Rozdział 15 " Jestem nieśmiertelna "
Następny dzień życia, co ja tu robię? Czy naprawdę Bóg stworzył mnie abym wypełniła tutaj swoją misję? Nie wiem. Nic nie wiem. Z bólem patrzę w przyszłość bo dobrze wiem co tam zobaczę. Nic, zupełnie nic. Pustkę. Ból. Cierpienie. To tak boli, gdy wszyscy się od ciebie odsuną, zapomną. Pobawią się trochę tobą jak lalką czy miśkiem a potem, gdy dostaną nową zabawkę o tobie zapominają. Przeżyłam to. Wiem jaki to jest ból i strach przed jutrem. Nikt się o ciebie nie troszczy, nie kocha. Nie wiedzą jak jest ci potrzebna miłość...oni nic nie wiedzą. Nie rozumieją cię bo jesteś inna niż inni. Tak naprawdę boją się ciebie i twojej odmienności. Oni są jak sępy czekające tylko na twoje potknięcie, upadek aby cię pożreć. Tak nie można. To nie ludzkie, ale oni nie są ludźmi. To potwory, które nas zżerają od środka, nasze lęki. Boimy się powiedzieć im jak są dla nas ważni. To upakarzające, gdy wyznajesz komuś swoje uczucia a oni się z nich naśmiewają, wyśmiewając również ciebie, ale ty wiesz że zrobisz im na złość, ze odpłacisz im się. Zemsta bywa słodka ale zaraz też gorzka. Chcesz jej ale nie chcesz postąpić tak samo jak oni. Odpuszczasz im. Poddajesz się, płaczesz po nocach jak dziecko, któremu zabiorą lizaka. Postanawiasz, ze drugim razem będzie inaczej, a jest tak samo jak zawsze... .
Opowiedziałam wszystko Arturowi, nic nie odpowiedział. Bałam się że mnie zostawi. Miał powody.Kochał mnie a ja go zdradziłam. Nic mnie w tej sytuacji nie tłumaczy...nawet narkotyki.
Siedzieliśmy na łóżku szpitalnym. Była cisza, pierwszy raz krępująca. Nikt nic z nas nie odpowiedział. widziałam jego wyraz twarzy. Smutny a zarazem wściekły. Wiedziałam, że tłumi to wszystko w sobie. Zraniłam, po raz kolejny to zrobiłam. Nie mogę tak. Muszę się wypisać. Wiem ze Artur nie chce mnie już widzieć na oczy. Nie kocha mnie. Zastanawiam się teraz jak krucha jest miłość. Jak szkło? Czy może jeszcze bardziej to uczucie jet kruche? Czy pokocham jeszcze raz? Tego nie wiem. Boję się, że kogoś zranię. To mnie przeraża.
Dwie godziny później wypisałam się ze szpitala. Odzyskałam pamięć dzięki Arturowi. Pożegnałam się z nim. Zostawiłam kartkę nic więcej. Udałam się do Roberta. Tak gdzie wszystko się zaczęło. Minęło kilka tygodni odkąd ostatni raz wzięłam. Ciągnęła mnie tam jakaś magiczna siec, której nie mogłam dostrzec, taka magnetyczna siła przyciągania. Koło speluny siedziała Patrycja. Wyglądała nie najgorzej, była zapłakana. Jej blond włosy były całe rozczochrane. Miała podarte spodnie, jakby się biła taką samą czarną bluzkę. Podeszłam bliżej. Zobaczyłam siniaka na jej twarzy i rozciętą wargę. Płakała. :
- Magda? Co ty tu robisz? Po tym wszystkim co zrobiłaś nie powinnaś tu przychodzić - po tym co zrobiłam. Pamiętam dałam Robertowi krokodyla. Ciekawie czy już był na wykończeniu.
- Nie ważne. Kto cię tak urządził. Pokarz tego siniaka - usiadłam koło niej siniak był fioletowy i spuchnięty, rana na wardze wyglądała okropnie - co się stało?
- To nie jest miejsce na rozmowę. Dawno cię nie było. Muszę ci wszystko opowiedzieć. - po tych słowach poszłyśmy do parku.
Był słoneczny dzień. Połowa kwietnia. Zbliżają się moje urodziny. Wiosna nadeszła. Nie czuję szczęścia jak kiedyś, gdy byłam młodsza.Teraz dla mnie dzień ciągnie się za dniem, nic nadzwyczajnego. Usiadłam z Patrycją na ławce. Podałam jej wodę, którą kupiłam po drodze :
- Opowiadaj co się stało? Kto ci to zrobił? - musiałam to wiedzieć
- Po tym jak oddałaś Robertowi pieniądze on...on - Patrycja zaczęła płakać. NIe była taka zawsze. Byłateraz załamana.
- Mów dalej. Co się stało jak oddałam Robertowi pieniądzę?
- Robert poszedł kupić nielegalną broń i naboje zaczął strzelać. Zginęli : Jasiek i Anka oraz inni młodzi ćpunie. Przestraszyłam się zacz elam biec. Robert dogonił mnie. Powiedział, że mnie oszczędzi ale pod jednym warunkiem, że będę dawać mu się za darmo. Bałam się...Magda ja się naprawdę bałam...
- Spokojnie. Teraz już nic ci nie grozi jestem tutaj, będzie lepiej - musiałam ją pocieszać. Wiedziałam że to jeszcze nie koniec naszej przygody.
- Kilka dni temu poszłam zarabiać na ulicę. Robert mnie zmusił. Po powrocie dałam mu kasę od razu poszedł kupić narkotyki. Wziął wszystko mi nic nie zostawił. Zrobił się niebezpieczny, awanturniczy. Musiałam uciekać. Nocowałam na dworcu. Następnego dnia wróciłam. Robert się uspokoił. Wczoraj zaczęło się znowu tyle, ze ja się mu przeciwstawiłam. Uderzył mnie raz i drugi. Wziął pręt i zaczął mnie nim bić. Stąd te siniaki na ciele i rany. Nie uciekłam daleko. Robert się zmienił ale na gorsze. Z jego organizmem nie jest w porządku. Rozsypuje się. W nocy trudno łapie powietrze. Coś go zżera od środka - trucizna zaczęła działać - pomyślałam.
- Boże dziewczyno co ty musiałaś przejść. Teraz będzie lepiej. Obiecuję ci to. - obiecuję? Musiałam podnieść ją na duchu. Tak jak ona kiedyś postępowała ze mną.
- Gdzie będziemy spać? Nie możemy tam wrócić. On nas zabije. - nie pomyślałam o tym. Gdzie ja mogę przenocować?
- Coś wymyślimy - powiedziałam. Może Monika z odwyku by nas przyjęła. Znam jej chłopaka Marka. - znam pewne miejsce, gdzie możemy się zatrzymać. - odpowiedziałam.
Jechałyśmy tramwajem do domu Marka. Znajdowało się na przedmieściach. Może nas przenocuje. Chłopak Moniki mieszkał w bloku wiedziałam bo Monika mówiła mi, gdzie mieszka i abym udała się tam do niego jakbym miała jakieś kłopoty. Drzwi otworzył nam mężczyzna dobrej postury. Miał krótko ścięte czarne włosy i zielone oczy. Tatuaże na rękach. Wydawał się być szorstki, ale ja już dawno nie oceniam ludzi po wyglądzie. :
- Cześć jestem koleżanką Moniki. Powiedziała że możesz nas przenocować jakby coś - mówiłam słabym głosem. Byłam głodna. Nic nie jadłam od rana.
- A to ty. Magda, tak? Monika mówiła mi dużo o tobie. Wejdźcie. - chłopak mówił niskim głosem. Gestem ręki zaprosił nas do środka.
- Dzięki. Co z Moniką? Jak jej idzie?
- Nawet dobrze. Jest trochę załamana tym, że nie może wziąźć ale tak to spoko.
- Wiesz jesteśmy zmęczone mogłybyśmy położyć się spać?
- Jasne. To nasz pokój. Spijcie tu. - zaprowadził nas d pokoju w którym spali. Było nawet przytulnie. Patrycja i ja byłyśmy tak zmęczone, ze od razu poszłyśmy spać.
Śniłam o narkotykach. Jak zawsze, ale śniło mi się coś jeszcze - śmierć. Czyżby była tak blisko mnie?
Miałam zapaść dwa razy w ciągu nocy. Żyję. Oblewały mnie zimne poty. Czy koniec jest już mi bliski? Czy jestem nieśmiertelna? Tyle razy miałam już umrzeć albo zginąć. Moja nieśmiertelność mnie przeraża... .
niedziela, 10 lutego 2013
sobota, 9 lutego 2013
Rozdział 14
" Tyle pytań a żadnej odpowiedzi..."
Czy ja
żyję? Czy to sen? Czy ja śnię na jawie... . Wiem jedno boli mnie głowa...i to
bardzo. Pamiętam tylko Tomka, który mnie uderzył...tylko to... .
Obudziłam
się po pół godzinie od momentu, gdy upadłam na podłogę od uderzenia... . Boże
Tomek!!! On znowu wie gdzie ja jestem. Ale jak on się wydostał z psychiatryka?!
Nie chcę o tym już myśleć. Głowa mnie boli tak jakbym co najmniej dostałą
porządnie młotem w potylicę.
Gdy się
obudziłam stał koło mnie lekarz. Skąd ja się wzięłam w szpitalu? Kim jest ten
chłopak, który leży na łóżku i śpi? Czy jest to ktoś dla mnie ważny? Czy ja
jestem jego siostrą? I co się stało? Pamiętam tylko jedno mojego byłego
chłopaka Tomka...wiem, ze mnie uderzył, ale dlaczego to zrobił? Nigdy mnie nie
bił. Musiał mieć jakiś powód. Wiedziałam że mam na imię Magda nic więcej....to
było straszne. Leżałam a raczej byłam w pozycji pół leżącej, gdy podszedł do
mnie lekarz:
- Obudziłaś
się. Dobrze. Teraz będziemy mogli zapytać się ciebie jak się nazywasz. Ja
jestem doktor Kowalski. - lekarz...ale po co ja jestem w szpitalu i dlaczego
boli mnie tak głowa?
- Wiem
tylko tyle, że mam na imię Magda. Nic nie pamiętam. Co się stało? - doktor
Kowalski popatrzył na mnie z zaciekawieniem. Dlaczego?
-Jest
gorzej niż sądziłem - powiedział do jakiejś kobiety zapewne również lekarza,
która stała koło niego
- To pewnie
przez uderzenie w potylicę - powiedziała młoda kobieta o długich brązowych
włosach
- Naprawdę
nic nie pamiętasz? - dr. Kowalski zwrócił sie do mnie. Ja nic nie pamiętałam
- Naprawdę
nic nie pamiętam - skłamałam. Pamiętałam przecież, że zrobił to Tomek, ale
najpierw musiałam się dowiedzieć dlaczego to zrobił i kim jest ten chłopak,
który leży na łóżku szpitalnym. Nie wiem dlaczego było to dla mnie takie
ważne... .
- Powoli
będziesz odzyskiwać pamięć. Na razie zostaniesz tu na oddziale, dopóki sobie
nie przypomnisz. Dobrze?
- Dobrze -
odpowiedziałam, nie wiem dlaczego czułam się, że czegoś mi brakuje - kim jest
ten chłopak? Ten, który jest w śpiączce - skąd ja widziałam, że jest w
śpiączce?
-
Przywieźli go kilka dni temu. Doznał rozległej rany postrzałowej. Jest w
śpiączce farmokologicznej. Jego organizm regeneruje się. - lekarz powiedział to
stanowczym tonem. Był niski szczupły o szpakowatych włosach. - zostawimy cię na
razie sami. Może sobie coś przypomnisz.-pokiwałam głową, że rozumiem.
Po wyjściu
lekarzy z oddziału zostałam sama. Ja i ten chłopak. Nie wiem dlaczego chciałam
się do niego przytulić, pocałować. Musiałą się tego dowiedzieć. Zeszłam powoli
z łóżka. Zakręciło mi się w głowie, zaczęła jeszcze gorzej boleć. Podeszłam do
chłopaka, zbliżyłam się do jego łóżka. Popatrzyłam na twarz. Oczy miał
zamknięte. Jego czarne kręcone włosy rozchodziły się po poduszce. Zbliżyłam
się. Widziałam teraz jeszcze dokładniej jego zarost. Miał około 20 lat nie
więcej. Dotknęłam jego twarzy. Zamknęłam oczy. Ukazał się obraz. Ja i
strzykawka napełniona jakąś substancją. Co to miało oznaczać? Czy ja oglądałam
jakiś film o narkomanii? Czy sama byłam narkomanką? Tyle pytań a żadnej
odpowiedzi. Nic nie mogłam sobie przypomnieć. Odsunęłam się od łóżka obcego
chłopaka. Położyłam się spać.
Obudziłam
się następnego dnia. Zrobili mi badania. Nadal nic nie pamiętam. Czuję tylko
chęć wzięcia czegoś co pozwoli mi się odprężyć...pochłonąć w ekstazie
niemożliwości na tym świecie. Tylko nie wiem co może mi w tym pomóc. Nikt mnie
nie odwiedza. Pewnie nie mam rodziny. Nurtuje mnie to ciągłe pytanie kim jest
ten chłopak, który leży koło mnie? Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Chłopak wybudził się a ja byłam pierwszą osobą, którą zobaczył. Stałam koło
niego. Zaczęłam krzyczeć żeby przyszli lekarze...
"Wybudził
się a ja byłam pierwszą osobą, którą zobaczył" - czy on jest dla mnie
ważny? Chłopak złapał mnie za rękę. Powiedział moje imię tak cicho jednak ja
gdzieś już słyszałam ten głos. Przed oczami ukazała mi się wizja - Ja i on
idziemy wieczorem do parku. Trzymamy się za ręce. On zaczyna mnie całować koło
Samotnego Drzewa. - to musiało coś znaczyć, czyli ja jestem jego dziewczyną.
Zamrugałam. Wizja rozpłynęła się. Tylko jak miałam mu powiedzieć, że go nie
pamiętam?
Kilka
godzin później chłopak mógł już siedzieć i rozmawiać. Prosił mnie abym go nie
zostawiła. :
- Magda co
się stało? Czemu masz guza i szwy na głowie? - chłopak mówił tak troskliwym
głosem, że wiedziałam, iż jest moim chłopakiem
- Był tu
Tomek. Uderzył mnie. Ja spadłam, uderzyłam się w tył głowy stąd te szwy. Nic
nie pamiętam...- trudno było mi to powiedzieć.
- Tomek?!
Ale skąd on wiedział, że tu jesteś? Jak to nic nie pamiętasz?! - podniósł ton
głosu. Odsunęłam się.
- Nie
pamiętam nic. Naprawdę. Czasem mam tylko jakieś przebłyski. Wiem ,że jesteś
moim chłopakiem. Widziałam też strzykawkę i mnie. Nie wiem co mam o tym
myśleć... - powiedziałam to z opuszczoną głową, a przecież nie miałam się czego
wstydzić. Nie pamiętałam nic...prawie nic.
- Tak
jestem twoim chłopakiem. Mam na imię Artur. Chodzimy ze sobą od 9 miesięcy.
Kocham Cię a ty mnie. Może to ci coś przypomni- ma na imię Artur.
Jednak nic nie pamiętam. Chłopak zbliżył się
do mnie przysunął swoje usta do moich i pocałował. Miałam szum w uszach. Nie
wiedziałam co myśleć. Nie pamiętałam go. Zamknęłam oczy. Pokazały się wizje.
Miała przed oczami Roberta...narkotyki i to całe bagno. Potem moich rodziców...Tomka.
Artura, który ratuje mnie z opresji. Wszystko mi się przypomniało. Czy to
możliwe abym tyle zapomniała. Jednak wolałam nie pamiętać o
narkotykach...prostytucji...Robercie. Wolałam o tym zapomnieć. Czekały mnie wyjaśnienia względem
Artura... .
Rozdział 13
" Nicość zżera mnie od środka..."
Kolejny
dzień, który muszę przeżyć, kolejne po południe w moim życiu, kolejny wieczór,
który poprzedza nieprzespaną noc. Co będzie dalej? Będę mogła żyć normalnie?
Jestem już
na miejscu. Zadziwiające jak człowiek zna drogę do jedynego domu w którym może
czuć się bezpiecznie. Nie wiem czy Artur jest w domu, nie wiem czy chce mnie
widzieć, czy ja dla niego jeszcze istnieję? Skąd mam to wiedzieć, że się nie
wyprowadził? Przecież miałam nie wierzyć w miłość. Jednak nadal mam nadzieję i
wierze w lepsze jutro. Zadzwoniłam domofonem. Artur Kędziaż...nie mogłam o nim
zapomnieć. Kocham go nadal. Dzwonię jeszcze raz. Nikt nie odbiera, być może
jest na uczelni albo w pracy. Muszę go zobaczyć. Nie widziałam go trzy miesiące.
Tęsknie...jak zawsze tęsknie. Dzwonię już trzeci raz. Odebrał. Usłyszałam jego
głos. Poczułam się bezpieczniej. Idę do niego na drugie piętro. Nie ma windy.
Serce już mi tak nie służy. Dziwne...jestem narkomanką, prostytutką a wejście
na drugie piętro sprawia mi kłopot. Drzwi są otwarte. Artura nie ma... . Więc
kto mi otworzył? Jednak on. Jeden raz byłam tu u niego w mieszkaniu. Nic się
nie zmieniło. Wyjątkiem był bałagan oraz Artur leżący w salonie. Cały
zakrwawiony, pobity. Jego ręce...zakrwawione. Co on zrobił?! NA podłodze
krew...rozmyta krew. U niego na ręce rana postrzałowa. Kto mógł to zrobić?
Podeszłam do niego. Schyliłam się. Jak on mógł odebrać domofon? Może resztkami
sił. To w tej chwili nie jest najważniejsze. Zadzwoniłam po pogotowie. Jadą tu.
Muszę porozmawiać z Arturem.:
- To ja
Magda. Artur słyszysz mnie? - zaczęłam płakać. Muszę być spokojna. Nie mogę po
sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie mogę panikować.
- Magda? To
naprawdę ty? - mówił tak słabym głodem...tak cichym, że ledwo go usłyszałam.
- Tak to
ja. Artur nie bój się pogotowie już jedzie. Wszystko będzie dobrze. -
uścisnęłam jego dłoń. Musiałam mu dodać otuchy. Teraz moja kolej aby się nim
zająć.
-
Tęskniłem...dlaczego nie jesteś na odwyku? Wypuścili cię? - tęsknił...czyli
myślał o mnie. Tak bardzo go kocham a pozwoliłam żeby stała mu się krzywda... .
- Ja też
tęskniłam. To nie czas ani miejsce aby ci wszystko wyjaśnić co się stało. To
dłuższa historia...kto ci to zrobił? - nie chciałam mu tego mówić, że
uciekłam...był zbyt słaby.
-
Robert...był tutaj. Kilka godzin temu. Nie wiem skąd widział gdzie mieszkam.
Musiał mnie śledzić. Chciał kasę. Nie przejmuj się mną. Nic mi nie jest. To
tylko rana postrzałowa. Ważne że ty już go nie zobaczysz. On już cię nie
śledzi. - Robert?! Ten cham nie dość chciał pieniądze za towar ode mnie to
jeszcze pobił Artura i wziął od niego pieniądze?! Pożałuje tego...gorzko
pożałuje.
- Pogotowie
już jest. Wszystko będzie dobrze Artur, uwierz mi... - pogotowie przyjechało
zabrali Artura.
- Kocham
cię Magda... - to jego ostatnie słowa, które usłyszałam. Musiałam iść do
Roberta wyjaśnić wszystko. Musiałam go zabić... .
Zatrzymała
mnie policja. Chcieli abym zeznała kto mógł to zrobić. Dla swojego dobra nie
chciałam nic mówić...dla dobra swojego i Artura. Ja musiałam sama załatwić tą
sprawę..sama wymierzyć sprawiedliwość.
Jestem już
niedaleko speluny, gdzie mieszkamy wszyscy. Po drodze musiałam wstąpić do
miejscowego dilera. On zna kogoś kto sprzedaje takie badziewie, że śmierć jest
powolna i bardzo bolesna. Na taką zasłużył Robert. To będzie jego koniec.
Kupiłam.
Narkotyk "krokodyl" - wystarczy jedno wstrzyknięcie a zabija powoli i
boleśnie. Kości łamią się...masz wylewy. Wyglądasz jakby coś cię zżerało. Ciało
gnije pod wpływem tych wszystkich wymieszanych śmieci. Zasłużył sobie na to.
Nikt nie będzie krzywdził ludzi na których mi zależy...nikt.
Robert już
tam był. Wyglądał jak zawsze. Zaczął się śmiać, gdy mnie zobaczył. Nie mogłam
być wściekła. Nie mogę niczego po sobie poznać. :
- Wróciłaś,
gdzie się szwendałaś, maleńka - jak zwykle arogancki kretyn.
- Nie twój
interes. Mam coś dla ciebie. - mówiąc to podałam mu to świństwo. Krokodyla.
Niech zaćpa na śmierć.
-
Uprzedzili mnie, że to kupiłaś. Maleńka nic ci to nie da. Kupiłaś to sama to
weź. Śmiało, przecież to nic takiego. - przewidziałam to. Kupiłam dwie. Jedna
ampułka była z herą druga z krokodylem.
- Jak
chcesz nie wiesz co tracisz. Czysta heroina. Pycha. Już nie mogę się doczekać
jak zacznie działać. - miałam na niego haczyk. Każdy z nas uwielbia here a jeszcze
jak uda się kupić czystą to odlot na maksa.
- Heroina
mówisz, maleńka? No dobra to dawaj tą drugą ampułkę. trafiłaś bo mam dzisiaj 25
- urodziny. - nie wiedziałam że ma tyle lat. Po co się chwalił? Nikogo to nie
obchodzi.
- To
wszystkiego najlepszego. Bierz ile chcesz. Cala działka jest twoja. -
powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Wziął. Nie
mam wyrzutów sumienia za to co robię. Zasłużył. Widziałam jak bardzo jest
spragniony. Nie musiałam długo czekać. Ja wzięłam czystą here a on krokodyla.
Pożyje jakieś dwa lata i padnie.
Robert po
krokodylu zaczął się dziwnie zachowywać. Nie wiedziałam jakie będą tego skutki.
Musiał wziąź za dużo. Zaczął pluć krwią. Stracił przytomność. Ja w
przeciwieństwie do niego bawiłam się świetnie. Hera jest wspaniała. Zaczęłam
śpiewać, krzyczeć. Śniłam o zielonych kucykach. O wolności od narkotyków.
Czułam...czułam...nic nie czułam... .
Następnego
dnia rano Robert zachowywał się jak zawsze. Nie miał do mnie żadnych
zastrzeżeń. Wyszłam ze speluny. Zauważyłam, że przybyli nowicjusze. Teraz
zastanawiam się ile razy zabiłam jakiegoś człowieka. Czy mogę nazywać się
mordercą? Przecież tyle razy dawałam w kanał nastolatkom. Skąd mam wiedzieć, że
to nie był ich ostatni raz? Chcę z tym skończyć. Muszę pojechać do Artura do
szpitala dowiedzieć się czy wszystko dobrze... .
Dojechałam
na miejsce. Wpuścili mnie. Artur spał spokojnie. Miał operacje. Teraz ja muszę
się nim zająć. Lekarze powiedzieli , że przez jakiś czas może być w śpiączce.
- Artur
nasze role się zamieniły...chcę z tym skończyć ale to silniejsze ode mnie.
Nawet nie wiesz jak silniejsze ode mnie. Uciekłam z odwyku. Nie mogłam już
wytrzymać. Zdradziła cię z Pawłem. Żałuję tego. Dobrze wiedziałam co robię i nic
mnie nie usprawiedliwia, że była pod wpływem narkotyków. Nic... . Obiecuję ci
jedno Artur, Robert już nam nie będzie przeszkadzał. Nie będzie nas śledził,
rozdzielał. Teraz będziemy już razem na zawsze... .
- Jakie wyznanie. Brawo brawo. Nie sądziłem, że cię na to stać. Podobno prostytutki nie
mają uczuć a tu proszę takie zaskoczenie - niemożliwe to Tomek. Ale skąd on
wiedział, że ja...że ja tu jestem?
- Co ty tu
robisz?! Nie licz że ci kiedyś takie same słowa powiem, a teraz stąd wyjdź!!!
Natychmiast!!! - przestraszyłam się go. Nie wiedziałam już do czego jest
zdolny.
Tomek podszedł do mnie bliżej, złapał za włosy
tak silno. Zaczął mnie bić... . Krzyczałam wyrywałam się. Spadłam na podłogę
uderzając o róg stolika. Zemdlałam. Słyszałam tylko oddalające się kroki z
pomieszczenia, ktoś przybiegł chyba lekarz. Nie wiedziałam co się dzieje.
Czułam, że jakaś ciesz spływa mi po czole aż do ust... .
Rozdział 12
" Ból i cierpienie"
Robert i
jego banda była tam, gdzie zawsze. Nie bałam się. Mogłam z tym skończyć kiedy
chcę. Jeszce nie chciałam. Moim planem na najbliższe dni to ćpanie, ćpanie i
jeszcze raz ćpanie aż do utraty przytomności. Byłam stosownie ubrana do tego
towarzystwa. Stare sprane czarne rurki. Stary - tshirt, trampki i kurtka ze
skóry. Moje brązowe włosy jak zawsze były rozpuszczone i kręcone. Cała ja. Gdy
zobaczyłam Roberta od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Był Jasiek, Anka,
Patrycja i Krzysiek brakowało mi jednej osoby Marioli... .
Od razu
przypomniałam co się stało. To ona...ona przedawkowała amfę. To nie mogła być
prawda...moja najlepsza przyjaciółka. To musiało być kłamstwo. Podeszłam do
Roberta uśmiechnął się i powiedział :
-
Wiedziałem, że wrócisz. Tacy jak ty zawsze wracają, maleńka. - mówił to
ochrypłym głosem. Jego czarne włosy były trochę dłuższe niż widziałam go po raz
ostatni. Zmienił się. Był lepiej zbudowany. Wyższy. Pewnie brał sterydy.
- Co się
stało z Mariolą, gdzie ona jest?! - musiałam się upewnić. Może to nie była ta
ruda dziewczyna o której mi mówił Artur, może to pomyłka. Miałam taką nadzieję.
Patrzyłam się prosto w oczy Roberta. On
zaczął się śmiać.
- Twoja
najlepsza przyjaciółka przedawkowała, zasnęła na zawsze. Nie chciała na ciebie
zaczekać, maleńka. To takie smutne, prawda? - zaczął się śmiać. Wyśmiewał się
ze mnie.Czyli to prawda. Nawet nie pożegnałam się z nią. Zostawiła mnie sama.
- To
niemożliwe. Nie zrobiłaby tego. Nie mogła- nie mogłam w to uwierzyć. Do tej
pory byłam pozbawiona uczuć ale teraz? Wszystko się zmieniło. W pewnej chwili
podeszła do mnie Patrycja. Jej długie blond włosy były związane w luźnego
kucyka. Była jeszcze szczuplejsza niż przedtem.
-Nie
przejmuj się - powiedziała. - My tacy jesteśmy. Z resztą z Mariolą już nie było
najlepiej. Ciągle gadała tylko o śmierci. Musiała to zrobić, sama już nie
wytrzymywała ze sobą. Tak to już jest - tak to już jest?! Co ona może o tym
wiedzieć.
- Nie
musisz mnie pocieszać. Dobrze wiesz co mi pomoże, Patrycja - ona wiedziała co
mi pomoże. Robert z ciekawością zaczął się na mnie patrzeć. Siedzieliśmy przy
stoliku w spelunie. Jak zawsze było tu duszno i ponuro.
- Nie
maleńka, na towar musisz sobie zarobić sama. Koniec z darmowymi działkami.
Skończyło się. Jak chcesz dać w kanał wiesz do czego musisz wrócić. - wiem o co
mu chodziło, ale czy nie mógł mi dać ten jeden jedyny raz, odstąpić działki za
darmo?
- Wiem o co
ci chodzi. Ale gdzie ja ci tu o tej porze do jasnej cholery klienta zgarnę?! No
gdzie!!! Wiesz jak jest to mi potrzebne. Jutro ci odrobię. Nie możesz jeden
raz mi odstąpić? - nie chciałam jeszcze dziś wracać do prostytucji. Nie byłam
gotowa.
- No dobra.
Masz amfę. Tylko to mamy. Hera się skończyła, maleńka. ale jutro idziesz na
Czerwoną Ulicę i zarabiasz- widać było, ze Robert nie jest zadowolony z tego.
- Dzięki -
wzięłam od niego amfę, strzykawkę, łyżkę i poszłam. Niestety nie mogłam się
wkłuć. Musiał mi ktoś pomóc. Miałam taką po prostu chcicę. Nie mogłam nic na to
poradzić.
- Pomóc ci?
Wiem co przechodzisz. - powiedziała Patrycja. Miło z jej strony że chciała mi
pomóc. Wiedziałam, że jest już wstawiona. Jej źrenice były takie wielkie.
- Dzięki -
ręce mi się trzęsły. Dobrze , że była w pobliżu od razu się wkuła w kanał.
Znowu poczułam jak trucizna wlewa mi się do żył i powoli zalewa mnie od środka.
Poczułam rozkosz. Tej nocy nigdy nie zapomnę. Nareszcie mogłam poczuć się wolna
jak ptak.
Następnego
dnia rano czy po południu musiałam iść na Czerwoną Ulicę tak jak obiecałam. Nie
było tam ciekawie, same znajome twarze. Niektóre dziewczyny spały po kątach ze
zmęczenia. Bałam się. Byłam ubrana w krótką czerwoną spódniczkę białe kozaczki
i krótką białą kurtkę, pożyczone od Anki.
Dziwnie się poczułam. Znowu do tego wracam. Chciałam tylko jednego...znowu
dać w kanał. Na tej ulicy nie przyjeżdżała policja, nikt nami się nie
interesował. Było tak jak zawsze, samochody podjeżdżały robiłaś facetom dobrze
na miejscu lub w hotelu. Najpierw musiałaś postanowić na swoim. Najpierw kasa
potem usługa. Już na początku podjechało auto. Zatrzymało się koło mnie. Za
kierownicą siedział facet. :
-
Wskakujesz? - powiedział. Miał koło czterdziestki.
- Jasne. Co
chcesz, skarbie? - musiałam być dla niego miła.
- A co
dasz? Ile bierzesz? - zagadkowy mężczyzna.
- Co będziesz
chciał, kotku. Biorę dwieście złotych oczywiście za małe co nieco - musiałam
być droga. Takich facetów to kręci.
- Droga
jesteś, podoba mi się to. Wskakuj - mężczyzna ze szpakowatymi włosami żuł gumę.
Udawał cwaniaka. Słabo mu to wychodziło.
- Gdzie
jedziemy? - zapytałam kładąc mu rękę na kolanie.
- Do mnie
do domu. Chyba że chcesz gdzieś w hotelu - hotel. Jak zawsze. Jeżeli do domu to
nie jest żonaty. Ciekawe...
- Na
rozgrzewkę do hotelu - powiedziałam rozpinając kurtkę. Nie cierpiałam tej
roboty ale jakoś musiałam zarabiać na narkotyki. Innej drogi nie ma.
- Dobra. To
jedziemy. - mówiąc to położył swoją rękę na moim udzie. Pojechaliśmy.
Dwie
godziny później było po wszystkim. Czułam się jak szmata. Nikomu nie potrzebna,
porzucona w kąt. Zapłacił mi 500 zł. Wystarczy na kilka dni. Po tym wszystkim
byłam obolała. Zapomniałam jak to jest być dziwką. Teraz sobie wszystko
przypomniałam. Powróciło wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Miłość jest okropna...rani...niszczy człowieka od wewnątrz. Teraz nie mogę być
z facetem.
Gdy
pojechałam do speluny przebrałam się. Oddałam pieniądze Robertowi. Pojechałam
do Artura. Chciałam go zobaczyć, wyjaśnić czemu się nie odzywałam i dlaczego
uciekłam z odwyku. Nie mogłam już dłużej czekać aby go zobaczyć. Tęsknota
zwyciężyła nad "głodem"... .
Rozdział 11
" Wieczna wolność"
Zasnęłam
nad ranem. Nie mogę tak żyć. Na odwyku jestem już trzy miesiące. Nie
wytrzymuje. Dzisiaj są walentynki. Ciekawie czy Artur o mnie myśli. Nie
obchodzi mnie już nic ani nikt. Boję się świata, boję się życia. Nie chcę być
samotna to takie przerażające zostać samym na tym świecie, nie chcę tak. Paweł
dawał mi kilka razy amfę i LSD. Jest taki kochany. Nic nie muszę dawać mu w
zamian. Polubiłam go przy czym zdradziłam Artura. Jest mi z tym ciężko ale takie jest życie. Sama już nie wiem czy
moglibyśmy być razem, on pewnie też mnie zdradzał. Nie wierzę już w nic ani w
miłość, nadzieję na lepsze jutro czy przyjaźń. Na tym okrutnym świecie nie
istnieje nic takiego. Moim rajem są narkotyki. To mój raj tutaj na ziemi wśród
żywych.
Walentynki
- komercyjne święto. Nie cierpię ich. Dookoła zakochane pary. Sądzą ,że będą ze
sobą na zawsze. Głupota ludzka nie zna granic.Na odwyku wszyscy zakochani.
Całują się po kątach, kochają w izolatkach. Wszyscy zachowują się jakby coś
brali. Są tacy szczęśliwi. Włodzimierski wyjechał. Mamy spokój, nikt nami nie
rządzi. Ja postanowiłam ,że ucieknę dzisiaj z odwyku. Nie wiem jak ale zrobię
to sama czy z Pawłem wiem, że już tu nie wytrzymuje. Muszę stąd uciec.
Poszłam do
swojej izolatki. Mieści się na pierwszym piętrze. Okna zamknięte. Można je
wybić. Nic mi nie stoi na przeszkodzie. Krat nie ma. Rozmyślam leżąc na łóżku o
swojej przeszłości. Stwierdziłam że nic mnie nie trzyma przy życiu. Gdy ucieknę stąd pójdę do Roberta i do
jego bandy. Tylko oni mi zostali. Nikt mnie nie rozumie, rodzice mnie wyrzucili
z domu. Artur zostawił na odwyku. Nie chcę już żyć... .
Tak dobrze
mi się marzyło o narkotykach ,kiedy akurat musiał przyjść Paweł, może i to
dobrze, przynajmniej nie będę sama. :
- Co
robisz? Może pobaraszkujemy, co?- nie wiedziałam czy jest ze mną z litości z
pragnienia tylko tego jednego czy po prostu mnie kocha. Z resztą nie obchodziło
mnie to. I tak byłam już kiedyś dziwką i nią pozostanę. Moje życie moje zasady.
- Myślę o
swojej przeszłości. Chcę dzisiaj stąd uciec. Zrobisz to ze mną?- udałam że nie
słyszałam tego co powiedział o seksie. Nie miałam ochoty tego robić.
- Uciec?
Magda?! Zwariowałaś? Jesteś dopiero na drugim etapie chcesz to wszystko
stracić? - Paweł zaczął krzyczeć. Był wściekły. Widziałam to. Nigdy taki nie
był. Jego blond włosy nie były już tak złociste jak kiedyś. Widziałam że
umiera, wykańcza go ta terapia.
- Pytam się
uciekasz ze mną czy nie!!! - musiałam krzyknąć. Nie wiem dlaczego ale zależało
mi na nim.
- Nie. Nie
mogę tego zrobić. Przykro mi. Kocham Cię jesteś dla mnie jak siostra nie mogę -
Paweł opuścił głowę. Czuł się winny. Nie rozumiałam. Byłam dla niego jak
siostra z tym wyjątkiem, że z siostrą nie uparwia się seksu. Z tym jednym
jedynym wyjątkiem... .
-
Dlaczego?! Nie rozumiem. Jestem dla ciebie jak siostra. Myślałam, że...że
jestem dla ciebie...kimś...kimś ...więcej - patrzyłam na niego ze smutnym
wyrazem twarzy. Poczułam, że łzy spływają mi po policzkach. Rozpłakałam się.
Czyli czuje coś do niego...
- Sądziłaś
że ja ... że ja ciebie kocham? Jesteś dla mnie jak siostra. Zrobiliśmy
to...wiem. Żałuję. Ale wiesz, że byliśmy nie trzeźwi. Magda kocham cię ale jak
brat siostrę i nie chcę aby stało ci się coś złego. Nie wybaczyłbym tego sobie
- nie kocha mnie. Przynajmniej nie tak jak ja tego sobie życzyłam. Paweł
patrzył na mnie zabłąkanym wzrokiem. Ja na niego również.
- Ale ja
zdradziłam swojego chłopaka, bo myślałam że mnie kochasz!- dlaczego miałam do
niego pretensje? Przecież nie zrobił nic złego. To ja sobie ubzdurałam, że
będziemy razem i że mnie kocha. A on potraktował mnie jak zabawkę, którą można rzucić w kąt jak się popsuje.
- Wiem. Nie
chciałem i nie chcę ranić twoich uczuć ale muszę to zrobić. Jeżeli opuścisz
odwyk oni cię już nie wpuszczą. Przemyśl to Magda. Zastanów się. Masz jeszcze szansę...- co on kurwa gada?! jaką szansę? Każdy narkoman kończy tak samo.
- Czyli nie
uciekniesz ze mną? Jak chcesz przynajmniej mnie nie wydaj - nie chciałam o nic
go prosić. Narkoman nie prosi ,narkoman żąda. Ja żądałam za dużo od świata,
stanowczo za dużo.
- OK nie
wydam cię. Na pewno- jego dumna postawa była tak samo wielka jak jego głupota.Widziałam, że już nie
wytrzymuje. Sam zadecydował, że chce zostać. Ja nie chciałam.
Po tej
naszej "rozmowie" Paweł pocałował mnie i wyszedł. Widziałam go po raz
ostatni. Tej nocy uciekłam z odwyku. Nareszcie byłam wolna. Nie chciałam nikogo
słuchać. Gdy uciekłam udałam się do Roberta. Miejsce, gdzie się spotykali
znałam na pamięć. Jeszcze nie wiedziałam w co się pakuje... .
Rozdział 10 " Problemy..."
Na początku
ja z Pawłem myśleliśmy, że nikogo w pomieszczeniu nie ma. Ździwiliśmy się
jednak, gdy zobaczyliśmy ordynatora. Najpierw myślałam, że pomyliliśmy
pomieszczenia. Gdy zobaczyłam "ordynatora" dopiero później
dostrzegłam, że jest to mój lekarz - Włodzimierski. Przestraszyłam się.
Przecież ja nic nie zrobiłam. Jakie to dziwne uczucie być wystraszonym. Raz
pragniesz umrzeć bo nie ma miejsca na tym świecie dla ciebie, przynajmniej tak
sądzisz, twoje życie legnie w gruzach, masz wszystkiego dosyć a z drugiej
strony jeszcze coś trzyma cię przy życiu, które i tak wydaje się bezsensu bo po
co mamy się męczyć z codziennym problemami. Już dawno mogłam sobie zrobić ten
jeden ostatni strzał, ale zawsze coś mnie trzymało tutaj sama nie wiem co może
to miłość, nadzieja?
Sala była
pusta. Wyraz twarzy Pawła obojętny. Jego blond lok zwisał mu koło ucha tak
spokojnie. On był spokojny, chyba zauważył , że się denerwuje. Dopiero teraz
zorientowałam się, że cały czas trzymam jego rękę. Zwolniłam uścisk. Nie
chciałam wyjść na psychopatkę - choć i tak wszyscy tutaj nimi byliśmy.
Włodzimierski stał na środku pomieszczenia. Wpatrywał się w nas jak w
nadnaturalne zjawisko. Faktem jest, ze nie lubię mówić o swoich uczuciach, tych
prawdziwych (zawsze trzymałam je głęboko w sobie) teraz również nie miałam
ochoty o nich rozmawiać. Ordynator podszedł do nas bliżej. Popatrzył i
powiedział:
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
Za niedługo
zaczęli schodzić się inni z mojej grupy. Usiedli koło nas w tak zwanym
"kręgu". Widać było, że wszyscy są nie spokojni. Włodzimierski był
wściekły. W końcu zaczął mówić :
- Doszły
mnie słuchy, że ktoś z was rozdawał innym narkotyki - mówił stanowczym głosem jak na 26 - latka.
- Niby kto
ci tak powiedział, doktorku?! - odpowiedział jakiś chłopak. Pierwszy raz
zwróciłam na niego uwagę. Miał brązowe proste włosy do ramion. Miał 18 lat.
- Nie będę
tego ukrywać, jeżeli mamy być tutaj wszyscy szczerzy to wam powiem... .
- No
wydusisz to z siebie, doktorku? - nie wiedziałam jak się nazywa. Dopiero potem
Monika powiedziała mi , że ma na imię Przemek.
- Wydał was
jeden z chłopaków. Olek. - Olek? czy to nie jest ten chłopak z schizofremią?
Nie można tak postępować! On jest chory.
- Olek,
kurwa co ty odpierdalasz?! - widać było, że Przemkowi nie spodobało się to.
Zaraz naskoczył do Olka. Zaczęła się przepychanka. W końcu Włodzimierski i ch
rozdzielił.
-
Uspokójcie się!!! To nie jego wina! Mogliśmy wszyscy to lepiej skombinować. Nie
zwalajcie wszystkiego na niego. - odezwała się Monika. Poparłam ją. W tym samym
momencie Przemek postawił się nam. Uratował nas Paweł.
- Dzięki
Paweł nie potrzebowałam twojej pomocy. - powiedziała. Nie mogłam po sobie
poznać, że między nami do czegoś doszło.
- Dobrze
wiedzieć. - powiedział zadufanym tonem
- No
dobrze, to co mam z wami zrobić? Ukarać? To nic nie da. Możecie wrócić do
swoich izolatek. Jutro również jest spotkanie...aha chciałem was uprzedzić, że
przyjeżdżają stażyści z wydziału psychologii. Bądźcie dla nich mili, przynajmniej
nie tacy jak w zeszłym roku. - co się wydarzyło w zeszłym roku? Musiałam
wiedzieć.
Gdy
wyszliśmy ze spotkania, każdy z nas był oburzony i nieźle wkurzony na Olka. Z
pewnością na długo możemy zapomnieć o narkotykach i o wyjeździe Włodzimierskiego.
Teraz jeszcze lepiej wszystko będzie sprawdzane. Zapytałam się Moniki co się
stało w ubiegłym roku, nie wiedziała była tu od niedawna. Musiałam zapytać się
Pawła. Powiedział mi, że ostatnio niektórzy z pacjentów specjalnie udawali
ataki czy coś w ty rodzaju. Gdy stażyści podchodzili zaczynali gadać o
śmierci. Strasznie się z nich nabijali.
Zamknęłam
się w swojej izolatce z Moniką - mieszkałyśmy tam razem. Tej nocy nie mogłam
zasnąć. Miałam straszną chcicę na narkotyk. Chciałam jeszcze raz LSD czy amfy nawet
wtedy wystarczył by mi susz. Chciał tylko odpłynąć. Nie mogłam zasnąć, a gdy
już zasnęłam nie miałam spokojnego snu. Powracały koszmary z tamtych lat. Śniło
mi się, że chodzę bez jednej ręki i nogi, że na każdym kroku moje ciało się
rozsypuje, krwawi. To wszystko przez te narkotyki. Nie chciałam tak. Kto by
pomyślał, że nawet na odwyku będę brała, że będą mnie prześladować myśli
samobójcze. Sądziłam, że będę tęskniła za Arturem. Trochę za nim tęskniłam ale
bardziej za zrobieniem sobie zastrzyku tego jednego. Męczył już mnie ten odwyk.
Nie chciałam żyć chciałam po prostu zaistnieć, pozostawić po sobie ślad i
zniknąć w świecie, gdzie nie ma problemów, w świecie gdzie będę bezpieczna... .
Rozdział 9
Rozdział 9
" Paweł...czy to może być ta miłość? "
Nie
zapomniałam o Arturze. Przecież nadal go kocham. Wierzę, że kiedyś wyjdę z tego
i będę normalnie funkcjonować. O tej jedynej miłości nie da się zapomnieć można
to porównać do tego, że nie da się zapomnieć ile jest 2+2, tak było w moim
przypadku. Wiem, że trzymanie się za rękę z Pawłem nic nie oznaczało. Być może
gdybym miała te piętnaście lat znaczyło by to coś dla mnie ale teraz, gdy
jestem dorosła nie. Sama nie wiem dlaczego podczas działania narkotyku
zaczeliśmy trzymać się za ręcę. Być może dlatego, że nie chciałam zostać sama
po tak długim przerwaniu nałogu a Paweł też nie chciał byc sam? Sama tego nie
wiem. Tyle myśli nasuwa mi się do głowy. Zaczynam przejmowac się błahostkami,
przeraża mnie to... .
Po tym, gdy
LSD zaczęło działać trzymałam mocno Pawła za rękę on mnie również. Jego długie
palce oplatały moje. Były tak samo blade i wyczerpane tą całą gonitwą za czymś
co nie możliwe. Gdy tabletki zaczęły działać dużo rozmawialiśmy. Sama już nie
wiem o czym. Dowiedziałam się mnóstwa rzeczy o Nim a on o mnie.
Następnego
dnia rano leżałam u Pawła na kolanach. Trzymałam się jego ręki jakbym miała
koszmary. Paweł spał. Nie chciałam go budzić. Wstałam powoli. W ustach miałam
metaliczny posmak, pomyślałam, że to pewnie od narkotyku. Gdy wstałam zakręciło
mi się w głowie. Byłam słaba. Upadłam na podłoge. Straciłam przytomność... .
Obudziłam
się po około dwóch godzinach. Monika i Paweł stali przy mnie. Pielęgniarki
ucieszyły się, gdy się obudziłam. :
- Napędziłaś
nam stracha Magda - powiedziała starsza pani. Zapewne pielęgniarka. Z plakietki
odczytałam, że ma na imię Zosia.
- Co się
stało? Gdzie ja jestem?
-
Zemdlałaś. Zobaczyłem cię jak się obudziłem. Najpierw myślałem, że śpisz ale
zasnęłaś u mnie na kolanach. Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak - Paweł
mówił przejmującym się głosem z odrobiną troski o mnie a może mi się tak
zdawało. Czym ja przyciągam facetów? Naiwnością? Bezradnością? Czy może tym, że
żyje w innym świecie a nie w rzeczywistości?
- Aha.
Monika nic ci nie jest. To co przedwczoraj się wydarzyło... . Co ci było? -
odpowiedziałam. Monika stała koło mojego łóżka. Wyglądała już lepiej, o wiele
lepiej niż kilka dni temu.
- Miałam
atak. Bo widzisz ja mam padaczke. Teraz czuje się o wiele lepiej niż przedtem.
Mam nieregularne napady. Sama nie wiem kiedy mogą wystąpić. Słyszałam co ci
zrobili. To moja wina. Oni sądzili, że coś mi podałaś.
- To nie
jest twoja wina. Tak musiało sie stać. Nic na to nie poradzisz, że są
podejrzliwi. To nie twoja wina. - te ostatnie słowa chodziły mi pogłowie jak
myśl przewodnia. "To nie twoja wina... nie twoja wina, że jesteś
narkomanką, że rządasz wręcz od świata miłości bo nie chcesz być samotna, to
nie twoja wina, że życie ci się pieprzy cały czas. Ono po prostu takie
jest..." .
Gdy pani
Zosia widziała, że lepiej się już poczułam poszła. Monika również. W pokoju
zostałam tylko ja i Paweł. Patrzył na mnie z zaciekawieniem. Ciekawie co ja
takiego zrobiłam wczoraj. Zapewnie opowiedziałam mu całe moje życie. A on mi
swoje. Ja nic nie pamiętam. Siedziałam tak na łóżku z dziesięć minut aż w
pewnym momencie Paweł przysiadł się do mnie i złapał mnie za rękę. Dlaczego to
zrobił?
- Wiem co
przeszłaś. Ten Robert jest okropny jak mógł cię zmuszać do prostytucji? Świnia i
cham z niego. Zabiłbym go. - czy on się mną przejmował? Co ja mu naopowiadałam?
Prostytucja...wszystko mi się przypomniało. Nieprzespane noce. Kolejna skrywana
tajemnica przed Arturem, oszukuję siebie i Jego. Jestem okropna.
-Wybacz ale
ja nie pamiętam nic z wczorajszej nocy. Jakbyś mógł mi przypomnieć co się
wydarzyło. - wiedziałam, że z moją głową już nie jest najlepiej. Przyjmowanie
narkotyków zmieniło funkcjonowanie mojego mózgu już nie zapamiętywał tyle co
kiedyś.
- To
normalne jeżeli ktoś po raz pierwszy bierze LSD ja też tak miałem. Nie przejmuj
się. W miarę jak będę ci opowiadał co się wydarzyło wszystko sobie przypomnisz.
- LSD? Czy naprawdę tak jest? Czy może Paweł chciał mnie uspokoić, że nie jest
ze mną jeszcze tak źle?
- Aha. Nie
wiedziałam - odpowiedziałam z niechęcią w głosie.
- Po tym
jak dałem ci tabletki zaczęłaś je jeść jak cukierki. Zdziwiło mnie to. Nie
sądziłem, że dziewczyny są takie wytrzymałe. Myliłem się. Ja też wziąłem trochę
LSD. Usiedliśmy na podłodze koło łóżka, trzymaliśmy się za ręcę i czekaliśmy aż
się zacznie. Tak jak przewidywałem pierwsza odleciałaś ty, potem ja. Chyba
wyobrażałaś sobie swojego chłopaka bo zaczęłaś gadać do ściany, nie trudno było
zgadnąć jego imię bo powtarzałaś non stop Artur. Dobre pół godziny gadałaś sama
do siebie. Potem zaczeliśmy gadać ale ze sobą. Opowiedziałaś mi wszystko. Jak
zaczęłaś ćpać, ile miałaś lat. Jak zmuszano cię do prostytucji bo nie mogłaś
wytrzymać bez kolejnej działki. Opowiedziałaś mi również jak miałaś zapaści,
swoje myśli samobójcze aż do teraz jak poznałaś Artura. - dosłownie wszysto o
mnie wiedział. Przerażało mnie to. Mógł to wykorzystać w każdym momencie, bałam
się a z drugiej strony ulżyło mi, że mogłam się komuś wygadać.
- Nie wiem
co powiedzieć. Wiesz o mnie wszystko. Dosłownie.
Paweł patrzył jeszcze na mnie przez dłuższą
chwilę. Zbliżył się i pocałował. Nie całował tak jak Artur. Jakoś inaczej.
Oddałam się rozkoszy i odwzajemniłam pocałunek. Na początku byłam zakskoczona,
chciałam go odsunąć ale przestałam się nad tym zastanawiać. Pochłonęła mnie
fala gorąca pochłaniajaca moje ciało od wewnątrz. Zaczęlam się bawić Jego
włosami. Ten pocałunek musiał coś dla niego znaczyć. Nie zrobił by tego tak po
prostu bez rzadnego powodu. Zapomniałam o problemach, które mnie otaczają o Arturze
- mojej miłości. Oddałam się chwili. Moje ciało pasowało do jego ciała.
Położyliśmy się na łóżku. Było tak wspaniale. Całowaliśmy się. Ja leżałam na
nim. Pawłowi to nie przeszkadzało. Chyba lubiał jak dziewczyna przejmuje
inicjatywę. Nigdy nie zapomnę tej pięknej chwili. Myśleliśmy, że dojedzie do
czegoś więcej, gdy do pokoju weszła Monika. W jednech chwili przypomniałam
sobie , że mam chłopaka, że jestem na odwyku i że nie ma czegoś takiego tutaj
jak prywatność. Paweł chciał jeszcze mnie całować ale ja odmówiłam. Pośpiesznym
krokiem usiadłam na łóżku, odsunęłam się od niego. Nie miał mi tego za złe.
Monika przez dłuższy czas patrzyła się na nas. Widziałam w jej oczach smutek,
rozpacz i tęsknotę. Po dłuższej chwili przemówiła :
- Ordynator
już wrócił. Więc koniec z naszej sielanki. Zaczną się spotkania. - koniec
naszej sielanki? Co miała na myśli?
- O której
jest spotkanie? - zapytał Paweł. Ja nie byłam w stanie. Nie mogłam nic z siebie
wydusić.
- Ja
właśnie w tej sprawie. Za pięć minut jedno się zacznie. Macie przyjść.
Włodzimierski chce z wami pogadać. Sądzę że to coś ważnego. Ogarnijcie się
jakoś i chodźcie.
- Zaraz
będziemy. - odpowiedziałam.
Gdy Monika
wyszła patrzyłam się na Pawła. W jego oczach widziałam, że chce powtórzyć to
jeszcze raz. "Nie teraz Paweł, nie teraz". Pomyślałam. Wyszliśmy z
mojej izolatki. W pokoju czy w pomieszczeniu raczej, gdzie odbywały się
spotkania nikogo nie było. Byłam znowu tylko ja Paweł i ku naszemu zdziwieniu
ordynator... .
Subskrybuj:
Posty (Atom)