Rozdział 20 " Nowe życie, stare problemy"
Życie, na nowo rozpoczęłam je. Bóg dał mi szansę, pytanie czy ją dobrze wykorzystam w dobry sposób. Nie chcę patrzeć na umierające osoby, odchodzące zranione małe osóbki po których nic nie zostaje, które są jak pyłki kurzu nie liczące się z nikim... .
Teraz muszę zacząć nowy rozdział w moim życiu, zacząć wszystko od nowa, zerwać z tym wszystkim, nie będzie to łatwe...wiem o tym ale małymi kroczkami da się wszystko zrobić... .
Zasnęłam...niecierpliwie zasnęłam tej nocy...bałam się że sny z przeszłości mnie dopadną, wiem, że będę musiała zmierzyć się z tym wszystkim, z tymi wszystkimi problemami ale jeszcze nie teraz...teraz ratuje mnie muzyka i miłość Artura.
Dzień za dniem płynie tak szybko, a ja czuję się tak jakbym zatrzymała się w jednym miejscu...wszyscy gdzieś się spieszą a ja zostaje... .
Obudziłam się, co dalej? Rozejrzałam się po sali...nie ma nikogo, jestem tylko ja i te wszystkie kable koło mnie, mam wyjść za miesiąc ze szpitala, teraz ma przychodzić do mnie psycholog, ponieważ targnęłam na swoje życie. Głupota, oni sądzą, że ja im naprawdę wszystko powiem, tylko jednemu człowiekowi mogę zaufać - Arturowi.
Po jakiejś godzinie przyszła do mnie Patrycja. Nie wiem skąd wiedziała, gdzie jestem i w jakim szpitalu leże ale ucieszyła mnie jej wizyta. Wyglądała inaczej, miała zadbane włosy upięte w koka. Ubrana była w dżinsowe rurki, trampki i t-schirt z Pierce The Veil - mojego ulubionego zespołu. Podeszła do mnie...popatrzyła i rozpłakała się. O co chodzi? W prawdzie mówiąc nie widziałam swojego odbicia w lustrze ale nie mogłam aż tak źle wyglądać. Zapytałam się jej o co chodzi :
- Patrycja czemu płaczesz?
- Magda, ja nie mogę uwierzyć, że ty....że ty...chciałaś się zabić. To niemożliwe. Czemu chciałaś to zrobić? To przez Artura? Niech ja tylko go kurwa dorwę to pożałuje... - urwała, głos jej drżał, nie wiedziała gdzie ma patrzeć. Zapewne ilość kabli i urządzeń, które były koło mnie ją przeraziły.
- Nie ważne...nie mówmy o tym... - odpowiedziałam odwracając głowę w stronę okna. - powiedz co tam u ciebie słychać? Zmieniłaś się, masz pracę? - zapytałam
- Tak, znalazłam pracę...pracuję, no może to nie jest jakaś dobra praca ale zawsze jakaś jest ale nie radzę ci tam ze mną pracować... - nie dokończyła, zwróciła głowę w kierunku sufitu, zamknęła oczy.
- Patrycja...o co chodzi? Mnie możesz wszystko powiedzieć. Chyba nie wmieszałaś się znowu w to bagno?! - podniosłam głos
- Nie...nie chcę wracać do przeszłości...mam inne sprawy na głowie. Jestem...jestem...Magda ja nie mogę mieć tego dziecka!!!
- Patrycja jesteś w ciąży?! To wspaniale, powinnaś się cieszyć a nie płakać. - powiedziałam ze zdumieniem w głosie, ucieszyło mine to, że moja przyjaciółka będzie mamą
- Ale Magda to jest...to jest niechciane dziecko...ja zostałam...zostałam zgwałcona - rozpłakała się, widziałam jaka jest zrozpaczona. W jednej chwili wszystko się zmieniło, rozumiałam ją.
- Patrycja, czemu mi nie powiedziałas tego wcześniej, jak to się stało? Wiesz kto to zrobił? - po tych ostatnich słowach zapadła niema cisza. Ona wiedziała kto to zrobił, miała taki przekonowujący wzrok, Patrycja wiedziała że ja znam tą osobę... .
Ciszę przerwała wchodząca do sali pielegniarka. Obie spojrzałyśmy na nią. Zrozumiałam co Patrycja chciała zrobić, może to i lepiej. Aborcja...lepiej jeje dokonać niż nie kochać urodzonego dziecka. Gdy Patrycja wychodziła, powiedziała tylko jedno słowo " Robert", potem zniknęła za drzwiami sali. W jednej chwili wszystok powróciło. Gwałty, prostytucja, to bolało...te wspomnienia bolały....jak nigdy dotąd. Zastanawiało mnie tylko jedno - jak on to zrobił, skoro nie było już go wśród żywych?
Jeszcze tego samego dnia przyszedł do mnie Artur. Trochę porozmawialiśmy, jak zawsze. Dostałam swoją komórkę, wykręciłam numer do starego znajomego Grześka.... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz