Rozdział 5 " Wszystko powraca..."
Była to cudowna noc. Gdy udaliśmy się do jego domu sądziłam, że Artur chce seksu. Każdy chłopak, który widzi w jakiej rozsypce jest dziewczyna wykorzystałby to. Jednak On tego nie zrobił. Nie robiliśmy nic wyjątkowego. Mieliśmy przecież po 20 lat. Całą noc piliśmy gorącą herbatę z cytryną i rozmawialiśmy o swojej przeszłości, czasem tylko się przytulaliśmy i całowaliśmy. To było cudowne. Najpiękniejsza noc w moim życiu.
Gdy obudziłam się rano, leżałam u Niego w łóżku. Nie wiem co się stało miałam tylko nadzieję, że Tego nie zrobiliśmy. Jego nie było. Wstałam i zauważyłam, że ktoś jest w kuchni. Ubrałam się w swoje ciuchy i wyszłam z pokoju. Robił śniadanie. Zachowywaliśmy się jak stare dobre małżeństwo. Kiedy weszłam do kuchni Artur pocałował mnie w policzek i podał mi śniadanie. Chyba musiałam mu powiedzieć, że lubię jajecznice z pomidorami bo takie dostałam. Po zjedzeniu posiłku wyszliśmy z Jego mieszkania. Tylko gdzie ja miałam iść? Przecież nie wrócę do domu. Dla moich rodziców już nie istnieje. Artur musiał iść do pracy a ja zaczęłam chodzić po mieście. Miałam tylko taką małą nadzieję, że starzy znajomi mnie nie dopadną.
Stało się to co przewidywałam. Robert i jego cała grupa dopadła mnie w parku :
- Kogo moje piękne oczy widzą! - czy jego oczy były takie piękne to ja nie wiem. Były jak za mgłą z resztą nie obchodziło mnie to. Chciałam z tamtąd uciec.
- A czy one coś widzą?!- powiedziałam z pogardą do Roberta.
- Nie bądź taka, maleńka. Co twój królewicz cię uratował? Ale jego teraz tu nie ma- właśnie nie było Artura ale przecież nie mogę cały czas na niego liczyć bo zachowywałabym się jak piąte koło u wozu. - Widziałem jak wczoraj się obściskiwaliście w parku koło Samotnego Drzewa. Myślałaś, że mi uciekniesz? Nie tak szybko!!! - czyli mnie śledził. Ale jak? Ja go nie widziałam. Robert podszedł do mnie bliżej tak, że czułam jego dłoń na moim policzku. Była szorstka bez wyrazu. Miała zanikające żyły, jak to u ćpuna. Nagle wyjął scyzoryk i przyłożył go do mojego nadgarstka.
- Co ty robisz? Zabić mnie chcesz? W każdej chwili mogę zacząć krzyczeć i będzie z tobą źle a chyba nie chcesz żeby policja wiedziała o twoich przekrętach?!- musiałam coś wymyślić, chyba nie chciał zrobić mi krzywdy nie pamięta jak z przykrością musiałam wciągać w narkomanie inne 15- latki?
- Być może chcę cię zabić. Ale to jeszcze nie teraz. - po tych słowach odsunął się ode mnie i schował scyzoryk do kieszeni od swoich czarnych brudnych spodni.
Gdy schował już ostrze odszedł ode mnie i poszedł. Przez chwilę serce biło mi tak jakby chciało wyrwać się z piersi. Patrzyłam na niego jak znika za rogiem ulicy. Minęła dobra chwila zanim się otrząsnęłam. Co miał na myśli że jeszcze mnie zabije, nie teraz? Przestraszyłam się. Gdy już ochłonęłam. Pomyślałam, że muszę wrócić do domu i wszystko im wytłumaczyć jednak już na progu przywitali mnie obelgami i kłótnią. Dopiero, gdy wszystko im wytłumaczyłam, że nie chodzę od 5 lat z Tomkiem zrozumieli,że On jest psychopatą. Ojciec powiedział, że zgłosi to na policję, że nikt nie będzie nękał jego córki. Ale co ja miałam im powiedzieć, że nie chcę już z nimi mieszkać? Musiałam mówić prawdę. Gdy już się dowiedzieli, zaczęli na mnie krzyczeć że jestem żałosna, puszczalska i że nigdy jeszcze się tak za własną córkę się nie wstydzili. Jak to jest, przed chwilą mówili iż jestem ich jedyną ukochaną córką, a teraz że jestem puszczalska?! Po kłótni poszłam do siebie na górę wzięłam swoje ciuchy i wyszłam. Na pożegnanie żuciłam im tyle żeby się ode mnie odpierdolili bo jestem już dorosła.
Robert miał rację, że nie wytrzymam, jeszcze tego samego dnia zjawiłam się w tej samej spelunie co zawsze. Nic się tu nie zmieniło. Oprócz jednego, byli tu nowi. Po twarzach zauważyłam że nie mają więcej niż po 14 czy 15 lat. Nie wiedzą w co się pakują.- powiedziałam do siebie. Ale to już jest ich sprawa.Gdy tylko Robert mnie zauważył zaczął się śmiać. Wiedział,że przyjdę w niedługim czasie. Od razu dał mi strzykawkę i ampułki. :
- To coś nowego. -powiedział z zadowoleniem na twarzy. - Amfetamina. Niezłego kopa daje. Odlot na maksa. Dla ciebie w sam raz. - dla mnie? Chyba chciał powiedzieć coś jeszcze ale się zamknął. Nie mogłam sobie trafić w żyłę. Dawno tego nie robiłam. Musiałam poprosić Mariolę o pomoc.
- Mariola? Pomożesz mi? Nie mogę się wkłuć. - ona już była wstawiona, naćpana, ręce się jej trzęsły.
- Jasne. Przyjaciółka, przyjaciółce tak? - gdy byłam na odwyku lekarze mówili, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między narkomanami, że są tylko układy. W takim razie nie znali mnie i Marioli.
- Tak. Przyjaciółka - przyjaciółce - powiedziałam to z uśmiechem na twarzy. Pierwsza zrobiłam ja zastrzyk Marioli potem ona mi. Gdy tylko amfa wlała mi się do żył poczułam, że żyję. To było coś wspaniałego. Wiedziałam że tego pragnęłam przez cały odwyk i po wyjściu z niego. Tego mi brakowało. Nie obchodziło mnie nic ani Artur, rodzice Tomek i całe te posrane problemy z którymi się borykałam. Bo co to kurwa za życie? Zamartwiać się wszystkim. Ja chciałam żyć chwilą. Jestem tutaj, coś się dzieje nagle mnie nie ma i zostają po mnie tylko wspomnienia.
- Życie jest krótkie, maleńka. Trzeba z niego korzystać jak się da zanim ono wykorzysta ciebie - powiedział Robert.
Szczerze mówiąc mało co zrozumiałam z tego co do mnie mówił bo byłam już nieźle wkręcona. Chciałam o wszystkim zapomnieć i oddać się chwili, jakie jest życie. Wydawało mi się w jednej chwili, że jestem na zielonej polanie porośniętej fiołkami i innymi kwiatami. Było to tak realistyczne uczucie, że wstałam i zaczęłam skakać, biegać, krzyczeć i Bóg wie co jeszcze. Czułam się taka wolna. Tego dnia brałam jeszcze dwa razy. Zostałam tam na noc. Nie widziałam się z Arturem... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz