piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 6

Rozdział 6  "Oddech śmierci"

Co ja zrobiłam?! Jak mogłam znowu wziąść?! Jestem nienormalna. Przecież zraniłam nie tylko siebie lecz też ludzi na których mi zależy... . Czy jest jeszcze dla mnie miejsce na tym świecie? Czy mnie ktoś kocha? Nie chcę tak żyć. Wiedziałam, że kiedyś znowu zacznę ćpać ale nie sądziłam, że wrócę do tego tak szybko. Zraniłam Artura i siebie... .
Było już widno kiedy się obudziłam a może mi się tak zdawało, że się obudziłam, może przedawkowałam i znalazłam się gdzieś w świecie, gdzie nie ma problemów? Jednak nie, ledwo otworzyłam swoje narkomańskie oczy a Robert już mnie kopnął w biodro. To bolało, ale sama tego chciałam. Sama chciałam wrócić do tego wszystkiego. Robert o dziwo jeszcze nic nie wziął być może brakowało towaru. Ale co ja miałam z tym wspólnego? Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że Robert coś do mnie mówi :
- Ej maleńka, dobrze ci wczoraj było co? - co on miał na myśli, chyba nie uprawialiśmy seksu. Spojrzałam w jego szare oczy, które kiedyś były zielone.
- Co?! Chyba nie wykorzystałeś tego, że wczoraj byłam naćpana? - zapytałam się go, chciałam znać prawdę. Nie mogłam zdradzić Artura.

- Heh...może tak może nie. Zależy co masz na myśli. Jeżeli seks to nie bój się nie robiliśmy tego wczoraj przeleciałem inną laskę. Chodziło mi o to, że nikt nie mógł do ciebie dotrzeć, zachowywałaś się jakbyś była gdzieś na farmie czy coś. - dzięki Bogu, że nie zrobiliśmy Tego nie zniosłabym tej rozpaczy. 
- Bo może tam byłam na farmie - powiedziałam  do niego bezsensownie.-Która jest godzina? Chciałabym już iść.
- Hola hola, maleńka. Nie zapłaciłaś mi za te trzy działki co wczoraj wzięłaś.
- Mówiłeś, że nie muszę płacić bo dajesz mi za darmo więc w czym problem?
- Musiałem być nieźle naćpany, ale to było wczoraj a dziś jest dziś więc musisz zapłacić, po za tym przenocowałem cię a to też kosztuje. - jaki on był prymitywny. Dawniej nie brał nic ode mnie nawet za nocleg. My ćpunie byliśmy dawniej taką społecznością. A teraz? Za nocleg muszę mu płacić dupek jeden.
- Ale w tym problem, że ja nie mam ci czym zapłacić bo kasy nie mam. Jestem na lodzie... .
- To zapłacisz w naturze, maleńka. Jeden wyskok w bok dobrze ci zrobi. - jeszcze czego!!!. Nie jestem żadną dziwką niech tylko spróbuje mnie tknąć to pożałuje. Wyskok w bok? FRAJER. Czas mu przypomnieć kto go krył jak nas policja złapała na sprzedaży narkotyków.
- W naturze?! Co ty sobie wyobrażasz?! Alfąs się znalazł. Mam ci przypomnieć Robert kto cię krył jak nas policja złapała przy sprzedaży narkotyków nocą?! - to musiało zadziałać. Widziałam to po jego twarzy był wściekły w głębi duszy nadal się go bałam.
- To było dawno, maleńka. Policja nic ci nie pomoże.
- Ale wiesz, że w każdej chwili mogę zmienić zeznania i powiedzieć gdzie masz kryjówkę?- pomału zaczynałam brać go na litość. Nie mogłam się z nim przespać.
- Dobra maleńka nie denerwuj się tak bo kopniesz w kalendarz. Przekręcisz się z nerwów za niedługo. Odpalę ci jeszcze jedną działkę żebyś się uspokoiła OK? - przekręcę się? Kopnę w kalendarz? Śmieszne. Ja się wcale nie denerwowałam. Przynajmniej mi się tak zdawało.
- Ale za darmo? Jak nie to idę stąd.
- Dobra ostatnia za darmo ale następne będziesz musiała sama sobie kombinować my jesteśmy w stanie krytycznym z amfą czy maryśką. Musisz sobie sama radzić. - zgodziłam się, chciałam ostatni raz poczuć jak amfa wlewa mi się w kanał.
- OK. A teraz dawaj strzykawkę. Sama sobie poradzę. - usiadłam w kącie a raczej kucałam. Zaczęłam cała drżeć nie wiedział co się ze mną dzieje. Ledwo wkułam się w żyłę. Wstrzyknęłam "truciznę" i od razu poczułam się lepiej. Tak jak dawniej.
Nie wiedziałam czy mam zostać tutaj czy wyjść. Czułam się taka samotna i maleńka przy tych ścianach być może było to spowodowane działaniem narkotyku. Nie zastanawiając się długo wyszłam z tej nory. Kilka minut później byłam koło bloku w którym mieszka Artur. Zabawne, że zapamiętałam drogę. Zaczęłam wciskać wszystkie przyciski od domofonu, chciałam usłyszeć Jego głos, taki ciepły. Po chwili ktoś schodził z klatki schodowej. Jakaś wysoka drobna postać. Przestraszyłam się i zaczęłam biec, ale to coś mnie goniło. W pewnym momencie moje nogi odmówiły posłuszeństwa i upadłam na beton. Bałam się tylko, że "to coś" mnie dogoni. To był Artur, krzyczał za mną ale ja nie słyszałam. Podbiegł do mnie, gdy upadłam. Miałam zranione kolano i podarte spodnie oraz ranę na policzku. Uśmiechnęłam się do niego i w jednej chwili nie mogłam oddychać nie wiedziałam co się dzieje. Nie mogłam oddychać ani nic powiedzieć. Serce strasznie mnie bolało i kuło. Chyba nie chciało już dalej dla mnie bić. Dusiłam się. W oddali słyszałam tylko krzyki, wzywanie o pomoc i łamiący się głos Artura. W jedne chwili mogłam stracić wszystko. Nie chciałam umierać... .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Statystyka

Moi narkomanie :)