niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 15 " Jestem nieśmiertelna "

Następny dzień życia, co ja tu robię? Czy naprawdę Bóg stworzył mnie abym wypełniła tutaj swoją misję? Nie wiem. Nic nie wiem. Z bólem patrzę w przyszłość bo dobrze wiem co tam zobaczę. Nic, zupełnie nic. Pustkę. Ból. Cierpienie. To tak boli, gdy wszyscy się od ciebie odsuną, zapomną. Pobawią się trochę tobą jak lalką czy miśkiem a potem, gdy dostaną nową zabawkę o tobie zapominają. Przeżyłam to. Wiem jaki to jest ból i strach przed jutrem. Nikt się o ciebie nie troszczy, nie kocha. Nie wiedzą jak jest ci potrzebna miłość...oni nic nie wiedzą. Nie rozumieją cię bo jesteś inna niż inni. Tak naprawdę boją się ciebie i twojej odmienności. Oni są jak sępy czekające tylko na twoje potknięcie, upadek aby cię pożreć. Tak nie można. To nie ludzkie, ale oni nie są ludźmi. To potwory, które nas zżerają od środka, nasze lęki. Boimy się powiedzieć im jak są dla nas ważni. To upakarzające, gdy wyznajesz komuś swoje uczucia a oni się z nich naśmiewają, wyśmiewając również ciebie, ale ty wiesz że zrobisz im na złość, ze odpłacisz im się. Zemsta bywa słodka ale zaraz też gorzka. Chcesz jej ale nie chcesz postąpić tak samo jak oni. Odpuszczasz im. Poddajesz się, płaczesz po nocach jak dziecko, któremu zabiorą lizaka. Postanawiasz, ze drugim razem będzie inaczej, a jest tak samo jak zawsze... .
Opowiedziałam wszystko Arturowi, nic nie odpowiedział. Bałam się że mnie zostawi. Miał powody.Kochał mnie a ja go zdradziłam. Nic mnie w tej sytuacji nie tłumaczy...nawet narkotyki.
Siedzieliśmy na łóżku szpitalnym. Była cisza, pierwszy raz krępująca. Nikt nic z nas nie odpowiedział. widziałam jego wyraz twarzy. Smutny a zarazem wściekły. Wiedziałam, że tłumi to wszystko w sobie. Zraniłam, po raz kolejny to zrobiłam. Nie mogę tak. Muszę się wypisać. Wiem ze Artur nie chce mnie już widzieć na oczy. Nie kocha mnie. Zastanawiam się teraz jak krucha jest miłość. Jak szkło? Czy może jeszcze bardziej to uczucie jet kruche? Czy pokocham jeszcze raz? Tego nie wiem. Boję się, że kogoś zranię. To mnie przeraża.
Dwie godziny później wypisałam się ze szpitala. Odzyskałam pamięć dzięki Arturowi. Pożegnałam się z nim. Zostawiłam kartkę nic więcej. Udałam się do Roberta. Tak gdzie wszystko się zaczęło. Minęło kilka tygodni odkąd ostatni raz wzięłam. Ciągnęła mnie tam jakaś magiczna siec, której nie mogłam dostrzec, taka magnetyczna siła przyciągania. Koło speluny siedziała Patrycja. Wyglądała nie najgorzej, była zapłakana. Jej blond włosy były całe rozczochrane. Miała podarte spodnie, jakby się biła taką samą czarną bluzkę. Podeszłam bliżej. Zobaczyłam siniaka na jej twarzy i rozciętą wargę. Płakała. :
- Magda? Co ty tu robisz? Po tym wszystkim co zrobiłaś nie powinnaś tu przychodzić - po tym co zrobiłam. Pamiętam dałam Robertowi krokodyla. Ciekawie czy już był na wykończeniu.
- Nie ważne. Kto cię tak urządził. Pokarz tego siniaka - usiadłam koło niej siniak był fioletowy i spuchnięty, rana na wardze wyglądała okropnie - co się stało?
- To nie jest miejsce na rozmowę. Dawno cię nie było. Muszę ci wszystko opowiedzieć. - po tych słowach poszłyśmy do parku.
Był słoneczny dzień. Połowa kwietnia. Zbliżają się moje urodziny. Wiosna nadeszła. Nie czuję szczęścia jak kiedyś, gdy byłam młodsza.Teraz dla mnie dzień ciągnie się za dniem, nic nadzwyczajnego. Usiadłam z Patrycją na ławce. Podałam jej wodę, którą kupiłam po drodze :
- Opowiadaj co się stało? Kto ci to zrobił? - musiałam to wiedzieć
- Po tym jak oddałaś Robertowi pieniądze on...on - Patrycja zaczęła płakać. NIe była taka zawsze. Byłateraz załamana.
- Mów dalej. Co się stało jak oddałam Robertowi pieniądzę?
- Robert poszedł kupić nielegalną broń i naboje zaczął strzelać. Zginęli : Jasiek i Anka oraz inni młodzi ćpunie. Przestraszyłam się zacz elam biec. Robert dogonił mnie. Powiedział, że mnie oszczędzi ale pod jednym warunkiem, że będę dawać mu się za darmo. Bałam się...Magda ja się naprawdę bałam...
- Spokojnie. Teraz już nic ci nie grozi jestem tutaj, będzie lepiej - musiałam ją pocieszać. Wiedziałam że to jeszcze nie koniec naszej przygody.
- Kilka dni temu poszłam zarabiać na ulicę. Robert mnie zmusił. Po powrocie dałam mu kasę od razu poszedł kupić narkotyki. Wziął wszystko mi nic nie zostawił. Zrobił się niebezpieczny, awanturniczy. Musiałam uciekać. Nocowałam na dworcu. Następnego dnia wróciłam. Robert się uspokoił. Wczoraj zaczęło się znowu tyle, ze ja się mu przeciwstawiłam. Uderzył mnie raz i drugi. Wziął pręt i zaczął mnie nim bić. Stąd te siniaki na ciele i rany. Nie uciekłam daleko. Robert się zmienił ale na gorsze. Z jego organizmem nie jest w porządku. Rozsypuje się. W nocy trudno łapie powietrze. Coś go zżera od środka - trucizna zaczęła działać - pomyślałam.
- Boże dziewczyno co ty musiałaś przejść. Teraz będzie lepiej. Obiecuję ci to. - obiecuję? Musiałam podnieść ją na duchu. Tak jak ona kiedyś postępowała ze mną.
- Gdzie będziemy spać? Nie możemy tam wrócić. On nas zabije. - nie pomyślałam o tym. Gdzie ja mogę przenocować?
- Coś wymyślimy - powiedziałam. Może Monika z odwyku by nas przyjęła. Znam jej chłopaka Marka. - znam pewne miejsce, gdzie możemy się zatrzymać. - odpowiedziałam.
Jechałyśmy tramwajem do domu Marka. Znajdowało się na przedmieściach. Może nas przenocuje. Chłopak Moniki mieszkał w bloku wiedziałam bo Monika mówiła mi, gdzie mieszka i abym udała się tam do niego jakbym miała jakieś kłopoty. Drzwi otworzył nam mężczyzna dobrej postury. Miał krótko ścięte czarne włosy i zielone oczy. Tatuaże na rękach. Wydawał się być szorstki, ale ja już dawno nie oceniam ludzi po wyglądzie. :
- Cześć jestem koleżanką Moniki. Powiedziała że możesz nas przenocować jakby coś - mówiłam słabym głosem. Byłam głodna. Nic nie jadłam od rana.
- A to ty. Magda, tak? Monika mówiła mi dużo o tobie. Wejdźcie. - chłopak mówił niskim głosem. Gestem ręki zaprosił nas do środka.
- Dzięki. Co z Moniką? Jak jej idzie?
- Nawet dobrze. Jest trochę załamana tym, że nie może wziąźć ale tak to spoko.
- Wiesz jesteśmy zmęczone mogłybyśmy położyć się spać?
- Jasne. To nasz pokój. Spijcie tu. - zaprowadził nas d pokoju w którym spali. Było nawet przytulnie. Patrycja i ja byłyśmy tak zmęczone, ze od razu poszłyśmy spać.
Śniłam o narkotykach. Jak zawsze, ale śniło mi się coś jeszcze - śmierć. Czyżby była tak blisko mnie?
Miałam zapaść dwa razy w ciągu nocy. Żyję. Oblewały mnie zimne poty. Czy koniec jest już mi bliski? Czy jestem nieśmiertelna? Tyle razy miałam już umrzeć albo zginąć. Moja nieśmiertelność mnie przeraża... .

sobota, 9 lutego 2013


Rozdział 14 " Tyle pytań a żadnej odpowiedzi..."

Czy ja żyję? Czy to sen? Czy ja śnię na jawie... . Wiem jedno boli mnie głowa...i to bardzo. Pamiętam tylko Tomka, który mnie uderzył...tylko to... .
Obudziłam się po pół godzinie od momentu, gdy upadłam na podłogę od uderzenia... . Boże Tomek!!! On znowu wie gdzie ja jestem. Ale jak on się wydostał z psychiatryka?! Nie chcę o tym już myśleć. Głowa mnie boli tak jakbym co najmniej dostałą porządnie młotem w potylicę.
Gdy się obudziłam stał koło mnie lekarz. Skąd ja się wzięłam w szpitalu? Kim jest ten chłopak, który leży na łóżku i śpi? Czy jest to ktoś dla mnie ważny? Czy ja jestem jego siostrą? I co się stało? Pamiętam tylko jedno mojego byłego chłopaka Tomka...wiem, ze mnie uderzył, ale dlaczego to zrobił? Nigdy mnie nie bił. Musiał mieć jakiś powód. Wiedziałam że mam na imię Magda nic więcej....to było straszne. Leżałam a raczej byłam w pozycji pół leżącej, gdy podszedł do mnie lekarz:
- Obudziłaś się. Dobrze. Teraz będziemy mogli zapytać się ciebie jak się nazywasz. Ja jestem doktor Kowalski. - lekarz...ale po co ja jestem w szpitalu i dlaczego boli mnie tak głowa?
- Wiem tylko tyle, że mam na imię Magda. Nic nie pamiętam. Co się stało? - doktor Kowalski popatrzył na mnie z zaciekawieniem. Dlaczego?
-Jest gorzej niż sądziłem - powiedział do jakiejś kobiety zapewne również lekarza, która stała koło niego
- To pewnie przez uderzenie w potylicę - powiedziała młoda kobieta o długich brązowych włosach
- Naprawdę nic nie pamiętasz? - dr. Kowalski zwrócił sie do mnie. Ja nic nie pamiętałam
- Naprawdę nic nie pamiętam - skłamałam. Pamiętałam przecież, że zrobił to Tomek, ale najpierw musiałam się dowiedzieć dlaczego to zrobił i kim jest ten chłopak, który leży na łóżku szpitalnym. Nie wiem dlaczego było to dla mnie takie ważne... .
- Powoli będziesz odzyskiwać pamięć. Na razie zostaniesz tu na oddziale, dopóki sobie nie przypomnisz. Dobrze?
- Dobrze - odpowiedziałam, nie wiem dlaczego czułam się, że czegoś mi brakuje - kim jest ten chłopak? Ten, który jest w śpiączce - skąd ja widziałam, że jest w śpiączce?
- Przywieźli go kilka dni temu. Doznał rozległej rany postrzałowej. Jest w śpiączce farmokologicznej. Jego organizm regeneruje się. - lekarz powiedział to stanowczym tonem. Był niski szczupły o szpakowatych włosach. - zostawimy cię na razie sami. Może sobie coś przypomnisz.-pokiwałam głową, że rozumiem.
Po wyjściu lekarzy z oddziału zostałam sama. Ja i ten chłopak. Nie wiem dlaczego chciałam się do niego przytulić, pocałować. Musiałą się tego dowiedzieć. Zeszłam powoli z łóżka. Zakręciło mi się w głowie, zaczęła jeszcze gorzej boleć. Podeszłam do chłopaka, zbliżyłam się do jego łóżka. Popatrzyłam na twarz. Oczy miał zamknięte. Jego czarne kręcone włosy rozchodziły się po poduszce. Zbliżyłam się. Widziałam teraz jeszcze dokładniej jego zarost. Miał około 20 lat nie więcej. Dotknęłam jego twarzy. Zamknęłam oczy. Ukazał się obraz. Ja i strzykawka napełniona jakąś substancją. Co to miało oznaczać? Czy ja oglądałam jakiś film o narkomanii? Czy sama byłam narkomanką? Tyle pytań a żadnej odpowiedzi. Nic nie mogłam sobie przypomnieć. Odsunęłam się od łóżka obcego chłopaka. Położyłam się spać.
Obudziłam się następnego dnia. Zrobili mi badania. Nadal nic nie pamiętam. Czuję tylko chęć wzięcia czegoś co pozwoli mi się odprężyć...pochłonąć w ekstazie niemożliwości na tym świecie. Tylko nie wiem co może mi w tym pomóc. Nikt mnie nie odwiedza. Pewnie nie mam rodziny. Nurtuje mnie to ciągłe pytanie kim jest ten chłopak, który leży koło mnie? Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Chłopak wybudził się a ja byłam pierwszą osobą, którą zobaczył. Stałam koło niego. Zaczęłam krzyczeć żeby przyszli lekarze...
"Wybudził się a ja byłam pierwszą osobą, którą zobaczył" - czy on jest dla mnie ważny? Chłopak złapał mnie za rękę. Powiedział moje imię tak cicho jednak ja gdzieś już słyszałam ten głos. Przed oczami ukazała mi się wizja - Ja i on idziemy wieczorem do parku. Trzymamy się za ręce. On zaczyna mnie całować koło Samotnego Drzewa. - to musiało coś znaczyć, czyli ja jestem jego dziewczyną. Zamrugałam. Wizja rozpłynęła się. Tylko jak miałam mu powiedzieć, że go nie pamiętam?
Kilka godzin później chłopak mógł już siedzieć i rozmawiać. Prosił mnie abym go nie zostawiła. :
- Magda co się stało? Czemu masz guza i szwy na głowie? - chłopak mówił tak troskliwym głosem, że wiedziałam, iż jest moim chłopakiem
- Był tu Tomek. Uderzył mnie. Ja spadłam, uderzyłam się w tył głowy stąd te szwy. Nic nie pamiętam...- trudno było mi to powiedzieć.
- Tomek?! Ale skąd on wiedział, że tu jesteś? Jak to nic nie pamiętasz?! - podniósł ton głosu. Odsunęłam się.
- Nie pamiętam nic. Naprawdę. Czasem mam tylko jakieś przebłyski. Wiem ,że jesteś moim chłopakiem. Widziałam też strzykawkę i mnie. Nie wiem co mam o tym myśleć... - powiedziałam to z opuszczoną głową, a przecież nie miałam się czego wstydzić. Nie pamiętałam nic...prawie nic.
- Tak jestem twoim chłopakiem. Mam na imię Artur. Chodzimy ze sobą od 9 miesięcy. Kocham Cię a ty mnie. Może to ci coś przypomni- ma na imię Artur.
 Jednak nic nie pamiętam. Chłopak zbliżył się do mnie przysunął swoje usta do moich i pocałował. Miałam szum w uszach. Nie wiedziałam co myśleć. Nie pamiętałam go. Zamknęłam oczy. Pokazały się wizje. Miała przed oczami Roberta...narkotyki i to całe bagno. Potem moich rodziców...Tomka. Artura, który ratuje mnie z opresji. Wszystko mi się przypomniało. Czy to możliwe abym tyle zapomniała. Jednak wolałam nie pamiętać o narkotykach...prostytucji...Robercie. Wolałam o tym  zapomnieć. Czekały mnie wyjaśnienia względem Artura... .



Rozdział 13 " Nicość zżera mnie od środka..."

Kolejny dzień, który muszę przeżyć, kolejne po południe w moim życiu, kolejny wieczór, który poprzedza nieprzespaną noc. Co będzie dalej? Będę mogła żyć normalnie?
Jestem już na miejscu. Zadziwiające jak człowiek zna drogę do jedynego domu w którym może czuć się bezpiecznie. Nie wiem czy Artur jest w domu, nie wiem czy chce mnie widzieć, czy ja dla niego jeszcze istnieję? Skąd mam to wiedzieć, że się nie wyprowadził? Przecież miałam nie wierzyć w miłość. Jednak nadal mam nadzieję i wierze w lepsze jutro. Zadzwoniłam domofonem. Artur Kędziaż...nie mogłam o nim zapomnieć. Kocham go nadal. Dzwonię jeszcze raz. Nikt nie odbiera, być może jest na uczelni albo w pracy. Muszę go zobaczyć. Nie widziałam go trzy miesiące. Tęsknie...jak zawsze tęsknie. Dzwonię już trzeci raz. Odebrał. Usłyszałam jego głos. Poczułam się bezpieczniej. Idę do niego na drugie piętro. Nie ma windy. Serce już mi tak nie służy. Dziwne...jestem narkomanką, prostytutką a wejście na drugie piętro sprawia mi kłopot. Drzwi są otwarte. Artura nie ma... . Więc kto mi otworzył? Jednak on. Jeden raz byłam tu u niego w mieszkaniu. Nic się nie zmieniło. Wyjątkiem był bałagan oraz Artur leżący w salonie. Cały zakrwawiony, pobity. Jego ręce...zakrwawione. Co on zrobił?! NA podłodze krew...rozmyta krew. U niego na ręce rana postrzałowa. Kto mógł to zrobić? Podeszłam do niego. Schyliłam się. Jak on mógł odebrać domofon? Może resztkami sił. To w tej chwili nie jest najważniejsze. Zadzwoniłam po pogotowie. Jadą tu. Muszę porozmawiać z Arturem.:
- To ja Magda. Artur słyszysz mnie? - zaczęłam płakać. Muszę być spokojna. Nie mogę po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie mogę panikować.
- Magda? To naprawdę ty? - mówił tak słabym głodem...tak cichym, że ledwo go usłyszałam.
- Tak to ja. Artur nie bój się pogotowie już jedzie. Wszystko będzie dobrze. - uścisnęłam jego dłoń. Musiałam mu dodać otuchy. Teraz moja kolej aby się nim zająć.
- Tęskniłem...dlaczego nie jesteś na odwyku? Wypuścili cię? - tęsknił...czyli myślał o mnie. Tak bardzo go kocham a pozwoliłam żeby stała mu się krzywda... .
- Ja też tęskniłam. To nie czas ani miejsce aby ci wszystko wyjaśnić co się stało. To dłuższa historia...kto ci to zrobił? - nie chciałam mu tego mówić, że uciekłam...był zbyt słaby.
- Robert...był tutaj. Kilka godzin temu. Nie wiem skąd widział gdzie mieszkam. Musiał mnie śledzić. Chciał kasę. Nie przejmuj się mną. Nic mi nie jest. To tylko rana postrzałowa. Ważne że ty już go nie zobaczysz. On już cię nie śledzi. - Robert?! Ten cham nie dość chciał pieniądze za towar ode mnie to jeszcze pobił Artura i wziął od niego pieniądze?! Pożałuje tego...gorzko pożałuje.
- Pogotowie już jest. Wszystko będzie dobrze Artur, uwierz mi... - pogotowie przyjechało zabrali Artura.
- Kocham cię Magda... - to jego ostatnie słowa, które usłyszałam. Musiałam iść do Roberta wyjaśnić wszystko. Musiałam go zabić... .
Zatrzymała mnie policja. Chcieli abym zeznała kto mógł to zrobić. Dla swojego dobra nie chciałam nic mówić...dla dobra swojego i Artura. Ja musiałam sama załatwić tą sprawę..sama wymierzyć sprawiedliwość.
Jestem już niedaleko speluny, gdzie mieszkamy wszyscy. Po drodze musiałam wstąpić do miejscowego dilera. On zna kogoś kto sprzedaje takie badziewie, że śmierć jest powolna i bardzo bolesna. Na taką zasłużył Robert. To będzie jego koniec.
Kupiłam. Narkotyk "krokodyl" - wystarczy jedno wstrzyknięcie a zabija powoli i boleśnie. Kości łamią się...masz wylewy. Wyglądasz jakby coś cię zżerało. Ciało gnije pod wpływem tych wszystkich wymieszanych śmieci. Zasłużył sobie na to. Nikt nie będzie krzywdził ludzi na których mi zależy...nikt.
Robert już tam był. Wyglądał jak zawsze. Zaczął się śmiać, gdy mnie zobaczył. Nie mogłam być wściekła. Nie mogę niczego po sobie poznać. :
- Wróciłaś, gdzie się szwendałaś, maleńka - jak zwykle arogancki kretyn.
- Nie twój interes. Mam coś dla ciebie. - mówiąc to podałam mu to świństwo. Krokodyla. Niech zaćpa na śmierć.
- Uprzedzili mnie, że to kupiłaś. Maleńka nic ci to nie da. Kupiłaś to sama to weź. Śmiało, przecież to nic takiego. - przewidziałam to. Kupiłam dwie. Jedna ampułka była z herą druga z krokodylem.
- Jak chcesz nie wiesz co tracisz. Czysta heroina. Pycha. Już nie mogę się doczekać jak zacznie działać. - miałam na niego haczyk. Każdy z nas uwielbia here a jeszcze jak uda się kupić czystą to odlot na maksa.
- Heroina mówisz, maleńka? No dobra to dawaj tą drugą ampułkę. trafiłaś bo mam dzisiaj 25 - urodziny. - nie wiedziałam że ma tyle lat. Po co się chwalił? Nikogo to nie obchodzi.
- To wszystkiego najlepszego. Bierz ile chcesz. Cala działka jest twoja. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Wziął. Nie mam wyrzutów sumienia za to co robię. Zasłużył. Widziałam jak bardzo jest spragniony. Nie musiałam długo czekać. Ja wzięłam czystą here a on krokodyla. Pożyje jakieś dwa lata i padnie.
Robert po krokodylu zaczął się dziwnie zachowywać. Nie wiedziałam jakie będą tego skutki. Musiał wziąź za dużo. Zaczął pluć krwią. Stracił przytomność. Ja w przeciwieństwie do niego bawiłam się świetnie. Hera jest wspaniała. Zaczęłam śpiewać, krzyczeć. Śniłam o zielonych kucykach. O wolności od narkotyków. Czułam...czułam...nic nie czułam... .
Następnego dnia rano Robert zachowywał się jak zawsze. Nie miał do mnie żadnych zastrzeżeń. Wyszłam ze speluny. Zauważyłam, że przybyli nowicjusze. Teraz zastanawiam się ile razy zabiłam jakiegoś człowieka. Czy mogę nazywać się mordercą? Przecież tyle razy dawałam w kanał nastolatkom. Skąd mam wiedzieć, że to nie był ich ostatni raz? Chcę z tym skończyć. Muszę pojechać do Artura do szpitala dowiedzieć się czy wszystko dobrze... .
Dojechałam na miejsce. Wpuścili mnie. Artur spał spokojnie. Miał operacje. Teraz ja muszę się nim zająć. Lekarze powiedzieli , że przez jakiś czas może być w śpiączce.
- Artur nasze role się zamieniły...chcę z tym skończyć ale to silniejsze ode mnie. Nawet nie wiesz jak silniejsze ode mnie. Uciekłam z odwyku. Nie mogłam już wytrzymać. Zdradziła cię z Pawłem. Żałuję tego. Dobrze wiedziałam co robię i nic mnie nie usprawiedliwia, że była pod wpływem narkotyków. Nic... . Obiecuję ci jedno Artur, Robert już nam nie będzie przeszkadzał. Nie będzie nas śledził, rozdzielał. Teraz będziemy już razem na zawsze... .
- Jakie wyznanie. Brawo brawo. Nie sądziłem, że cię na to stać. Podobno prostytutki nie mają uczuć a tu proszę takie zaskoczenie - niemożliwe to Tomek. Ale skąd on wiedział, że ja...że ja tu jestem?
- Co ty tu robisz?! Nie licz że ci kiedyś takie same słowa powiem, a teraz stąd wyjdź!!! Natychmiast!!! - przestraszyłam się go. Nie wiedziałam już do czego jest zdolny.
 Tomek podszedł do mnie bliżej, złapał za włosy tak silno. Zaczął mnie bić... . Krzyczałam wyrywałam się. Spadłam na podłogę uderzając o róg stolika. Zemdlałam. Słyszałam tylko oddalające się kroki z pomieszczenia, ktoś przybiegł chyba lekarz. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam, że jakaś ciesz spływa mi po czole aż do ust... . 

Rozdział 12 " Ból i cierpienie"

Robert i jego banda była tam, gdzie zawsze. Nie bałam się. Mogłam z tym skończyć kiedy chcę. Jeszce nie chciałam. Moim planem na najbliższe dni to ćpanie, ćpanie i jeszcze raz ćpanie aż do utraty przytomności. Byłam stosownie ubrana do tego towarzystwa. Stare sprane czarne rurki. Stary  - tshirt, trampki i kurtka ze skóry. Moje brązowe włosy jak zawsze były rozpuszczone i kręcone. Cała ja. Gdy zobaczyłam Roberta od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Był Jasiek, Anka, Patrycja i Krzysiek brakowało mi jednej osoby Marioli... .
Od razu przypomniałam co się stało. To ona...ona przedawkowała amfę. To nie mogła być prawda...moja najlepsza przyjaciółka. To musiało być kłamstwo. Podeszłam do Roberta uśmiechnął się i powiedział :
- Wiedziałem, że wrócisz. Tacy jak ty zawsze wracają, maleńka. - mówił to ochrypłym głosem. Jego czarne włosy były trochę dłuższe niż widziałam go po raz ostatni. Zmienił się. Był lepiej zbudowany. Wyższy. Pewnie brał sterydy.
- Co się stało z Mariolą, gdzie ona jest?! - musiałam się upewnić. Może to nie była ta ruda dziewczyna o której mi mówił Artur, może to pomyłka. Miałam taką nadzieję. Patrzyłam się prosto w  oczy Roberta. On zaczął się śmiać.
- Twoja najlepsza przyjaciółka przedawkowała, zasnęła na zawsze. Nie chciała na ciebie zaczekać, maleńka. To takie smutne, prawda? - zaczął się śmiać. Wyśmiewał się ze mnie.Czyli to prawda. Nawet nie pożegnałam się z nią. Zostawiła mnie sama.
- To niemożliwe. Nie zrobiłaby tego. Nie mogła- nie mogłam w to uwierzyć. Do tej pory byłam pozbawiona uczuć ale teraz? Wszystko się zmieniło. W pewnej chwili podeszła do mnie Patrycja. Jej długie blond włosy były związane w luźnego kucyka. Była jeszcze szczuplejsza niż przedtem.
-Nie przejmuj się - powiedziała. - My tacy jesteśmy. Z resztą z Mariolą już nie było najlepiej. Ciągle gadała tylko o śmierci. Musiała to zrobić, sama już nie wytrzymywała ze sobą. Tak to już jest - tak to już jest?! Co ona może o tym wiedzieć.
- Nie musisz mnie pocieszać. Dobrze wiesz co mi pomoże, Patrycja - ona wiedziała co mi pomoże. Robert z ciekawością zaczął się na mnie patrzeć. Siedzieliśmy przy stoliku w spelunie. Jak zawsze było tu duszno i ponuro.
- Nie maleńka, na towar musisz sobie zarobić sama. Koniec z darmowymi działkami. Skończyło się. Jak chcesz dać w kanał wiesz do czego musisz wrócić. - wiem o co mu chodziło, ale czy nie mógł mi dać ten jeden jedyny raz, odstąpić działki za darmo?
- Wiem o co ci chodzi. Ale gdzie ja ci tu o tej porze do jasnej cholery klienta zgarnę?! No gdzie!!! Wiesz jak jest to mi potrzebne. Jutro ci odrobię. Nie możesz jeden raz mi odstąpić? - nie chciałam jeszcze dziś wracać do prostytucji. Nie byłam gotowa.
- No dobra. Masz amfę. Tylko to mamy. Hera się skończyła, maleńka. ale jutro idziesz na Czerwoną Ulicę i zarabiasz- widać było, ze Robert nie jest zadowolony z tego.
- Dzięki - wzięłam od niego amfę, strzykawkę, łyżkę i poszłam. Niestety nie mogłam się wkłuć. Musiał mi ktoś pomóc. Miałam taką po prostu chcicę. Nie mogłam nic na to poradzić.
- Pomóc ci? Wiem co przechodzisz. - powiedziała Patrycja. Miło z jej strony że chciała mi pomóc. Wiedziałam, że jest już wstawiona. Jej źrenice były takie wielkie.
- Dzięki - ręce mi się trzęsły. Dobrze , że była w pobliżu od razu się wkuła w kanał. Znowu poczułam jak trucizna wlewa mi się do żył i powoli zalewa mnie od środka. Poczułam rozkosz. Tej nocy nigdy nie zapomnę. Nareszcie mogłam poczuć się wolna jak ptak.
Następnego dnia rano czy po południu musiałam iść na Czerwoną Ulicę tak jak obiecałam. Nie było tam ciekawie, same znajome twarze. Niektóre dziewczyny spały po kątach ze zmęczenia. Bałam się. Byłam ubrana w krótką czerwoną spódniczkę białe kozaczki i krótką białą kurtkę, pożyczone od Anki.  Dziwnie się poczułam. Znowu do tego wracam. Chciałam tylko jednego...znowu dać w kanał. Na tej ulicy nie przyjeżdżała policja, nikt nami się nie interesował. Było tak jak zawsze, samochody podjeżdżały robiłaś facetom dobrze na miejscu lub w hotelu. Najpierw musiałaś postanowić na swoim. Najpierw kasa potem usługa. Już na początku podjechało auto. Zatrzymało się koło mnie. Za kierownicą siedział facet. :
- Wskakujesz? - powiedział. Miał koło czterdziestki.
- Jasne. Co chcesz, skarbie? - musiałam być dla niego miła.
- A co dasz? Ile bierzesz? - zagadkowy mężczyzna.
- Co będziesz chciał, kotku. Biorę dwieście złotych oczywiście za małe co nieco - musiałam być droga. Takich facetów to kręci.
- Droga jesteś, podoba mi się to. Wskakuj - mężczyzna ze szpakowatymi włosami żuł gumę. Udawał cwaniaka. Słabo mu to wychodziło.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam kładąc mu rękę na kolanie.
- Do mnie do domu. Chyba że chcesz gdzieś w hotelu - hotel. Jak zawsze. Jeżeli do domu to nie jest żonaty. Ciekawe...
- Na rozgrzewkę do hotelu - powiedziałam rozpinając kurtkę. Nie cierpiałam tej roboty ale jakoś musiałam zarabiać na narkotyki. Innej drogi nie ma.
- Dobra. To jedziemy. - mówiąc to położył swoją rękę na moim udzie. Pojechaliśmy.
Dwie godziny później było po wszystkim. Czułam się jak szmata. Nikomu nie potrzebna, porzucona w kąt. Zapłacił mi 500 zł. Wystarczy na kilka dni. Po tym wszystkim byłam obolała. Zapomniałam jak to jest być dziwką. Teraz sobie wszystko przypomniałam. Powróciło wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Miłość jest okropna...rani...niszczy człowieka od wewnątrz. Teraz nie mogę być z facetem.
Gdy pojechałam do speluny przebrałam się. Oddałam pieniądze Robertowi. Pojechałam do Artura. Chciałam go zobaczyć, wyjaśnić czemu się nie odzywałam i dlaczego uciekłam z odwyku. Nie mogłam już dłużej czekać aby go zobaczyć. Tęsknota zwyciężyła nad "głodem"... . 

Rozdział 11 " Wieczna wolność"

Zasnęłam nad ranem. Nie mogę tak żyć. Na odwyku jestem już trzy miesiące. Nie wytrzymuje. Dzisiaj są walentynki. Ciekawie czy Artur o mnie myśli. Nie obchodzi mnie już nic ani nikt. Boję się świata, boję się życia. Nie chcę być samotna to takie przerażające zostać samym na tym świecie, nie chcę tak. Paweł dawał mi kilka razy amfę i LSD. Jest taki kochany. Nic nie muszę dawać mu w zamian. Polubiłam go przy czym zdradziłam Artura. Jest mi z tym ciężko ale  takie jest życie. Sama już nie wiem czy moglibyśmy być razem, on pewnie też mnie zdradzał. Nie wierzę już w nic ani w miłość, nadzieję na lepsze jutro czy przyjaźń. Na tym okrutnym świecie nie istnieje nic takiego. Moim rajem są narkotyki. To mój raj tutaj na ziemi wśród żywych.
Walentynki - komercyjne święto. Nie cierpię ich. Dookoła zakochane pary. Sądzą ,że będą ze sobą na zawsze. Głupota ludzka nie zna granic.Na odwyku wszyscy zakochani. Całują się po kątach, kochają w izolatkach. Wszyscy zachowują się jakby coś brali. Są tacy szczęśliwi. Włodzimierski wyjechał. Mamy spokój, nikt nami nie rządzi. Ja postanowiłam ,że ucieknę dzisiaj z odwyku. Nie wiem jak ale zrobię to sama czy z Pawłem wiem, że już tu nie wytrzymuje. Muszę stąd uciec.
Poszłam do swojej izolatki. Mieści się na pierwszym piętrze. Okna zamknięte. Można je wybić. Nic mi nie stoi na przeszkodzie. Krat nie ma. Rozmyślam leżąc na łóżku o swojej przeszłości. Stwierdziłam że nic mnie nie trzyma przy  życiu. Gdy ucieknę stąd pójdę do Roberta i do jego bandy. Tylko oni mi zostali. Nikt mnie nie rozumie, rodzice mnie wyrzucili z domu. Artur zostawił na odwyku. Nie chcę już żyć... .
Tak dobrze mi się marzyło o narkotykach ,kiedy akurat musiał przyjść Paweł, może i to dobrze, przynajmniej nie będę sama. :
- Co robisz? Może pobaraszkujemy, co?- nie wiedziałam czy jest ze mną z litości z pragnienia tylko tego jednego czy po prostu mnie kocha. Z resztą nie obchodziło mnie to. I tak byłam już kiedyś dziwką i nią pozostanę. Moje życie moje zasady.
- Myślę o swojej przeszłości. Chcę dzisiaj stąd uciec. Zrobisz to ze mną?- udałam że nie słyszałam tego co powiedział o seksie. Nie miałam ochoty tego robić.
- Uciec? Magda?! Zwariowałaś? Jesteś dopiero na drugim etapie chcesz to wszystko stracić? - Paweł zaczął krzyczeć. Był wściekły. Widziałam to. Nigdy taki nie był. Jego blond włosy nie były już tak złociste jak kiedyś. Widziałam że umiera, wykańcza go ta terapia.
- Pytam się uciekasz ze mną czy nie!!! - musiałam krzyknąć. Nie wiem dlaczego ale zależało mi na nim.
- Nie. Nie mogę tego zrobić. Przykro mi. Kocham Cię jesteś dla mnie jak siostra nie mogę - Paweł opuścił głowę. Czuł się winny. Nie rozumiałam. Byłam dla niego jak siostra z tym wyjątkiem, że z siostrą nie uparwia się seksu. Z tym jednym jedynym wyjątkiem... .
- Dlaczego?! Nie rozumiem. Jestem dla ciebie jak siostra. Myślałam, że...że jestem dla ciebie...kimś...kimś ...więcej - patrzyłam na niego ze smutnym wyrazem twarzy. Poczułam, że łzy spływają mi po policzkach. Rozpłakałam się. Czyli czuje coś do niego...
- Sądziłaś że ja ... że ja ciebie kocham? Jesteś dla mnie jak siostra. Zrobiliśmy to...wiem. Żałuję. Ale wiesz, że byliśmy nie trzeźwi. Magda kocham cię ale jak brat siostrę i nie chcę aby stało ci się coś złego. Nie wybaczyłbym tego sobie - nie kocha mnie. Przynajmniej nie tak jak ja tego sobie życzyłam. Paweł patrzył na mnie zabłąkanym wzrokiem. Ja na niego również.
- Ale ja zdradziłam swojego chłopaka, bo myślałam że mnie kochasz!- dlaczego miałam do niego pretensje? Przecież nie zrobił nic złego. To ja sobie ubzdurałam, że będziemy razem i że mnie kocha. A on potraktował mnie jak zabawkę, którą można rzucić w kąt jak się popsuje.
- Wiem. Nie chciałem i nie chcę ranić twoich uczuć ale muszę to zrobić. Jeżeli opuścisz odwyk oni cię już nie wpuszczą. Przemyśl to Magda. Zastanów się. Masz jeszcze szansę...- co on kurwa gada?! jaką szansę? Każdy narkoman kończy tak samo.
- Czyli nie uciekniesz ze mną? Jak chcesz przynajmniej mnie nie wydaj - nie chciałam o nic go prosić. Narkoman nie prosi ,narkoman żąda. Ja żądałam za dużo od świata, stanowczo za dużo.
- OK nie wydam cię. Na pewno- jego dumna postawa była tak samo wielka jak  jego głupota.Widziałam, że już nie wytrzymuje. Sam zadecydował, że chce zostać. Ja nie chciałam.
Po tej naszej "rozmowie" Paweł pocałował mnie i wyszedł. Widziałam go po raz ostatni. Tej nocy uciekłam z odwyku. Nareszcie byłam wolna. Nie chciałam nikogo słuchać. Gdy uciekłam udałam się do Roberta. Miejsce, gdzie się spotykali znałam na pamięć. Jeszcze nie wiedziałam w co się pakuje... .


 Rozdział 10 " Problemy..."

Na początku ja z Pawłem myśleliśmy, że nikogo w pomieszczeniu nie ma. Ździwiliśmy się jednak, gdy zobaczyliśmy ordynatora. Najpierw myślałam, że pomyliliśmy pomieszczenia. Gdy zobaczyłam "ordynatora" dopiero później dostrzegłam, że jest to mój lekarz - Włodzimierski. Przestraszyłam się. Przecież ja nic nie zrobiłam. Jakie to dziwne uczucie być wystraszonym. Raz pragniesz umrzeć bo nie ma miejsca na tym świecie dla ciebie, przynajmniej tak sądzisz, twoje życie legnie w gruzach, masz wszystkiego dosyć a z drugiej strony jeszcze coś trzyma cię przy życiu, które i tak wydaje się bezsensu bo po co mamy się męczyć z codziennym problemami. Już dawno mogłam sobie zrobić ten jeden ostatni strzał, ale zawsze coś mnie trzymało tutaj sama nie wiem co może to miłość, nadzieja?
Sala była pusta. Wyraz twarzy Pawła obojętny. Jego blond lok zwisał mu koło ucha tak spokojnie. On był spokojny, chyba zauważył , że się denerwuje. Dopiero teraz zorientowałam się, że cały czas trzymam jego rękę. Zwolniłam uścisk. Nie chciałam wyjść na psychopatkę - choć i tak wszyscy tutaj nimi byliśmy. Włodzimierski stał na środku pomieszczenia. Wpatrywał się w nas jak w nadnaturalne zjawisko. Faktem jest, ze nie lubię mówić o swoich uczuciach, tych prawdziwych (zawsze trzymałam je głęboko w sobie) teraz również nie miałam ochoty o nich rozmawiać. Ordynator podszedł do nas bliżej. Popatrzył i powiedział:
- Usiądźcie, zaraz przyjdą inni. - więc inni też mieli przyjść.
Za niedługo zaczęli schodzić się inni z mojej grupy. Usiedli koło nas w tak zwanym "kręgu". Widać było, że wszyscy są nie spokojni. Włodzimierski był wściekły. W końcu zaczął mówić :
- Doszły mnie słuchy, że ktoś z was rozdawał innym narkotyki - mówił stanowczym głosem jak na 26 - latka.
- Niby kto ci tak powiedział, doktorku?! - odpowiedział jakiś chłopak. Pierwszy raz zwróciłam na niego uwagę. Miał brązowe proste włosy do ramion. Miał 18 lat.
- Nie będę tego ukrywać, jeżeli mamy być tutaj wszyscy szczerzy to wam powiem... .
- No wydusisz to z siebie, doktorku? - nie wiedziałam jak się nazywa. Dopiero potem Monika powiedziała mi , że ma na imię Przemek.
- Wydał was jeden z chłopaków. Olek. - Olek? czy to nie jest ten chłopak z schizofremią? Nie można tak postępować! On jest chory.
- Olek, kurwa co ty odpierdalasz?! - widać było, że Przemkowi nie spodobało się to. Zaraz naskoczył do Olka. Zaczęła się przepychanka. W końcu Włodzimierski i ch rozdzielił.
- Uspokójcie się!!! To nie jego wina! Mogliśmy wszyscy to lepiej skombinować. Nie zwalajcie wszystkiego na niego. - odezwała się Monika. Poparłam ją. W tym samym momencie Przemek postawił się nam. Uratował nas Paweł.
- Dzięki Paweł nie potrzebowałam twojej pomocy. - powiedziała. Nie mogłam po sobie poznać, że między nami do czegoś doszło.
- Dobrze wiedzieć. - powiedział zadufanym tonem
- No dobrze, to co mam z wami zrobić? Ukarać? To nic nie da. Możecie wrócić do swoich izolatek. Jutro również jest spotkanie...aha chciałem was uprzedzić, że przyjeżdżają stażyści z wydziału psychologii. Bądźcie dla nich mili, przynajmniej nie tacy jak w zeszłym roku. - co się wydarzyło w zeszłym roku? Musiałam wiedzieć.
Gdy wyszliśmy ze spotkania, każdy z nas był oburzony i nieźle wkurzony na Olka. Z pewnością na długo możemy zapomnieć o narkotykach i o wyjeździe Włodzimierskiego. Teraz jeszcze lepiej wszystko będzie sprawdzane. Zapytałam się Moniki co się stało w ubiegłym roku, nie wiedziała była tu od niedawna. Musiałam zapytać się Pawła. Powiedział mi, że ostatnio niektórzy z pacjentów specjalnie udawali ataki czy coś w ty rodzaju. Gdy stażyści podchodzili zaczynali gadać o śmierci. Strasznie się z nich nabijali.
Zamknęłam się w swojej izolatce z Moniką - mieszkałyśmy tam razem. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Miałam straszną chcicę na narkotyk. Chciałam jeszcze raz LSD czy amfy nawet wtedy wystarczył by mi susz. Chciał tylko odpłynąć. Nie mogłam zasnąć, a gdy już zasnęłam nie miałam spokojnego snu. Powracały koszmary z tamtych lat. Śniło mi się, że chodzę bez jednej ręki i nogi, że na każdym kroku moje ciało się rozsypuje, krwawi. To wszystko przez te narkotyki. Nie chciałam tak. Kto by pomyślał, że nawet na odwyku będę brała, że będą mnie prześladować myśli samobójcze. Sądziłam, że będę tęskniła za Arturem. Trochę za nim tęskniłam ale bardziej za zrobieniem sobie zastrzyku tego jednego. Męczył już mnie ten odwyk. Nie chciałam żyć chciałam po prostu zaistnieć, pozostawić po sobie ślad i zniknąć w świecie, gdzie nie ma problemów, w świecie gdzie będę bezpieczna... . 

Rozdział 9


Rozdział 9 " Paweł...czy to może być ta miłość? "

Nie zapomniałam o Arturze. Przecież nadal go kocham. Wierzę, że kiedyś wyjdę z tego i będę normalnie funkcjonować. O tej jedynej miłości nie da się zapomnieć można to porównać do tego, że nie da się zapomnieć ile jest 2+2, tak było w moim przypadku. Wiem, że trzymanie się za rękę z Pawłem nic nie oznaczało. Być może gdybym miała te piętnaście lat znaczyło by to coś dla mnie ale teraz, gdy jestem dorosła nie. Sama nie wiem dlaczego podczas działania narkotyku zaczeliśmy trzymać się za ręcę. Być może dlatego, że nie chciałam zostać sama po tak długim przerwaniu nałogu a Paweł też nie chciał byc sam? Sama tego nie wiem. Tyle myśli nasuwa mi się do głowy. Zaczynam przejmowac się błahostkami, przeraża mnie to... .
Po tym, gdy LSD zaczęło działać trzymałam mocno Pawła za rękę on mnie również. Jego długie palce oplatały moje. Były tak samo blade i wyczerpane tą całą gonitwą za czymś co nie możliwe. Gdy tabletki zaczęły działać dużo rozmawialiśmy. Sama już nie wiem o czym. Dowiedziałam się mnóstwa rzeczy o Nim a on o mnie.
Następnego dnia rano leżałam u Pawła na kolanach. Trzymałam się jego ręki jakbym miała koszmary. Paweł spał. Nie chciałam go budzić. Wstałam powoli. W ustach miałam metaliczny posmak, pomyślałam, że to pewnie od narkotyku. Gdy wstałam zakręciło mi się w głowie. Byłam słaba. Upadłam na podłoge. Straciłam przytomność... .
Obudziłam się po około dwóch godzinach. Monika i Paweł stali przy mnie. Pielęgniarki ucieszyły się, gdy się obudziłam. :
- Napędziłaś nam stracha Magda - powiedziała starsza pani. Zapewne pielęgniarka. Z plakietki odczytałam, że ma na imię Zosia.
- Co się stało? Gdzie ja jestem?
- Zemdlałaś. Zobaczyłem cię jak się obudziłem. Najpierw myślałem, że śpisz ale zasnęłaś u mnie na kolanach. Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak - Paweł mówił przejmującym się głosem z odrobiną troski o mnie a może mi się tak zdawało. Czym ja przyciągam facetów? Naiwnością? Bezradnością? Czy może tym, że żyje w innym świecie a nie w rzeczywistości?
- Aha. Monika nic ci nie jest. To co przedwczoraj się wydarzyło... . Co ci było? - odpowiedziałam. Monika stała koło mojego łóżka. Wyglądała już lepiej, o wiele lepiej niż kilka dni temu.
- Miałam atak. Bo widzisz ja mam padaczke. Teraz czuje się o wiele lepiej niż przedtem. Mam nieregularne napady. Sama nie wiem kiedy mogą wystąpić. Słyszałam co ci zrobili. To moja wina. Oni sądzili, że coś mi podałaś.
- To nie jest twoja wina. Tak musiało sie stać. Nic na to nie poradzisz, że są podejrzliwi. To nie twoja wina. - te ostatnie słowa chodziły mi pogłowie jak myśl przewodnia. "To nie twoja wina... nie twoja wina, że jesteś narkomanką, że rządasz wręcz od świata miłości bo nie chcesz być samotna, to nie twoja wina, że życie ci się pieprzy cały czas. Ono po prostu takie jest..." .
Gdy pani Zosia widziała, że lepiej się już poczułam poszła. Monika również. W pokoju zostałam tylko ja i Paweł. Patrzył na mnie z zaciekawieniem. Ciekawie co ja takiego zrobiłam wczoraj. Zapewnie opowiedziałam mu całe moje życie. A on mi swoje. Ja nic nie pamiętam. Siedziałam tak na łóżku z dziesięć minut aż w pewnym momencie Paweł przysiadł się do mnie i złapał mnie za rękę. Dlaczego to zrobił?
- Wiem co przeszłaś. Ten  Robert jest okropny  jak mógł cię zmuszać do prostytucji? Świnia i cham z niego. Zabiłbym go. - czy on się mną przejmował? Co ja mu naopowiadałam? Prostytucja...wszystko mi się przypomniało. Nieprzespane noce. Kolejna skrywana tajemnica przed Arturem, oszukuję siebie i Jego. Jestem okropna.
-Wybacz ale ja nie pamiętam nic z wczorajszej nocy. Jakbyś mógł mi przypomnieć co się wydarzyło. - wiedziałam, że z moją głową już nie jest najlepiej. Przyjmowanie narkotyków zmieniło funkcjonowanie mojego mózgu już nie zapamiętywał tyle co kiedyś.
- To normalne jeżeli ktoś po raz pierwszy bierze LSD ja też tak miałem. Nie przejmuj się. W miarę jak będę ci opowiadał co się wydarzyło wszystko sobie przypomnisz. - LSD? Czy naprawdę tak jest? Czy może Paweł chciał mnie uspokoić, że nie jest ze mną jeszcze tak źle?
- Aha. Nie wiedziałam - odpowiedziałam z niechęcią w głosie.
- Po tym jak dałem ci tabletki zaczęłaś je jeść jak cukierki. Zdziwiło mnie to. Nie sądziłem, że dziewczyny są takie wytrzymałe. Myliłem się. Ja też wziąłem trochę LSD. Usiedliśmy na podłodze koło łóżka, trzymaliśmy się za ręcę i czekaliśmy aż się zacznie. Tak jak przewidywałem pierwsza odleciałaś ty, potem ja. Chyba wyobrażałaś sobie swojego chłopaka bo zaczęłaś gadać do ściany, nie trudno było zgadnąć jego imię bo powtarzałaś non stop Artur. Dobre pół godziny gadałaś sama do siebie. Potem zaczeliśmy gadać ale ze sobą. Opowiedziałaś mi wszystko. Jak zaczęłaś ćpać, ile miałaś lat. Jak zmuszano cię do prostytucji bo nie mogłaś wytrzymać bez kolejnej działki. Opowiedziałaś mi również jak miałaś zapaści, swoje myśli samobójcze aż do teraz jak poznałaś Artura. - dosłownie wszysto o mnie wiedział. Przerażało mnie to. Mógł to wykorzystać w każdym momencie, bałam się a z drugiej strony ulżyło mi, że mogłam się komuś wygadać.
- Nie wiem co powiedzieć. Wiesz o mnie wszystko. Dosłownie.
 Paweł patrzył jeszcze na mnie przez dłuższą chwilę. Zbliżył się i pocałował. Nie całował tak jak Artur. Jakoś inaczej. Oddałam się rozkoszy i odwzajemniłam pocałunek. Na początku byłam zakskoczona, chciałam go odsunąć ale przestałam się nad tym zastanawiać. Pochłonęła mnie fala gorąca pochłaniajaca moje ciało od wewnątrz. Zaczęlam się bawić Jego włosami. Ten pocałunek musiał coś dla niego znaczyć. Nie zrobił by tego tak po prostu bez rzadnego powodu. Zapomniałam o problemach, które mnie otaczają o Arturze - mojej miłości. Oddałam się chwili. Moje ciało pasowało do jego ciała. Położyliśmy się na łóżku. Było tak wspaniale. Całowaliśmy się. Ja leżałam na nim. Pawłowi to nie przeszkadzało. Chyba lubiał jak dziewczyna przejmuje inicjatywę. Nigdy nie zapomnę tej pięknej chwili. Myśleliśmy, że dojedzie do czegoś więcej, gdy do pokoju weszła Monika. W jednech chwili przypomniałam sobie , że mam chłopaka, że jestem na odwyku i że nie ma czegoś takiego tutaj jak prywatność. Paweł chciał jeszcze mnie całować ale ja odmówiłam. Pośpiesznym krokiem usiadłam na łóżku, odsunęłam się od niego. Nie miał mi tego za złe. Monika przez dłuższy czas patrzyła się na nas. Widziałam w jej oczach smutek, rozpacz i tęsknotę. Po dłuższej chwili przemówiła :
- Ordynator już wrócił. Więc koniec z naszej sielanki. Zaczną się spotkania. - koniec naszej sielanki? Co miała na myśli?
- O której jest spotkanie? - zapytał Paweł. Ja nie byłam w stanie. Nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Ja właśnie w tej sprawie. Za pięć minut jedno się zacznie. Macie przyjść. Włodzimierski chce z wami pogadać. Sądzę że to coś ważnego. Ogarnijcie się jakoś i chodźcie.
- Zaraz będziemy. - odpowiedziałam.
Gdy Monika wyszła patrzyłam się na Pawła. W jego oczach widziałam, że chce powtórzyć to jeszcze raz. "Nie teraz Paweł, nie teraz". Pomyślałam. Wyszliśmy z mojej izolatki. W pokoju czy w pomieszczeniu raczej, gdzie odbywały się spotkania nikogo nie było. Byłam znowu tylko ja Paweł i ku naszemu zdziwieniu ordynator... . 

Statystyka

Moi narkomanie :)