną więź . Ta speluna do której zajrzałam, gdy nie poszłam do szkoły tylko na wagary. Sama nie wiem co mnie wtedy natchnęło żeby tam pójść i zobaczyć co tam jest. Może los tak chciał... . Cóż przeszłości nie zmienię. Gdy przechodziłam chodnikiem koło tego miejsca moi dawni przyjaciele już dawno tam byli. Czekali na mnie. Anka, Jasiek, Mariola, Patrycja, Krzysiek i Robert. Tego ostatniego najbardziej się bałam. To on miał nad nami kontrolę, on nami rządził, był naszym właścicielem. Przynajmniej dawniej mi się tak wydawało, teraz już się go nie boję. Jak zawsze Robert był ubrany w czarne wytarte spodnie, czarny t-shirt z jakąś grupą muzyczną i czarną kurtkę ze skóry. Na jego głowie jak zawsze panował nieład. Jego półdługie włosy były nieuczesane i rozczochrane. Bałam się go dawniej bo był bardzo dobrze zbudowany, teraz gdy go zobaczyłam wyglądał jak żywy trup. Chyba wiele mu nie brakowało aby przejść na drugą stronę. Z Mariolą czułam szczególną więź...nie lesby z nas czy coś. Traktowałam ją jak swoją siostrę, której nie miałam. Przynajmniej tak mi się zdawało. Gdy mnie zobaczyli od razu do mnie podeszli i obejrzeli jak jakiś drogocenny kamień. Fakt, że miałam na sobie nie codzienne ciuchy bo byłam jakoś tak zbyt grzecznie ubrana jak na swoją osobowość. Od razu im powiedziałam:
- Co tak mi się przyglądacie? Zmieniłam się jakoś czy coś? - sądziłam, że to coś da.
- Ej maleńka, weź nie bądź taka pyskata. Nie pamiętasz kto dał ci pierwszy zastrzyk? - powiedział Robert. To do niego podobne, zawsze chciał być panem sytuacji.
- Nie mów do mnie maleńka! I nie zbliżaj się do mnie bo oberwiesz. Ja nie żartuje!- może przesadziłam ale do niego trzeba stanowczo mówić aby zrozumiał, że nie ma się ochoty z nim gadać.
- Spoko, nie denerwuje się tak. Chodź zrobię ci zastrzyk to zaraz się wyluzujesz.
- Nie dzięki, ja...ja już nie...- zaczęłam się jąkać jak to ja w takich niezręcznych sytuacjach.
- Tylko mi nie mów, że nie bierzesz. - powiedziała Anka. - Chyba nie sądzisz, że odwyk coś ci dał. Jak weźmiesz sobie jedną działkę to zaraz się lepiej poczujesz. Mamy coś nowego.
- Nie biorę. Naprawdę. Nie chce już tego świństwa. - powiedziałam do nich, ale on udawali, że tego nie słyszą. Musiałam powtórzyć głośniej.- Nie biorę! Słyszycie! Skończyłam z TYM!!
- Chyba nie wierzysz w to co mówisz, maleńka - odezwał się Robert. - Po co ci był ten odwyk, co? I tak będziesz brała. - był teraz tak blisko mnie, że czułam jego oddech na swoim policzku. Oddech śmierci. Złapał mnie mocno za ramię. Nie sądziłam, że ma jeszcze taką siłę.
- Puść ją! - po raz pierwszy od mojego przyjśćia odezwał się Jasiek. Jego ton głosu był inny niż przed odwykiem. Czyżby się zmienił? - Nie słyszysz Robert! Puść ją! Jak nie chce wziąść  swojej działki to nie, nie możesz jej do tego zmuszać.
- Jasiek nie pyskuj bo jeszcze zobaczysz, że mam siłę aby ci nieźle wpierdolić!!! - przestraszyłam się i dałam Robertowi w twarz.
 Zaczęłam biec ile sił w nogach. Moje ciało nie było już tak sprawne jak sprzed 5 lat. Przecież przeszło tyle zmian. Chciałam uciec jak najdalej... . Biegłam jak najszybciej. W końcu wpadłam na zatłoczoną uliczkę, chciałam krzyczeć ale nie mogłam. Przecież nikt by mi nie pomógł. Policja? Nie. Co bym im powiedziała, że jestem...byłam ćpunką i że gonią mnie inni ćpuni? To bez sensu. Musiałam gdzieś się skryć żeby mnie nie znaleźli. Weszłam do sklepu i już na początku wpadłam na kogoś. Tym ktosiem był chłopak a raczej mężczyzna o drobnej budowie, czarnych krótkich włosach i pięknych błękitnych oczach. Spojrzałam mu w oczy i zanim się ocknęłam z zamyślenia...Robert i cała zgraja mnie dogoniła. Zaczęłam krzyczeć aby mnie puścili i w tym momencie chłopak na którego wpadłam odezwał się :
- Zostawcie ją! Nie słyszycie, że ona nie che z wami iść?! No dryblasie jak ci na imię? - powiedział tak do Roberta, który i tak był wściekły bo po raz pierwszy kobieta go uderzyła.
- Nie bądź taki cwaniak. To, że jesteś wysoki nie oznacza, że taki znowu silny. A tą dziewczynę musimy ze sobą wziąść bo mamy do niej sprawę! - powiedział to z drżącym głosem. Rzeczywiście chłopak na którego wpadłam był wysoki i przystojny.
- Dziewczyna do której macie niby sprawę powiedziała, że nie chcę z wami iść i nie pójdzie! A wam radzę uciekać bo zadzwonię po policję. - dobrze, że miałam rozpuszczone włosy. Nie lubiłam ich bo się kręciły ale uchroniły mnie przed ukazaniem rumieńców, które miałam na policzkach. Zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy ktoś się za mną wstawił.
Gdy już Robert i jego cała banda sobie poszła to nie wiedziałam co mam robić. Nagle chłopak przedstawił mi się :
- Mam na imię Artur. A ty?
- Mmm...Magda - co ja najlepszego zrobiłam?! Zająknęłam się! - Przepraszam za nich.
- Dlaczego przepraszasz? Przecież nic nie zrobiłaś? To oni powinni ciebie przeprosić. Ty cała drżysz. Nic ci nie jest? - gdy dotknął mojego ramienia zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Prawda drżałam bo bałam się.
- Nic mi nie jest. Dziękuję, że mnie obroniłeś. Rzadko to ktoś robi.
- Spoko. Nie ma za co dziękować. Podejrzane z nich typy. Magda widzę, że dobrze by ci zrobiła gorąca herbata. Obok jest kafejka, może pójdziemy?
- To prawda. Tyle, że ja nie ma przy sobie kasy. - odpowiedziałam łamliwym głosem.
- To nic ja zapłacę. Chodź widzę, że naprawdę jest ci potrzebna.
Fakt, była mi potrzebna herbata i troska od innych osób. Bo od moich rodziców nie mogłam na nią liczyć. On patrzyli tylko na to kiedy są gdzieś jakieś imprezy, bankiety itd. A ja potrzebowałam miłości i zrozumienia od drugiej osoby...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Statystyka

Moi narkomanie :)