niedziela, 24 lutego 2013
Rozdział 19 " Dlaczego...?
Ciemność, wszędzie ciemność...nigdy się tak nie bałam jak teraz. Ja umarłam, zeszłam z tego świata, jeżeli mnie odratowali to zapewne będę jak roślina...pełna gniewu we wnątrz że żyję ale nie będę umiała tego wyrazić, może jednak nie, może odeszłam z tego świata. Tak bardzo tego chciałam, po tym co Artur mi zrobił ja nie mogłam żyć, za bardzo go kochałam, chciałam odejść, tak byłoby lepiej dla nas oboje ale on o mnie walczył. Jedyne co pamiętam przed utratą przytomności to smak jego ust. Teraz widzę ciemność. Jest wszędzie. Nagle chce mi się żyć, zawsze tak jest, nie powinno być tak...nie w moim przypadku, tyle osób zraniłam tyle przeze mnie cierpiało. Dlaczego? Pytam się do cholery, dlaczego?! Jak ja moge tu zostać?! Tyle złego wyrządziłam...jak...no jak?! Widze światło...jest piękne czuję że rodze się od nowa, nowa szansa...i tak ją zmarnie, ale coś mnie do tego światła ciągnie, opuszczam babcie...dziadka z tego pięknego śwaita, gdzie bylo tak ciepło, przytulnie, gdzie nie było przemocy, gniewu...narkomanii. Muszę wrócić do prawdziwego świata, nie chcę ale muszę... .
Dławie się leże w jakiejś sali, jest wymalowana na biało, patrzę na żyły całe, uratowane. Jestem słaba. Ktoś mnie uratował, pytanie dlaczego? Czemu ktoś miał to robić, tyle już przeszłam. Śmierć byłaby najlepszym rozwiązaniem, tyle kabli jest koło mnie. Podchodzi młoda pielęgniarka, wita mnie swoim uśmiechem, nie jest szczery...nigdy nie jest. :
- Wybudziłaś się, to dobrze. Twój chłopak na ciebie czeka - kobieta powiedziała miłym głosem kojarzącym się z ciepłem domowego ogniska, którego ja nigdy nie miałam.
- A...Ar...Artur - powiedziałam ochrypniętym głosem.
- Tak zaraz powiem mu aby do ciebie przyszedł. Nie dało się tego chłopaka odgonić od ciebie, nie chciał w ogóle wyjść. Musi bardzo cię kochać. - musi....kochać...mnie, chciałam coś jeszcze powiedzieć ale nie dałam rady, musiałam napić się wody.
Gdy pielęgniarka wyszła, wpuściła Artura do sali. Podpuchnięte oczy pełne łez i zmartwienia. Ubranie całe w błocie i krwi. Twarz...jego twarz była cała...miała taki wyraz jakiego jeszcze nigdy u niego nie widziałam...wyglądła jakby ktoś z jego bliskich zmarł...ale to nadal był Artur. Gdy go zobaczyłam serce zaczęło mi szybciej bić. Chciałam się na niego popatrzeć ale odwróciłam się. To był wstyd. Wstydziałm sie na niego patrzec, nie mogłam...nie po tym co zrobiłam. Jednak on podszedł do mnie, zbliżył się...dotknął mojej dłoni :
- Magda, kochanie dlaczego to zrobiłaś? - zapytał się łamiącym głosem.
- Ja...nie mogę żyć, po tym co ja zrobiłam tobie to ja nie mogę być na tym świecie, rozumiesz? - powiedziałam.
- Magda, co ty opowiadasz, przecież ja cię kocham, ty mi nic nie zrobiłaś. To ja powinieniem cię za to wszystko przeprosić...nie ty mnie... - urwał, nie dokończył zdania.
- Artur ale czemu ty chciałeś mnie uratować, masz przecież inną. Ze mną zerwałeś... - powiedziałam, miał Olke po co ja mu byłam?
- Po tym jak przyszłaś pod Samotne Drzewo, po tym jak zobaczyłem twoje łzy zbierające się w twoich oczach, zrozumiałem co zrobiłem. Jeszcze tego samego dnia z nią zerwałem. Magda ja ciebie kocham nie ją, rozumiesz?! Teraz to rozumiem, tyle razem przeszliśmy a ty chcesz to wszystko zniszczyć?
- Ale ja nie chcę niczego niszczyć, nie chcę żyć ani umierać, ja chcę po prostu być...chcę być Artur...chcę być przy tobie...z nikim innym tylko przy tobie, z tobą cały czas... - rozpłakałm się, przypomniałam sobie co zrobiłam jak go skrzywdziłam tym że chciałam odejść...
- Magda, skarbie kocham cię i zawsze tak będzie. Chcę abyś była ze mną zawsze. Nie ważne co przeszliśmy ja i tak cię kocham. A teraz uśmiechnij się , proszę zrób to tylko dla mnie. - mówiąc to dotknął mojego policzka dłonią, łza spłynęła mi po policzku, jemu też, wiedziałąm jak mu na mnie zależy...teraz już wiedziałam.
- Artur ja też cię kocham. Przepraszam cię za wszystko.
- Nie przepraszaj, bo ja też zawiniłem. Jak ja mogłem pozwolić abyś zrobiła sobie krzywdę... - oczy miał przeszklone...mówiła łamiącym się tonem.
- Nie płacz- powiedziałam- teraz będzie tylko lepiej, zobaczysz.
Tego dnia powiedziałam wszystko Arturowi, nie mogłam go zawieść. Chciałam się leczyć, nie mogłam pozwolić aby strach przed życiem mnie pokonał, przynajmniej nie teraz. MIałam już nowy plan na nasze życie...
sobota, 23 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
Moje myśli :D
Kim jestem? Pytam się świata, ludzi kim do cholery jestem? ...wydaje mi się czasem, że jestem upadłym aniołem, który czeka aby wyciągnięto go z tego życiowego bagna, który czeka na miłość aby rozwinąć skrzydła jak rozkwitający kwiat...rozwinąć swe skrzydła literackie...tak, teraz wiem kim jestem...
Nie ma cię od wielu dni...pytanie czemu? Widziałam cię..twoje niebieskie oczy, które były pozbawione blasku...nie są już takie jak wcześniej...nie błyszczą jak gwiazdy na niebie...nie ma cię...wiem o tym...jesteś już na innym świecie...kocham cię...więc powinnam pozwolić ci odejść...jednak brak ciebie nie daje mi spokoju...nie wytrzymuje. Cały czas widzę twój uśmiech, gdy zamknę oczy...serce mi pęka z tęsknoty...biorę żyletkę, przecinam żyłę...płaczę z radości, że za moment ujrzę cię w blasku miłości
niedziela, 17 lutego 2013
Rozdział 18
Z perspektywy Artura
Następnego dnia po południu zadzwonił telefon. To Magda. Była cała zapłakana, nie wiedziałem o co chodzi, kazałem jej przyjść pod tą samą kafejkę co wczoraj. Widziałem w jakim jest stanie. Nie mogłem jej od tak po prostu zostawić. Przytuliłem ją. To dla mnie wiele znaczyło, że zwracała się do mnie ze swoimi problemami. Opowiedziała mi wszystko. Teraz wiedziałem co się stało. Zabrałem ją do parku. Rozmawialiśmy koło Samotnego Drzewa, to miejsce stało się dla nas obojga wyjątkowe. Pocałowałem ja po raz drugi. Tym razem nie w policzek ale w usta. Miała je takie słodkie. Ucieszyłem się, gdy odwzajemniła pocałunek. Pierwszy raz powiedziałem dziewczynie swoje uczucia. Tylko Magda nie była jakąś zwykłą dziewczyną w moich oczach, dla ,mnie ona cała była wyjątkowa. Powiedziała mi, że nie może wrócić do domu, nie po tym co zrobiła. Zrozumiałem, zaproponowałem jej żeby tą noc spędziła u mnie. Ufała mi, ja jej też. Całą noc rozmawialiśmy. Gdy widziałem już, że jest bardzo zmęczona i że zasnęła, wziąłem ją delikatnie na ręce i zaniosłem do swojego pokoju. Przykryłem kocem. Tak słodko spała, była taka spokojna. Zrozumiałem że Magda jest inną dziewczyną niż te które dotąd poznawałem, jest po przejściach. Nie przeszkadzało mi to. Kochałem ją. Musiałem się tylko dowiedzieć jak jej pomóc z tego wszystkiego wybrnąć. Jeszce tej samej nocy szukałem artykułów o narkomanii, niestety na próżno. Dowiedziałem się niewiele.
Następnego ranka wstałem wcześniej. Zrobiłem jej śniadanie. Wyglądała tak uroczo w swoich rozpuszczonych włosach i zaspanych oczach. Niestety musiałem iść do pracy, nie chciałem jej zostawiać samej.
Nie widziałem jej już tego dnia. W nocy też nie przyszła do mnie do domu. Bałem się o nią. Czułem że coś jest nie tak.
Następnego dnia rano ktoś zadzwonił domofonem. Zszedłem na dół. Wiedziałem że to Magda. Słyszałem jak głos jej drży. Uciekła, przestraszyła się mnie. Krzyczałem za nią, biegłem. Jest szybsza ode mnie. Przewróciła się, podbiegłem do niej. Była trochę okaleczona ale na policzku miała siniaka, wiedziałem co się stało. Ona wzięła, była u Roberta tamtej nocy. Nie byłem na nią zły czy wściekły. Kochałem ją a jeżeli się kogoś kocha to nie jest się na niego złym za to co robi, tym bardziej że Magda jest narkomanką. Patrzyłem na nią, pocieszałem. W jednej chwili mogłem ją stracić. Magda zaczęła się dusić, nie mogła złapać powietrza. Płakała. łzy spływały jej po policzkach. Zadzwoniłem po pogotowie. Przyjechali jak najszybciej, byli w pobliżu. Teraz dopiero uświadomiłem sobie ile Ona dla mnie znaczy.
Magda była pół roku w śpiączce. Czekałem, wciąż czekałem aby się wybudziła. Pielęgniarki pozwoliły mi spać na oddziale. Modliłem się codziennie do Boga aby Ona mogła żyć. Chciałem abym ja nie żył a ona żeby po prostu mogła znowu otworzyć oczy. Gdy już traciłem wszystkie nadzieje obudziła się. Mój największy skarb na świecie obudził się. Nie mogłem płakać, nie chciałem aby widziała jaki jestem słaby, nie teraz. Opowiadałem jej wszystko po kolei co się wydarzyło. Jak to Magda zapytała się czy coś jej nie ominęło. Gdy dowiedziała się, że jej najlepsza przyjaciółka Mariola zmarła z przedawkowania zaczęła płakać. Nie chciałem jej uspokajać, wiem że każdemu dobrze zrobi , gdy się wypłacze od czasu do czasu. Magda szybko zasnęła, była bardzo wyczerpana.
Po kilku dniach zawiozłem ją na odwyk, nie chciała tego ale ja chciałem ją wspierać. Chciałem ją wspierać jak się tylko da. Kocham ją. Wiedziałem że długo się nie zobaczymy. Tego dnia pogrążałem się w smutku, nie poszedłem nigdzie. Zostałem w domu.
Dzień za dniem mijały tak wolno gdy Magdy nie było. Pewnego dnia ktoś zaczął walić w drzwi mojego mieszkania. Otworzyłem. To był Robert. Zastanawiałem się czego on ode mnie chce. Przyłożył mi pistolet do głowy. Zrozumiałem że chodzi o narkotyki. Zaczął wszystko rozwalać u mnie w mieszkaniu. Był nagrzany. Dąłem mu pieniądze za działkę Magdy. Gdy już sądziłem, że sobie pójdzie on strzelił mi w ramie. Wyszedł z mojego mieszkania, zostawił otworzone drzwi. Po pół godzinie, ktoś zadzwonił domofonem. Resztkami sił odebrałem. To była Magda. Powinna być na odwyku. Gdy mnie zobaczyła, przestraszyła się. Zadzwoniła na pogotowie. Ja nie miałem siły. Robert mnie pobił i postrzelił. Czułem że tracę siły. Magda starała się zatamować krwawienie. Gdy już pogotowie przyjechało powiedziałem ostatnie słowa do Magdy "kocham cię" potem zasnąłem.
Podobno byłem w śpiączce. Z tego wszystkiego, gdy zasnąłem słyszałem tylko to co Magda do mnie mówiła. Czułem jej obecność.
W śpiączce farmakologicznej byłem kilka dni, gdy się wybudziłem Magda nic nie pamiętała. Tomek ją pobił. Ta dziewczyna cały czas wpadała w tarapaty. To właśnie w niej kochałem. Chciałem jej wszystko opowiedzieć ale nie miałem siły. Pocałowałem ją, głupi sądziłem, że to coś da ale dało, Magda wszystko sobie przypomniała. Opowiedziała mi co działo się na odwyku. Przez chwilę ogarnęła mną złość. Sam nie wiedziałem co mam myśleć. Zastanawiałem się czy ją jeszcze kocham. Odgadła że chcę aby wyszła.
Minęło kilka miesięcy, gdy po raz ostatni widziałem Magdę. Znajomi mówili mi abym się nią nie przejmował, że nie jest mnie warta. Pewnego dnia poszedłem z nimi na piwo. Po kilku piwach poderwałem jakąś dziewczynę całkiem zapomniałem o Magdzie. Ola - tak nazywała się dziewczyna, którą poznałem. Zakochała się we mnie. Zapytałem ją czy chce ze mną chodzić ona odpowiedziała że chce.
Kilka dni później dostałem list od Magdy, chciała abym się z nią spotkał koło Samotnego Drzewa. Byłem wtedy z Olką. Przyszliśmy w to samo miejsce, gdy zobaczyłem Magdę wszystko powróciło, wszystkie wspomnienia. Jednak chciałem jej pokazać, że ja już poukładałem sobie życie. Magda powiedziała, że nie będzie mi już go komplikować oraz że już po raz ostatni ją widzę. Nie ucieszyły mnie te słowa... .
20 kwietnia a więc w dzień urodzin Magdy dostałem od niej wiadomość. Wiedziałem co chce zrobić. Od razu pobiegłem do parku. Zobaczyłem jak leży bezwładna na trawie a koło niej jest dużo krwi. Nie mogłem jej stracić. Teraz wiem, że popełniłem błąd zdradzając ją. Nie obchodziło mnie to że ona też mnie zdradziła z Pawłem, który jej w ogóle nie kochał. To nie było w tej chwili najważniejsze. Podbiegłem do Magdy, złapałem za nadgarstki i przytuliłem. Ona nie mogła umrzeć. Nie teraz... . Przytuliłem ją i poczułem jej zapach, pocałowałem ją aby poczuć smak jej soczystych a zarazem słodkich ust. Zacząłem krzyczeć , krzyczeć tak głośno że tchu brakło mi w piersi. Widziałem jak cierpi i do czego doprowadziła ją jej miłość do mnie... .
sobota, 16 lutego 2013
Moje myśli :D
Ciągle się kłócimy, nie wytrzymuje już tego..ty wyjeżdżasz ja zostaję...serce krwawi, wiem
że to tylko kilka set kilometrów...ale boję się, boję się utraty ciebie, nie wiedziałam że po raz ostatni cię widzę...wypadek samochodowy...jestem na twoim pogrzebie...wyglądasz jak anioł...ciemne kręcone brąz włosy oplatają twoją twarz, cerę masz jak anioł..taką porcelanową...po raz ostatni widzę cię...twoje ciało...smutek ogarnia mnie coraz większy...mam dość...nie wytrzymuje...już ponad rok jak ciebie nie ma ...serce pęka z tęsknoty...wykrwawiam się do środka swego ciała...umieram...widzę cię...jesteś w takiej jasnej pięknej poświacie...nic się nie zmieniłeś....moja miłość do ciebie się nie zmieniła...teraz jesteśmy dwoma aniołami szybującymi ponad chmury...na zawsze razem...
Oczy, twe oczy lśnią...stoimy na przerwie..spojrzenia się spotykają...łapiesz mnie za rękę...poczułam twoją dłoń na mojej...uśmiechasz się do mnie...wiesz że się w tobie zakochałam...a ty we mnie...podchodzisz bliżej...opieramy się o ścianę...nie zważamy na nic ...czuję twój oddech...wpatruję się w twoje oczy...są piękne...takie brązowe...jak czekolada...zamykam oczy...czuję twoje usta ...oblewa mnie fala gorąca...czuję że topnieję...trzymasz mnie jeszcze mocniej a ja ciebie...dotykam twoich włosów...twoje usta wtapiają się w moje...ziemia drgnęła...mam motylki w brzuchu...dzwonek...lekcja się zaczęła ale dla mnie czas się zatrzymał...przestajesz mnie całować...puszczasz moją dłoń z objęcia...oddalasz się do klasy...ja idę do swojej...wiem że mnie kochasz...przy tobie czuję się tak bezpieczna a w twych objęciach tak jakbyś bronił mnie przed całym złem tego świata...
Idę przez szkolny korytarz...moja głowa idzie na dół gdy cię widzę czemu jest mi wstyd? Przecież ty nie odpisujesz, nie dzwonisz, ja nic nie zrobiłam, może to przez to że za bardzo ci ufałam..jednak nauczyłeś mnie czegoś...nie poddawać się....nie patrzeć na innych co mówią, jednak sam tak robisz...wyszłam ze szkoły czuję się wolna..wolna od ciebie nie od nauczycieli...nareszcie mogę poczuć się szczęśliwa, jednak nie...jesteś na przystanku autobusowym...widzę cię...boję się...ale czego? Przechodzę koło ciebie siadam...nie patrzysz na mnie...wyciągasz telefon...piszesz sms...nie do mnie...po chwili dzwoni ci komórka...odbierasz...mówisz "cześć kochanie jasne, że do ciebie przyjadę"..jestem smutna...rozpacz pożera mnie...czuję że coś spływa mi po policzku...to łza..płaczę przez ciebie....rozkochałeś mnie w sobie i porzuciłeś...odchodzisz...ja zostaję...
piątek, 15 lutego 2013
Moje myśli :D
Słyszysz mnie? Słyszysz moje serce? Ja twoje słyszę i to wyraźnie...choć ty nie żyjesz czuję twoją obecność codziennie..przy małych czynnościach jak mycie zębów czy ubieranie się...byłeś ze mną zawsze...kotku ...kochanie za niedługo będziemy już razem...już dzisiaj razem w niebie czy w piekle...biorę nóż...przecinam jedną żyłę...wykrwawiam się...przecinam drugą...jest pięknie..łza spływa mi po policzku...nie martw się nie cierpię bo wiem że będziemy już zawsze razem na wieki...
Jesteś inny niż wszyscy dookoła...wybrałam ciebie bo cię kocham...a ty wolisz puszczające się laski...próbuję cię zrozumieć ale nie potrafię...jesteś taki zamknięty w sobie... przyciągasz mnie jak magnes...kocham cię i nie przestane aż do śmierci...umrzemy razem...z tobą mogę robić wszystko...pić...płakać...ćpać...wszystko byle z tobą
Czujesz coś do mnie ja to wiem i ty to wiesz...ale nieśmiałość i strach przed odrzuceniem nas od siebie odrzuca...kocham cię nadal...choć mnie zraniłeś...tak wiele razy...czemu tak robię? czemu ci wybaczam gdy mnie krzywdzisz? inni mówią że nie da cię kochać ale jakoś ja potrafię...kocham to twoje spojrzenie...twoje niebieskie oczy...jak grasz w piłkę...twój śmiech gdy coś cię rozbawi masz wtedy takie fajne dołeczki...kocham cię psychicznie i fizycznie ale ty o tym się nigdy nie dowiesz...bo wiem że byś mnie wyśmiał...
Subskrybuj:
Posty (Atom)